Zwiastun piękności
Sabrina to paskudna szesnastoletnia dziewczyna. Bóg prosi ją o wykonanie trzech zadań. W nagrodę dziewczyna ma być piękna, ale czy tak się stanie? Proszę o szczere komentarze, bo to moja pierwsza poważna opowieść.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie pamiętam dokładnie kiedy to się zdarzyło, ale na pewno dobry wiek temu. Był gorący czerwcowy poranek. Sabrina jak codziennie zbierała jagody w lesie. Dziewczyna miała szesnaście lat. Mieszkała w małej wiosce daleko stąd. Starsze kobiety mówiły o niej: „Paskudna zewnętrznie, lecz piękna od środka”. Dlaczego akurat tak? Sabrina była bardzo brzydką dziewczyną. Twarz miała bladą jak ściana, włosy rzadkie i bardzo jasne. Skóra na jej dłoniach i nogach była tak sucha, że z nich schodziła. Żadna młoda dama ani dojrzała kobieta nie liczyła się z dziewczynami zwanymi „blada twarz” i chłopcami „lalusiami”. W tamtych czasach, bowiem najważniejszą rzeczą u kobiet i mężczyzn był wygląd zewnętrzny. Szesnastolatka miała siostrę Sandrę. Jej uroda była nadzwyczajna. Karnację miała koloru karmelu, a włosy i oczy barwy ciemnej czekolady. Jej „miłość” do ludzi, a szczególnie do Sabriny, była niczym lwa do hieny. W wiosce tej nie było chyba jeszcze osoby tak podłej jak Sandra. Sabrina zawsze zastanawiała się jak dwie siostry zrodzone z jednej matki i z jednego ojca, mogą być tak różne pod względem zachowania, a przede wszystkim wyglądu. Matka dziewczyn miała na imię Anna. Od kilku lat już „przykuta” była do łóżka. Sabrina opiekowała się nią jak tylko mogła. Prała, gotowała, zbierała owoce. Władze wioski nie grzeszyły rozdawaniem pożywienia. Chodziło wtedy o pieniądze. Jedzenie trzeba było importować z innych krajów, a to dużo kosztowało. W tejże wiosce mięsa nie było prawie wcale. Nie żeby ludzie nie chcieli hodować bydła. Po prostu były tu nieodpowiednie warunki. Susze towarzyszyły każdemu latu i każdej zimie. Zwierzęta zdychały. Ludzi też coraz więcej umierało, gdyż drzewa owocowe i zboża nie chciały dawać plonów. Z roku na rok cała wioska coraz bardziej wymierała. - Kochane drzewa jesteście moimi największymi przyjaciółmi.- Mówiła Sabrina, gdy skończyła zbierać owoce. Leżała właśnie na małej polance w lesie. Było tak pięknie. Soczysta trawa porośnięta różowymi i żółtymi kwiatami, które były tak wielkie, że przypominały kielichy pełne wina. Tylko to miejsce w całej wiosce jeszcze nie umarło. Gdy Sabrina zamknęła oczy i snuła swe marzenia, coś zimnego dotknęło jej rękę. Gwałtownie podniosła się z oburzoną miną, która jak się szybko pojawiła, tak i szybko znikła. Stał przed nią, bowiem śliczny, a zarazem dorodny, szary królik. Najwyraźniej przyszedł przywitać się z towarzyszem zabaw. Za chwilę zjawiło się jeszcze więcej zwierząt. Sabrina wstała. Rozłożyła swe długie, suche ręce i zaczęła tańczyć z mieszkańcami lasu. Nawet kwiaty kołysały się w rytm szumu koron drzew na wietrze. Młoda dziewczyna bardzo kochała naturę. Któż mógłby być jej największym przyjacielem jak nie drzewa, kwiaty i wszystkie leśnie zwierzątka. Wydawało się, że tak cudowną chwilę przerwać mógł tylko Bóg. Lecz nagle kwiaty przestały podrygiwać, zwierzęta poukrywały się za drzewami. Na środku polany pojawiła się... Sandra. - Jak możesz wygłupiać się tutaj z tymi zwierzami, zamiast przynosić jagody do domu i zrobić z nich dżem? Poza tym jestem bardzo głodna... Matka też, ale pewnie mniej. I radzę ci ugotować coś dobrego, bo ostatnie twoje dania smakowały jak podeszwa. – Wykrzyknęła i odeszła. Sabrina klęknęła na trawie i zaczęła płakać. Nic już nie wydawało się piękne. Jednak „zebrała się w sobie”, ucałowała zwierzątka w główki i ruszyła w stronę domu. Jakaż ta droga była okropna! Sabrina szła środkiem okrągłego rynku. Myślała wtedy jak bezczelnie zachowała się jej siostra. Że niby ona jest najważniejsza i tylko ona odczuwa głód, gdy nagle... - Uważaj, co robisz!- Krzyknęła Klaudia. Była to dziewczyna w wieku Sabriny. Mieszkała w sąsiedztwie. Należała oczywiście do tych piękności, które zadzierają nosa. Jej duma została tak obrażona, bo ktoś śmiał nadepnąć jej na palca, że popchnęła Sabrinę do tyłu, a ta wpadła do studni obok. Nie mogła się podnieść, ręce ślizgały jej się na brzegach studzienki. Jak zawsze przy takich sytuacjach wokół Sabriny zrobił się wielki krąg ludzi. Kobiety buczały, mężczyźni krzyczeli:„ Hej, blada twarz, wypiłaś dziś za dużo wina?”. To było takie upokorzenie. Sabrina nigdy nie przejmowała się obelgami na swój temat, ale to przeszło już wszelkie granice. Z wielkim trudem podniosła się o własnych siłach. Jej sukienka cała była przemoczona. Podeszła do najgłośniej śmiejącej się sąsiadki i wycisnęła całą wodę na jej głowę. Potem szybkim krokiem odeszła. Ludzie nagle zamilkli, stali jak wryci. Sabrina jeszcze nigdy nie zrobiła czegoś tak odważnego. Była z siebie dumna, ale mimo to w jej oczach szkliły się łzy, a „świeczki” stały w nich na baczność. Postanowiła jednak nie płakać, bo według niej na to przeznaczona jest noc. Niestety powitanie w domu też nie należało do najmilszych. - Trochę dużo czasu zajęło ci z przejście z lasu do domu. Mówiłam ci, że jestem głodna. Przez ciebie sama musiałam gotować. Ja nie wiem, co się ostatnio z tobą dzieje. A tak w ogóle to, dlaczego jesteś taka mokra? Twoje zwierzęta obśliniły cię na pożegnanie?- Kpiła sobie Sandra. -Mama śpi? - Nie, idź do niej, bo ja wychodzę na spotkanie z tym nowym chłopcem z sąsiedztwa. Ależ on jest słodki! To prawda, że młody chłopak był ładny. Sabrina nigdy nie interesowała się chłopcami. Gdy ich spotykała zawsze odwracała wzrok lub raptownie zmieniała kierunek swej drogi. Nauczyła się tego, gdy była małą dziewczynką. Każdy chłopiec śmiał się z jej wyglądu. Kamil jednak wydawał się inny. Jego błękitne oczy pokazywały ciepło i czułość. Kilka razy spotkały się z oczyma Sabriny i patrzyły na nie tak uroczo, że żadna dziewczyna nie mogła im się oprzeć, nawet ona. Sandra wróciła bardzo późno do domu. Wściekła wkroczyła do pokoju siostry i krzyknęła: - Ja nie wiem jak ty to robisz! Było tak romantycznie, siedzieliśmy na ławce przed jego chatką, dopóki nie wspomniałam o tobie! Mówiłam mu, jaka jesteś brzydka i okropna dla mnie, a on powtarzał tylko:” Nie sądzę”. Był jak zahipnotyzowany. Pod koniec naszego spotkania oznajmił, że ma ochotę z tobą porozmawiać. Myślałam, że zwariuję. Nienawidzę go tak samo jak ciebie! - Nie krzycz tak, bo mama śpi. Tobie też radzę położyć się do łóżka. Bo jesteś chyba bardzo zmęczona. Musiało ci się przyśnić, że mówił coś o mnie, bo nie sądzę, aby tak... ładny chłopiec chciał rozmawiać ze mną. Dobranoc. – Odrzekła Sabrina i ułożyła się do snu. Nie wierzyła, że Kamil mógłby się z nią spotkać. Ale gdyby tak było, to chyba oszalałaby z radości. Z taką myślą zasnęła. Zaraz z samego rana wybrała się na rynek kupić jajka na śniadanie. Przekupki dalej podśmiewały się z jej wczorajszej „kąpieli” w studni, lecz Sabrinie już to nie przeszkadzało. Cała złość i upokorzenie ustąpiły i w środku „bladej twarzy” pojawiła się dawna szesnastolatka. Ale czy na pewno nie było w niej niczego innego niż zwykle? Otóż nie! W jej duszy tliło się jedno silne uczucie- nadzieja. Tak bardzo pragnęła, by jej oczy spotkały na swej drodze ślicznego chłopaka z blond włosami i niebieskimi oczami, że... Niemożliwe! To się stało! Na końcu rynku stał Kamil i machał do niej! Nie była pewna jak na to odpowiedzieć. Zdecydowała jednak podejść do chłopca i przywitać się. W końcu jest tu nowy i powinien zawierać nowe znajomości. - Masz na imię Sabrina prawda?- Zapytał chłopiec, gdy stanęli oko w oko.- Twoja siostra dużo mówiła mi o tobie. - Raczej nie chwaliła mnie. Rozmawialiście o mojej brzydocie. - Tak, to prawda. Pamiętaj jednak „Paskudna zewnętrznie lecz piękna od środka”, dla mnie to jest najważniejsze. Twoja siostra jest całkowitym przeciwieństwem. -Więc, dlaczego umówiłeś się z nią? - Rozmawiając z nią, poznawałem ciebie. Fascynujesz mnie. Żadnemu mieszkańcowi nie jesteś obojętna. Ludzie albo cię kochają, to należy do tej najstarszej grupy społeczeństwa, albo nienawidzą. Sprawdziłem już to. - Większość jest tych drugich. Niestety. - Przejdziemy się gdzieś?- Zaproponował Kamil. Nie wiedzieli gdzie dokładnie idą, po prostu przed siebie. Rozmawiało im się bardzo dobrze, swobodnie. Czasami mieli wrażenie, że znają się od dzieciństwa. Co kilka zdań Kamil powtarzał, że trzeba dużo czasu przebywać z Sabriną, żeby poznać jej najprawdziwsze piękno. -Kiedy się spotkamy?- Zapytał chłopiec - Za kilka dni, jeśli chcesz. Zabiorę cię w najdroższe mi miejsce. To będzie niespodzianka. - Już nie mogę się doczekać. Więc dowidzenia ma piękna. Sabrina uśmiechnęła się tylko i poszła w stronę domu. Serce waliło jej jak młot, a suche dłonie drżały jak opętane. Jeszcze nigdy nie rozmawiała z kimś tak swobodnie, nawet z matką. Kamil akceptował ją taką, jaką była. Nie chciał pięknej Sabrinki zewnętrznie, bo dla niego najważniejsze było to, co w środku. Którejś nocy Sabrina spała bardzo źle. Nie dlatego, że myślała nowym koledze. Czasami po prostu łapała ją okropna bezsenność. Postanowiła się pomodlić. -Sabrino, wiem, że chcesz mieć niezwykłą urodę. Dam ci ją, jeśli ty zrobisz coś dla Mnie.- Powiedział jakiś głos. Sabrina wiedziała, że zna tą osobę, ale nie mogła przypomnieć sobie skąd. Była pewna jednak, że jest dobry i zaufała mu. - Dobrze, co to jest?- Spytała - Masz do wykonania trzy zadania. Pierwsze z nich brzmi: przekonaj Sandrę, siostrę twą, by stała się, choć odrobinę milsza dla ludzi. Zadanie będzie wykonane, gdy ktoś z mieszkańców wioski powie: „Zmieniła się”. Za kłamstwa spotka cię kara. Po każdym wykonanym zadaniu powiem ci następne. Mężczyzna znikł. Sabrina leżała w łóżku, ale na dworze było już jasno. Zastanawiała się, z kim mogła rozmawiać w śnie. Kto mógłby spełnić jej marzenie? Kto mógłby zmienić jej wygląd jak nie... - Bóg!- Wykrzyknęła. W tej chwili była pewna, że to był On… A może tak pragnie być ładna, że to wszystko było tylko złudzeniem? To było bardzo trudne pytanie. W jednej chwili odpowiadała na nie:” Tak to na pewno było złudzenie”, w drugiej zaś mówiła: „Przecież Bóg może wszystko!”. Sabrina była bardzo wierzącą osobą i zrezygnowała z pierwszej opcji. Gdy samotnie zjadła obiad udała się do swojego malutkiego pokoiku, by włożyć świeżo upraną w rzece sukienkę. Była bardzo piękna, zielona i zwiewna. Gdy szła unosiła się na niej niczym skrzydła ptaka. Zakładała ją tylko na specjalne okazje, a taką było spotkanie z Kamilem. Kiedy była już wystrojona zajrzała w lusterko. Ona sama wydawała się sobie ładna w tym stroju. Na koniec jeszcze zerwała z krzaczka, który rósł za jej oknem, wielką, żółtą różę i wpięła ją we włosy. Gdy wychodziła z domu natknęła się na siostrę, która siedziała na ławce przed chatą. - Gdzie się tak wystroiłaś?- Spytała jadowicie - Mam spotkanie z Kamilem. Ups... po co ci to mówię? Czasami nie umiem trzymać języka za zębami. - Dobrze wiesz, że on mnie już nie interesuje, więc odpuść sobie. – Zdenerwowała się. - Wybacz droga siostrzyczko. Sabrina była bardzo szczęśliwa ze spotkania z kolegą. Jeszcze nigdy z nikim nie rozmawiała poza siostrą, matką i przyrodą. Jak to zwykle u niej bywa nasunęło jej się trudne pytanie: „ Czy powiedzieć o śnie Kamilowi?”. Co jeśli nie będzie chciał przyjaźnić się z Sabriną, która stanie się ładna zewnętrznie? No właśnie przyjaźń! Jeśli chce się z nim przyjaźnić to musi powiedzieć mu wszystko, ale tylko jemu. Nikt inny nie dowie się o tym. -Cześć Kamil!- Wykrzyknęła, gdy spotkali się na okrągłym rynku. Chłopiec stał z małym bukiecikiem leśnych kwiatków. Jego twarz jak zawsze promieniała uśmiechem. - Witaj Sabrinko. Mam coś dla ciebie. – Wręczył jej kwiaty- To, co z tą niespodzianką? - No tak, chodź za mną. I poszli młodzi przez mały ryneczek w stronę lasu. Byli sobą tak zajęci, że nie zdali sobie sprawy, że ktoś podąża ich śladem... W lesie słońce przebijało się przez gęste korony drzew. Tylko w niektórych miejscach widać było plamy światła, reszta boru była bardzo ciemna. Sabrina podążała naprzód szybkim krokiem. Tą leśną drogę znała świetnie. Dokładnie wiedziała, gdzie jest gałąź, którą trzeba odsunąć ręką, a gdzie znajdują się skupiska pokrzyw, które należy zręcznie ominąć. Kamil niestety pozbawiony był tej wiedzy. Gdy doszli do celu, czyli na małą polankę, jego śliczna twarz miała kilka zadrapań, a na rękach i nogach pojawiły się wielkie bąble. - Przynajmniej będę zdrowy- zażartował. Przyjaciele długo rozmawiali. Tematy były proste, praktycznie nie mówili o niczym specjalnym. Kamil wyczuł w głosie Sabriny jakiś strach i krępację. Domyślał się, że chce go o coś spytać, ale nie była pewna jak to zrobić. - Myślę, że chcesz o czymś mi powiedzieć. Widzę to w twoich oczach- cicho rzekł chłopak. - Tak to prawda. Opowiedziała mu cały sen. Sama się sobie dziwiła, że słowa tak łatwo wychodziły jej z ust. - Powiedz mi, czy to prawda. Może to mi się tylko zdawało? - Nie sądzę, ale nawet, jeśli, to nikomu nic się nie stanie, jeśli twoja siostra będzie, choć trochę milsza dla otoczenia. - Pewnie masz rację. - Pamiętaj Sabrinko, że nawet, jeśli twój wygląd będzie taki, jaki jest, ja i tak... i tak będę cię kochał. Objął ją bardzo mocno. Łzy napłynęły jej do oczu. Te ostatnie dni spędzone z Kamilem były najpiękniejsze w jej życiu. Wykona te trzy zadania bezinteresownie, nie będzie czekała na nagrodę. Zrobi to dla Boga i Kamila. Niestety jak to w życiu zwykle bywa tak cudowne chwile nie mogą trwać wiecznie, zawsze ktoś musi je przerwać. W tym przypadku to była najgorsza osoba, jaką można było sobie wyobrazić...Klaudia! - Aż mnie mdli na wasz widok! Kamil, jesteś tak świetnym chłopakiem. Jak możesz być z taką brzydulą, a nie ze mną? - Ty niestety należysz do tej grupy dziewcząt, które nie mają za grosz rozumu i rozsądku. Wierz mi, nienawidzę tego. Może wracaj już do domu, niech mamusia wypierze ci twoją ohydną sukienkę, o ile można nazwać to sukienką, bo się troszkę pobrudziłaś!- Kamil miał w głosie oburzenie i rozczarowanie, bo jak ktoś mógł mu przeszkodzić w tak romantycznym uścisku? - Pożałujecie tego, a ty paskudo szczególnie!- Odeszła z wielkim rozgoryczeniem... Na szczęście. - Nie martw się. Obronię cię przed każdym.- Powiedział chłopiec. Para siedziała jeszcze długo na polanie. Gdy zapadł kompletny zmrok udali się do własnych domów. Przez całą noc Sabrina zastanawiała się jak przekonać siostrę, by była lepsza. Nigdy między nimi nie było dobrych relacji. Głównie kłóciły się i obrażały nawzajem. To oczywiste, że Sandra wścieknie się, gdy Sabrina będzie dawała jej jakiekolwiek rady. Mimo wszystko jednak postanowiła zrobić to, o co prosił ją Bóg. Coś zapukało do jej okna, gdy na dworze było jeszcze ciemno. Pomyślała, że to po prostu gałązki róży stukają w szybę na wietrze. Zamknęła oczy. Pukanie powtórzyło się jeszcze kilka razy, ale było już dużo głośniejsze. Sabrina podeszła do okna. Jakaś osoba stała na dworze. Wyglądała bardzo przerażająco. Czarny cień odsuwał i przybliżał się do okna na przemian. Dziewczyna cała drżała, nie wiedziała, co ma robić. Jej suche ręce trzęsły się jak galareta. Na skórze pojawiła się „gęsia skórka” ze strachu… i z zimna pewnie też. Na lekko zaparowanym oknie przerażająca osoba napisała: „To ja, Kamil!!”. Szybko otworzyła okno. Tak, to był on. -Ale mnie wystraszyłeś! - Przepraszam. To dla ciebie. – Wręczył jej żółtą różyczkę. - To z mojego krzaczka... ale dziękuję. Co cię tak wcześnie do mnie sprowadza?- Spytała. - Nie mogłem zasnąć. Ciągle myślę o twoim śnie. Chcę ci pomóc w tych zadaniach. Boję się, że sama sobie nie poradzisz. - Wybacz mi, ale muszę załatwić to sama. Nikt nie może mi pomóc... nawet ty. Obiecuję, że będę zdawała ci dokładne relacje z każdego dnia moich prób i wysiłków. Teraz wracaj do domu i połóż się spać, bo jest jeszcze bardzo wcześnie. - Dobrze kochana. Zrobisz jak zechcesz. Jutro o zmroku na polance, zgoda? - Zgoda. Do zobaczenia. Po wizycie Kamila Sabrina spała bardzo krótko. Gdy rano przygotowywała śniadanie postanowiła spokojnie siąść przy stole z Sandrą i szczerze porozmawiać. W końcu i w niej musi być, choć niewiele dobrej strony, która po prostu zasnęła. To jest ten czas, w którym trzeba przywrócić ją do życia. Więcej taka okazja się nie powtórzy. Nikt inny nie może jej obudzić oprócz Sabriny. Ale dlaczego ona, przecież są największymi wrogami? No właśnie. Żadna z jej przyjaciółek tego nie zrobi, bo są takie same jak Sandra. Jak więc mogą widzieć jej błędy? Tylko ktoś, kto nie należy do piękności może to zrobić! Gdy dobrze pójdzie może Sandra będzie budzić dobre strony w innych, a inni innych i na świecie będzie coraz mniej tych paskudnych od środka? - Sandro, musimy poważnie porozmawiać- rzekła Sabrina, gdy siostra weszła do malutkiej kuchni. - Lepiej zanieś mamie śniadanie. - Już to zrobiłam. - Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! -Ale ja mam z tobą! Siadaj na krześle i słuchaj, bo jak nie to... - To, co?- Z uśmiechem spytała Sandra. Sabrina posłała siostrze tak okrutne spojrzenie. Z jednej strony było w nim widać złość, gniew i rozgoryczenie, a z drugiej najprawdziwszy smutek. Sandra stała z wytrzeszczonymi oczami. W tamtej chwili bała się Sabriny. Wiedziała, że siostra nie żartuje i postanowiła ustąpić. - Dobrze, gadaj, tylko żeby długo to nie trwało. - Dziękuję- mówiła już cichym i spokojnym głosem- nie będę już rozpaczać nad tym, jaka ja jestem brzydka, a ty piękna. Że to trochę dziwne, bo jesteśmy przecież rodzonymi siostrami, a tak dużo nas dzieli. Przejdę od razu do sedna sprawy. Dziwię ci się Sandro. Wiesz ile mogłabyś zdziałać gdybyś była trochę milsza dla ludzi? Z twoją urodą i moim „środkiem” mogłabyś zajść daleko. Dlaczego nie chcesz pomóc sobie i innym? - Ludzie mnie nienawidzą. Nawet matka ma do mnie pretensje, nie wiem nawet, za co. - Znasz powiedzenie: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”? Nie? Chodzi mi o to, że nikt nie będzie cię wielbił, skoro ty masz wszystkich w nosie. A co do mamy, myślisz, że jest ci wdzięczna za cokolwiek? Stara się, ale nie może znaleźć żadnego powodu. Chce być z ciebie dumna, ale jak, skoro ty nie dajesz jej na to szansy? Nigdy nie podałaś jej jedzenia. Kiedy ostatnio ją przytuliłaś? Zawiodła się na tobie. Powiedział mi kiedyś, że myślała, że będzie z ciebie zadowolona, z twojego wyglądu i sposobu życia. Powiedziała też, że bardzo jej ciebie brakuje, a jej największym marzeniem jest to, żeby szczerze z tobą porozmawiać i śmiać się jak wtedy, gdy byłyśmy małe. – Te ostatnie zdania o Annie Sabrina mówiła łkając. Nie myślała, że to będzie ją tak dużo kosztowało. Gdy Sandra wyszła z domu bez słowa, uklęknęła na podłodze i płakała jak małe dziecko. Była pewna, że jej przemowa niczemu nie pomogła. Sandra była, jest i będzie okrutną osobą. Najbardziej w tym wszystkim poszkodowana była Anna. Przecież nie tak wychowała córkę. To całe zachowanie siostry jest dla niej wielkim ciosem. Między innymi, dlatego teraz leży w łóżku. Dopadła ją depresja i ból po „utracie” kochanej Sandry. O zmroku Sabrina udała się na polankę. Na miejscu czekał już na nią Kamil. - No i jak ci poszło? - Lepiej nie pytaj. Dałam jej przemówienie, a ona prawie słowem się nie odezwała. Czuję, że to niczemu nie pomogło. Ona się nie zmieni! - Tak mi przykro. Przez dłuższą chwilę stali przytuleni bez żadnych rozmów. Zaczął padać deszcz. Krople stukały w liście drzew. Para nie ruszała się z miejsca. Sabrina wiedziała już, że bardzo kocha Kamila, tak samo jak on ją. Minęło gorące lato, potem jesień i zima. Dni Sabriny nie różniły się niczym szczególnym. Kiedy świeciło słońce pomagała matce, a o zmroku spotykała się z ukochanym. Tak jak Sabrina myślała, Sandra była nadal bardzo oziębła i niemiła dla mieszkańców wioski. Mimo wszystko jednak tamtą letnią rozmową czegoś dokonała. Sandra zupełnie zmieniła podejście do siostry. Coraz częściej rozmawiały bez jakiejkolwiek nienawiści. Dawały sobie rady w przeróżnych sytuacjach i coraz częściej razem się śmiały. Największym sukcesem dla Sabriny było to, że siostra wreszcie zaczęła rozmawiać z mamą. Czasami zanosiła jej posiłki i myła po niej naczynia. Dziewczyny podzieliły się obowiązkami domowymi i Sabrina miała więcej czasu dla siebie. Związek z Kamilem kwitł. Sabrina nie wiedziała jak przez te wszystkie miesiące poradziłaby sobie bez niego. Codziennie o zmroku na polanie dodawał jej otuchy i nadal wierzył, że Sandra zmieni swoje stosunki także do ludzi z wioski. Sabrina przestała się już łudzić. Była po prostu realistką. Przyzwyczaiła się do myśli, że nie spełni do końca powierzonego jej zadania. Widocznie nie była stworzona do takich spraw. Żałowała tylko, że nie pozna tych dwóch kolejnych próśb. Może inną byłaby w stanie spełnić? Pewnego kwietniowego dnia Sandra bardzo zaskoczyła Sabrinę pytając: - Przejdziemy się na rynek? Może kupimy jakieś kwiaty do pokoju mamy? Mówiła mi, że te twoje róże już się jej znudziły… bez obrazy. - Dobrze, tylko się przebiorę. Siostry wyszły z domu pogrążone w rozmowie. Już od kilkunastu lat nie były razem na spacerze. Sandra wybrała okrężną drogę przez łąki twierdząc, że nie chodziła tamtędy od dzieciństwa. Od ostatniego lata klimat w wiosce znacznie zmienił się na lepsze. Zima nie była już tak gorąca jak od ponad wieku. Od czasu do czasu padał deszcz. Wszystkie łąki i lasy stały się bardziej zielone i soczyste. Pojawiło się więcej kwiatów. Gospodarze stwierdzili, że jeśli w przyszłym roku pogoda będzie podobna do obecnej to zaczną siać zboże i sadzić warzywa. Poza tym postanowili zakupić bydło. Gdy siostry szły przez polną dróżkę Sandra po raz kolejny zadała zaskakujące pytanie: - Czy uważasz, że przez te miesiące zmieniłam się? - Tak, bardzo. Cieszę się z tego powodu. -Więc teraz mama może być ze mnie dumna? - Jestem tego pewna. Byłaby jednak bardziej gdybyś zmieniła jeszcze stosunek do innych. - Tak myślisz? - Oczywiście, ale pamiętaj nie rób niczego wbrew woli. Sama musisz polubić ludzi i ich cechy, nie tylko tych piękności, żeby zadowolić mamę. - Tak wiem, postaram się.- Obiecała Sandra. - Wierzę ci. Podczas spaceru było jeszcze kilka dziwnych pytań w stronę Sabriny, ale ogólnie ten czas, który spędziły razem był bardzo miły. Kiedy doszły na miejsce bawiły się świetnie. Przymierzały sukienki i spódnice. Na głowy zakładały kapelusze, a na ręce i szyje drewniane korale. Nie przejmowały się ludźmi, którzy patrzyli na nie jakoś… dziwnie. Jakby mówili w myślach, że to niemożliwe, by siostry, które ostatniego lata ze sobą nie rozmawiały teraz zachowują się jak najlepsze przyjaciółki. Jak codziennie Sabrina spotkała się z Kamilem na polanie. - Jak minął dzień prób i wysiłków?- Zapytał chłopiec. - To chyba najlepszy czas, jaki kiedykolwiek spędziłam z Sandrą. - Cieszę się. Kolejne dni mijały w zaskakująco szybkim tempie. Do zwykłych codziennych zadań Sabriny doszły jeszcze spacery z siostrą. Jednego majowego poranka wybrały się razem na rynek kupić cokolwiek na śniadanie. Stały właśnie przy straganie z chlebem. Pewna kobieta, dawna przyjaciółka Anny, przechodziła koło nich. Widać było, że ma bardzo ciężkie torby z zakupami. Jak na złość jedna reklamówka rozdarła się i wyleciały z niej butelki z mlekiem, rozbijając się i zachlapując wszystkich dookoła. Niewiele, ale jednak, zmieniona Sandra zręcznie podbiegła do znajomej kobiety i pomogła jej wyrzucić potłuczone szkło, pozbierać resztę produktów i zanieś je do domu. Jeszcze ostatniego lata zapewne kopnęłaby pożywienie i rzekła do kobiety, że jest kompletną ciapą. Ludzie stali jak wryci. Zapewne myśleli: „Tego już za wiele! Najpierw świetnie bawi się z Sabriną, a teraz pomaga kobiecie z sąsiedztwa!”. Ta uwaga oczywiście była jak najbardziej pozytywna. Mieszkańcy zaczęli szeptać coś między sobą, tak, że Sabrina nie mogła tego usłyszeć. Kiedy próbowała podejść do rozmówców, oni szybko odchodzili. Trwało to nieszczęsne kilkanaście minut. W końcu przyczaiła się do grupki starych przekupek. -… ona naprawdę się zmieniła…- reszty słów już nie słyszała. Jak najszybciej musiała spotkać się z Kamilem. To niewiarygodne! Spełniła to zadanie! Nie pukając wbiegła do małej izby. Na środku stał wielki drewniany stół i dwa krzesła z połamanymi oparciami. Jej wzrok przykuła jednak łódź powieszona na północnej ścianie, po przeciwnej stronie wisiało wiosło. Jego długość zajmowała prawie całą ścianę. Ogólnie cały pokój był bardzo ciemny. Miał tylko jedno okno nad małym piecem, przy którym siedziała stara już kobieta. - Jest Kamil?