Wróć do katalogu

Zupa jarzynowa czyli o czym śnią astronauci

Nie jest to opowiadanie. Nazwać to można sennym tekstem, niewybudzonej istoty piszącej. Kim jest istota pisząca? Trudno zdefiniować. To ktoś, kto ma dłonie i palce, ale może też pisać samą wyobraźnią. Ma być może mózg, ale pewności nie mam. Na pewno

aleaiactaest, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Eliaszu, Eliaszu - głos wołał go z głębokiej toni. Był to głos przytłumiony, niski. Wydawało mu się, że Barry White poznał jego imię i sobie dworuje z niego. Zaraz zacznie melodyjnie wyśpiewywać: "Eliaszuuu, jejeje, Eliaszuuu, szuuuu, uuuuu, lalalala". Eliasz czuł, że śni. Był w ostatniej fazie snu, gdy jawa przeplata się z marą, gdy mózg oczyścił się przez całą noc, a teraz zgrabna miotełka zgarniała na szufelkę resztki, jakie pozostały po porządkach. Zgarnięta kupka, nałożona na szufelkę, patrzyła pytająco na Eliasza "No i co mam teraz zrobić? Może ktoś powiedzieć mi, gdzie tu jest kosz na śmieci?"

- Eliaszu, Eliaszu? - głos był mocniejszy, chociaż wciąż tubalny. A może to Szef z miasteczka South Park, z przekrzywioną czapką kucharską nawołuje go na obiad? "Szefie, jak zupa to najlepiej jarzynowa, a na drugie zraziki zawijane w sosie własnym. Do tego buraczki i kompot z czereśni". Eliasz przełknął ślinkę. Czy we śnie przełyka się ślinę? Tego nie wiedział i postanowił otworzyć oczy. Najlepiej oba naraz. Myślał, że gdy to zrobi, będą nad nim stać Barry White i Szef, z zatroskanymi i zarazem radosnymi minami. Barry powie "Witaj Eliaszu", a Szef doda "Zapraszam do stołu".

Eliasz z szeroko otwartymi oczami, stwierdził, że nikt nad nim nie stoi. Byłoby to fizycznie niemożliwe, gdyż Eliasz był w pozycji stojącej. Świat po otwarciu oczu był mętny, jasnozielony. Falował lekko. Eliasz się przeraził. Było to absurdalne i niemożliwe, ale stwierdził, że jest w "czymś" wypełnionym wodą. Serce zaczęło walić jak oszalałe, a on odruchowo otworzył usta. Jasnozielona ciecz tylko czekała na to. Wlała się szerokim strumieniem do ust, wpłynęła do przełyku, dróg oddechowych i ostatecznie zalała płuca. Zaczął szarpać się jak umierający topielec. "Barry, Szefie, ratujcie mnie", przemknęła myśl rozpaczy. Eliasz stracił poczucie rzeczywistości i odpłynął w sen. Obudził się ponownie. Tym razem leżał. Biała poświata oślepiała go. Czuł szpitalną woń. Podobała mu się. Przypomniał sobie poprzednią pobudkę i cieszył się jak dziecko, że, tym razem, obudził się na łóżku. Próbował podnieść się, ale nie mógł. Kolejna próba. Poczuł się, jakby niewidzialny Barry White i Szef usiedli we dwóch na nim. Nie czuł ucisku, jedynie totalną niemoc podniesienia się. - Eliaszu - głęboki bas zawołał go po imieniu. Poruszył gałkami ocznymi w bok i dopiero wtedy dostrzegł małego, czarnego człowieczka stojącego dwa metry od niego. Patrzył na Eliasza przez rogowe okulary i uśmiechał się dobrotliwie. - Wszystko w porządku - odrzekł mały człowiek. Nie był krasnoludkiem, ani karłem. Był zwyczajnie niski, proporcjonalnie zbudowany, jak na taki wzrost. Miał nadwagę. Zapięcia guzików napinały szpitalny fartuch na dużym brzuchu. Eliasz dostrzegł jak zabawnie trzymał złączone palce rąk. Dłonie przypominały kupkę czarnej plasteliny. "Czyżby to był mój Barry White ze snu?", pomyślał Eliasz. Nie miał siły na pytania, czekał aż czarny kurdupel mu wszystko wyjaśni. - Wszystko w porządku. Mamy cię pod kontrolą, Eliaszu - powtórzył stojący - Nazywam się doktor Franklin Godsen. Trochę się najedliśmy strachu, ale teraz wszystko jest w porządku. Eliaszowi coś nie spodobało się w tym uporczywym powtarzaniu frazy "wszystko w porządku". Nie sądził, że jest "w porządku", skoro nie mógł się ruszyć, a poprzednio czuł, że się topi. Miał nadzieję, na bardziej obszerne wyjaśnienia. Z drugiej strony mantra "wszystko w porządku" miała niewytłumaczalną siłę. Była jak zaklęcie Morfeusza. Poczuł ciężkość powiek, gałki wywinęły się do góry, lekko otworzył usta i zapadł w bardzo głęboki sen. Pochrapywał, a mały czarny człowiek przyglądał się mu z zaciekawieniem.

Dawno nie spał tak twardo, ciężko i bezwiednie. Gdyby ktoś zrzucił go z łóżka i zaczął skakać po nim, nie zdołałby się obudzić. Co najwyżej zmasakrowałby mu twarz, pogruchotałby żebra, płuca i narządy wewnętrzne, aż do zakończenia żywota Eliasza przez duszną i bolesną śmierć. Nic nie śnił. Widział czarną, nieskończoną i cichą pustkę. Czy można to uznać za sen? Miał poczucie świadomości, w sensie takim, jak nie traci się jej, zamykając oczy, gdy siedzi się w fotelu, z książką w dłoni. Była to świadomość bez świadomości zmysłów. Sama wyobraźnia. Nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie czuł. Ruch w żaden sposób nie występował. Czas był zagadką, bo nie można było stwierdzić czy idzie do przodu, wybija kolejne sekundy, czy zatrzymał się w miejscu. A może wskazówki się cofały, elektroniczne liczby na wyświetlaczu malały? Absolutna czerń. Mógłby odejść od zmysłów, oszaleć od tego. Może i tak się stało i on nie śni, tylko trwa w nieskończoności. Eliasz miał pomysł, jak wyrwać się ze snu, w którym się nie śni. Podszedł do sprawy w sposób logiczny. - Jeśli jestem w czerni - dumał - to znaczy, że czerń istnieje, jest bytem. Nie może być w nicości, ponieważ nicość nie ma koloru. Ta czerń równie dobrze mogłaby być bielą. Zaczął wyobrażać sobie biel. To było jak próba przebudzenia. Eliasza czasem nachodziły sny, w których uzmysławiał sobie, że śni. Zawsze gdy to był piękny sen, na przykład o dziewczynie, której nie mógł mieć na jawie, a pojawiała się we śnie, wtedy pragnął by sen trwał i trwał. Efekt stawał się odwrotny do zamierzonego. Sen rozmazywał się, umykał mu,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych