Countdown to extinction część 2
Opowiadanie w klimatach sf/spy opera opowiadający o losach pewnego androida, któremu przychodzi zmierzyć się z realiami globalnej wojny. Powieść wciąż powstaje, więc zamieszczam dzieło jedynie do ostatniego napisanego fragmentu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Part # 9 Freedom.exe
Sytuacja przerodziła się w gorączkowy pościg za gwałtownie nabierającym prędkości helikopterem. Skradziony czarny Kamov Ka-50 kierował się w stronę wysokich zabudowań centrum miasta. Jego pilot nieustannie nie odpowiadał na wezwania nakazu lądowania. Maszyna nabrała prędkości do tego stopnia, że zaczęła powoli znikać z pola widzenia pilota prowadzącego pościg. Uciekinier leciał na bardzo niskim pułapie, jakby zupełnie nie znał uczucia strachu i nie dopuszczał do siebie myśli o możliwości popełnienia błędu. Po kabinie pilota rozległ się komunikat radiowy: - Szpon 1, gotowy do akcji. - Szpon 2, oczekuję na rozkazy. Dwa helikoptery wezwane jako wsparcie pojawiły się w zasięgu radaru cywilnej maszyny Garretha. Pokaźnie uzbrojoSytuacja przerodziła się w gorączkowy pościg za gwałtownie nabierającym prędkości helikopterem. Skradziony czarny Kamov Ka-50 kierował się w stronę wysokich zabudowań centrum miasta. Jego pilot nieustannie nie odpowiadał na wezwania nakazu lądowania. Maszyna nabrała prędkości do tego stopnia, że zaczęła powoli znikać z pola widzenia pilota prowadzącego pościg. Uciekinier leciał na bardzo niskim pułapie, jakby zupełnie nie znał uczucia strachu i nie dopuszczał do siebie myśli o możliwości popełnienia błędu. Po kabinie pilota rozległ się komunikat radiowy: - Szpon 1, gotowy do akcji. - Szpon 2, oczekuję na rozkazy. Dwa helikoptery wezwane jako wsparcie pojawiły się w zasięgu radaru cywilnej maszyny Garretha. Pokaźnie uzbrojone Mi-28 po chwili zrównały się z pojne Mi-28 po chwili zrównały się z pojazdem powietrznym dowodzącego. Maszyny utworzyły formację klucza, w której przemierzały przestworza, osłaniając cywilny helikopter. Garreth założył specjalny zestaw słuchawek z mikrofonem, by porozumieć się z obiema jednostkami. Skórzane obicie nauszników idealnie tłumiło dźwięk pracy silników i uderzeń wirnika. - Panowie, mamy uciekiniera w skradzionej maszynie. Cel nie reaguje na nasze polecenia poddania się. Spróbujcie zbliżyć się do niego na sto metrów i oczekujcie na dalsze polecenia. - Szpon 2, zrozumiałem. - Szpon 1, roger, sir. Oba śmigłowce rosyjskiej produkcji zanurkowały, by nabrać prędkości i zaczęły powoli doganiać skradzioną maszynę. Kiedy znaleźli się w odległości około stu metrów, Garreth wydał rozkaz wystrzelenia serii ostrzegawczej w kierunku Kamova. Automatyczne działa dużego kalibru, zamontowane na nosach Mi-28 wypluły z siebie krótką serię pocisków. Dudnienie wystrzałów rozległo się w powietrzu, zwracając jeszcze większą uwagę ludzi na ziemi. Sam widok eskadry śmigłowców był ogromnie emocjonujący dla tłumów gapiów, którzy zbierali się, by podziwiać piękno powietrznych maszyn. Pełno było młodych, zafascynowanych ludzi, którzy uwieczniali całe widowisko za pomocą aparatów w swoich telefonach komórkowych. Kiedy maszyny wystrzeliły, ludzie rozbiegli się w popłochu szukając bezpiecznego schronienia. Pociski swym potężnym kalibrem przebiły się przez dachy kilku domów w pobliżu i trafiły w jeden z zaparkowanych na ulicy samochodów, w którym włączył się alarm. Ka-50 jednak nie miał zamiaru zwalniać. Wciąż pędził jak oszalały w kierunku największej dzielnicy drapaczy chmur. Sygnał ostrzegawczy mimo, że wyraźnie widoczny został kompletnie zignorowany. Piloci otrzymali rozkaz użycia rakiet w celu strącenia uciekającej maszyny. Komputery pokładowe helikopterów namierzyły cel, po czym śmigłowce wystrzeliły dwa długie pociski o ostrym końcu, które pomknęły przez przestworza. Czarny Rekin (potoczna nazwa Ka-50) momentalnie odpowiedział wypuszczeniem ze swojej tylnej części wabików dla rakiet. Pilot Kamova gwałtownie poderwał maszynę do góry, pozwalając ogłupionym pociskom przelecieć pod brzuchem śmigłowca. Taki manewr sprawił, że Ka-50 wytracił sporą ilość swojej prędkości i tym samym pozwolił atakującym Miłom jeszcze bardziej zbliżyć się do niego. Kilka kilometrów dalej nastąpiły dwie eksplozje, które spowodowane były uderzeniem w grunt zabłąkanych rakiet. Szary dym spalenizny zaczął wzbijać się w powietrze w miejscach wybuchu. Mi-28 rozpoczęły atak swoimi działkami pod kabiną pilota. Również ta próba uszkodzenia skradzionego śmigłowca zakończyła się fiaskiem, ponieważ jego pilot w ostatnim momencie wykonał nagły zwrot, unikając mknącym w jego stronę pociskom. Średnia wysokość budynków zaczynała wzrastać w ogromnym tempie, wręcz proporcjonalnie z każdym pokonanym kilometrem. Dwuwirnikowy Ka-50 ponownie zanurkował drastycznie zwiększając swoją prędkość. Maszyna idealnie wpasowała się w przestrzeń pomiędzy budynkami, mknąc z prędkością ponad trzystu pięćdziesięciu kilometrów ponad ruchem ulicznym. Na taki manewr nie mogli sobie pozwolić piloci Mi-28, ponieważ w ich wyobrażeniu był wręcz samobójczy. Jeden drobny błąd mógł skończyć się nie tylko rozbiciem maszyny ale i dziesiątkami ofiar. Ścigające helikoptery otrzymały rozkazy rozdzielenia się i oczekiwania na okazję, by podejść do ponownego szturmu. Kamov zagłębiał się w gąszcz oszklonych budynków, powodując powszechną panikę i przerażenie przechodniów na ulicy. Ogromny podmuch wiatru jaki za sobą pociągał, podrywał nie tylko kurz i śmieci z brudnych ulic, ale i przewracał stoiska prasowe, z których białe gazety wzbijały się w powietrze niczym stada wypłoszonych gołębi. Garreth uważnie analizując kierunek lotu skradzionego helikoptera i studiując mapę centrum wpadł na pomysł, który wydał mu się jedynym sensownym scenariuszem uziemienia Ka-50 na terenie miasta. Przesłał rozkazy pilotom eskadry atakujących helikopterów, po czym usiadł wygodnie w fotelu i oczekiwał na moment, kiedy jego śmigłowiec znajdzie się w zaplanowanej pozycji, z której mógł mógł obserwować dalsze rozwinięcie akcji. Pilot mknącego wąskim korytarzem Ka-50, zauważył wrogą maszynę, która wyłoniła się znad dachów budynków, nurkując wprost na niego. Mił 28 pędził z naprzeciwka zbliżając się z każdą sekundą. Atakujący śmigłowiec oddał serie strzałów, które przeszyły grzbiet Kamova, uszkadzając lewy silnik. Moment później, w jego kierunku pomknęła biała rakieta. Ka-50 wykonał niebezpieczny manewr, skręcając o dziewięćdziesiąt stopni w prawo, unikając trafienia rakietą i późniejszego zderzenia z atakującą maszyną. Nie minęło dziesięć kolejnych sekund, kiedy jego ogon został trafiony rakietą, która nadleciała z prawej strony. Kawałki czarnej pancernej blachy opadły z hukiem na jezdnię. Ka-50 dał się złapać w zasadzkę. Najpierw został zmuszony do zmiany toru lotu, po czym znienacka uderzony rakietą. Śmigłowiec po utracie tylnego rotora nabrał gwałtownego ruchu obrotowego. Jego ogromna masa pod wpływem siły odśrodkowej zaczęła ciągnąć go w lewą stronę. Na szczęście nie stał tam żaden budynek ale sporych rozmiarów park miejski, którego wygląd był bliźniaczo podobny do Central Parku z Nowego Jorku. Maszyna traciła wysokość z każdą sekundą, spadając w kierunku wielkiego stawu, który znajdował się w centralnej części zielonego skweru. Z jego lewego silnika zaczął wydobywać się czarny dym, który nie oznaczał nic innego, jak pożar na pokładzie. Pilot w ostatniej chwili zwiększył maksymalnie ciąg wirnika, ratując maszynę przed zatopieniem. Niestety skutkiem takiego działania było gwałtowne zwiększenie prędkości śmigłowca, który siłą własnego pędu przeleciał nad pozostałą częścią niezabudowanej przestrzeni parku. Rozpędzony wirnik latającego kolosa uderzył w przeszkloną ścianę nowoczesnej galerii handlowej, która znajdowała się na ulicy przylegającej do parku. Śmigła Czarnego Rekina zostały zupełnie połamane przez kontakt z twardym betonem, na moment przed uderzeniem. Masywny Kamov wpadł do atrium galerii handlowej, po czym uderzył grzbietem o jeden z tarasów widokowych, na którym znajdowała się ekskluzywna restauracja. Uderzenie eksplozji paliwa lotniczego rozniosło się przez całe centrum Szanghaju. W powietrzu poszybowały tysiące odłamków szkła, które opadając na ziemię, rozsypały się po zielonym trawniku parku. Wokół miejsca katastrofy biegali zdesperowani ludzie, którzy pod wpływem szoku, zupełnie nie wiedzieli jak mają się zachować. Eksplozja aktywowała system przeciwpożarowy. Dziesiątki litrów wody zaczęły zlewać się z najwyższych pięter. Powietrze wypełniał dym spalenizny i gorąca para wodna, która powstawała przez kontakt wody z rozgrzanym wrakiem czarnego śmigłowca. Świadkiem całego zajścia był Garreth, którego helikopter zawieszony nad zachodnią częścią parku został dostrzeżony przez tłumy gapiów. Ludzie zebrali się przed byłym wejściem do galerii, szukając sensacji i robiąc zdjęcia. Zaraz po zjawieniu się na miejscu policji, śmigłowiec zwiększył swoją wysokość i opuścił miejsce wydarzenia.
***
Spokój popołudnia największego portowego miasta Chin został skutecznie zakłócony. Ulicami mknęły grupy samochodów policyjnych i wozów strażackich których wycie syren rozchodziło się odbijając echem pomiędzy budynkami. Wypadek w galerii handlowej zdawał się przyciągać pojazdy z niebieskimi kogutami tak intensywnie, jak słodki cukierek ściąga chmary mrówek. Na miejscu znajdowały się już wozy wielu firm informacyjnych, z których wybiegli reporterzy i wraz z ekipą zdawali relację z katastrofy. Policjanci w czarnych mundurach skutecznie zagrodzili dostęp do strefy, w której rozbił się helikopter, nie dopuszczając zupełnie nikogo poza czerwone taśmy ostrzegawcze. Luksusowy helikopter wzbijał się w powietrze omijając dachy wysokich biurowców. Zniesmaczony obrotem sytuacji Garreth wyczekiwał chwili, kiedy jego maszyna wreszcie wyląduje i będzie mógł powrócić do swojego biura. Ponad las kwadratowych budowli wznosił się gigantyczny gmach siedziby Organizacji Inwestycji Zagranicznej Stanów Zjednoczonych. To właśnie to miejsce mieściło w sobie główną kwaterę dowodzenia korporacji AIaRC, która stanowiła jeden z najważniejszych wydziałów NAFIO (North American Foreign Investments Organization). Zadaniem organizacji była dystrybucja środków pieniężnych lokowanych w gospodarce chińskiej, w ramach spłaty części wykupionych przez Pekin obligacji skarbowych USA. Przez ostanie pięć lat spółka zainwestowała w przemysł Kraju Środka ponad sześć miliardów dolarów amerykańskich, przejmując nierentowne państwowe zakłady. Zakupione jednostki gospodarcze zostały włączone do największego na świecie systemu produkcyjnego, który obejmował praktycznie wszystkie gałęzi gospodarki. Odłamem zajmującym się badaniami naukowymi i opracowywaniem nowych technologii było Advanced Research and Industry Corporation, któro stało się światowym potentatem w produkcji zaawansowanej elektroniki. Najbardziej utajnionym i ukrywanym przed światem wydziałem w całym NAFIO, była sekcja badań militarnych AIaRC, której szefem był nikt inny, jak Garreth Vekeran. Człowiek ten od ponad dziesięciu lat koordynował realizacje projektów o przeznaczeniu wojskowym, które objęte były najwyższym stopniem tajemnicy. Na dachu siedziby NAFIO mieścił się helipad zdolny do pomieszczenia czterech maszyn. Oficjalnie służył jedynie jako miejsce parkingowe dla pojazdów ważnych gości, takich jak ambasadorzy czy głowy koncernów, ale ponieważ Garreth był człowiekiem nietykalnym we własnej firmie, pozwalał sobie parkować własny śmigłowiec na jednym z miejsc. Nawet główny zarząd spółki nie ośmielił się przeciwstawić temu człowiekowi z racji powiązań jakie posiadał z wywiadem i półświatkiem przestępczym. Mimo, że jego oficjalną rolą było jedynie zasiadanie na fotelu CEO (Chief Executive Officer) AIaRC, to w praktyce jego władza obejmowała całą spółkę funduszy amerykańskich. Nikt w firmie nie był w stanie określić źródła takiego układu. Podwładni Garretha uważali, że temu człowiekowi władza po prostu się należy i nie są na pozycji, by się temu przeciwstawiać. Pan i władca AIaRC powrócił wojskowym krokiem do swojego dominium, przemierzając marmurowy korytarz. Powitała go Geil, jego sekretarka, która była seksowną brunetką o obfitym biuście. Siedząc za biurkiem znajdującym się zaraz przed drzwiami jego gabinetu, niewiasta zajmowała się segregowaniem korespondencji swojego szefa. W specjalnym piętrowym pojemniku leżały stosy kopert z etykietami. Każda z nich zawierała różnego rodzaju raporty, sprawozdania, bilanse, korespondencję wewnętrzną albo zewnętrzną. - Witam pana ponownie. W czasie pańskiej nieobecności odebrałam kilka telefonów, między innymi od pańskiej żony oraz od pracownika centrali, który bardzo chciał się z panem skontaktować. - Nie wiesz kto to był? - Niestety nie, proszę pana. Rozmówca odmówił zostawienia swoich danych kontaktowych, nie chciał nawet podać imienia. A... I głos miał taki jakiś dziwny. Ale to może tylko mnie się tak wydało... - Nie przejmuj się. Przynieś mi kawę za chwilę. Tylko zdejmę płaszcz. - Ach, byłabym zapomniała. Ma pan gościa. - Gościa? Kogo to przywiało? - To pański kolega, pan Antonio Terrando - OK, dzięki Geil. - Cała przyjemność po mojej stronie. Garreth otworzył oburącz drzwi własnego gabinetu, które ustąpiły z lekkością. Jego biuro mieściło się w ogromnym świetlistym pomieszczeniu na planie półkoła. Z okien rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok gąszczu wysokich budynków na tle błękitu odległego morza. Odbicia słońca w tysiącach szyb wieżowców przemieszczały się z każdym krokiem po pomieszczeniu. W centrum ustawione było spore, mahoniowe biurko z eleganckim komputerem na blacie. Wysoki, skórzany fotel stojący przy nim zwrócony był tyłem do okien. Po lewej stronie od wejścia znajdowały się regały z antycznie wyglądającymi książkami i transkryptami. Ściany zdobiły białe płytki, do których przymocowane były rzadkie modele broni palnej. Każdy z nich był wspaniale opisany dołączoną plakietką, zawierającą takie informacje jak rok produkcji, numer egzemplarza, krótką i historię modelu. Po prawej stronie znajdowała się część przeznaczona dla gości. Zestaw luksusowych skórzanych mebli uzupełniał wzorowo wyposażony barek, którego ciepłe światło padało na podłogę. Na jednym z foteli odpoczywał wygodnie rozłożony człowiek w białym garniturze. W prawej ręce trzymał szklankę z alkoholem, zaś lewej ręki używał do palenia grubego kubańskiego cygara. Duszący, niebieski dym palonego tytoniu napełniał całe pomieszczenie. - Tony! Jak dobrze cię widzieć! - Hola compadre! Byłem w okolicy, więc pomyślałem, że wpadnę. Seksowna seniorita powiedziała, że mogę na ciebie zaczekać, więc zostałem. - Bardzo mi miło cię gościć. Powiedz, co cię sprowadza? - Wiesz stary, nudzę się tutaj jak mops. Chiny to nie jest środowisko dla takiego południowca jak ja. - Nie masz wyboru stary. W końcu, co wolisz, odsiadkę w Stanach, czy wolność w Chinach. - Jaką wolność? Chyba taką made in China. Nie mogę nigdzie wyjść bez ochrony, nie mogę pokazywać się na publicznych imprezach, nie mam nic ciekawego do roboty. Nie mogę znieść myśli, że moje imperium, tam w Kolumbii cierpi bez swojego króla. - Cierpliwości. Jeszcze pięć lat i będziesz mógł apelować o zwolnienie warunkowe. - Pięć lat! To wcale nie jest tak mało! Jak mam żyć tutaj, skoro nic w tym mieście się nie dzieje. Żadnej strzelaniny, nikogo nie zamykają, nikogo nie zamordują - co to za miasto! - Jak się nudzisz, to bierz się za pranie tych wszystkich milionów, co masz poupychane w tych wszystkich „zagranicznych“ kontach. Przecież te pieniądze same się nie wypiorą. - Tylko po co mi ten cały szmal jak nawet nie mogę się zabawić? - Nie wiem. Załóż jakąś firmę, rozwijaj ją, doglądaj, pilnuj żeby płacili podatki, i tak dalej. - Daj spokój. To dobre dla was, zarobasów. Ja pragnę życia pełnego adrenaliny, strzelanin, kokainy medycznej jakości i pięknych kobiet. - Coś o tym wiem. A właśnie. Powiedz mi, dlaczego twoi chłopcy, niby taksówkarze, wożą w autach karabiny? Nie zamierzasz znów wpakować się w jakieś kłopoty, prawda? - Skądże znowu. To tylko kwestia bezpieczeństwa. - Przecież Chinole to uczciwy naród i chyba nie macie problemów ze ściąganiem należności od nich. Szczególnie od wyższych sfer, które codziennie wożą twoi ludzie. - Wiesz stary, nigdy nie wiadomo co może się stać. A może tutaj jutro przez miasto przejdzie Godzilla i nikt nie będzie na to gotowy? Wtedy nie to strażacy, nie policja, nie wojsko, a moi chłopcy skopią dupsko temu przerośniętemu gekonowi. - Udam, że tego nie słyszałem. - zaśmiał się Garreth. Szef AIaRC spoglądał uważnie na swojego gościa. Tony był wielokrotnym recydywistą, który od lat zajmował się światowym handlem bronią i kokainą własnej produkcji. Kiedy kilka lat temu dostał wyrok w USA na trzydzieści lat za morderstwo na którym został przyłapany przez nieuwagę, spotkał na swojej drodze Garretha, który ocalił go przed pójściem do podłego, amerykańskiego pierdla, wysyłając tam klona Anthonego. Wydanie dwudziestu milionów dolarów dla światowej klasy barona narkotykowego było niczym, w porównaniu ze spędzeniem zbliżającej się emerytury w zakładzie zamkniętym wraz z najgorszym elementem społeczeństwa amerykańskiego. Anthony był człowiekiem o czarnych jak węgiel włosach i ciemnej karnacji, typowej dla Latynosów. Jego uśmiechniętą twarz przecinała szeroka blizna powstała na skutek cięcia ostrym narzędziem. Wrażenie osoby związanej ze światem przestępczym dopełniał ekstrawagancki garnitur rodem z lat osiemdziesiątych, połączony z koszulą z szeroko rozstawionym kołnierzem odsłaniającym dużą część klatki piersiowej. Oczywiście nie mogło zabraknąć obowiązkowych dla przedstawicieli gangsterów dodatków takich jak gruby złoty łańcuch na szyi z przewieszonym krzyżem łacińskim oraz masywny zegarek z kopertą wykonaną ze szczerego złota. Wygląd Tonego nie pozostawiał najmniejszych złudzeń z kim ma się do czynienia. Telefon na biurku Garretha odezwał się głośnym, piskliwym sygnałem. Jego mina zupełnie zmieniła wyraz, kiedy usłyszał informacje przekazane mu przez słuchawkę. - Dobra, zrozumiałem. Będę tam niedługo. - powiedział po czym odłożył telefon na miejsce. - Tony, muszę spadać, rada nadzorcza wzywa mnie. Muszę zdać raport z ostatniego kwartału i nie chcę się spóźnić. - Jasne, rozumiem cię stary. Odezwij się wieczorem, to może skoczymy gdzieś na kilka głębszych, co? - Jak tylko będę miał czas, Tony. Garreth odprowadził swojego gościa do windy, po czym wrócił do swojego biura by móc w spokoju pomyśleć. Zasiadł w swoim skórzanym fotelu i pogrążył się w myślach. Zastanawiał się gdzie popełnili błąd. Próbował prześledzić cały rozwój sytuacji, by złapać jej ogólny obraz. Poszukiwał wyjaśnienia wszystkiego, co wydarzyło się w przeciągu kilku ostatnich godzin. Był przekonany, że rzeczy nie są tym, na co mogą pozornie wyglądać, więc poszukiwał alternatywnych scenariuszy. Postanowił przejrzeć nagrania, które zarejestrowały kamery w jego helikopterze. Po kilkukrotnym odtworzeniu materiału przeszedł przez niego zimny dreszcz. Myśl, która zrodziła się w jego umyśle była tak przewrotna, że nie mógł powstrzymać nerwów. Uświadomił sobie, że istniała możliwość, że mogli popełnić błąd, który będzie ich kosztował jeszcze więcej niż sabotaż placówki badawczej i katastrofa helikoptera w centrum miasta.
***
CDN
Pulsujący wysoki dźwięk odbijał się echem w umyśle jedenastego. Był drażniący niczym bachor, który mokrymi palcami jeździł po gładkiej powierzchni napompowanego balona. Piskliwe tony zdawały się rozdzierać jego czaszkę od wewnątrz, stając się niemożliwe do zniesienia. Obraz przed jego oczami śnieżył jak telewizor ustawiony na pusty kanał, przez co zupełnie nie miał pojęcia, co stało się wcześniej i gdzie obecnie się znajduje. Miał uczucie jakby został zupełnie oddzielony od swojego ciała. Nie czuł żadnej ze swoich kończyn mimo tego, że usilnie próbował nimi poruszyć. Po chwili śnieżenie zaczęło stopniowo ustępować. Cyfrowe zakłócenia obrazu przestały przesłaniać obraz, ukazując gładką ścianę ciągnącą się po lewej stronie pomieszczenia. Przeszkoda wydawała się być zaraz obok jego głowy. Wystawały z niej zupełnie nieokreślone przedmioty o chaotycznych kształtach. Cały HUD bezpowrotnie zniknął, pozostawiając tylko obraz widziany przez sztuczne oczy. Nagle przez jego ciało przebiegł gwałtowny, i bolesny impuls. Jedenaście poczuł, jak jego palce poruszyły się, zaciskając dłoń w pięść. Teraz dopiero poczuł przeszywający ból wewnątrz swojej klatki piersiowej. Poruszył głową i zobaczył, że wcale nie znajduje się przy ścianie, a leży na marmurowej podłodze w dziwnym pomieszczeniu. Dźwięki, które drażniły jego receptory audio dochodziły z wielu wyjących syren alarmowych zamontowanych wewnątrz pomieszczenia. Jedenasty podniósł się opierając się oburącz, po czym uważnie rozejrzał się dookoła. Wyglądało na to, że podczas wypadku śmigłowca wypadł przez szybę maskującą kokpit podczas uderzenia. Musiał przebić się przez szklaną witrynę sklepu odzieżowego, w którym się znajdował i uderzyć z impetem w przeszkodę, co mogło spowodować utratę przytomności i chwilową awarię jego systemów. O uderzeniu świadczyć mógł pokaźny ślad na przeciwległej ścianie, która prawdopodobnie była barierą, która nagle zatrzymała jego niekontrolowany lot. Dziesiątki litrów wody z dysz przeciwpożarowych zlewały się na ziemię. Chłodna ciecz dostawała się wgłąb popękanych płyt pancerza prototypu numer jedenaście. Spływające strugi wody zmywały ciemny osad, który osadził się na nim. Dopiero po chwili można było dostrzec jak poważnie uderzenie uszkodziło cybernetycznego człowieka. Cała lewa dłoń została pożarta przez ogień w znacznym stopniu, odsłaniając grube, ciemnoniebieskie pasma syntetycznych tkanek. Jedenaście z trudem stanął na nogach, podpierając się o jeden z metalowych stojaków na ubrania, który stał w pobliżu. Hałas otoczenia budził w nim coraz większe poczucie zagrożenia. Piski syren wwiercały się wgłąb jego umysłu, skutecznie blokując koncentrację. Niespodziewanie do pomieszczenia wszedł człowiek ubrany w czarny skafander i czerwoną maskę przeciwgazową, zakrywającą całą twarz. Gdy ten zauważył numer jedenasty stojący w centrum pomieszczenia, zaczął wykrzykiwać coś w jego stronę, nieprzerwanie gestykulując rękami. Zaraz za nim pojawiło się więcej podobnie ubranych postaci, które zdecydowanym krokiem ruszyły wewnątrz pomieszczenia. Zdezorientowany sytuacją numer jedenasty, postanowił podjąć próbę ucieczki. Chwiejnym i niepewnym krokiem ruszył w przeciwną stronę, w kierunku oszklonej ściany. Jego lewa noga była zupełnie bezwładna, wykonując ograniczone ruchy niczym proteza. Jedynym czynnikiem, który nią poruszał, był własny ciężar i zamach jaki nadawał jej jedenasty, chcąc postawić kolejny krok. Postacie w czarnych mundurach widząc próbę ucieczki numeru jedenastego, podbiegły do niego. Jeden z nich złapał go za ramię, chcąc go powstrzymać, krzycząc coś przy tym pod maską, która szczelnie zakrywała jego twarz, przez co mowa była zupełnie niezrozumiała. Prototyp kiedy wyczuł bliskość zagrożenia, zamachnął się prawą ręką, uderzając człowieka, który poleciał kilka metrów w tył, przewracając wieszaki na ubrania. Druga postać, która była w pobliżu uciekła w przerażeniu w stronę wyjścia, dając znaki ewakuacji. Zaraz po tym do pomieszczenia wbiegło kilku funkcjonariuszy policji, którzy wycelowali swoją broń w kulejącego człowieka. Wycie syren tłumiło ich okrzyki nawołujące, do poddania się. Policjanci zbliżali się powolnymi krokami, poruszając się w formacji półkola, by uniemożliwić podejrzanemu niespodziewany atak. Gdy zdezorientowany jedenasty dotarł do swojego celu - czyli przeciwległej strony pomieszczenia, spostrzegł, że znalazł się w pułapce. Przed nim znajdowała się przepaść wysokości kilku pięter, na dnie której znajdowała się czarna posadzka lobby. Zauważył płonący helikopter, wokół którego biegały tłumy strażaków z gaśnicami. Ubrani byli w identycznie uniformy, jak ludzie, których widział chwilę temu. Funkcjonariusze otoczyli cyborga, mierząc broń w jego głowę. Sytuacja była zupełnie bez wyjścia. Numer jedenasty nie zdawał sobie zupełnie sprawy z tego, co dzieje się wokół niego. Tak nagły i intensywny kontakt ze światem rzeczywistym był dla niego ogromnym szokiem. Jeszcze nigdy jego umysł nie musiał ogarnąć tak wielu rzeczy dziejących się wokół. Budziło w nim to uczucie strachu i zagubienia. W takich sytuacjach pozostaje aktywna tylko jedna część umysłu - wola przetrwania. Siła jego chęci utrzymania się przy życiu była nieopisanie wielka. Prawdę mówiąc, to jedyną rzeczą o którą walczył odkąd przebudził się ze snu było przetrwanie. Pamiętał tylko to - zmaganie z przeciwnościami, którymi życie nieustannie rzucało w niego. Jego dłonie zaciśnięte w pięści rozbiły szklaną przeszkodę. Nieznany instynkt przejął kontrolę nad nim. Zaraz po tym, jak huk rozbijanego szkła rozległ się w akompaniamencie pisku syren, powietrze przeszyły strzały broni policjantów. Pistolety Beretta M9 wypluwały nabój za nabojem w stronę pancernego człowieka stojącego na krawędzi. Jedenaście odwrócił się w stronę przepaści, po czym wyciągnął prawą rękę w stronę dachu. Jego umysł zupełnie nie rozumiał zachowania ciała, stając się jakby biernym obserwatorem. Nagle z okolic jego prawego nadgarstka wystrzelił mały pocisk, który wbił się głęboko w betonowy strop. Od jego dłoni ciągnęła się cienka niczym wędkarska żyłka, stalowa lina, która solidnie przymocowana była do sklepienia. Dopiero teraz jedenasty zrozumiał, że jego ciało to myśląca maszyna, która potrafi podejmować działania we własnej obronie. Kiedy jego umysł nie reaguje odpowiednio, to mechaniczny organizm samoistnie przejmuje inicjatywę. To właśnie jej działania doświadczył teraz, w momencie zupełnej bezradności i zwątpienia. Dziewięciomilimetrowe pociski rykoszetowały od popękanych płyt pancerza. Przerażeni policjanci oddawali strzały jeden po drugim, licząc, że któraś z ich kul w końcu uderzy w newralgiczne miejsce, co zatrzyma uciekiniera. Prototyp jedenasty bez zastanowienia puścił się w przepaść, zawisając na linie. Zebrani na dole ludzie obserwowali te wydarzenia z ogromnym zaciekawieniem. Kiedy odłamki szkła spadły z góry, grupa gapiów rozbiegła się po całym lobby, by nie zostać ranionym ostrym odłamkiem. Ludzie zaczęli krzyczeć widząc potencjalnego samobójce skaczącego z wysokości. Strach i przerażenie widokiem bardzo szybko zostały zastąpione przez zadziwienie i niedowierzanie, kiedy zobaczyli na własne oczy jak pancerny człowiek, zawisając w powietrzu, mknie w kierunku gigantycznych okien wychodzących na zewnątrz. Numer jedenaście wybijając dziurę w szybie, wypadł na główną ulicę. Nieszczęśliwie znalazł się w miejscu, nad którym przelatywał chwilę wcześniej. W pobliżu roiło się od policji i innych służb mundurowych, które zupełnie oniemiałe widokiem, obserwowały całe zajście. Kontakt z ziemią skończył się bardzo boleśnie dla rozpędzonego cyborga, ponieważ jego niefunkcjonująca noga nie pozwoliła mu w pełni zamortyzować uderzenia. Pancerz wykonany z lekkich, choć niesamowicie wytrzymałych tworzyw uderzył o czarną głębię asfaltu, tworząc zagłębienia w miejscach kontaktu. Przez nagłe uderzenie o podłoże kości jego lewego przedramienia strzeliły w wyniku braku usztywnienia, czyniąc kończynę zupełnie bezwładną. Impulsy rozrywającego bólu dotarły do centralnego ośrodka czuciowego androida, co spowodowało, że ten przewrócił się na ziemię. Zaskoczone służby porządkowe przegrupowały się, wysuwając na czoło formacji opancerzonych policjantów, wyposażonych w specjalny sprzęt do rozpędzania tłumów. Stróże prawa i porządku, uzbrojeni w tarcze z kuloodpornego tworzywa sztucznego zbliżali się do leżącego człowieka. Jedenasty spróbował podnieść się używając jedynej sprawnej ręki. Jego stan wydawał się być bardzo ciężki. Uszkodzona lewa kończyna zwisała bezwładnie, utrzymując się jedynie na kilku syntetycznych ścięgnach. Liczne pęknięcia przeszywały jego zewnętrzny pancerz, ujawniając całość misternej elektroniki zamaskowanej pod powierzchnią. Uzbrojona kolumna policji, poruszając się równym tempem, znajdowała się kilka metrów od sztucznego człowieka. Rytmiczne uderzenia ciężkich butów rozchodziły się jak tykanie gigantycznego zegara. Siły porządkowe starały się otoczyć rannego cyborga, by uniemożliwić mu ucieczkę. Na zamkniętej przez policję ulicy rozległ się głośny pisk opon. Grupa rozpędzonych czarnych samochodów luksusowej klasy w moment pojawiła się na miejscu, zatrzymując się w efektowny sposób. Flagowe pojazdy najbardziej liczących się koncernów motoryzacji na świecie utworzyły barykadę po przeciwnej stronie policji. Zaraz po tym jak rozległ się dźwięk otwieranych drzwi samochodów, w ich okolicy zrobiło się czarno od mężczyzn w ciemnych garniturach, którzy wysiedli z pojazdów. Wykorzystując samochody jako osłonę, wymierzyli swoje karabiny szturmowe M4 w stronę stojącego człowieka. Zaskoczona wtargnięciem nieznanych intruzów policja zatrzymała się w miejscu, oczekując na dalszy rozwój akcji. Jedenaście znalazł się w potrzasku. Został otoczony z obu stron przytłaczającą ilością ludzi. Sytuacja wydawała się być bez wyjścia, szczególnie biorąc pod uwagę jego obecny stan techniczny. Z takimi uszkodzeniami nie było mowy o podjęciu jakiejkolwiek obrony, nie wspominając nawet o próbie ucieczki. Nagle nad jego głową poszybował niewielki obiekt, wielkością przypominający puszkę po napoju. Przedmiot uderzył o ziemię zaraz przed nogami służb porządkowych, wydając charakterystyczny metaliczny dźwięk. W jeden moment cała najbliższa okolica została pochłonięta przez gęsty, biały dym rozchodzący się z granatu. Krzyki bezradnej policji wtopiły się w zupełny chaos, który powodował przerażony tłum ludzi w pobliżu. Świadkowie tych zdarzeń uciekali w popłochu w każdą możliwą stronę, by oddalić się od potencjalnego zagrożenia. Służby porządkowe zupełnie straciły kontrolę nad tłumem i panującą sytuacją. Jedenasty stał przerażony w miejscu, starając się połapać w zupełnie odmiennej sytuacji. Jego termowizja zupełnie przestała działać w wyniku wcześniejszej awarii, uniemożliwiając dostrzeżenie niczego w gęstym dymie. Do ośrodka słuchu docierały głośne i niesamowicie złożone sygnały, z których nie można było zupełnie nic zrozumieć. Wykorzystując zagubienie jedenastego, kilku mężczyzn w garniturach zbliżyło się do niego, by spróbować wystrzelić z plastikowych, żółtych pistoletów. Jedna z igieł tazerów wbiła się między pęknięcia płyt, zakleszczając się niczym haczyk w gardle złowionej ryby. Kilka milionów woltów popłynęło cienkim przewodem wprost w klatkę piersiową mechanicznego człowieka, który runął z hukiem na ziemię. Ogromny wstrząs elektryczny nie zabił jednak jedenastki. Sprawił jedynie, że jego mechanizmy zostały awaryjnie wyłączone, uniemożliwiając wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Obraz przed jego oczami znów zaczął delikatnie śnieżyć, jednak tym razem przez to śnieżenie dało się dostrzec zniekształcone mignięcia liter lub jakiegoś tekstu. Mężczyźni w garniturach złapali cyborga pod ramiona i zaczęli ciągnąć w stronę samochodów. Jedenaście widział jak oddala się od miejsca, w którym wcześniej się znajdował. Po chwili zobaczył przed sobą otwarte drzwi luksusowego samochodu, do środka którego wrzucili go mężczyźni. Drzwi szybko zamknięto i samochód ruszył z piskiem, oddalając się z miejsca wypadku. W tej samej sekundzie powietrze przeszyły dudnienia strzałów oddawanych z kilkunastu karabinów. Echo wypalającej broni odbijało się od budynków, będąc słyszalne nawet w środku wyciszonej kabiny samochodu. Jedenasty bezwładnie spoczywał na wygodnej kanapie tylnego siedzenia. Wnętrze pojazdu obszyte było w najwyższej jakości włoską skórę jasnego koloru. Wrażenia wysokiej klasy dopełniały wstawki z prawdziwego drewna mahoniowego oraz maksymalnie przyciemnione szyby, które zupełnie izolowały od świata zewnętrznego. Poza kierowcą, w samochodzie znajdował się tylko jeden mężczyzna, ubrany identycznie jak reszta. Znajdował się na siedzeniu pasażera, pracując w skupieniu na laptopie przykręconym do specjalnego stolika. Po chwili stukania w klawiaturę, pasażer złapał za telefon pokładowy, wybierając numer. Połączenie zostało nawiązane niemal natychmiastowo. - Mamy go. Wracamy do centrali. - powiedział głosem pełnym spokoju i pozbawionym emocji pasażer samochodu. - Oczywiście, zrozumiałem. Mężczyzna odłożył słuchawkę i zwrócił się do kierowcy. - Zmiana planów. Mamy jechać do mrowiska. - Mam nadzieję, że szef wie co robi. Nie chciałbym aby to coś obudziło się zanim dojedziemy. Słyszałem co stało się dziś rano w fabryce. Ten drań wykończył prawie czterdziestu naszych! - Widać w końcu udało im się stworzyć prawdziwego diabła, o którym szef tak marzy. Jestem ciekaw, czy uda mu się go utrzymać na smyczy, czy będziemy mieli powtórkę sprzed dziesięciu lat. - Nawet nie myśl w ten sposób. Poza tym, ten jest mechaniczny, więc na pewno można nad nim jakoś zapanować. - To samo mówili ludziom w 2005-tym. Straciliśmy wtedy ponad trzysta osób. Jestem ciekaw ilu naszych ten wariat jeszcze zabije? - A ty znowu o dawnych czasach, Dave. Mógłbyś choć raz nie dzielić się ze mną tymi swoimi lękami przed tamtym potworem. Poza tym, on najprawdopodobniej nie żyje. Od dziesięciu lat nikt nie wie co mogło się z nim stać! To najlepszy powód żebyś dał sobie w końcu spokój! - Gdybyś go spotkał, wiedziałbyś o czym mówię. To byłaby najgorsza trauma twojego życia. - Tylko tak ci się wydaje. Najgorsza trauma, to jazda z tobą, Dave. - Jak ci nie pasuje, to wysiadaj i łap taksówkę. - Tylko żartowałem, wyluzuj chłopie. - Wyluzuje, jak nasz pasażer znajdzie się w bezpiecznym miejscu, sto metrów pod ziemią. - Spokojnie, wszystko w swoim czasie. Omińmy jakoś korek w centrum, to może dojedziemy zanim się obudzi. Czarne BMW serii 7 mknęło w stronę wjazdu na autostradę. Rozpędzony dwutonowy kolos manewrował między ruchem ulicznym, pędząc jak strzała przez wąskie pasy jezdni. Oznaczenia amerykańskiego korpusu dyplomatycznego na tablicy rejestracyjnej pozwalały na łamanie wszystkich obowiązujących przepisów. Na widok rozpędzonej gabloty samochody ustępowały drogę, nie chcąc narazić się kierowcy rządowego pojazdu. Zbliżając się w stronę gigantycznych betonowych estakad, zauważyli tablicę informacyjną odnośnie stanu ruchu na autostradzie. Wielki wyświetlacz LED pokazywał czerwony wykrzyknik, który świecił ostrym światłem, zmieniając się w kilka „krzaczków". - Cholera! Wypadek na A30-stce. Nie damy rady tamtędy przejechać, więc musimy szukać objazdów. - Niech to szlag. W takim wypadku, nie dotrzemy do mrowiska szybciej, jak za godzinę! - Musimy zdążyć zanim on się obudzi. W przeciwnym wypadku, już po nas. Niemiecka maszyna skręciła z piskiem opon w jedną z bocznic prowadzących do centrum. Wielka niczym wagon kolejowy limuzyna pomknęła wąską ulicą, bucząc niskim, głębokim tonem wydechu potężnego dwunastocylindrowego silnika. Teraz liczyła się każda sekunda. Jeżeli nie zdążą przekazać cyborga w odpowiednie ręce, to może spotkać ich coś znacznie gorszego, niż gniew i furia szefa.
Tymczasem w biurze na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mewtwo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…