- Spytała szybko. - Najpierw młoda damo powinnaś się przywitać! Kamila nie ma. Podejrzewam, że udał się na tą waszą polanę. Musisz już iść. Do widzenia! Sabrina zrobiła obrażoną minę. Była wściekła na Kamila. Przyszła do niego w tak ważnej sprawie, a on chodzi nie wiadomo gdzie! Nie miała innego wyjścia prócz poszukania go i opowiedzenia o tym, co przed dwudziestoma minutami się stało, choć na to odeszła jej już ochota. Cała radość znikła przez niego i jego matkę! Udała się w stronę drzwi wyjściowych. Trzymała już klamkę, gdy usłyszała znajomy głos: -Z, kim rozmawiasz mamo?... Sabrino, co ty tutaj robisz?!... Czy coś się stało?- Zapytał zdenerwowany chłopak. Podbiegł do przyjaciółki by się z nią przywitać. Jego matka podniosła się z małego taboretu. Była bardzo niską kobietą ze srebrnymi włosami związanymi na karku w wielkiego koka. Podniosła z ziemi swą laskę i pokuśtykała do syna i jego znajomej. -Jeśli jeszcze raz pokażesz się w tym domu „zgniotę cię na kwaśne jabłko” tą laską. Rozumiesz? Ty najbrzydsza istoto świata, nie będziesz spotykać się z moim synem, nigdy! Nie pozwolę na to, nawet po mojej śmierci!- Pogroziła Sabrinie swą bronią. Minę miała bardzo straszną, Jej oczy przybrały kształt oczu wściekłego wilka. Usta wykrzywiły się w okropny grymas. Nie wydawała się już mała, górowała nad całym światem. - Uspokój się matko! Co w ciebie wstąpiło? Dlaczego nigdy nie pozwalasz przyjaźnić mi się z tym, kim ja chcę, tylko z jakimiś bogatymi dzieciakami, które chciałyby rządzić całym światem? I nie kłam ludziom w „żywe oczy”, bo jeszcze tego pożałujesz, jak nie na tym świecie, to na tym drugim. Zapamiętaj to sobie! Kiedy dotarli na polanę Sabrina nadal płakała. Kamil objął ją ramieniem. Podniosła na niego oczy i z wielkim trudem powiedziała cicho: - Twoja mama ma rację. Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. Co ci mogę dać? - Serce! Powiedziałem ci już kiedyś, że najważniejsze jest to, co znajduje się w środku, nie na zewnątrz. Wiesz przecież, że cię kocham i nic ani nikt tego nie zmieni, nawet moja matka. To, co powiem nie będzie dla ciebie miłe, ale ona zawsze była na ciebie źle nastawiona, od pierwszego dnia naszego przybycia. To, dlatego nie zapraszałem cię do naszego domu, chciałem uniknąć właśnie takiej jak dzisiaj sytuacji. - Przepraszam, że do ciebie przyszłam, chciałam ci tylko jak najszybciej o czymś powiedzieć. - No to, na co czekasz? -Więc… wydaje mi się, że spełniłam pierwsze zadanie! - Nie żartujesz sobie ze mnie prawda? - Jak bym śmiała? - Jestem z ciebie dumny- powiedział Kamil i utkwił swoje piękne niebieskie oczy na bladej twarzy Sabriny i już po chwili całował ją. Nie stawiała się mu. Może, dlatego, że jej pierwszy pocałunek był z osobą, którą naprawdę kochała? O zachodzie słońca wróciła do domu. W drzwiach przywitał ją dziwnie znajomy zapach. Nie czuła go już od wielu lat, ale po kilku sekundach wiedziała już, co tak pięknie pachnie. - Skąd go masz?- Zapytała Sandry. - Spotkałam starego Grzegorza, który jeździł po wiosce i sprzedawał je, więc wzięłam jednego. Pomyślałam, że ty i mama ucieszycie się, gdy po kilkunastu latach skosztujecie świeżego kurczaka. O tak, przyjemność była wielka. Siedziały we trzy przy małym, okrągłym stoliku w pokoju matki i rozmawiały, śmiały się jakby właśnie wygrały porządną dawkę dobrego humoru. Okno było otwarte, zapach letniej nocy wpadał do pokoju i porywał ze sobą wszystkie złe chwile. Przechodni zatrzymywali się, by posłuchać tak dziwnych w tym domu odgłosów szczęścia. Panie doskonale o tym wiedziały, ale żadna z nich nie zastanawiała się nad tym za dużo. Najważniejsze dla nich było ich własne towarzystwo i kostki z kurczak, które leżały, na talerzu, na samym środku stołu. Sabrina położyła się spać dość późno. Po zakończonym pacierzu wskoczyła