Wróć do katalogu

Biały Kruk część 1

Kollontrouros, Tokur i ich przyjaciel Alpin polują na złotego smoka. Opowiadanie jest jeszcze nie skończone, zamieszczam tu narazie większą częśćistniejącego tekstu.

Falvariopublikowano 17 września 200520 min czytania 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Karczmarz był wyraźnie przerażony, ale chyba każdy normalny człowiek na jego miejscu okazywałby przynajmniej drobne przejawy zdenerwowania. Goście coraz liczniej opuszczali gospodę, a on sam chętnie poszedłby w ich ślady, gdyby nie to, że ten przybytek należał do niego. Powodem ucieczki gości, były dwie postacie siedzące w rogu gospody. Jedną z nich był imp, a drugą sporych rozmiarów człowiek, a przynajmniej coś co przypominało go posturą. Karczmarz nie był jednak pewien, czy ma przed sobą przedstawiciela własnej rasy, gdyż towarzysz impas nosił długi ciemnobrązowy płaszcz z kapturem zasłaniającym twarz. Okrycie to wybrzuszało się w różnych dziwnych miejscach, a ponadto karczmarzowi wydawało się, że zobaczył smoczy ogon wystający spod niego. Wzdrygnął się gdy zobaczył, że te dwie podejrzane istoty wołają go do stolika. -Słucham?- Spytał ze strachem. -Podaj więcej piwa karczmarzu.- Powiedział zakapturzony, a brzmiało to tak, jakby za chwilę miał kogoś zamordować. -Już podaję.- Odparł właściciel gospody z rosnącym przerażeniem i natychmiast pobiegł do piwnicy. -Założymy się że nie będzie chciał zapłaty?- Spytał imp, gdy karczmarz zniknął im z oczu. -Nie zakładam się, gdy wiem że przegram. A zresztą nie mam o co.- Powiedział Kollontrouros. -Nie narzekaj. Gdybyś nie uparł się na ściganie smoków z tej swojej listy, tylko przyjął kilka zleceń po drodze, to teraz nie musielibyśmy straszyć tego Bogu ducha winnego właściciela gospody. -Wiesz dobrze, że wyeliminowanie smoków z tej listy to sprawa priorytetowa.- Powiedział Kollon z irytacją w głosie. -Wiem, ale zastanawiam się co będzie zapłatą za nasze poświęcenie.- Odparł imp, z lekkim zdenerwowaniem. -Nasze? A co ty tak w ogóle robisz żeby mi pomóc? Za każdym razem tylko narzekasz na złe warunki życia jakie musisz znosić w moim towarzystwie. -No nie, przegiąłeś Kollon.- Po tych słowach imp obrażony odwrócił się do przyjaciela plecami.

* * *

Tymczasem nadeszła noc. Ciemne chmury zasnuły niebo, zasłaniając księżyc i gwiazdy. Zaczął padać ulewny deszcz. Człowiek idący przez las zaklął w duchu. "Najciemniejsza noc w moim życiu i do tego jeszcze pada."- myślał- "A jakby tego było mało akurat dziś mam się spotkać z Kollontrourosem."

* * *

Karczmarz wrócił z piwnicy ze sporą beczką piwa pod pachą. -Krzepki chłop z niego.- Zażartował imp mimo woli. Istotnie, o właścicielu gospody można było powiedzieć wiele, tylko nie to że był krzepki. Był on bowiem niski i tłusty, a ręce miał krótkie i niezgrabne. -Też odnalazłbyś w sobie siłę, gdybym zaczął ci grozić.- Powiedział Kollon. -Nie wątpię.- Odparł Tokur i się zaśmiał. Karczmarz podszedł do ich stolika i położył na nim beczkę, po czym niezwłocznie wycofał się za ladę. -Nie ma to jak towarzystwo Półzłotego smoka.- Powiedział imp. -Istotnie, zawsze można liczyć na darmowe piwo, co nie Tokur?- Odparł Kollon. -Oczywiście.

* * *

Mężczyzna wytrwale parł do przodu, chociaż szło mu się coraz trudniej w zacinającym deszczu. Nagle coś wyskoczyło spośród pobliskich drzew i stanęło przed nim na drodze. Człowiek nie mógł zbyt dobrze zobaczyć co ma przed sobą, kształty rozmywały się na skutek deszczu. Udało mu się tylko zauważyć że postać stojąca przed nim garbi się, ma długie, zakrzywione rogi i strzępiaste skrzydła. -Zostaw sprawę Białego Kruka w spokoju.- Powiedziała istota grobowym głosem. -Nie ma mowy. -Rób jak uważasz, pamiętaj jednak, że zostałeś ostrzeżony.- Po tych słowach postać zniknęła.

* * *

W końcu mężczyzna przybył do miasta. Teraz musiał jeszcze tylko znaleźć gospodę. "W tej dziurze nie powinno to być trudne"- pomyślał. Istotnie, wystarczyło kilka minut. Człowiek otwarł drzwi gospody i wszedł. Z początku myślał, że się pomylił, gdyż pomieszczenie było prawie puste, nie licząc karczmarza i dwóch postaci siedzących przy ścianie. Przyjrzał się im uważnie. Jedna z nich miała prawie dwa metry wzrostu, długi wybrzuszający się płaszcz i zakapturzoną twarz. Druga była raczej niska, miała szarą skórę i dwie pary skrzydeł, a jej jedynym odzieniem była przepaska biodrowa. Postacie zauważyły go. -Dosiądź się do nas, przybyszu.- Zawołał jegomość w płaszczu. -Nie piję z ludźmi, którzy skrywają swoją twarz za kapturami.- Odparł Słysząc to jegomość, zdjął z głowy kaptur, ukazując ludzką twarz o regularnych rysach i prostym nosie. Miał czarne, krótkie włosy. -Tak lepiej Kollontrourosie.- Powiedział przybysz podchodząc do ich stolika. -Nareszcie jesteś Al, a już się bałem, że umrę tu z opilstwa.- Poskarżył się Tokur. -Zawsze byś tylko narzekał impie.- Powiedział mężczyzna siadając. -Co słychać Alpinie?- Spytał Ala Kollon. -Jeżeli chodzi o moje samopoczucie to nie narzekam. -Pytałem raczej o to czy w okolicy nie dzieje się coś niezwykłego.- Zirytował się Półzłoty Smok. -Dlaczego rada powołując cię do życia nie zaszczepiła ci poczucia humoru? -Widocznie uznała, że nie będzie to potrzebne bezwzględnemu zabójcy smoków.- Wtrącił się Tokur. -Do rzeczy panowie.- Powiedział już poważnie zirytowany Kollontrouros. -Cóż, dokładnie przebadałem okoliczne wioski i mogę z całą pewnością stwierdzić, że nikt nie widział tu Złotego Smoka.- Rzekł Alpin. -Tyle czekania, żeby dowiedzieć się, że w okolicy nie ma żadnych smoków? Nie mogłeś nam tego przekazać przez tego kuriera, którego nam posłałeś Al? -Jak widać nie. -Kollon, chodźmy stąd lepiej, żeby nie tracić więcej czasu.- Powiedział imp dopijając piwo. -A coś ty taki skory do pośpiechu Tokur? A poza tym, przecież nie lubisz podróżować w deszczu.- Odparł Kollontrouros. -Poczekajcie, muszę wam coś jeszcze powiedzieć. -Cóż takiego Al?- Spytał imp z drwiną w głosie. Wiedział, że jeżeli w okolicy nie ma żadnego smoka, to nic nie zainteresuje Półzłotego Smoka. -Mag zamieszkujący wieżę golema, oddaloną o jakieś cztery kilometry stąd, wszedł ostatnio w posiadanie Białego Kruka.- Powiedział Alpin dramatycznym głosem. Spodziewał się dostrzec zdumienie i zaskoczenie na twarzach towarzyszy. Przyjaciele jednak zawiedli jego oczekiwania. Na twarzy Tokura pojawił się drwiący uśmieszek, a Kollon w ogóle nie zareagował. -Zawracasz nam głowy jakimś ptakiem?- Spytał imp. -Biały kruk to nie jakiś tam zwykły ptak. To magiczne zwierzę, a magia jest w nim ogromna. Byle kto nie może go tak po prostu złapać. A na tym zadupiu schwytał go jakiś wioskowy mag. Trochę to podejrzane, nie?- Wybuchnął Al. -A co nas obchodzi jakiś mag z tego zadupia i jego kolorowa przepiórka?- Spytał Tokur. -Karczmarzu!- Zawołał nagle Kollon. Właściciel gospody dosłownie przybiegł do ich stolika. -Słucham?- Powiedział ze strachem w głosie. -Czy w tym przybytku znajdzie się miejsce noclegu dla mnie i moich przyjaciół?- Zapytał Półzłoty Smok. -Akurat dzisiaj nie ma u mnie żadnych gości.- Powiedział właściciel gospody, pomijając fakt, że jest to związane z obecnością jego rozmówcy, domyślał się czym to grozi.- A więc na górze są wolne pokoje. -Doskonale, zatem chodźmy się przespać. -Kollon nie skończyliśmy rozmowy.- Zaprotestował Tokur. -Dokończymy ją jutro.- Powiedział Kollontrouros groźnym głosem. Imp nie protestował więcej, w przeciwieństwie do karczmarza wiedział czym to grozi. Kollon wstał i ruszył w kierunku schodów. Przyjaciele poszli za nim. Karczmarz patrzył za nimi i o mało nie zemdlał. To co wydawało mu się być smoczym ogonem, okazało się, być nim naprawdę.

* * *

Alpin nie spał zbyt dobrze. Śniło mu się, że znajduje się we wnętrzu, ogromnej, czarnej jak smoła próżni. Kontinuum wewnątrz którego trwał, wirowało z niewyobrażalna prędkością. Alpinowi zrobiło się niedobrze, miał ochotę wymiotować. Nagle usłyszał szum. Zmaterializował się przed nim jakiś kształt. Al przyjrzał się mu i zmartwiał. Naprzeciwko niego unosiła się ta sama postać, która ostrzegała go przed sprawą Białego Kruka. -Ostrzegałem cię.-Powiedziała istota ochrypłym głosem.- Nie posłuchałeś mnie, a więc poniesiesz konsekwencje swego czynu. Alpin był tak wystraszony, że nie mógł nic powiedzieć. Stał tylko i patrzył bezmyślnie na postać znajdującą się przed nim. W końcu zdobył się na pytanie. -Kim jesteś? -Jestem wysłannikiem rady.- Odparła postać. -Jakiej rady? -To nieistotne dla trupa. Po tych słowach istota odsunęła się nieco od Alpina, a następnie wymierzyła w niego palcem. -Będziesz pierwszą ofiarą burzy, którą rozpętałeś.- Powiedziała chłodno. Al zaczął się trząść, a stan jego żołądka jeszcze bardziej się pogorszył. Próżnia zaczęła wirować jeszcze szybciej. -Niech przemówią pioruny!- Krzyknęła istota. Alpin zobaczył błyskawice, trzaskały wszędzie dookoła niego, w bliższej lub dalszej odległości od jego ciała. W próżni zaczęło huczeć. Co chwila odzywały się grzmoty. Ala uderzyła fala gorącego powietrza. Usłyszał krzyk, głośny i niski. Po chwili zorientował się, że to on krzyczy. I nagle wszystko ustało.

Gdy się obudził, ktoś gwałtownie nim potrząsał. Otworzył oczy. -Czego chcesz Kollon?- Spytał -Krzyczałeś.- Odparł Kollontrouros bez cienia emocji w głosie. -Miałem zły sen. -Ty nigdy nie krzyczysz, ani na jawie, ani we śnie.- Stwierdził Półzłoty Smok. -Powtarzam, że miałem zły sen. -A cóż to był za sen, jeżeli można wiedzieć? -Koszmar, ale nie powinieneś się tym martwić. -Skoro tak twierdzisz. -Jestem tego pewien. Moje złe sny nie powinny obchodzić łowcy smoków. -Nie jestem zwykłym łowcą smoków...- Odparł Kollon. -Wiem, sam jesteś jednym z nich.- Przerwał mu Alpin. -Chodziło mi raczej o to, że jestem twoim przyjacielem, tak samo jak byłem przyjacielem twojego ojca. -Przybranego ojca. -Jednak... -Porozmawiajmy lepiej o Białym Kruku.-Znów przerwał mu Alpin. -Jak chcesz.- Powiedział Kollon z rezygnacją w głosie. -A więc, co robimy dalej? -Masz cztery dni na zbadanie wszystkich wiosek w promieniu pięciu kilometrów stąd. -Co rozumiesz przez słowo zbadanie? -Chcę wiedzieć, czy w ciągu ostatniego roku nikt nie widział tu złotego smoka, białego kruka, skrzata, gargulca, albo…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych