Wróć do katalogu

Bitwa na płaskowyżu Qu'Lung

To jest 15 rozdział z opowiadania "Narodziny imperium". Zanim zaczniecie czytać, proszę zajrzeć do wstępniaka

Lord Raziel, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstępniak Zanim zaczniesz czytać ten rozdział drogi czytelniku, wiedz, że opublikowałem go zaraz po napisaniu, nie zdążyłem go sprawdzić, więc na pewno są w nim błędy. Będę wdzięczny, jeśli wykażesz dobrą wolę i wskażesz je mi. Wiedz też, że jest to fragment większego opowiadania, lecz na nie niestety musisz poczekać. A zanim przeczytasz ten rozdział, musisz też wiedzieć, że pomiędzy Elfami różnych ras panuje Wielki Gniew, którego początek opisałem gdzie indziej. Wszak znajomość jego nie jest potrzebna, ale dobrze wiedzieć o tym, że te rasy się wzajemnie skrajnie nienawidzą.

Część XV. Qu'Lung

Rato powoli otwierał oczy. Poranne niebo zakrywał ciemny kształt. - Chrum. ? Kształt przemówił. Rato otworzył oczy. - Czego chcesz Śmierdzielu? ? Powiedział. - Chrr rrr. ? Dzik odsunął się na parę kroków. - Co? ? Rato wstał. ? Jakie armie? - Chrum. ? Śmierdziel nie dawał za wygraną. - Zaczekaj chwilę, zapytam się drzew. ? Rato od dzieciństwa wykazywał talenty magiczne. W innych okolicznościach pewnie jakiś druid odkryłby go i uczynił swoim uczniem, gdyby nie fakt, że wychowywał się wśród orków. Podszedł pod drzewo i dotknął go dłonią. Zamknął oczy i lekko się pochylił. Na moment skóra jego dłoni zmieniła się w korę drzewa. Otwarł oczy. - Drzewa mówią, że zbliża się wielka bitwa. Zwierzęta już pouciekały. - Chrum? ? Spytał Śmierdziel. - Mam nadzieję, że nie. Wiesz przecież jak bardzo nie lubię długouchych. - Chrum... Chrr rrr rry wrr? ? Śmierdziel miał dziwny wyraz mordy. - A skąd ja mam to wiedzieć. Drzewa mi nie powiedziały, kto walczy. Mówiły tylko, że armie zbliżają się ze wszystkich stron. - Chrum? - Tak. Powinniśmy ruszać. ? Rato wskoczył na dzika. - Mam dziwne wrażenie, że coś niezwykłego się wydarzy.

Tymczasem wojska Cerith wkraczały na południową część płaskowyżu Qu'Lung. Adeas jechał konno obok króla Kubarr, który na znak żałoby za córką miał zbroję udekorowaną czarnymi wstęgami. Prowadzili oddział lekkiej kawalerii Mrocznych Elfów. - Wasza wysokość. Jest parę rzeczy, o których musimy teraz koniecznie porozmawiać. ? Adeas podjechał nieco bliżej króla. - Słucham cię delfinie. ? Odparł Kubarr. - Chcę ci powiedzieć, że tak naprawdę to nic nie wiesz o tym, co się dzisiaj ma wydarzyć... ? Adeas szyderczo się uśmiechnął - Co chcesz przez to powiedzieć? ? Zdziwił się król. - To że zaraz się zatrzymamy, przywołasz do siebie swoich generałów i oddasz mi koronę. ? Adeas nie przestawał się uśmiechać. - Chyba śnisz! ? Król aż uniósł się z siodła. - Niestety dla ciebie nie śnię. ? Adeas zachowywał się jakby był opętany. Nie potrafił usiedzieć w miejscu. Od czasu do czasu wyszczerzył zęby. ? Czyżbyś już zapomniał, jak wczoraj wieczorem przyniosłem ci wino z mojej krainy? ? Teraz młody Mroczny Elf uśmiechał się niczym błazen. - Co?!? ? Król rozejrzał się wokół siebie. Gdy zauważył tylko Mroczne Elfy uspokoił się. - Tak wasza wysokość. Trucizna. Jeśli nie oddasz mi swojej korony, zginiesz a ja i tak po nią sięgnę. Koronując mnie teraz - Nie rozumiem jak... ? Król był zmieszany. - I nie zrozumiesz! Ha! Wygrałem nim bitwa się rozpocznie. ? Adeas nie otrzymał odpowiedzi od razu. - Dobrze... Uczynię cię moim następcą. - Król Kubarr był załamany śmiercią córki, jego ludzie buntowali się, że nie dogląda ich spraw. Słyszał pogłoski o zbliżającym się buncie. Z dnia na dzień czuł się coraz gorzej. Opuszczali go zaufani możni. A gdy zrozumiał że jest sam, uznał że to będzie najlepsze rozwiązanie. Adeas wydał szybko rozkazy, by jego generałowie zajęli się rozmieszczaniem wojsk według wcześniejszego planu. Sam zatrzymał się i zsiadł z konia. Podobnie uczynił król i większość Mrocznych Elfów. Kubarr przywołał do siebie najważniejszych dowódców. - My, król Kubarr, władca krainy Cerith, wyznaczamy na naszego następcę tego oto wysłannika śmierci Adeasa Ul'Terr. ? Wśród zgromadzonych przebiegł szum. ? Rozkazujemy, by wszyscy traktowali go jako naszego powiernika, a gdy umrzemy on stanie się nowym królem. ? Król położył rękę na ramieniu Adeasa. Ludzcy dowódcy zareagowali oburzeniem, lecz gdy Adeas stanął, przed Kubarrem uciszyli się. Mroczny Elf zlustrował zgromadzonych ludzi. Bez ostrzeżenia wyciągnął miecz i wbił go królowi w krtań. Ten osunął się na ziemię z grymasem bólu. Po chwili umarł. Adeas podniósł zakrwawioną koronę i wsunął ją sobie na skroń. Spojrzał na ludzi, którzy zdążyli już zauważyć iż są otoczeni przez Mroczne Elfy z wyciągniętą bronią. - Umarł król, niech żyje król! ? Padło z ust któregoś człowieka. Adeas uśmiechnął się i powiedział. - Pozwolę wam żyć, jeśli przysięgniecie mi wierność. ? Po chwili wahania dowódcy unieśli w stronę Mrocznego Elfa ręce w geście pochwały. ? Doskonale...

Gdy Adeas wypełnił swój krwawy plan wojska Pere-Me-Si wchodziły na Qu'Lung z północy. W środku orszaku na podwyższeniu ciągniętym przez kilkanaście koni, smok podróżował niczym Wielki Tero, wciąż przebywając w ludzkiej postaci. Obok niego siedział Plati. - Widzisz ich panie? ? Człowiek przerwał milczenie. - Tak śmiertelniku. ? Odpowiedział smok. ? Wciąż ustawiają szyki. ? Smok wytężał wzrok by dojrzeć najdrobniejsze szczegóły. - Powiedz panie, czy nasz wywiad nie mylił się? ? Spytał Plati. - Jakie to ma znaczenie człowieku? ? Pogardliwie odpowiedział smok. ? Choć nie muszę to jednak ci odpowiem. Twoi szpiedzy nie mylili się. Ludzi z Cerith wspomagają tylko dwa oddziały Mrocznych Elfów. Konnica i łucznicy. - Dziękuję ci panie. Dzięki twoim wspaniałym zmysłom, możesz wydać doskonałe rozkazy. ? Plati bezgranicznie oddawał się smokowi. - Rób to co ci wcześniej kazałem. Żadnych zmian w strategii. - Tak jest panie. ? Plati zbiegł z podwyższenia i wskoczył na konia przygotowanego specjalnie dla niego. Popędził do swoich generałów wydawać smocze rozkazy.

Płaskowyż Qu'Lung był bardzo ciekawym tworem. Ze wschodu ograniczała go rzeka Illlum, płynąca niemal dokładnie z północy na południe. Z zachodu natomiast wcina się w niego masyw skalny Nabab ciągnący się przez kilkadziesiąt kilometrów, z przerwami aż do granic Salmithal. Posiada on niezwykle bardzo strome ściany, przez co jest łatwy do obrony, lecz trudno na niego wejść inaczej niż od wschodu, po bardzo stromej ścieżce zaczynającej się właśnie na Qu'Lung, lub od zachodu, wiele kilometrów dalej. Rato w ciągu ostatnich wydarzeń jakoś zapędził się aż na tereny Wysokich Elfów i teraz wracał do rodzinnej wioski szczytem Nababu. Wygodnie mu się tamtędy jechało, gdyż znacznie lepiej czuł się wśród drzew niż na otwartej przestrzeni. Śmierdziel bez problemu poruszał się w takim otoczeniu. W pewnym momencie drzewa się przerzedziły i Rato wjechał na dużą polanę na końcu Nababu. Przed nim była tylko ostra droga w dół. Zatrzymał się i zsiadł z dzika. Objął wzrokiem otoczenie. - Miałeś rację Śmierdzielu. Tam są ciemne długouche, ale jest też pełno Udzi. ? Nagle z obu stron masywu doszły go odgłosy maszerującej armii. Z doświadczenia wiedział, że tak cicho poruszają się tylko oddziały długouchych. Podczołgał się do jednej z krawędzi. Aż osunęła mu się szczęka, gdy jakieś pięćset metrów niżej zobaczył wiele Długich Długouchych maszerujących w kierunku płaskowyżu. ? Bądź cicho Śmierdzielu. ? Wyszeptał. ? Tam jest dużo długouchych. Powoli zakradł się do drugiej strony klifu. Gdy wyjrzał znad krawędzi aż usiadł i podrapał się po głowie. - Chrum? ? Spytał się Śmierdziel. - Nie rozumiem Śmierdzielu. Wszędzie Długousi i to z różnych typów. Jak oni się zobaczą to tutaj będzie rzeźnia i dla nas nic nie zostanie. - Chrum. - Ja się stąd nie ruszam. Wolę posiedzieć i poczekać. Potem jak bitwa się skończy to może pogonimy sobie jakiegoś Udzia... - Chrr? ? Spytał dzik. - Tak! Mam zamiar tu siedzieć i nic nie robić. ? Powiedział Rato

Smok wstał, gdy zobaczył dwie armie mijające Nabab. Gdy armie Elfów i Wysokich Elfów zauważyły stacjonujące oddziały Mrocznych Elfów ruszyły do przodu. Wybiegły kilkadziesiąt metrów w przód i wtedy zorientowały się, kto biegnie obok nich. Wrodzona nienawiść przezwyciężyła rozsądek i obie armie rzuciły się na siebie z olbrzymim impetem. Władca Pere-Me-Si nie mógł dłużej przeciągać rozpoczęcia bitwy. Wydał rozkaz ataku i opadł na tron. Chwilę później dźwięk trąb zagłuszył stukot kopyt. Kawaleria Pere-Me- Si ruszyła do przodu, w kierunku wojsk Cerith.

Adeas znów wyszczerzył się patrząc na walczące ze sobą dwa gatunki. Odwrócił się do siedzącego obok, zakapturzonego człowieka. - Doskonały podstęp Avrilu. Twoi przyjaciele z Pere-Me-Si doskonale się spisali. - Wiem wasza wysokość. Też się cieszę. ? Avril ściągnął kaptur. Adeas uniósł dłoń. Nagle w przygotowanych wcześniej obszarach zaczęły pojawiać się potężne działa. Wszystkie pojawiły się dokładnie tam gdzie miały. Po chwili do Adeasa podjechał Victor Theuse. - Witaj szanowny towarzyszu. ? Adeas przywitał Victora gestem dłoni. Theuse odpowiedział podobnie. ? Czy wszystko gotowe? - Tak młody królu. Wystarczy rozkaz. - Wydaj go gdy tylko wejdą w zasięg. ? Adeas przypatrywał się potężnym działom, wykonanym w Krasnoludzkich odlewniach i zmodyfikowanych przez naukowców Victora.

Kawaleria z Pere-Me-Si na chwilę zwolniła, lecz prowadzący szybko zrozumieli, że ich jedyną szansą będzie jak najszybsze dotarci do wroga.

Victor w swej lśniącej czarnej zbroi stał obok Adeasa. Zaraz za nim usadowił się trębacz z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych