Wróć do katalogu

Zwycięzca bierze wszystko

Opowiadanie o opowiadaniu, kołnierzykach i zapachu.

problematic-child, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Notka od grafomana{/b}: Witam wszystkich Czytelników! Do napisania tego opowiadania zainspirowała mnie piosenka ABBY. Niestety, nie udało mi się znaleźć zadowalającego tłumaczenia, więc trzeba Wam będzie posiłkować się oryginalnym tekstem. Mam nadzieję, że opowiadanko się spodoba. Recenzję i konstruktywna krytyka jak najbardziej mile widziane. :) _________________________________________________________

{b}"The Winner Takes It All"{/b}

I don't wanna talk About the things we've gone through Though it's hurting me Now it's history I've played all my cards And that's what you've done too Nothing more to say No more ace to play

The winner takes it all The loser standing small Beside the victory That's her destiny

I was in your arms Thinking I belonged there I figured it made sense Building me a fence Building me a home Thinking I'd be strong there But I was a fool Playing by the rules

The gods may throw a dice Their minds as cold as ice And someone way down here Loses someone dear The winner takes it all The loser has to fall It's simple and it's plain Why should I complain.

But tell me does she kiss Like I used to kiss you? Does it feel the same When she calls your name? Somewhere deep inside You must know I miss you But what can I say Rules must be obeyed

The judges will decide The likes of me abide Spectators of the show Always staying low The game is on again A lover or a friend A big thing or a small The winner takes it all

I don't wanna talk If it makes you feel sad And I understand You've come to shake my hand I apologize If it makes you feel bad Seeing me so tense No self-confidence But you see The winner takes it all The winner takes it all...

_________________________________________________________

{i}Nie nazywajmy jej. Nie nadawajmy jej imienia, bo to oznaczałoby poznanie. Na modłę japońską, w tym malutkim państewku długo i dużo trzeba się napracować, aby przejść od nazwiska do imienia. Imię zdaje się być tak intymne, że tylko osoby pozostające w wyjątkowej zażyłości mogą zwracać się do siebie w taki sposób. Czy to oswojenie?{/i}

Odgarnęła opadające na czoło niesforne włosy. Doprawdy, czas uciszyć piszczącego potwora skąpstwa i zainwestować w dobre spinki, bo inaczej już wkrótce mówić będziemy o przedwczesnej ślepocie i śmiertelnej bladości zmarszczonego czoła, co przez pasma opadające to tu, to tam nigdy słońca nie widziało. Krytycznym wzrokiem spojrzała na dopiero co zapisaną kartkę papieru. Co to będzie…Hmm… Czyżby kolejne, niedokończone opowiadanie? {i}Jak to się mawia – się zobaczy{/i} – mruknęła pod nosem, ignorując bełkoczącego przy tablicy kolegę i znudzonego nauczyciela, któremu nie chciało się nawet posłać ostrzegawczego spojrzenia niesubordynowanej uczennicy.

Bohaterka z każdą lekcją stawała się coraz bardziej wyraźna. Mieszkała w małym mieszkaniu, na jednym z osiedli całkiem dużego miasta (twórca jeszcze nie wiedział, jakiego i jak dużego), całkiem sama, nie licząc licznej grupy ludzi, uwiecznionych na zdjęciach, oprawionych w ramki i poustawianych na ciemnobrązowym kredensie. Kim byli? I dlaczego istnieją tylko na zdjęciach, jako liczne pary oczu, skrupulatnie obserwujące życie bezimiennej kobiety? Ten aspekt historii trzeba będzie jeszcze dopracować.

Koniec dnia w szkole przyniósł cudownie świeże, majowe powietrze, które z impetem wpadło przez szeroko otwarte okna i wywiało stęchliznę przepracowanych umysłów. Zarzuciła ciemnogranatowy plecak na lewe ramię – wkrótce do ślepoty dołączy skolioza - i powolnym krokiem udała się w kierunku dużych, szeroko otwartych drzwi, opatrzonych zieloną tabliczką z napisem: „wyjście”. Zabawne, tak jakby brać uczniowska nie wiedziała, którędy do domu. A przecież wokół tych drzwi kręcą się ich myśli, od pierwszych po ostatnie godziny. Późna wiosna w żaden sposób nie wspiera kształcenia. Nie robią tego także odrapane korytarze i skrzypiące okna. Rzeczywistość nie oscyluje wokół radosnych barw, ale można to wszystko nadrobić. Matka mówiła coś kiedyś o proaktywności i o noszeniu kolorów w sobie. Niby sama nie stanowiła doskonałego przykładu dla tych słów, ba, nie stanowiła żadnego przykładu, ale lepiej w to wierzyć, niż w nic.

{i}Miała jasnobrązowe włosy, lubiła długie kąpiele i prysznice z użyciem lawendowego płynu. Gdyby miała wymienić ulubiony moment dnia, to byłaby to chwila, kiedy opuszcza gorący strumień wody, wchodzi w tą część łazienki, która jeszcze nie zdążyła się ogrzać i rysuje zabawne buźki na zaparowanym lustrze. Tak, to przejście, chociaż wywołuje ciarki i dreszcz na jeszcze wilgotnej skórze, jest dopełnieniem wieczornego rytuału (poranek przebiegał inaczej – mniej było czasu, żel był limonkowy – energetyzuje – a woda raczej letnia). Z mokrymi włosami, owinięta w ręcznik, bosymi stopami uważnie stąpa po wyfroterowanej podłodze. Wchodzi do drugiego pokoju, tam, gdzie stoją kolorowe fotografie. Siada na rozłożonym już łóżku i zaczyna rozczesywać włosy. Pieszczotliwie bawi się nimi, nawija na palce, delikatnie odsącza wodę, która skapuje na dywan, ręcznik i jasnoróżową pościel. Uważnie rozplątuje kołtuny, stara się nie ciągnąć zbyt mocno, tak jakby czesała nie swoje włosy, ale enklawę keratyny na głowie kogoś, komu jednocześnie pasuje taki dotyk, ale też dość nerwowo reaguje na każde szarpnięcie. Kiedy już skończy, idzie klęknąć na fotelu, obejmując ramionami oparcie. W takie wieczory, przy zapalonej nocnej lampce, dobrze obserwuje się życie nocne osiedla. Na przykład dziadków na drugim piętrze, trochę w lewo, którzy, nie zasłaniając żaluzji, wystawiają siebie na widok publiczny. Siedzą na kanapie, objęci, oglądają telewizję. Dziewczyna odwraca głowę i spogląda na starszą parę na jednym ze zdjęć. Nagle wydają się jej strasznie sztuczni, chociaż jeszcze kilka lat temu zdawało jej się, że uśmiech „przy zaciśniętych zębach” jest jak najbardziej na miejscu. Że przystoi każdemu i w każdej sytuacji. Kogo jeszcze można podejrzeć? Brzmi to źle, ona wie o tym, ale jednocześnie nie może się powstrzymać. Nie wchodzi w ich intymność aż tak bardzo, stara się bardziej przyglądać typowym scenkom rodzajowym, niż jakimś wyjątkowo ważnym wydarzeniom, w których nie wypada uczestniczyć osobom trzecim. Fotografie nie mają życia. Trwają w uchwyconej chwili, w stagnacji, nigdy nie zmienia się grymas na twarzach uwiecznionych osób, raz całowani całowani są ciągle, nieprzerwanie. Nawet jeśli to tylko całus w policzek. Dopiero co nastawione radio zatrzeszczało, zagłuszyło oddech i zaczęło transmitować wieczorny program. Ach, no tak, zapomniałaby ( a raczej udała przed samą sobą, że zapomniała. Udała kolejny raz.). Przecież jest on. On, to znaczy człowiek rodzaju męskiego, rasy białej, lat niewielu, ale wystarczająco. Blok naprzeciwko, to samo piętro. Kolejne mieszkanie bez rolokaset czy żaluzji, więc możliwości obserwacji przednie. On, czyli właściciel urządzonego na nowoczesną modłę (przynajmniej widoczny salon prezentował takie umeblowanie) mieszkania. Nie znała go, zresztą, sama nie wiedziała, czy chce poznać. Chyba łatwiejsze było wyobrażanie sobie jego przeszłości, teraźniejszości, zgadywanie imienia, rozpoczętych studiów. Jaki dziś mamy dzień? Sobotę,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych