Wróć do katalogu

Życzenie Śmierci

opowiadanie o niecodziennej pracy

Piotrek1984, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ŻYCZENIE ŚMIERCI

Nie denerwowałam się za bardzo. Chciałam oczywiście wypaść jak najlepiej, ale miałam jeszcze kilka innych pomysłów na przyszłość, gdyby nic z tego nie wyszło. Na rozmowie o pracę powiedziałam, co myślę i musiało się im to spodobać, bo z kilkudziesięciu kandydatów wybrali właśnie mnie. Jak ich do siebie przekonałam? Było to w gruncie rzeczy proste. Stwierdziłam, że z ludźmi jest jak ze zbożem – żeby dać szansę nowemu, trzeba wyciąć stare. Krótko mówiąc, śmierć to nic więcej jak tylko robienie miejsca dla nowych ludzi. Nie ma co napawać się ich bólem, cieszyć się z ich nieszczęścia czy pastwić się nad nimi. Cała filozofia w tym, by znaleźć najlepszy sposób na odprawienie każdego w zaświaty. Moje porównanie ze zbożem tak przypadło im do gustu, że jako atrybut dali mi kosę, co było dużą zmianą w stosunku do mojego poprzednika, najczęściej ukazującego się pod postacią szkieletu.

Po krótkim szkoleniu, chcąc zrobić dobre wrażenie, zabrałam się do pracy z niemałym entuzjazmem. Sprawiała mi ona dużo przyjemności od samego początku, bo miałam poczucie, że robię coś, co jest niezbędne do tego, żeby świat kręcił się jak należy. Poza tym, nie była to jeszcze wtedy trudna praca. Nikogo przecież nie zabijałam – towarzyszyłam tylko ludziom w przejściu na drugą stronę. Zazwyczaj przychodziłam po staruszków albo po chorych, którzy już na mnie czekali, a niekiedy nawet nie mogli się mnie doczekać. Mówili: „Dobrze, że pani przyszła” i zbierali się bez zwłoki. Zdarzały się czasem mniej przyjemne sytuacje, ale żadna praca nie jest przecież idealna.

Ludzi nie przestawało przybywać, więc, patrząc wstecz, problemy były tylko kwestią czasu. Szybko zrobiło się ich tak dużo, że śmierć zaczęła stawać się coraz bardziej przypadkowa i anonimowa. Coraz więcej ludzi buntowało się i kwestionowało jej zasadność, a ja, o ile wcześniej z przekonaniem mówiłam, że tak po prostu musi być, że każdy ma na tym świecie swoje pięć minut, zaczęłam powtarzać te i inne podobne formułki bez wiary. Bo jak mówić do dziecka, które ojciec wrzucił do studni, że tak musi być? Jak rozmawiać z kobietą, której dzieci wyschły na wiór z głodu? Jak patrzeć w oczy tonącym rybakom? Młodzikom wysłanym na wojnę, wykrwawiającym się w obcych krajach? Matkom umierającym w połogu? Dziewczynce w obozie zagłady? To nie to samo co odstawić na drugą stronę zmęczonego życiem staruszka, któremu codziennie kolejna część ciała odmawia posłuszeństwa.

Dużym plusem było to, że moja praca nie była początkowo niczym skrępowana. Odpowiadałam tylko przed szefem, który był bardzo wyrozumiały. Pozwalał mi robić rzeczy po swojemu i wiedział, że od stresującej pracy trzeba niekiedy odpocząć. Niestety w czasach Wielkiego Zwątpienia, gdy szef przechodził kryzys wiary, przez co ludzie masowo zaczęli sądzić, że po śmierci nie ma nic, oddał władzę nad światem podwładnym, którzy co chwilę wymyślali nowe, rewolucyjne sposoby zarządzania kulą ziemską. Posłali na świat przeróżne istoty, prowadzące nierzadko sprzeczne interesy, i moich asystentów, mających pomóc mi z nadmiarem pracy. Zdarzało się więc czasem, że przychodziliśmy po kogoś we trójkę – ja, by odesłać go w zaświaty, demon zemsty, żeby zadać mu za jakieś ciężkie zbrodnie jak najwięcej cierpienia przed śmiercią, oraz zbawiciel, który stwierdzał, że osoba nie może jeszcze umrzeć, bo wstawił się za nią skorumpowany anioł. Problemy jurysdykcji i podziału obowiązków piętrzyły się. Chcąc wszystko poukładać, próbowałam nieraz zwołać spotkanie i przedyskutować kompetencje, ale nowi władcy świata byli wiecznie zajęci albo mieli akurat inne spotkania, więc nic z tego nigdy nie wyszło, a po jakimś czasie dałam sobie spokój z wychodzeniem z inicjatywą.

Poprzednik mówił mi, że prędzej czy później stracę zapał do pracy, dodając że w takich momentach trzeba po prostu robić swoje, a zniechęcenie minie samo z siebie. Sam miał kiedyś trudne sto lat, ale olśniło go w końcu, że wypalony zawodowo, pogrążony w kryzysie egzystencjalnym szkielet to niedorzeczny widok, więc najzwyczajniej zabrał się do roboty. Wmawiałam więc sobie, że ze mną będzie podobnie, że to co czułam było normalne i że poczuję przypływ nowej energii, ale nic się nie zmieniało.

Pod koniec XV wieku, na potrzeby nowych czasów stworzono demona zemsty Siepacza. Jego zadaniem było karać bezlitośnie za nadużycia wobec Indian u świtu ery wielkich podróży morskich, a jego najsłynniejszym osiągnięciem stało się zgładzenie Magellana, czego dokonał pod postacią jednego z ludzi Lapu-Lapu, zadającego decydujący cios. Na początku Siepacz nie miał jeszcze wiele roboty, więc zawarłam z nim umowę. Gdy zaplanowano kolejną wielką wojnę plemion indiańskich, rozczarowana postawą mocodawców, nie miałam już ochoty oglądać rzezi dzieci i staruszków, więc poprosiłam Siepacza o pomoc w odprawieniu ich w zaświaty. Mimo że czerpał najwięcej przyjemności z rzezi, nie mógł pogardzić przepysznym smutkiem w oczach umierających ludzi. Zgodził się więc, a w zamian zażyczył sobie stołu i sześciu krzeseł z orzecha włoskiego, bo miał wtedy jeszcze czas na przyjmowanie gości i był nie najgorszym gospodarzem.

Wyjechałam do Kampanii po słynne drzewo orzechowe i pod okiem mistrza Zambrottiego wykonałam stół wraz z sześcioma krzesłami, które dałam…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych