Brama Północy epizod II
opowiadanie w klimacie fantasy ze zwiadowcami w roli głównej
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
II
Kolejny dzień zdawał się być dłuższym od poprzednich. Może był to efekt niewyspania. Gdy jedna osoba nie prześpi nocy to jej humor na tle oddziału nie jest widoczny, ale jeśli cały oddział się nie wyśpi wtedy nie trudno o tarcia i niepotrzebne sprzeczki. Jednak zwiadowcy zachowywali spokój i nie odzywali się do siebie ograniczając dialogi do niezbędnych półsłówek. Do zmierzchu pozostawało jeszcze dość czasu, gdy nagle Gordius zatrzymał prowadzoną kolumnę. Zsiadł z konia, by przyjrzeć się karmazynowym plamom zostawionym na śniegu. - Krew. - Świeża krew – dodał Canis. – Pytanie brzmi czy jest ludzka, czy zwierzęca. Spójrz Gordiusie ślad zaczyna się na drodze i prowadzi w głąb lasu. - Dagstan sprawdzisz dokąd prowadzą te ślady – polecił dowódca ruchem głowy wskazując na las. Ex oficer bez słowa zsiadł z konia i ruszył krwawym tropem. - Wyślij kogoś niech zbada teren na sześćset kroków przed nami. Nie chce żadnych niespodzianek. – Gordius wydał polecenie swojemu zastępcy. - Rafgard – Dzik zwrócił się do zwiadowcy którego wybitnie charakterystyczną cecha był orli nos. – Będziesz trzymał straż sześćset kroków przed naszym czołem. Czekaj tam na nas. Jeśli coś się zmieni wyślę kogoś po ciebie. - Tak jest. W tym czasie Dagstan przedzierał się przez coraz gęściej osadzone drzewa. Częstotliwość ich występowania sprawiała, że promienie słoneczne miały problemy z przedarciem się i okolica prezentowała się jak podczas wczesnego wieczoru. Gałęzie drzew tworzyły niesamowite wzory, wyglądały niczym pajęcze sieci. Niepokój świeżo upieczonego zwiadowcy budziła ilości krwi. Logika podpowiadała, że najwięcej powinno być jej w miejscu, gdzie dany osobnik się zranił, a z czasem powinno być jej coraz mniej. W tym wypadku było odwrotnie. Na drodze mieli do czynienia jedynie z wąską strużką krwi, a tymczasem strużka ta przeobrażała się w rzekę. Dagstan poczuł w nozdrzach odór śmierci. Dobył miecza i wolnym krokiem podążał za krwawą rzeką. Domyślał się, że tyle krwi nie mogło upuścić jedno stworzenie. Na początku był przekonany, że to jakiś drapieżnik upolował ofiarę i zaciągnął ją w ustronne miejsce, teraz jednak wiedział, że Gordius nie bez przyczyny jest dowódcą, i że jego doświadczenie nie pozwoliło mu zignorować nawet tak błahej sprawy. Ślad zaczął wspinać się po delikatnym wzniesieniu. Zwiadowca przyjął pochyloną pozę, gdyż nie widział i nie wiedział co może go spotkać u szczytu. Jego oddech przyspieszał tworząc coraz większe obłoki pary na mroźnym powietrzu. W oddali usłyszał krakanie wron, które napawało go jeszcze większym niepokojem. Przystanął na chwilę i rozejrzał się dookoła. Nie mógł pozbyć się uczucia, że jest obserwowany. Po krótkiej chwili ruszył dalej wmawiając sobie, że uczucie to jest spowodowane sytuacją, otoczeniem i rosnącym napięciem. Z pewnością nie zlekceważyłby go gdyby dostrzegł parę przekrwionych oczu, które obserwowały go z odległości nie większej niż dwadzieścia kroków. Po krótkiej chwili postać wycofała się niemal bezszelestnie. Dagstan wychwycił dźwięk skrzypiącego śniegu, spojrzał na miejsce, z którego był obserwowany lecz spóźnił się i niczego nie dostrzegł.
Ines korzystając z chwili przerwy podeszła do jucznych koni i wyciągnęła zwinięty kłąb słomy. Znalazła ustronne miejsce i rozłożyła go pod drzewem. Słoma idealnie izoluje od zimnej gleby, więc po zarzuceniu na nią wilczej skóry tworzyła wygodne i ciepłe legowisko. To był dopiero drugi patrol w wykonaniu rudowłosej zwiadowczyni. Poprzedni, który miał miejsce dwa miesiące wcześniej trwał zaledwie piętnaście dni i jedynym niebezpieczeństwem na jakie wtedy trafili była rozjuszona samica niedźwiedzia, która ugodzona salwą wystrzeloną z łuku padła martwa. Teraz sytuacja wyglądała inaczej. Z jednej strony niepokoiło ją to, ale z drugiej czuła dziwne podniecenie. Od najmłodszych lat jakaś niewidzialna siła ciągnęła ją ku przygodzie. Nawet jako mała dziewczynka spędzała czas z chłopcami bawiąc się w wojnę i ćwicząc musztrę. Gdy z dziewczynki przeobraziła się w kobietę ojciec chciał wydać ją za mąż za bogatego namiestnika prowincji. Ines jednak stanowczo sprzeciwiła się jego woli i po burzliwej wymianie zdań uciekła z rodzinnego domu i udała się w jedyne miejsce, gdzie kobietom wolno było służyć w armii – do Bramy Północy. Po wielu miesiącach szkoleń i treningów stała się prawdziwym zwiadowcą. Imponowała trenerom swoimi umiejętnościami. Może i widoczne były braki w posługiwaniu się bronią białą, ale za to wszyscy byli pod wrażeniem oglądając jej łucznicze popisy. Była wyśmienitym strzelcem. Gdy nastał czas jej osiemnastej zimy wysłano ją na pierwszy patrol. Z rozmyślań wyrwał ją jeden ze zwiadowców, który do niej podszedł. - Co przygnało taką drobną niewinną dziewczynkę na ten jebany koniec świata? – jeden ze zwiadowców nie mógł powstrzymać się od kilku uszczypliwych uwag pod adresem rudowłosej. - Spadaj. - No maleńka, nie bądź taka oschła. Może masz ochotę trochę się rozgrzać? – mówiąc to przysiadł się do niej i objął ją. Zrzuciła jego rękę z ramion, ale to go nie zraziło. Położył rękę na jej udzie i niemal w tej samej chwili uderzyła go otwartą dłonią w policzek. - Ty mała zdziro! – rozjuszony zwiadowca rzucił się na Ines. Próbowała zrzucić go z siebie, ale był zbyt ciężki. Okładała go pięściami, ale on nic sobie z tego nie robił. Poczuła jak jego zimne ręce wdarły się pod jej ubrania i macały brzuch wędrując coraz wyżej. Szarpała się coraz mocniej, ale nie mogła uwolnić się z jego uścisku. Nagle usłyszała trzask łamanej kości. Dopiero po chwili zorientowała się, że ktoś odciągnął napastnika i uderzył w twarz łamiąc mu nos. - Wypierdalaj. – usłyszała głos Jonathana. - Szukasz kłopotów dziadu? – chrapnął napastliwy członek drużyny jedną ręką trzymając się za zakrwawiony nos a drugą dobywając miecza. - Odłóż to dzieciaku. – głos
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kdz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…