BALLADA O LWIE
Gnerał Arno zwany Lwem ze względu na swoją graniczącą z szaleństwem odwagę dowodzi ostatnimi oddziałami broniącymi się przed potęznym najeźdcą. W czasie bitwy dostaje się do niewoli i zostaje skazany na śmierć przez ścięcie mieczem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
BALLADA O LWIE
Obóz wojskowy oddziałów Segornu znajdował się w małej, górskiej dolinie, przez którą płynął wartki strumień. Dwadzieścia tysięcy zaprawionych w boku, twardych jak stal żołnierzy wiedziało, że nazajutrz czeka ich ciężka bitwa, jednak wszyscy ślepo wierzyli w zwycięstwo. Dowodził nimi legendarny generał Arno Brawnhorn zwany Lwem ze względu na swoją graniczącą z szaleństwem odwagę. Ten genialny strateg i taktyk nie przegrał dotąd żadnego zbrojnego starcia, chociaż bywało, że wróg miał kilkukrotną przewagę. Co niektórzy źródeł jego sukcesów dopatrywali się nawet w konszachtach z siłami nieczystymi. Jednak pomimo imponujących zwycięstw Lwa sytuacja w Segornie stawała się beznadziejna. Wojna z potężnym Wernlandem trwała już cztery lata i najeźdźcy zdobywali coraz większą przewagę. Nie licząc partyzanckich grup, kryjących się po górach i lasach, czternaście tysięcy piechoty i sześć tysięcy jazdy to były jedyne zorganizowane siły zbrojne Segornu, podczas gdy przeciwnik posiadał stu dwudziestotysięczną armię. Widmo niewoli pod jarzmem wrogów coraz mocniej zaglądało w oczy tubylcom. Pomimo złych perspektyw morale wojaków Brawnhorna było wyjątkowo wysokie. Bali się Lwa, który twardo i surowo traktował swoich żołnierzy, a potrafił być też okrutny w przypadku zdrady lub niewykonania jego rozkazów, ale szanowali go niezmiernie i byli gotowi skoczyć za nim w ogień. Sprawiedliwy i szczery, jak nikt inny potrafił ich docenić i umotywować. Walczył ze swoimi żołnierzami ramię w ramię, dzielił wszystkie trudy i znoje wojennej zawieruchy, jedząc to co oni i śpiąc na takim samym nędznym posłaniu. Gdy wymagała tego wojskowa sytuacja, potrafił gnać ich kilka dni bez odpoczynku, od świtu do zmierzchu, ale gdy można było odpocząć i zregenerować siły, dbał o potrzeby swoich ludzi, organizując możliwie najlepsze pożywienie i ubrania, a nawet alkohol i kobiety. Arno Brawnhorn wiedział doskonale, czego potrzebował żołnierz, by na polu bitwy dokonywać cudów.
*****
Oddziały Lwa bez większych strat zdobyły miasto Berford, leżące w strategicznie ważnym miejscu, u ujścia rzeki Forton do Rewgu. Udało się tego dokonać dzięki sprytnemu manewrowi, polegającemu na zaatakowaniu wroga od strony mokradeł, czyli z kierunku, z którego obrońcy spodziewali się najmniej. Wzięto kilkuset jeńców, a kobiety i dzieci puszczono wolno. Wojska Segornu rozbiły obóz, by trochę odpocząć i opatrzyć rany. Generał Arno szedł wraz ze swym adiutantem, potężnym Melkolnem, wzdłuż rozstawionych wojskowych namiotów, chcąc jak zwykle wszystkiego dopilnować osobiście. Dwumetrowa, barczysta sylwetka dowódcy i czarny, rozpięty płaszcz były rozpoznawalne z daleka. Żołnierze na jego widok stawali wyprężeni jak struna wiedząc, że Brawnhorn bardzo cenił sobie dyscyplinę i porządek. Lew podszedł do jednego ze swoich najbardziej doświadczonych żołnierzy, sierżanta Serg Gorna. Poklepał go po ramieniu i pochwalił za odwagę i śmiałą postawę w ostatniej bitwie. Chciał jeszcze chwilę porozmawiać, ale jego uwagę odciągnął gwar głosów. Razem z Melkolnem podeszli w stronę zbiegowiska. - Co tu się dzieje?! - Arno ryknął na żołnierza, szarpiącego się z umorusanym, ubranym w łachmany mężczyzną z blizną na policzku w kształcie błyskawicy. - Generale, jeniec nie chce mi oddać figurki! - kapral wskazał na metalowy posążek dwugłowego bożka, trzymany w ręce przez wziętego do niewoli człowieka. – Powiedział, że prędzej umrze, niż to zrobi. Powinniśmy pozabijać te wszystkie pogańskie psy! Zapalczywy żołnierz zamierzył się mieczem, celując w głowę jeńca.. - Stój! – Lew chwycił go za rękę, ratując mężczyznę z blizną przed niechybną śmiercią. - No i co z tego, że nie chce ci oddać figurki? Po co ci ona, głupcze?! - To jest ich bóg, Kergasz! Modlił się do niego, żeby zesłał zarazę na nasze wojsko i pomógł im w zwycięstwie nad Segornem! - Schowaj miecz, żołnierzu! My nie wierzymy w Kergasza, więc nie musimy się niczego obawiać i w żaden sposób nam to nie zaszkodzi. Zostaw go, nie bierz figurki i uszanuj jego wiarę, tak samo jak chcemy, żeby nasi wrogowie uszanowali naszą. Niech on się modli do swoich bogów, a my do naszych – pole bitwy pokaże, kogo wiara i kogo bóg są mocniejsze. Wracaj do swoich zajęć, żołnierzu! Arno odszedł, a człowiek z blizną odetchnął z ulgą i z trudem ukrywając uśmiech satysfakcji schował za pazuchą posążek Kergasza. Lew sprawdził, czy warty są postawione i czy żołnierzom zostały sprawiedliwie wydane racje żywnościowe. Potem wysłał konny patrol, by spenetrowali okoliczne lasy w poszukiwaniu żołnierzy Wernlandu, którzy w czasie bitwy mogli uciec i ukrywać się w pobliżu miasta. Potem zwołał naradę wojenną. Doskonale wiedział, że wróg znacznie przewyższa jego armię liczebnością wojsk, więc nie mógł podjąć otwartej bitwy. Musiał atakować z zaskoczenia tam, gdzie akurat było najmniej żołnierzy Werlandu, za wszelką cenę unikając starcia z głównymi siłami wroga. By prowadzić tego rodzaju wojnę potrzebował dobrych, aktualnych informacji, więc rozwinął gęstą siatkę szpiegowską. Ale wróg również nie spał. Z bólem serca wszedł do swojego wielkiego namiotu wojskowego, gdzie już oczekiwali na niego oficerowie. Zwycięstwo w tej wojnie stawało sie coraz mniej realne, ale trzeba walczyć do końca. Za honor i za ojczyznę. Ich bóg, Ferbord, niechybnie pomoże w tym Segornowi.
*****
Trzy miesiące później armia Arno Brawnhorna, licząca już tylko pięć tysięcy piechoty i cztery tysiące jazdy, została zepchnięta pod pasmo nieprzebytych gór Erfdogernu. Wojska Lwa znalazły się w potrzasku, a jedyną drogę ucieczki z Doliny Pierbornu zagradzała blisko osiemdziesięciotysięczna armia Werlandu, dowodzona przez okrutnego księcia Sawmarcka. Stolica Segornu, Rozburg, została już zajęta przez wroga, który obalił króla i przejął władzę w państwie. Pogrom żołnierzy wiernych Brawnhornowi miał być ostatnim aktem tej krwawej wojny. Lew nie miał zwyczaju się bronić i wobec nieuchronności starcia postanowił wyprzedzić ruch przeciwnika i zaatakować pierwszy. Dowodzone przez niego wojska zmyliły armię Werlandu, atakując na jego lewe skrzydło, a gdy wróg właśnie tam skoncentrował swoje siły, doborowa jazda Segornu, licząca tysiąc pięćset jeźdźców, zaatakowała znienacka w sam środek linii wojsk Sawmarcka. Plan Arno był taki, by przedrzeć się do księcia i zabijając go, wywołać panikę w szeregach wroga. Było niemożliwością, żeby przy takiej przewadze Werlandu wygrać tę bitwę, ale Lew miał nadzieję, że uda mu się wyprowadzić z matni chociaż część swoich żołnierzy, zaszyć się w pobliskiej puszczy i prowadzić tam wojnę partyzancką. Brawurowa szarża kawalerii Brawnhorna wbiła się klinem w zastępy wroga jak nóż w masło, ale stopniowo jej impet słabł. Lew i jego żołnierze dokonywali cudów męstwa i trup wokół nich słał się gęsto, chociaż sami również nie uniknęli dotkliwych strat. Książę Sawmarck był już w zasięgu wzroku generała Arno i Lew zobaczył jego brzydką, wykrzywioną w okrutnym grymasie twarz. W tym momencie koń padł pod Brawnhornem, obficie brocząc krwią z rozoranego mieczem brzucha. Walcząc pieszo przeciwko konnicy przeciwnika Arno nie miał żadnych szans. Zdążył jeszcze zabić kolejnych trzech przeciwników, gdy wierzchowiec wroga, ukłuty ostrogami, naparł na niego piersią i przewrócił. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, był buzdygan z ogromną siłą spadający na jego głowę.
*****
Gdy Lew odzyskał przytomność, pierwszą rzeczą o jakiej pomyślał było to, czy chociaż cześć z jego żołnierzy zdołała się wyrwać ze szponów wroga. Sponiewierany, poraniony i zakrwawiony podniósł się z kamiennej posadzki. Przebywał w ciemnej, ciasnej celi, której był jedynym więźniem. Poza przepaską na biodrach by nagi, a spieczony usta domagały się choćby jednej kropli wody. - Pić! - zawołał słabym głosem. - Zamknij się, śmieciu! - odpowiedział ktoś grubym głosem. - Po co chcesz pić, jak zaraz pójdziesz na szafot? Kilku mężczyzn zaniosło się okrutnym śmiechem gdzieś w ciemnościach, a Lew ciężko opadł na podłogę, ocierając oczy z krwi spływającej z wielkiej rany na czole. Śmiewrtelnie zmęczony zapadł w krótką drzemkę, z której został brutalnie wyrwany przez kilku strażników, wykręcających mu ręce do tyłu. Łańcuchem związali mu dłonie, a do pasa przywiązali drugi, kilkumetrowy łańcuch, który trzymało trzech żołnierzy, by zapobiec ewentualnej ucieczce. W obstawie kilku żołnierzy idących po bokach z obnażonymi mieczami Lew został wyprowadzony z więzienia na dziedziniec. - Zostałeś skazany na śmierć przez ścięcie jako wróg pastwa – poinformował go jeden ze strażników ze złośliwym uśmieszkiem. - Jako generał przed wydaniem wyroku powinienem być najpierw osądzony przez bezstronny, sprawiedliwy sąd! Tak przynajmniej robią cywilizowane narody! – odpowiedział Arno. - To jest twój sąd! - mężczyzna plunął mu w twarz. Lew odpowiedział mu tym samym, a wtedy na jego głowę spadło kilka ciosów drewnianą pałką. W tym momencie tłum popleczników najeźdźcy zgromadzony na placu zauważył generała i zawył z radości i podniecenia. Obserwowanie egzekucji zwolenników Segornu było najlepszą rozrywką dla zwycięskiego narodu. Zaczęli lżyć generała, nie przebierając w słowach. Bohaterski dowódca wrogich sił, który nieraz udowodnił, że chce i potrafi walczyć do końca, był ikoną dla zniewolonych mieszkańców podbitego kraju. Chociaż pobity i zakuty w kajdany, nadal był niebezpieczny dla Werlandu, gdyż tylko on mógłby wywołać i poprowadzić rewolucję. Ale do tego nigdy nie dojdzie, gdyż już za kilka minut głowa Lwa spadnie na ziemię, ucięta katowskim toporem. Tusza nie mogła już doczekać się tej chwili i głośnymi, wulgarnymi okrzykami wyrażała swoje zniecierpliwienie Arno wszedł po drewnianych schodach na platformę, na której czekał już na niego ogromny kat, stojący z wielkim mieczem i kapturem na głowie przed sporym, dębowym pieńkiem. Lew, wyprostowany jak świeca, trzymał głowę wysoko, spokojnie rozglądał się dookoła i hardo patrzył w oczy swym prześladowcom. Chciał do końca pokazać wszystkim swoją niezłomność i pogardę wobec śmierci. Pokazał ludziom jak żyć i pokaże, jak umierać. Trzech rosłych mężczyzn nadal dzierżyło łańcuch przywiązany dopasa generała, dwóch osiłków trzymało go za ramiona, a eskorta żołnierzy uzbrojonych w miecze ustawiła się po obu stronach platformy. Rząd obawiał się ucieczki Lwa i dlatego podjął środki ostrożności przez wielu uważane za przesadne Tłum krzyknął radośnie. Na szafot wszedł największy wróg Lwa, książę Sawmarcka. Rozległy się gwizdy. Ludzie spodziewali się niezłego przedstawienia. I bynajmniej się nie pomylili. - I co teraz powiesz, psie?! - książę zaśmiał się wesoło. - Ty kundlu z podwiniętym ogonem? Gdzie jest twoje wojsko, żałosny człowieczku? Gdzie twój król, twoi żołnierze? Wszyscy nie żyją albo gniją w lochach! Zaraz ty też zginiesz, szubrawcze, a twoje nędzne, zawszawione ciało rzucę na pożarcie krukom! Tłum krzyknął z aprobatą. - Słuchaj, chłopcze! - odpowiedział Lew głośno i z wyraźnym lekceważeniem. - Jesteś taki bezczelny tylko dlatego że stoisz daleko ode mnie! Nie odważyłbyś się podejść i stanąć ze mną twarzą w twarz, bo boisz się mnie, chociaż jestem związany! Jesteś śmierdzącym tchórzem i wszyscy o tym wiedzą! Gdyby nie protekcja twojego ojca, w wojsku byłbyś zwykłym ciurą obozowym, a nie dowódcą! Po placu przebiegł złowrogi pomruk. Zniewaga była straszne, zwłaszcza iż wszystkim, było wiadomo, iż Sawmarck uważał się za wielkiego żołnierza i genialnego stratega wojskowego. Tłum spodziewał się teraz srogiej pomsty za zniewagę i gapie już zacierali ręce z uciechy, spodziewając się niezłego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robson
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…