Wróć do katalogu

***

Coś, czemu nie potrafię nadać tytułu. Próba wyrzucenia z siebie czegoś, czego nie da się wyrzucić. Nie komentujcie proszę treści, ale formę. Treść i tak nie oddaje niczego, co chciałabym móc napisać.

4rachne4opublikowano 6 września 20094 min czytania 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Promienie słońca zalewały ogród. Tańczyły wśród zielonych traw, zapraszając do zabawy owady. Przyglądałam się, jak motyl lekko siada na płatku złocistego kwiatu. Nawet nie znałam jego nazwy. Uśmiechnęłam się do siebie, bo otaczał mnie spokój. Idylla. A jednak to było jakieś nierealne. Trawa zbyt zielona, kwiaty zbyt kolorowe, słońce zbyt jasno świeciło. Budziło to niepokój, który tłumiłam na siłę. Udawałam, że go nie dostrzegam. Zawsze mi się udawało uwierzyć we własne iluzje. Tak, jak wtedy, gdy zdawało mi się, że ktoś mnie śledzi i szukałam zainteresowania u innych, opowiadając o tym każdemu, kto chciał słuchać. Tak, jak wtedy, gdy szłam mostem i ogarnęło mnie pragnienie, by skoczyć i dowiedzieć się, co się stanie potem. Uwierzyłam, że mam myśli samobójcze. Teraz nie chciałam uwierzyć, że coś jest nie tak. Więc udawałam, że tego nie ma. Chciałam znów uwierzyć. - Zamyśliłaś się - usłyszałam za sobą. - Troszeczkę - uśmiechnęłam się do niej, odwracając twarz do słońca. Otworzyłam szeroko oczy, żeby sprawdzić czy mogę coś dostrzec. Poczułam ból, więc natychmiast przymrużyłam powieki. - Jest tak spokojnie... - stwierdziła. Dostrzegłam nieśmiały uśmiech, wkradający się na jej wargi. Potem pojawił się dołeczek w policzku, który tak mi się podobał, kiedy byłyśmy młodsze. Przez jakiś czas byłam nawet o ten dołeczek zazdrosna. A potem zauważyłam, że mam taki sam, ale muszę się szeroko uśmiechać. Więc zaczęłam pokazywać dołeczek światu. - Hmmm - mruknęłam. - Jesteś smutna... - Nie, to nie to. Po prostu... nagle... chcę tu zostać - dokończyłam cicho. - Wiesz, że nie możesz - zaśmiała się. Przyjrzałam się jej uważniej. Była rozluźniona, uśmiechnięta... wręcz zadowolona. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych