Wróć do katalogu

Bajka jednorazowego użytku

Przed wielkim balem u szatana

Martyna, opublikowano , 6 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W dzieciństwie ludzie najczęściej boją się duchów albo czarownic, które rzekomo porywają niedobre wnuczęta i robią z nich przetwory na zimę. Mało kto zna natomiast ten rodzaj strachu, jakiego ja doświadczałam przez pierwsze lata życia. Był to bowiem strach dość niezwykły: bałam się trójkątów. Na szczęście nie wszystkich; żywiołowe przerażenie wzbudzały we mnie wyłącznie figury pomalowane w biało-czerwone pasy. Nie wiem zresztą, czy kiedykolwiek faktycznie je widziałam. Możliwe, iż ich kontury rysowała tylko moja wyobraźnia, wyścielając nimi bezlitośnie ściany złych snów. Niezależnie od tego, jak było naprawdę, do dzisiaj pamiętam grozę zapadającego zmroku. Kiedy tylko gasiłam światło, dostrzegałam wokół siebie upiorną kombinację czerni i bieli. Byłam wobec niej bezsilna. Figury majaczące na ścianach traciły nagle podstawy, a dwukolorowy płyn, który je wypełniał, rozlewał się po całym pokoju. Meble natychmiast nim nasiąkały, jakby miały ochotę za wszelką cenę imitować przejście dla pieszych. Starałam się zetrzeć z kołdry i poduszki znienawidzone barwy. W tym momencie docierało do mnie jednak, że skóra na moich rękach niczym się od nich nie różni. To przesądzało sprawę. Wydawałam z siebie zduszony krzyk i płakałam, przeświadczona o braku ratunku przed utonięciem w urojonej rzece. Może nawet chciałam w niej utonąć. Rozumiałam chyba, że przyniosłoby mi to jakąś ulgę, ukojenie, ochronę przed kolejnymi nocami, coraz okrutniejszymi w swej bezksiężycowej samotności. Mimo wszystko nie potrafiłam rzucić się z własnej woli w czarno-biały odmęt. Takie rozwiązanie miało w sobie coś z ciskania grudki ziemi o wieko trumny. A ja bardzo chciałam zobaczyć kolejny dzień. Nie mieściło mi się w głowie, że on mógłby istnieć beze mnie. Widzisz, byłam wtedy jeszcze bardzo niedoświadczona. I nagle, w tej okropnej chwili tonięcia, dobiegał mnie głos mojej matki. Krzyczała zza ściany, że jeśli natychmiast nie przestanę się wygłupiać, to podniesie się z łóżka i da mi nauczkę. Po jej słowach natrętna kolorystyka pokoju jeszcze się nasilała, ale strach przed spełnieniem groźby narzucał mi jakiś udawany spokój. Poddawałam się. Ignorując dygotanie całego ciała, kładłam się z powrotem i zamykałam oczy. Co kilkanaście sekund zrywałam się jednak na równe nogi z lękiem. Trwało to dopóki nie zasnęłam w krańcowym zmęczeniu. Nie pamiętam, co mi się śniło podczas tych strasznych nocy. Może nic. A może sceny rodem z niemego filmu, ironicznie przetykane straszącymi mnie na jawie odcieniami czerni i bieli. Rano budziłam się w każdym razie z trudem i spoglądałam na niebo zasnute chmurami. To był właśnie ten dzień, którego tak bardzo pragnęłam doczekać.

Nie wiem, dlaczego ci o tym opowiadam. Ty nie potrzebujesz już przecież bajek na dobranoc. Próbuję to sobie uświadomić - na razie bez skutku. Zerkam co chwilę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych