ćpun
opowiadanie i bohaterowie sa fikcja jednak uzaleznienie i wplyw jaki wywoluje niestety oparte jest na moich przezyciach z niedalekiej przeszlosci zalezy mi bardzo na opiniach
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ćpun
+ …. Narkotyk cóż to za zło, wypala powoli twą duszę, by później wzniecić pożar i doszczętnie ją spalić, kroczysz w oparach spalenizny duchowej płycizny, nie ma harmonii, nie ma przyjaźni, jest tylko światło, które diabeł pali…..narkotyk.
Zacznę może od tego, kiedy pierwszy raz poznałem się z narkotykiem. Było to w wieku siedemnastu lat, chodziłem wówczas do liceum ogólnokształcącego. Razem z dwoma kolegami, ustaliliśmy dzień wcześniej, że nie idziemy na drugi dzień do szkoły. Nie idąc do budy, poszliśmy do Bartka, który miał wolną chatę. Siedzieliśmy i popijaliśmy piwko we trójkę. Wirek wyciągnął z kieszeni mały woreczek wypełniony do połowy białym proszkiem, spytał się oczywiście czy nie chcemy. Ja odmówiłem, jako ze nie chciałem mieć z dragami nic wspólnego. Wirek wysypał jednak trzy kreski, mniej więcej 6-centymetrowe, wciągnęli z Bartkiem krztusząc się i parskając. Wiedziałem, że wysypał trzecią dla mnie, nie musiał mnie namawiać, mimo iż wówczas w myślach mówiłem sobie ze nie wezmę tego gówna. Byłem wtedy młody i nie myślałem perspektywicznie, wciągnąłem moją porcję. Po 10 minutach amfetamina zaczęła łagodnie działać na organizm. Graliśmy jak opętani na playu, pot spływał ze mnie jak z wyżymanej ścierki. Mówiąc szczerze spodobała mi się jazda na białku, więc nie omieszkałem spytać za ile chodzi ten towar. Dzień miał się już ku końcowi, kiedy przyszedłem do domu. Rodzice siedzieli przed telewizorem. Nie chciałem z nimi rozmawiać ani siedzieć w ich towarzystwie, ponieważ miałem potworne zejście. Podgrzałem jedzenie w mikrofali, aby nie było nic podejrzanego w moim zachowaniu i poszedłem do swojego pokoju. Siedząc u siebie, wrzuciłem jedzenie do kosza, gdyż za żadne skarby nie przełknąłbym żarcia. Położyłem się na łóżku i rozmyślałem o dzisiejszym dniu, z perspektywy czasu można by powiedzieć ze dzień ten, był kluczem otwierającym skrzynię nałogu. Zasnąłem z nieskładnymi myślami w głowie. Drugiego dnia nie będę wam opisywał, tylko napomnę, iż obudziłem się z przeświadczeniem, że chciałbym spróbować jeszcze raz wciągnąć kreskę. Pierwszy raz zetknąłem się z amfetaminą na początku pierwszego semestru, we wrześniu. Od tego czasu notorycznie sięgałem po spida. Najczęściej zdarzało mi się brać do nauki. Rok szkolny dobiegał końca, miałem oceny nad wyraz świetne, rodzice byli bardzo zadowoleni ze mnie, nigdy nie miałem czwórek na świadectwie. Na wakacje wybrałem się pod namioty, z Wirkiem i Bartkiem. Dostałem od rodziców pokaźną sumę pieniędzy, jednak dobre wyniki w szkole były sprawnym podejściem do ich portfela. Miejsce, w które się udaliśmy było polem namiotowym, oczywiście plaża i jezioro też tam było. Przed wyjazdem wciągnęliśmy kreseczki, aby do miejsca docelowego czas nam szybciej zleciał. Gdy już dotarliśmy do kresu podróży, rozłożyliśmy namioty w pośpiechu i pobiegliśmy popływać. Noc nas szybko zastała, rozłożyliśmy koce przy namiotach i położyliśmy się spoglądając w gwiazdy. - Chłopaki czas na coś lepszego- powiedział Wirek spoglądając rozmarzonym wzrokiem na gwiazdozbiór. Wyciągnął z kieszeni trzy strzykawki i igły zapakowane w folie, dał mi je do ręki i poszedł do namiotu po resztę sprzętu. Przyniósł łyżeczkę i trochę wody, w którą przed wyjazdem się zaopatrzyliśmy. - Nigdy tego nie robiłem, i nie wiem czy chcę- powiedziałem ściszonym, glosem do chłopaków. - My też nie- oznajmił Wirek-, ale widziałem jak koleś sobie strzelał, więc nie będę miał problemów. Powiedziałem, że nie wiem czy chcę spróbować, a on mi odpowiedział, że widział jak to się robi, nie sądzicie, że się świetnie dogadałem. Szczerze wam powiem, że się tego bałem, miałem wybór, oczywiście nikt mnie do tego nie namawiał, ale jednak coś mi mówiło, że pewnie będzie lepiej, a po jednym razie w żyłę nie spodoba mi się to tak, bym wpadł po uszy w to gówno. Wirek podał łyżeczkę Bartkowi nalawszy wcześniej do niej trochę wody, wysypał z koperty jedną porcję i zamieszał delikatnie strzykawką, którą wcześniej rozpakował. Zaczął podgrzewać robiąc okrągłe ruchy pod spodem łyżeczki. Woda zmieszana ze spidem zaczęła wrzeć, amfetaminy już prawie nie było widać, gdyż rozpuszczała się w wodzie tworząc ją nieco gęszczą. Proces podgrzewania dobiegł końca, Wirek uklęknął na kolano i zaczął naciągać całą zawartość łyżki do strzykawki. Nałożył igłę na końcówkę i kazał mi bym mocno ścisnął rękoma jego lewy biceps. Zrobiłem to bez wahania, ręka mu się trzęsła, ale jakoś trafił i wpuścił amfę w żyłę. Później przyszła kolej na bartka, ścisnąłem mu biceps prawej ręki, Wirek strzelił mu działkę. Po Bartku byłem ja, proces się powtórzył tym razem Bartek ścisnął mi biceps, jednak był tak zdenerwowany, że poprosiłem go żeby poluzował uścisk, ponieważ myślałem, że mi ręka odpadnie. Gdy mi wpuścił z początku nic nie poczułem, jednak po dwóch, może trzech minutach pojawiła się na moim ciele gęsia skórka. Siedzieliśmy chwilę, po czym stwierdziliśmy, że idziemy na plażę, może ktoś się napatoczy i pogadamy sobie. Gdy wstałem świat się zakręcił wokół własnej osi, odczułem jakbym dostał z całej siły w plecy od jakiegoś rosłego mężczyzny. Każdy bodziec z zewnątrz odczułem z potrojoną wrażliwością, ręce chodziły mi od bluzki, którą zacząłem skubać po twarz dotykając ją delikatnie jakby była z porcelany. Widziałem chłopaków, którzy też się napawali tym doznaniem, nie wiem czy czuli to samo, ale myślę, że ich świat również stał się czysty i przejrzysty. -, Ale jazda, zajebiście- wykrzyknął Wirek chodząc w tą i z powrotem. - Chłopaki myślę, że czas byśmy się ruszyli, bo zaraz nie wytrzymam- powiedział Bartek- energia mnie rozpiera, mam nadzieję, że na plaży są jakieś laski. - Myślę, że są i zgadzam się, chodźmy bo zaraz wyzionę ducha- rzekłem podekscytowany. Poszliśmy na plażę z wielkimi uśmiechami na twarzy. Spotkaliśmy tam pewnego chłopaka, chyba miał na imię Radek, ale nie jestem pewny, siedział z dwiema dziewczynami i śmiał się do rozpuku. Pogadaliśmy trochę i chłopak powiedział nam, że ma mnóstwo marihuany i spytał czy nie chcielibyśmy zapalić. Poszliśmy wszyscy do ich namiotu, wyciągnął wielką faje wodną i położył na ziemi. Nabił gandzię i wszyscy paliliśmy, oprócz jednej z dziewczyn która miała już dość jak na jeden wieczór. Rozmawialiśmy z sobą bardzo długo, świt nas zastał i trzeba było się rozstać, gdyż nas dopadło potworne zejście, a on powiedzmy ze był to Radek, to spał to włączał się do rozmowy. Dziewczyny już dawno poszły spać zmęczone. Umówiliśmy się na popołudnie na plaży w tym samym miejscu, w którym wczoraj się spotkaliśmy. Na drugi dzień ciężko było nam wstać, ale jakoś zebraliśmy siły, zjedliśmy kanapki z konserwą z puszki. Wcześniej mówiłem, że nie wpakuję się w to gówno od pierwszego razu, ale gdy wstaliśmy rano powtórzyliśmy proces od nowa. Chciałem to zrobić, pomyślałem wówczas, tak cholernie naiwnie, że są wakacje, więc można sobie poszaleć. Po akcie dokonanym, wszystkich nas amfetamina pognała do kibla, jako że po spidzie następuje szybsza przemiana materii. Poszliśmy na umówione miejsce, dziewczyny z Radkiem już tam byli. Pomachali nam z daleka uśmiechając się życzliwie. - Cześć wam- przywitał się rozbawiony Radek- wyglądacie jakbyście wczoraj walczyli w pułku szatana z armią niebieską. Gdy to powiedział wszyscy się uśmiechnęliśmy, faktycznie wyglądaliśmy jakbyśmy wczoraj biegali na trzy tysiące kilometrów. Mimo że rano przygrzaliśmy, czuliśmy się dobrze, ale jak wiadomo, amfetamina wpływa na organizm nie na wygląd. Usiedliśmy wszyscy w kółku, rozmawiając wesoło o wszystkim i o niczym. Radek wyciągnął skręta z kieszeni i zapalił zaciągając się przy tym mocno. Joint poszedł w koło po zgromadzonych. -, Ale macie rączki chłopaki- powiedziała jedna z dziewczyn uśmiechając się enigmatycznie. - Wiesz, wszyscy się zakłuliśmy przy zbieraniu krzaków na ognisko- odpowiedział Wirek chichocząc. - No tak, my też to przechodziliśmy- powiedział Radek zaśmiewając się pod nosem- krzaki tu są niesamowicie ostre. - Tak to prawda- odpowiedziałem uśmiechając się do niego. Do tej pory nie rzucały mi się w oczy ich dłonie, jednak po wypowiedzeniu przez Radka tej kwestii, zerknąłem i jak się okazało wszyscy mieli ślady. - Myślę, że powinniśmy wszyscy wybrać się na takie zbieranie krzaków na palenisko- powiedziała jedna z dziewczyn, która przywodziła mi na myśl jakąś piosenkarkę. - Świetny pomysł słodziutka- rzekł Bartek-, więc chodźmy. Bartek pobiegł amfetaminowym tempem do naszego namiotu po spida, a reszta udała się do namiotu Radka i dziewczyn. Dzień był słoneczny i gorący, na niebie krążyły ptaki, które skojarzyły mi się z armią zbawienia. Na miejscu, dziewczyny weszły do namiotu, w tym czasie, gdy Bartek był już z towarem. Gdy dziewczyny wychodziły z namiotu zobaczyłem, że jedna z nich trzymała w ręku 20-mililitrową strzykawkę wypełnioną brązowym płynem. Był to kompot, nigdy tego nie próbowaliśmy, mało tego, przecież my dopiero dwa razy przygrzaliśmy sobie amfetaminę dożylnie, a tu takie coś w postaci heroiny. - Skąd wy tego tyle macie- spytałem niejako bez żadnego powodu, gdyż chciałem odegnać myśl, że zaczyna być tego za dużo jak dla mnie. - Mieszkam 3 kilometry od tej plaży- powiedział Radek- mam kumpla, który wytwarza heroinę u siebie w piwnicy, mam u niego dużą zniżkę gdyż pomagam mu czasem sprzedawać towar. - Nieźle- rzekł uradowany Wirek- nigdy nie braliśmy z chłopakami heroiny, ale jeżeli chodzi o mnie, ja się na to piszę jak najbardziej. - Ja też- powiedział Bartek. - Ja również- odrzekłem- mamy amfetaminę i myślę, że pokażecie nam pokorę płynącą z chęci brania i nie pozbawicie nas radości dawania- dodałem poważnym wystudiowanym tonem. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, tego właśnie potrzebowałem, by nie myśleć za bardzo nad tym, że niebawem przekonam się jak działa polska heroina na organizm, uśmiech na ich twarzach sprawił, że na moment o tym nie myślałem. - Oczywiście, że tak-, ale najpierw myślę ze powinniśmy przygrzać to, co my ofiarowujemy, na noc strzelimy działkę spida ok.?. spytał Radek. - Pewnie- odpowiedzieliśmy zgodnie. Tak, więc przygrzaliśmy, heroina była przeciwieństwem amfetaminy, poczułem od razu, gdy Radek wpuszczał mi w organizm, mrowienie rozchodzące się od stóp do głowy, oczy moje były jak by ktoś zawiesił na nich 20 kilogramowe odważniki, wszystko było nie wyraźne, głosy przyjaciół słyszałem, jakby z bardzo daleka, było mi błogo, czułem się wyzuty z wszelkiego strachu, smutku, nie myślałem o niczym, tylko o tym, że jestem tutaj i jest mi wspaniale. Położyliśmy się wszyscy Kolo siebie, naprzeciwko namiotu Radka. Dosyć długo tak leżeliśmy nic nie mówiąc, oddychając głęboko. Gdy jazda schodziła przygrzaliśmy wszyscy spida, po czym pobiegliśmy do wody popływać. Jak możecie zauważyć, następowała w dość szybkim tempie eskalacja uzależnienia, nie byłem o tym przekonany, jako że tłumaczyłem sobie jak wcześniej pisałem, przecież są wakacje trzeba się wyszaleć. Opiszę jeszcze jeden dzień z tych wakacji, nie muszę wam mówić, że ćpaliśmy codziennie, kasy mieliśmy pod dostatkiem, towar mieliśmy taniej, gdyż Radek ciągle jeździł do swojego kumpla po ćpanie. Tak, więc w ostatni dzień wakacji, byliśmy wyczerpani, mieliśmy podkowy pod oczami wielkości piłki golfowej. Rozpaliliśmy ognisko w miejscu, w którym było ono dozwolone, nie chcieliśmy mieć do czynienia z władzami, wiadomo z jakiego powodu. Przygrzaliśmy sporo towaru, paliliśmy blanty jeden za drugim, podsycając banię alkoholem. Dziewczyny zalały się najbardziej z nas. Ta, która przypominała mi piosenkarkę, rozebrała się w pewnym momencie do naga i powiedziała nieskładnym zdaniem, że idzie popływać. Odradzaliśmy jej tego, ale byliśmy też nieźle zawiani, więc nasze przestrzegania spełzły na niczym. Wzięła koleżankę i poszły do wody. Rozmawialiśmy razem jak mężczyźni z mężczyznami, gdy wtem dał się słyszeć krzyk „piosenkarki”. Nie bardzo rozumieliśmy, o co jej chodzi, ale na pewno wiedzieliśmy, że nie jest to krzyk radości. Zerwaliśmy się z pewnym trudem na równe nogi i podbiegliśmy na brzeg jeziora, widziałem tylko jedną dziewczynę „piosenkarkę”, drugiej nie było widać. Wskoczyliśmy z chłopakami do jeziora, bo wiedzieliśmy, o co biega, nurkowaliśmy jeden po drugim w miejscu, w którym wskazywała nam dziewczyna. Niestety zbyt późno Wirek natrafił na coś na dnie, była to druga dziewczyna. Próbowaliśmy robić sztuczne oddychanie, lecz nie dało to żadnego skutku. Byliśmy tak mocno naćpani, że nie bardzo do nas docierało, co się właściwie stało, owszem zmarła nasza przyjaciółka, ale siedzieliśmy dalej, rozmawiając o niej i ćpając dalej. Rano, gdy się obudziliśmy, trzeba było wezwać pogotowie, tym nieszczęśliwym wypadkiem pożegnaliśmy się z Radkiem i „piosenkarką” i pojechaliśmy do siebie. Wcześniej powiedzieliśmy Radkowi, jeżeli będzie u nas w mieście niech da znać. Tak, więc wakacje się skończyły, trzeba było iść do szkoły, tylko nałóg już się zakorzenił we mnie na dobre. Odczuwałem coraz większe pragnienie, a co za tym idzie, byłem okropnie nerwowy, mięśnie mnie bolały cały czas chyba, że przyćpałem. No a ćpałem dużo, nie tak jak na wakacjach, bo musiałem stwarzać jakieś pozory w domu. Często brałem w szkole, na przerwach w ubikacji, nauczyciele chyba nic nie podejrzewali, gdyż siedziałem cicho na samym tyle klasy. Z chłopakami jakoś mało się teraz spotykałem, kupowałem towar i szedłem zazwyczaj do domu pograć na kompie. Często rozmyślałem, zwłaszcza o szkole, nie wiedziałem jak mam pogodzić naukę z moim rozpieprzonym umysłem, w końcu to był ostatni rok liceum. W szkole moje oceny raptownie się obniżyły, coraz częściej opuszczałem lekcje. Jakoś pogodziłem naukę z ćpaniem, nie wiem jak to zrobiłem „ bogu niech będą dzięki”. Zdałem trzecią klasę liceum z samymi dwójkami, w sumie nauczyciele przepuścili mnie, gdyż nie sprawiałem żadnych kłopotów, jednym słowem rzecz ujmując, byłem grzeczny, starałem się mamić nauczycieli jak się tylko dało. Do matury nie przystąpiłem ma się rozumieć, nie chciałem się splamić kompletnie, moja wiedza była równa zeru. Jedno wiedziałem jak podać w kanał, aby nie było za dużych śladów na ręce. Zaraz po końcu szkoły, moi rodzice się rozwiedli, może ujmę to inaczej, ojciec znalazł sobie jakąś panienkę i oznajmił, że się wyprowadza. Alimenty nie były dla niego problemem, gdyż miał swoją firmę. Żywiłem do tego frajera ogromną nienawiść, ale nawet nie zdołałem mu tego powiedzieć. Wyniósł się zanim wróciłem z podróży, z panią heroiną. Bartek wyjechał z miasta do kuzyna, u którego miał pracować, Wirek nie zdał do następnej klasy i stwierdził, że pieprzy szkołę. Nadeszły wakacje, zaczęło się znów solidne ćpanie. Alimenty od ojca, jako że byłem już pełnoletni, dostawałem ja. Moja mama pracowała, nie przelewało nam się, ale jakoś dawaliśmy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil rozczochrany leb
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…