Wróć do katalogu

Co wydarzyło się w Dunajcowie

Bajka dla dzieci starszych. Część I

kamasznik50, opublikowano , 11 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zdarzyło się to tak blisko…że daleko. Blisko – bo w Dunajcowie, czyli za oknem. Daleko, bo aby widzieć, trzeba przyjaźnić się z rzeką. Zdarza się to tylko tym, co lubią przyrodę.

Dunajcowo jest miejscem, gdzie chadza się po drewno. Człowiek tam chodzi i widzi jedynie powalone pnie, błoto, wymachuje siekierą, z roku na rok ubywa drzew w wierzbinie.

Są tu miejsca niezwykłe – choćby pień stary, ocalał z powodzi, przywlokła go woda. Pod nim – kopuła, podobna do pieczary. Tu na świat przyszedł ślimak – lubi błota.

Ślimak Kamil urodził się wiosną. W pokrzywach – dla niego chyba dżunglą nawet. Niemal od razu zaprzyjaźnił się z rosą i natychmiast zapragnął poznać pokrzyw skraje.

Ruszył z rana, gdy wilgoć była jeszcze na ziemi – wilgoć jest mu niezbędna, aby się poruszać. Dość szybko ( jak na niego) trzy metry przepędził, dotarł na skraj pokrzyw gdzieś koło południa.

Słońce zaczęło prażyć, cień znikł, czuł zmęczenie. Pora wejść do środka skorupki, odpocząć. Zachować wilgoć, tak się składa, że bez niej Kamil nie potrafi zachwycać się rosą…

Jeszcze tylko wejdzie na szerszą gałąź, by wygodniej przylgnąć, zasnąć natychmiast – gałąź dla niego górą prawie, więc stamtąd schodzi się znowu po dwóch godzinach…

Zrezygnował, lecz przylgnął jak najbliżej ziemi. Cień tu całkiem miły, ziemia nie przegrzana. Zasnął – dał mu cień lepiężnik. Do południa. Może by w śnie do rana?

Jednak spał krócej, niż planował wcześniej. Głód mu nie dokuczał – liść pokrzywy starczył. Nim przebudził się poczuł, że go coś kołysze, otworzył oczy i mocno się przeraził.

Na gałęzi płynął i do tego wierzchem. Nie wiedział Kamil, że Dunajec wezbrał, poniósł nie tylko gałęzie, ale i pnie. Przestraszył się Kamil – z wędrownika żeglarz?

Okolica była piękna. Groźna, ale piękna – sterczące ponad wodą groty z korzeni wierzb, cztery jeziora w miejscach, gdzie pękła ziemia. I Dunajec, który krążył, by wrócić do…siebie.

Gałąź „Kamila” zaczepiła o korzeń. Woda tu spokojna, pewnie to dlatego. Spojrzał więc w górę, a tam prawie w wodzie. czterech krewniaków niechybnie tonęło!

Tutaj! – krzyknął głośno, choć pół metra dzieliło. Gałąź drżała mocno, przemokła już przecież. Bał się, więc drżał Kamil, nogę mu zmoczyło, lecz w porę wyciągnął, połączył z korzeniem.

Tonio, Dzwońcio, Karol i Anatol, po kolei stanęli na tratwie gałęzi. Odpocząć, nieco odsapnąć… Ledwie odpłynęli, słyszą – plusk korzeni…

Zapadła się grota, woda falą ją niesie. Do następnych brzegów – tu jednak spokojnie. Gałąź skleiła się z glinianym brzegiem – jeden po drugim schodzą zeń pasażerowie…

Kamil z Anatolem, przerażeni nieco, popędzili (jeśli marsz ślimaków jest pędem), w największe w okolicy…śmietnisko, z dala od wody, tęskniąc za cieniem…

Daremnie jednak chcieli schronić się spokojnie – miejsce zajęte przez zajętą trawieniem odpadów dżdżownicę. chyba i jej duszno, przez wodę, bo porusza się tylko po ziemi, jej wierzchem…

Gruba, tłusta dżdżownica. Wałek do ciasta, ledwie żywa. Kamil popatrzył – nie jadał ziemi, trudno mu było przyjaźń z nią przebyć…

Ta jednak zaraz się rozpłakała: „Czy moją winą jest wygląd i śniadanie? Jeżeli chcecie, zanurkuję w tych madach, odejdę pod ziemię, obły ślad zostawię…”

Kamil pomyślał – zdarza się mu przecież. Wśliznął się na próbę pod gruby korzeń. „Jeżeli możesz zwinąć się w kłębek, dla wszystkich starczy miejsca w tym schronie…”

Wieczór się zbliżał. Wciąż ciepło i wilgoć. Do „schronu” wpadł Komar. Ten to ma dobrze – woda mu nie straszna, zawsze może frunąć, przycupnąć byle gdzie, pewnie i na korze…

„ No to jest nas pięcioro. Każdemu coś brakuje. Ślimakowi prędkości, komarowi ciała. Dżdżownicy – urody. Każdy się wpatruje w to czego nie, szuka więc w nieba zakamarkach…”

„Komu zawdzięczamy strach tego pływania? Słyszałem od ważki, że wały tu pękły, bo człowiek zaniechał ziemi usypania – wód Dunajec nie upcha, zawsze będą ciekły…”

„Człowiek…” – ślimak Kamil słyszał o nim kiedyś – Wymyślił sobie, że mu smakujemy. Wystarczy nas podnieść z ziemi… Boję się człowieka, ale szans nie mam – nie potrafię uciekać…”

„Mnie kiedyś nadeptano, o tak, dla zasady, nie podoba się nikomu mój kształt obły, ze wstrętem mnie traktują. chociaż trawię mady, próchnicę im daję, korzeniom dostęp do wody…”

„Mówią, że na błotach czarownica mieszka. Czyni cuda, lecz tylko wtedy, gdy przysięgasz, że będziesz wypatrywał takiego człowieka, który szkodę czyni, niszczy , zamiast wsiewać…”

„A gdyby z nas strażników uczynić? Olbrzymi ślimak, który szczerzy zęby. komar – helikopter, rozdający… błyski i dżdżownica – wężem, pilnująca wierzby?”

Kamil mówił długo, powoli, ze smutkiem. Przerwał mu komar: „ Bzykacz Ssący jestem. Gdy spalają trawy, jakoś w powietrze ulatuję, a wy… wrośnięci całe życie w ziemię…”

„Czy to znaczy, panie Bzykaczu, czy znaczy, że pan z n a m i w tej sprawie…tak samo?” „To znaczy, że myślę, iż spalić ziemię, bardzo łatwo, że to nic trudnego…”

„Oto człowiek – zatapia nas, zżera i spala… Wiem od innych, że nawet gorsze czyny czyni… My jednak musimy swego szukać w swoich wiatrach, czyli się obronić, by czuć wiosnę, by żyć…”

„ Już jutro, gdy noc minie szczęśliwie, spotkam się z panem trzmielem w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych