Alkadia cz.16
Kestor jednak ma sumienie, a Kryspina odwiedza dziwny gość... W jednym zdaniu to właśnie się dzieje w tej części.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jasmin krzątała się po kuchni. Doglądała piekącego się chleba, kroiła warzywa do zupy, która bulgotała cicho, roznosząc po kuchni smakowite zapachy. - Mmmm... - Mruknął Blik i odetchnął pełną piersią wchłaniając woń przepysznej zupy. – Kochanie! – zawołał. – Jak tu ślicznie pachnie... O! Nie wiedziałam, że piekłaś ciasteczka... – zauważył po czym wziął jedno do ręki i wpakował całe do ust. – Ty moja fszechsztronnie urzolniona żoneczko! – wykrztusił, rozsypując wokół siebie okruszki. - To nie ja piekłam, ale cieszę się, że ci smakują. – roześmiała się Jasmin. - Jak ja uwielbiam takie swojskie zapachy... - westchnął Blik kiedy już przełknął ciastko. – Chleb piekący się w piecu, moja ulubiona warzywna zupa, najlepsza w swoim rodzaju, bo gotowana z warzyw z naszej grządki, a nie z kupowanych na straganach i wpół zgniłych… Och, kochanie, nie ma to jak własny chlebek, cieplutki i chrupiący, a nie kupowany u ludzi każących się nazywać piekarzami i sprzedających czerstwe wypieki! - Och, mężu, nie przesadzaj! - Ja przesadzam? - No przecie nie ja! A właśnie – Jasmin zmieniła temat – jak tam nasz pacjent? - Słaby... słabiusieńki! Wygląda jak widmo człowieka, a nie jak człowiek z krwi i kości. Jest nienormalnie blady, no i te cienie pod oczyma! - Przejdzie mu. Widzę przecież, że z chwili na chwile jest mu lepiej! Może i jest słaby, wycieńczony, blady, ale, zobaczysz, wszystko będzie dobrze! Ani się obejrzysz, a on już będzie zdrowy! Musimy dać mu trochę czasu... A poza tym wiesz chyba, że nadmiar snu też szkodzi... Nie rozmawiajmy o tym teraz, dobrze? Obiad już gotowy, zawołaj dzieci i Kestora. Ja nakryję do stołu. Blik wyszedł na pole, skąd cały czas dochodziły odgłosy zabawy. Rozległ się głęboki głos mężczyzny, teraz przepełniony dumą i radością z posiadania takich udanych dzieciaków. Już w następnej chwili do kuchni wpadła Stokrotka, dwaj chłopcy i Kryspin z Różyczką na plecach. Za nimi wszedł Blik, trzymając się za brzuch i zanosząc śmiechem. - Doprawdy, kochanie! – zawołał kiedy tylko opanował trochę śmiech – Udały się nam nasze dziadki! Wszystkie bez wyjątku! Jasmin roześmiała się i powiedziała: - Dzieci, proszę iść szybko umyć ręce i buzie! Szybko, bo wam zupka wystygnie! Kestor, ciebie też się to tyczy! Chłopak ściągnął dziewczynkę z pleców, zasalutował kobiecie i poszedł za dziećmi do pokoju kąpielowego. Kiedy wszyscy wrócili, czekały na nich talerze pełne gęstej, aromatycznej zupy, w której pływały kawałki warzyw. Dzieciaki rzuciły się łapczywie na posiłek. Każdy dostał pajdę chleba, którą zagryzał zupę. - Mmm... - mruknął Kestor w ten sam sposób, w jaki zrobił to jakiś czas temu Blik. Połknął następną łyżkę i powiedział – W życiu nie jadłem równie pysznej zupy! Nawet moja najstarsza siostra, Danna, nigdy nie gotowała tak jak pani, a muszę dodać, że słynie ona z najlepszych wypieków w naszej okolicy... I powiem jeszcze, że ona... - Co się stało? – spytała Jasmin zaniepokojona nagłym zamilknięciem chłopca. - N-nic. To chyba... Odezwały się wyrzuty sumienia... - wyszeptał czując, jak gardło ścisnęło się mu z żalu. Odchrząknął. - No ale dlaczego? – zapytała kobieta. - Nie znacie całej prawdy... - Kestor westchnął i potarł czoło dłonią. - Jakiej prawdy? – dopytywał się Blik, przełknąwszy ze smakiem kolejną łyżkę zupy i otarłszy usta wierzchem dłoni. - No bo widzicie... Kiedy ja wyjechałem z Kryspinem... Na poszukiwanie jego zaginionej przyjaciółki, to… właściwie nie wyjechałem... - Nie? – zdziwiła się Jasmin. - Nie! – powtórzył za nią chłopak. – Nie wyjechałem, a uciekłem. Nic nikomu nie mówiąc. Wymknąłem się z domu o świcie, tak, że nikt nie zauważył mojego zniknięcia. Chociaż chyba moja poczciwa matka coś podejrzewała... Tak myślę, bo w kuchni znalazłem tobołek z jedzeniem i ciepłym kocem... Moja droga mama... Tak jest lepiej. - Jak? - Że wyjechałem... Ech, głupie przesądy! – krzyknął Kestor nagle. - Jeszcze wrócisz do swojego domu... Czuję to, drogi chłopcze. Wrócisz, a twoi rodzice zapomną o wszystkich troskach, jakich im przysporzyłeś w przeszłości... Zobaczysz – będą szczęśliwi, że odzyskają syna... – powiedziała Jasmin. - Mam taką nadzieje... - szepnął Kestor i wrócił do jedzenia zupy. Dręczyło go poczucie winy. Tyle trosk spadło teraz na głowę kochanej mamy i całej rodziny! Tych wyrzutów sumienia nie zagłuszył marny argument, że tak będzie lepiej... Ucieczka jest najgorszym wyjściem z każdej sytuacji... Ale teraz jest za późno. Nie może zostawić Kryspina i wrócić do domu, nie pozwoliłaby mu na to tak krucha rzecz jak męska duma... I poczucie obowiązku. - Och! – zawołała nagle Jasmin. – Kryspin! Wszyscy zwrócili oczy w stronę drzwi. Stał tam, przytrzymując się framugi, ale trzymając się pewno na nogach. - Hmm... - mruknął. – Dochodzą mnie stąd takie smakowite zapachy, że zaburczało mi od nich w brzuchu! Znajdzie się talerz zupy i dla mnie? – zapytał i uśmiechnął się. - No jasne! – Jasmin roześmiała się. – Siadaj, już ci nalewam. Chłopak usiadł na najbliższym miejscu i westchnął. - Kochanie! – zawołał Blik. – Dokładkę poproszę! Reszta posiłku minęła im na przyjacielskiej pogawędce. Kryspin pochłonął swoją porcję w bardzo szybkim czasie. Zupełnie jakby od kilku dni nie miał nic konkretnego w ustach - co w sumie było prawdą... - Mmmm... - mruknął Kestor z zadowoleniem, klepiąc się jednocześnie po brzuchu i rozkładając wygodniej na krześle. Niedawne wyrzuty sumienia zbladły w obliczu tak sycącego posiłku. – Już dawno się tak nie najadłem! - Ja też! Wybacz przyjacielu, ale nawet Danna tak dobrze nie gotuje jak pani Jasmin! – stwierdził Kryspin z uśmiechem. Chłopak nie wyglądał już tak okropnie jak rano. Na twarz wróciły mu normalne kolory, tylko to cienie pod oczami! Ale ogólnie wyglądał i czuł się o niebo lepiej... - Och Kryspinie, nie postarzaj mnie! – oburzyła się kobieta, ale w oczach igrały jej iskierki radości i zadowolenia z życia. – Dla was, moi drodzy goście jestem Jasmin, jasne? - Tak, Jasmin!- powiedzieli chłopcy chórem. - Co ty na to droga żono, żeby poczęstować naszych gości szklaneczką naszego najlepszego wina? – spytał Blik z łobuzerskim błyskiem w oku. - Przecież mają ledwo po piętnaście lat! - O, przepraszam! – zawołał Kryspin. – Ja mam już szesnaście! - No niech będzie... Ale tylko po pół szklaneczki! Ale to się też tyczy ciebie, Blik! – dodała widząc, jak jej mąż zaciera ręce w geście radości. - Dlaczego? – spytał rozczarowany. - Ponieważ jesteś w pracy! Za chwilę ktoś może przyjść i co powie kiedy zobaczy znakomitego naszego lokalnego doktora w stanie upojenia alkoholowego? – wyjaśniła żartem Jasmin. – I nie ma gadania, bo nic nie dostaniesz... - Lej kobieto, nie gadaj! – krzyknął waląc pięścią w stół. Jasmin drgnęła. Westchnęła, pocałowała męża w głowę, za co on pogłaskał ją po policzku, po czym zapaliła świeczkę i zeszła do piwnicy. Wróciła po krótkiej chwili niosąc w ręce smukłą, zakorkowaną butelkę. W międzyczasie nikt się nie odezwał, trochę chyba wszyscy byli zszokowani nagłym wybuchem Blika. Dzieciaki wybiegły na pole pobawić się. - Jestem trochę porywczy... - zaczął jakby na swoje usprawiedliwienie. – Czasem zdarza mi się krzyknąć na dzieci, albo na Jasmin. Ale powstrzymuję się, wierzcie mi! Wiem, co wam teraz chodzi po głowie. Zastanawiacie się czy ją kiedyś uderzyłem. Odpowiedź brzmi: nie. To moja najukochańsza żona, kobieta, którą poślubiłem z czystej miłości. To jest moje kochanie od lat… szesnastu, chyba. Tak, znamy się od szesnastu lat! A ja, kiedy ją tylko zobaczyłem… Wiedziałem, że ona jest mi przeznaczona... Tak, to się wie. Czuję przez skórę! - Nie przesadzaj, Blik! – Jasmin zaczerwieniła się. Odkorkowała butelkę i nalała każdemu po pół szklaneczki, po czym zabrała się za sprzątanie po obiedzie. - Może pomóc? – zaaferował się Kryspin. - Chyba drwisz. – powiedział Blik. – Ty? W twoim stanie? – pociągnął spory łyk wina – Ty masz odpoczywać! Ja w ogóle nie wiem dlaczego wstałeś... powinieneś spać. - Spać? – prychnął chłopak. – Już dość się naspałem... - A właśnie. – wtrącił Kestor. – Jeśli chodzi o spanie, gdzie ty spędziłeś tą noc, kiedy mój ojciec kazał ci się wynosić? Teraz się zastanawiam... - Niedaleko znalazłem chatkę myśliwską. Paskudna sprawa, chyba nikt tam nie zaglądał od dawien dawna. Wszystko spróchniałe. Nawet krzesło zawaliło się pode mną, kiedy na nim usiadłem. To wtedy wbiłem sobie tą drzazgę... - Spałeś... - zaczął wyraźnie zaskoczony Kestor. – Spałeś w starej chacie myśliwskiej? - Taaa... To coś złego? - Nie, tylko... hm, raczej nikt przy zdrowych zmysłach by tam nie spędził nocy... - Dlaczego? – spytał Blik wychyliwszy swoje wino do dna. - No bo... Nad tym miejscem krąży pewna legenda... No i ona mówi, że każdy, kto przekroczy próg chaty, zginie! - E tam! – wtrąciła się Jasmin znad garów. - Łatwo wam mówić. Nas straszyli tym miejscem od dzieciństwa! - Gadanie... - powiedział Kryspin. – Wasza okolica jest strasznie przesądna! - Nie wierzycie mi! No jasne... Ech, zmieńmy temat, dobra? Zrobiło się wesoło. Wino – mimo iż wypite w małej ilości – miło zaszumiało chłopcom w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alkadia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…