Wróć do katalogu

Życie w Stutthof

Krótkie opowiadanie o tym, jak przebiegało życie więźniów w obozie koncentracyjnym w Sztutowie.

Dzik13, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

KL Stutthof było niemieckim obozem koncentracyjnym położonym w północnej Polsce, nad Morzem Bałtyckim. Obóz rozlokowano z dala od większych miast, pomiędzy wioskami Stegna i Sztutowo. Ponieważ okoliczny teren był podmokły i otoczony z każdej strony wodą ( od północy Bałtykiem, od południa rzeką Szkarpwą, od wschodu Zalewem Wiślanym, a od zachodu Wisłą) ucieczka była bardzo trudna. Niemieccy strażnicy łatwo odnaleźliby zbiegów i zabili ich na miejscu, gdzieś pośród moczarów, zakopując następnie ciała w ziemi. Obóz był otoczony drutem kolczastym, jednak nie stawił on większej przeszkody. Brakowało wysokiego muru, utrudniającego znacznie wszelkie próby ucieczki. Jednak patroli chodzących wzdłuż ogrodzenia było dość sporo, więc opuszczenie obozu nie należało do łatwych. Pewnego dnia do KL przybył nowy transport więźniów. Nie było to nic wyjątkowego, jednak wywołało niemałą ciekawość w obozie. Więźniowie bowiem byli tak znudzeni, że przyjazd nowych towarzyszy niedoli to dla nich sensacja. Wszyscy zgromadzili się przy „Bramie Śmierci” – jedynym wejściu do obozu. Nowi wyszli z ciężarówek brutalnie popychani przez strażników. Doprowadzono ich do sekretarza, który po kolei spisywał ich nazwiska i wpisywał do księgi obozowej numery więźniów. Wreszcie przyszła kolej młodego mężczyzny z krótkimi, brązowymi włosami i poważną twarzą. Mógł mieć jakieś 20 lat i był cały poobijany i posiniaczony. W rękach nazistów przebywał bowiem od dawna, wcześniej trzymano go na Pawiaku, odwiedził kilkakrotnie Katownię Na Szucha, później przewieziono go do katowni w Grudziądzu i wreszcie do Stutthof. - Nazwisko! – warknął sekretarz, chudy mężczyzna w wielkich okularach z okropnym wyrazem twarzy. - Płu…Płużański – odparł tamten cicho. - Głośniej! – ryknął sekretarz. - Płużański – odparł tamten. – Tadeusz Płużański. - Więzień numer 10525 – zanotował sekretarz. – Dalej, ruszać się! Strażnik popchnął Płużańskiego dalej. Szedł w kolejce do miejsca, w którym wydawano obozowe pasiaki. Kiedy już dostał swój rozmiar, brutalnie popchano go do szeregu stojącego na wielkim placu apelowym. - Witamy nowych więźniów! – powiedział z szyderczym uśmiechem naczelnik obozu. – Miło mi was powitać, mam nadzieję, że nie będziecie sprawiać problemów pracownikom obozu. Reguły wyjaśnią wam strażnicy. Zostaniecie podzieleni na grupy podległe ważniejszym strażnikom, będziecie pod ich rozkazami, niekwestionalnymi rzecz jasna! Ale ostrzegam was: Stutthof to nie jest przedszkole! Tu się pracuje, a jak nie to można się pożegnać z życiem! Mam swoje obowiązki, więc was żegnam! Komendant odwrócił się i odszedł. Więźniów zaczęto dzielić na trzy grupy, każąc po prostu odliczać z szeregu. Płużański był drugi i trafił do grupy kontrolowanej przez kaprala Breberga, otyłego i niskiego Niemca w mundurze SS. Zaprowadził on więźniów do domków, w których mieli mieszkać. Były to niewielkie, ciasne budyneczki. Smród niósł się z nich na cały obóz. - Za chwilę będzie zbiórka – powiedział nieprzyjemnym tonem Breberg. – Macie piętnaście sekund na ustawienie się w szeregu po komendzie. Jak ktoś się spóźni, to pożałuje. Zrozumieliście, polaczki?! To obejrzyjcie dokładniej swoje domki, bo spędzicie w nich zapewne wiele lat. Jeżeli będziecie mieli szczęście i nie podpadniecie! Rozejść się! Płużański wszedł do domku i usiadł na pryczy. Był wycieńczony ciężką podróżą w ciasnej ciężarówce i wcześniejszym biciem w katowniach Gestapo. Marzyłby o chwili odpoczynku, jednak kapral Breberg nie zamierzał jej dać. Minęły dwie minuty i już urządził zbiórkę. Płużański nawet nie zdążył się zapoznać ze współlokatorami, szybko wstał i udał się na miejsce zbiórki. - Sechs, Funf, Vier, Drei – odliczał kapral. – Zwei, Eins, Zero! Skończył się czas, wszyscy na glebę! 50 pompek, spóźnialscy sto! Wszyscy padli i zaczęli robić pompki. Zarówno młodzi, jak i starzy, łącznie trzydzieści osób. Kapral i dwóch przybocznych strażników chodził wzdłuż pompujących i dopilnowywał, aby każdy robił pełne pompki. - Co to ma być?! – ryknął na starszego mężczyznę z siwą brodą. – To są pompki? - Ee – wysapał tamten. - To są pompki?! – powtórzył Breberg. - Tak, panie kapralu. - To są pompki?! – wrzasnął ponownie kapral i uderzył starca pałką w plecy. Ten zwalił się na trawę. Dwóch strażników podbiegło do niego i zaczęli go brutalnie kopać. - Litości, błagam! – krzyczał tamten. - Nie ma litości dla psów takich jak ty! – zaśmiał się szyderczo kapral. – Zabierzcie go! Wiecie, co macie zrobić! Strażnicy chwycili staruszka i zaciągnęli go za kępę krzaków. Więźniowie usłyszeli strzał i nikt więcej nie zobaczył starca. - Okłamał mnie! – powiedział kapral. – Dostał to na co zasłużył. A kto nie potrafi wykonywać ćwiczeń fizycznych, niech się zgłosi do mnie w trybie natychmiastowym! Może zwolnię go z ciężkich ćwiczeń. Podniósł się młody chłopak, może dwudziestoletni. - Mam krzywiznę kręgosłupa – wyjaśnił. – Bardzo mocną. Nie mogę ćwiczyć. - Rozumiem – odparł Breberg i uderzył go w twarz. Ten upadł i znów przybiegli strażnicy. Zaczęli go kopać, a później zaciągnęli w kępę krzaków. – Ktoś jeszcze? Nikt nie wstał. - Więc zróbcie jeszcze po dwieście pompek i jesteście na dziś wolni! Znajcie moje dobre serce. … Kiedy Płużański dotarł do sto trzydziestej pompki, Breberg pochylił się nad nim i uderzył go pałką. - Za co?! – spytał. - Za to, że w ogóle się urodziłeś, Polaku! – odparł kapral Breberg i uderzył go jeszcze raz. – Inteligent, jak sądzę?! Płużański nie odpowiedział, przekonany, że zaraz może spotkać go to samo, co poprzednią dwójkę. Nie bał się jednak śmierci, czuł, iż jest gotów na spotkanie ze Stwórcą. Płużański był wierzącym katolikiem. Breberg uderzył go trzeci raz i szepnął mu do ucha: - Będę miał cię na oku, pamiętaj! I odszedł …

Płużański był zmęczony po pompkach jeszcze bardziej niż wcześniej. Padł na prycz. Podobnie uczyniło trzech jego współlokatorów. Leżąc na niewygodnych posłaniach przestawili się sobie nawzajem.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych