Wróć do katalogu

Chodziło mi po głowie

Druga część jednego z moich opowiadań, która od dawna chodziła po głowie.

Samhain, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Dlaczego jeszcze nie zaczynamy - spytał ksiądz z irytacją. - Czekamy na nowego nauczyciela - oznajmił dyrektor, pocierając swoim zwyczajem nos w miejscu, gdzie zazwyczaj opierają się okulary. - Będziemy mieć nowego nauczyciela? - zdziwił się ksiądz. Nikt poza nim nie wydawał się być zdziwiony, widocznie przełożony poinformował już wszystkich. - Już jest - oznajmiła matematyczka, która stała akurat przy oknie. Po chwili do gabinetu szedł młody, na oko trzydziestoletni mężczyzna. - Dzień dobry - przywitał się. - Spóźniłem się? - Ależ skąd, panie Adamie - uspokoił go dyrektor. - Dotarł pan akurat na czas. Proszę państwa! - zwrócił się do grona pedagogicznego. - Pan Adam Lewandowski od nowego roku szkolnego będzie uczył fizyki. - Witamy w naszym gronie - powitali go wszyscy. - Możemy już chyba zaczynać, prawda? - spytał szef, kiedy zakończono podawanie sobie rąk i przedstawianie się. - Możemy - potaknęli nauczyciele. Rozpoczęła się rada. Po spotkaniu w gabinecie zostali tylko polonista, historyk i wuefistka. No i dyrektor z panem Adamem, którzy omawiali warunki współpracy. Kiedy wyszli z pokoju dyrektorskiego, Adam spytał, czy poznał całe grono. - Nie, zabrakło dziś mojej żony, broni dziś tytułu magistra - powiedział z dumą polonista. - Pani Magda też jest polonistką i przy okazji naszą szkolną maskotką. Wszyscy ją tu uwielbiają, przekona się pan już w poniedziałek. A tymczasem proszę odpocząć przed końcem wakacji. Do widzenia państwu! - pożegnał się. Adam też wyszedł ze szkoły i pojechał do domu. Skorzystał z rady nowego szefa i wypoczął. W poniedziałek postanowił stawić się w pracy wcześniej. Okazało się, że wszyscy wybierają się do kościoła. On nie poszedł, nie ciągnęło go do tego miejsca. Został sam w budynku. Po jakimś czasie na korytarzu dało się słyszeć czyjąś rozmowę. Nie wyjrzał, nie był w końcu wścibskim uczniakiem. Stał przy oknie i zobaczył, że ze szkoły wychodzi Paweł, poznany w piątek polonista. Pewnie to on i jego żona rozmawiali tak głośno. Może zresztą wcale nie krzyczeli, to tylko echo niosło ich głosy w dużym pomieszczeniu. Mężczyzna poszedł w kierunku kościoła, ale gdzie zatem podziała się jego żona? Odpowiedź poznał po chwili, kiedy to drzwi kancelarii otarły się i stanęła w nich jedyna współpracowniczka, której nie zdążył jeszcze jej poznać. Tyle, że on ją znał… - Cześć Adamie - powitała go uprzejmie. - Słyszałam, że będziesz z nami pracować. Miło. - Świat jest mały - tylko takie trywialne stwierdzenie przyszło mu na myśl. Uderzył go jej widok. Tak, świat jest mały, ale to już chyba przesada? Zupełnie nieświadomie trafił do tej samej szkoły co ona! - Masz o to do niego żal? - spytała, nawiązując lekko do ich byłych spraw. - Nie. Nie to miałem na myśli. Tak zabrzmiało? - Ależ skąd, tak tylko pytam. Przecież wiesz, że zawsze mówię prosto z mostu. Wiedział. Wiedział także jak smakują jej pocałunki. I gdzie ma małe znamię. I jakie lubi czytać książki… Wiedział o niej milion rzeczy. Nie miał pojęcia tylko o tym, że na jej palcu lśni złoty krążek. - Wyszłaś za mąż… - Tak. - Kiedy? - Półtora roku temu. - I jak? - Paweł to cudowny człowiek. - Pytam jak ty się z tym czujesz. - Jestem bardzo szczęśliwa - powiedziała śmiertelnie poważnym tonem. Była. Jeśli mówiła coś tym tonem, to nie ulegało wątpliwości, że nie kłamie. Zresztą nie kłamała nigdy. - A co u ciebie? - Nic nowego - odpowiedział krótko, z całą ostrością zdając sobie sprawę z beznadziejności tego faktu. - No cóż… - Co takiego? - Nic. - Powiedz - chciał ją sprowokować do tego, żeby powiedziała, że sam jest sobie winien. Że sam doprowadził do takiej sytuacji, kiedy to ona musiała radzić sobie z jego obojętnością. Chciał, żeby uniosła się honorem, bo to by oznaczało, że coś tam jeszcze w niej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych