Wróć do katalogu

A Piekło w bierki gra (część druga)

Fińskie diabły kradną, chleją piwo i są bezczelne. Co do polskich - nie mam zdania, nie spotkałam jeszcze takowych.

Carriole Ina, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wyszłam z łazienki, bo trzasnął mnie straszny szlag. Z kuchni wyjrzała Edyta, obdarzając mnie wyjątkowo nieżyczliwym spojrzeniem. - I co? Jest tam twój diabeł? - Jest! – zdenerwowałam się. – W dodatku zużył mój żel pod prysznic, świnia niemyta! - Myta, myta – burknęło za mną i trzymana przez Elfa patelnia rąbnęła gromko o podłoże. - No, to właśnie jest ten diabeł – poinformowałam ją zjadliwie.

III

Siedzieliśmy wszyscy troje w pokoju, jedząc to, co Edyta zdążyła przygotować, zanim jeszcze doznała szoku, i próbowaliśmy jakoś unormować sytuację. To jest, ustabilizować ją po prostu, bo biorąc pod uwagę obecność diabła, o normalności nie mogło być mowy. Elf, po początkowych okrzykach pełnych zgrozy, czynieniu znaku krzyża i opryskania diabła wodą mineralną z racji braku święconej, pogodziła się wreszcie z faktem, iż bies może pojechać na wakacje i zamieszkać u śmiertelników, jeżeli ma taką fanaberię. Pogodziła się nawet z tym, że tymi śmiertelnikami jesteśmy my. Spojrzałam na nią z uznaniem: proszę, jak doskonale wiedziałam, z kim się zaprzyjaźnić! To, że to ona pierwsza postanowiła zaprzyjaźnić się ze mną, jakoś mi umknęło. Stare dzieje w końcu. Opanowałam mętlik w głowie, dziabnęłam widelcem marchewkę, i zdecydowałam się przerwać w końcu ciszę, która gęstniała w powietrzu od dobrych pięciu minut. - No świetnie. – Dziabnęłam tym razem kartofelka. – To co masz zamiar robić teraz? Ostatecznie, nie jest późno, popołudnie ledwo, a na rynek niedaleko. No…? Jumi odsunął od siebie talerz i wyciągnął się na śpiworku. - Może potem. Teraz mi się nie chce. - Potwór – mruknęła gniewnie Edyta pod nosem. Jasne było, że chciałyśmy pozbyć się go z mieszkania, żeby omówić całą sytuację! Diabeł, siedząc kamieniem w pokoju, uniemożliwiał nam to zupełnie, a rozmowa w kuchni albo w łazience nie stanowiła rozwiązania. Mieszkanie, a właściwie mieszkanko, było małe, składało się z niewielkiego pokoju, jeszcze mniejszej kuchni i mikroskopijnej wręcz łazienki, i poufne plotkowanie wykluczało z miejsca. Musiałybyśmy chyba jedynie bazgrać do siebie nawzajem na kartkach, a tego nam się akurat nie chciało. Znacznie lepiej było wyjść do znajdującego się niedaleko spożywczaka pod pozorem zrobienia zakupów. Nie był to znowu taki głupi pomysł, biorąc pod uwagę to, iż bies był żerty, a nasza lodówka zaczynała świecić pustkami i głośnym krzykiem domagała się zapełnienia. - Idziemy do sklepu – powiadomiłam diabła, który właśnie dorwał się do moich książek. Krew mnie zalała na ten widok, ale co miałam zrobić? Zacząć się z nim bić…? – Jak poplamisz, zagniesz albo cokolwiek z nimi zrobisz, to wyrwę ci ten ogon z tyłka – dodałam ponuro i zamknęłam drzwi. Dopiero przekroczywszy próg Kefirka poczułyśmy się na tyle pewnie, że odblokowało nam narządy mowy. - No i co? – zatriumfowałam. – Mówiłam, że diabeł! Edyta wciąż była w szoku. - Mówiłaś, mówiłaś… Ty zawsze bzdury nie mające związku z rzeczywistością pleciesz, więc się nie czepiaj. Zresztą, ty byś uwierzyła, jakbym ci powiedziała, że diabeł do nas przyszedł?! Zastanowiłam się uczciwie. - No w sumie nie – przyznałam bez oporu. – Ale pal licho wiarę czy niewiarę, co robimy…? Zastygłyśmy, niezdecydowane, przy półce z jogurtami. Udanie się do kościoła i spytanie księdza o radę wydawało nam się mało eleganckie, w końcu diabeł nic nam nie zrobił, nie wyjechał z Szatanem, nie porozstawiał nigdzie czarnych świeczek, pentagramów nie rysował, nawet kury na ofiarę nie przyniósł… Widać nie w celach przekabacania nas przybył, chociaż kto go tam wie. Na razie wydawał się być nieszkodliwy, co najwyżej trochę uciążliwy. - Ruszymy się stąd, zimno jak cholera – skrytykowałam w końcu, przytupując w miejscu. – Czerwiec nie czerwiec, nie mam zamiaru zamienić się w bryłę lodu! Elf chwyciła kilka pierwszych z brzegu produktów i poszłyśmy dalej. - No dobrze – powiedziała z zastanowieniem. – Nic nie robi, nie wygląda na groźnego, ale to jednak diabeł! Trzymać diabła w mieszkaniu… - No, kopyt nie ma, a jak zdejmie glany, to podłogi nie ubrudzi – zauważyłam, pakując do koszyka pieczywo. – Które bierzemy? Jasne czy ciemne z ziarnami? - Z ziarnami. Nie cierpię białego. I nie o podłogę mi chodzi, przecież wiesz. - No wiem, ale co zrobimy? Nie mam pojęcia, jak się wywala diabły z mieszkania. - Egzorcyzmy…? - Niby można spróbować… ale, cholera, jakoś mi tak głupio. Edyta zastygła w trakcie sięgania po sok z uniesioną ręką i wytrzeszczyła na mnie oczy. - Oj, nie patrz tak… Co ja poradzę, że mi głupio! Sok wylądował w koszyku. - Nie wiem, czemu ma ci być głupio – oznajmiła zdegustowana. – Wepchnął się bez wychowania, nawet nas o zdanie nie spytał i, o zgrozo, chciał mnie zmusić do spania na śpiworku. A guano! – zdenerwowała się znienacka i machnęła ręką wojowniczo. Potrąconą wodę mineralną złapałam w ostatniej chwili. - To sama go wywalaj! – Cisnęłam butelkę do koszyka z irytacją. - Nie ze mną przylazł! - Żadna wymówka… Kłócąc się szalenie, która z nas ma eksmitować biesa, dotarłyśmy do kasy. - Czterdzieści dwa złote i pięćdziesiąt groszy – uprzejmie poinformowała nas kasjerka. Spojrzałyśmy po sobie. - Diabeł nie diabeł, nie będę utrzymywać cholery! – wyburczałam, wyciągając portfel. – Jak chce mieszkać, to ma się dorzucić…

IV

Jumiego znalazłyśmy rozwalonego na śpiworku, popijającego nie wiadomo skąd wzięte piwo, i korzystającego bez żadnego wstydu z mojego laptopa. Przystopowało mnie z zakupami w objęciach. - Łajzo! – krzyknęłam okropnie, zapominając, że mam do czynienia z siłą nieczystą. – Bez pytania…?!!! Jumi łypnął okiem i napił się piwa. Następnie wzruszył ramionami. - Stał, to użyłem. Nie było napisu, że nie można – popisał się po raz kolejny logiką. Wściekłość zakotłowała się we mnie. - Guzik!!! – Rąbnęłam siatką z zakupami o podłogę, dwoma susami dopadłam biesa i wyrwałam mu laptop z rąk. – Chała dęta w kropki bordo! Jak chcesz tu mieszkać, to masz się nie panoszyć! I nie zżerać obiadu bez pytania! Z kosmetykami to samo! A w ogóle to, cholera jasna, psiakrew, dorzuciłbyś się do zakupów…!!! I skąd masz to piwo?! Mój wybuch na chwilę oszołomił zarówno diabła, jak i stojącą w progu Edytę. Jumi zmieszał się odrobinę. - A, było niedaleko… Tknęły mnie złe przeczucia, Elfa widać też, bo otworzyła usta, zamknęła je, znów otworzyła i zdecydowała się wreszcie zadać pytanie. - Rąbnąłeś sąsiadom…? - Nie zwrócili uwagi! Pewnie, takie metr osiemdziesiąt pięć diabła, grzebiące komuś w lodówce, jest zupełnie niezauważalne… Opanowałam wzbierającą we mnie furię, podniosłam zakupy i z godnością udałam się do kuchni. Edyta spojrzała na biesa. - No cóż, dla własnego zdrowia psychicznego radziłabym posłuchać… Jumi westchnął ciężko, wypił piwo do końca i schował butelkę za łóżko. Elf, widząc to, pokręciła głową i poszła odnieść zakupy. Zastała mnie mamroczącą inwektywy pod nosem i układającą jogurty oraz mleko w lodówce. - Nastaw no wodę – zażądała. – Dzień pełen stresów, ja tak nie mogę i nie wiem, jak ty, ale osobiście muszę napić się herbaty. Bez protestów spełniłam polecenie, zakończyłam zapychanie lodówki i usiadłam przy stole, podciągając nogi na krzesło i opierając brodę na kolanach. Znienacka poczułam się zupełnie wyzuta z energii, odechciało mi się wszystkiego, w dodatku czerwiec, miesiąc wysoce stresujący dla studenta, bo sesja, a zupełnie gratis także i licencjat… Jak my mamy się uczyć do egzaminów, na litość, boską, z diabłem na karku?! Wyjawiłam głośno swoje obawy. - O, tym się nie przejmujcie. – Jumi wkroczył do kuchni, wyciągnął trzy kubki z szafki, sypnął doń herbaty, zalał wrzątkiem i postawił na stole. – Nie będę wam głowy zawracał przesadnie. Zresztą, mam zamiar jutro wyjść

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych