zwykły letni dzień...
Czasem zwykły letni dzień, może być najgorszym dniem naszego życia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To było cztery lata temu. Wiosna powoli przemieniała się w lato, robiło się coraz goręcej. Na ulicach młode dziewczyny zdejmowały coraz to więcej ubrań, aby w końcu zostać w cienkich prawie niewidocznych sukienkach. Wiatr delikatnie smagał po twarzy, a słońce opalało blade ciała. Było jak w filmie. Kiedy siedziałam na murku, machając wesoło nogami wydawało mi się, że jestem na planie filmowym. Ludzie kręcą się jak w ukropie. Jedni biegną, inni wolno szurają nogami zmęczeni tym nagłym ociepleniem, a ja siedzę. Jakby ktoś zatrzymał czas tylko w tej strefie w której znajduję się ja. Z półuśmieszkiem na twarzy pomyślałam sobie, że świat jest piękny. Drzewa zaszumiały jakby chciały potwierdzić moją myśl. Gdzieś na drzewie zaćwierkał wróbel, nie żaden skowronek, zwykły szary, mały wróbel, który wydawał mi się wtedy piękniejszy niż najbardziej kolorowa z papug. Właśnie ta prostota zwykłego, szarego letniego dnia wydawała mi się zachwycająca. Siedziałam na szarym murku obok szarej ulicy, a ludzie, którzy ciągle mnie mijali wcale nie byli kolorowi. Byli zwykli i to było piękne.
Czekałam na niego. Umówiliśmy się na 15:37. Zawsze umawialiśmy się o dziwnych porach. Nigdy o równej godzinie, bo to byłoby nudne. 15:37 wydawała się być doskonałą godziną. Miał skończyć pracę odrobinkę wcześniej. Planowaliśmy iść na obiad a potem na lody. Kiedy wychodziłam z domu nawet pomyślałam, że to taki bajkowy plan: Ukochany, obiad, lody, spacer, trzymanie się za ręcę. Byłam taka szczęśliwa.
Dochodziła 15:35. Pomyślałam sobie, że juz tylko dwie minuty dzielą mnie od najwspanialszego spotkania, od przytulenia, od pocałunku. Poczułam motylki w brzuchu jak zawsze kiedy wiedziałam, że on się zbliża. Uwielbiałam tą chwilę. Słodycz oczekiwania na kogoś kogo sie kocha.
Odwróciłam się na prawo. Wiedziałam, że stamtąd będzie szedł. 15:37. Nie ma go. Pewnie nie udało mu się wyrwać wcześniej, ale to nic, poczekam tyle ile będzie trzeba. Może zaraz zobacze jego czarne włosy, śmiejące się oczy, a po chwili powie mi, że przeprasza za spóźnienie i że tęsknił.
15:40
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil arahjja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…