prędko do ciepłego łóżka. Kołdra i poduszka pachniały letnim wiatrem. Chociaż ten słodki zapach, drugi już tamtego wieczoru powinien układać ją do snu, było wręcz przeciwnie, nie mogła zasnąć. W jej myślach ciągle kołatały się słowa mieszkańców. Nie była do końca pewna, czy rzeczywiście to słyszała, bo wszystko wydawało się jej już tak dalekie. - Wiem, że nie jesteś pewna, co do wykonania Mojej prośby- rzekł Bóg. - Tak, to prawda. Powiedz mi proszę, czy podołałam temu zadaniu. - Było ci ciężko, miałaś wątpliwości, ale cieszę się, że się nie poddałaś. Chcę ci oznajmić, że tak! Wykonałaś Mą prośbę. Jestem bardzo rad z tego powodu. Twoje następne zadanie brzmi: idź do władz wioski i zrób wszystko, co w twej mocy, by dostarczali tobie i twym sąsiadom więcej jedzenia. Wierzę, że ci się uda.- Znikł, a Sabrina jak ostatniego razu obudziła się natychmiast po jego odejściu, z tym, że na dworze, było już jasno, a słońce położyło swe promienie na samym środku jej suchego czoła. Zaraz po obiedzie pobiegła na polanę. Ale nie po to by spotkać się z ukochanym. Wiedziała, że zaniedbuje swoich pierwszych i najlepszych przyjaciół. Co wieczór chodziła do lasu, ale nie zajmowała się już tak jak kiedyś leśnymi zwierzętami i drzewami. W pierwszych miesiącach znajomości z Kamilem, dziwiła się, że króliki coraz rzadziej dotykają ją swymi zimnymi nosami, a sarny nie tańczą już w rytm szumu koron na wietrze. Nie przejmowała się jednak tym tak bardzo, a prawdę mówiąc nie zwracała na nich uwagi. Miała w końcu przyjaciela, najprawdziwszego ze wszystkich możliwych, po raz pierwszy człowieka… Dopiero dzisiejszego ranka zaraz po przebudzeniu, po odejściu Boga, uświadomiła sobie, że ich opuściła. Zrobiła najgorszą rzecz w swoim siedemnastoletnim życiu. Tak, więc zaraz po wspólnym posiłku z Anną i Sandrą pobiegła na swoją ukochaną polanę. Gdy tylko tam dotarła zauważyła, że z najdroższym miejscem jej serca jest coś nie tak. Zastanawiała się chwilkę i już po chwili wiedziała, o co chodzi. Na soczysto zielonej trawie, porośniętej różowymi i żółtymi kwiatami, których kielichy były jeszcze większe niż ostatniego lata nie było ani jednego zwierzątka. Jak mogę ich zwabić, pomyślała. Kucnęła na trawie i zaczęła wołać swoje kochane króliczki po imionach, które dała im kilka lat temu, kiedy kończyła swoje trzynaste urodziny. Tamtego dnia z samego rana wystroiła się w swoją najlepszą sukienkę, która była czerwona jak płatki róży. Na łokciu jednak miała malusieńką łatę w kolorze pomarańczy. Swoje długie, rzadkie, blond włosy upięła w wielkiego koka na samym środku głowy. Była taka z siebie dumna, czuła się ładnie, do czasu, gdy weszła na podwórko przed szkołą. Pierwsza dostrzegła ją Klaudia z sąsiedztwa. Już wtedy była mała pięknością z zadartym nosem. Podeszła do niej ze szklanką soku cytrynowego i wylała go na głowę Sabriny. -Teraz przynajmniej twoje kudły wydają się ciemniejsze- Zakończyła Klaudia i odeszła rzucając jeszcze za siebie opróżniony kubek. Sabrina nie należy do skarżypyt, więc nie poszła do żadnego dorosłego, wolała nosić te upokorzenia na swoich barkach. Rozpięła swoje mokre włosy i wybiegła z podwórka, tamtego dnia już nikt ze szkoły jej nie widział. Chciała jak najszybciej znaleźć się w lesie, daleko od ludzi, od całego świata. I właśnie wtedy znalazła polanę, na której do dziś wylewa swoje smutki i spotyka się z Kamilem. Usiadła koło największych i najbardziej kolorowych kwiatków i zaczęła płakać jak niemowlę, które chce dostać butelkę z mlekiem od matki. Wtedy właśnie podeszły do niej trzy szare króliczki, dotknęły jej ręki swoimi zimnymi noskami. Każdemu z nich dała imię po przodku swoim przodku. Potem przyłączyły się jeszcze sarenki, które podniosły Sabrinę i biegały w około niej, na swych długich, cienkich nogach. Od tamtego dnia właśnie te wszystkie zwierzęta stały się jej przyjaciółmi i nie potrzebowała już nikogo innego. Tak więc siedziała na tej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ania1995
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…