Czarodziej i Zosia - opowiadanie IV
Bajka, baśń 4/17.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Opuszczając wioskę Zosia zastanawiała się, jak to możliwe, że stary smok, którym nie raz straszył je ojciec przetrwał tak długi czas i to na dnie jeziora? Nie pojęte dla niej było to, że Drako nie potrzebuje zaczerpnąć oddechu, ani że nie próbowano go schwytać, bo przecież śpiący smok to łatwa zdobycz.
Tata wyjaśnił jej jednak, że smoki potrafią oddychać pod wodą, tak samo jak ryby, a nie próbowano go schwytać z obawy przed jego obudzeniem. Mówił, że zbudzonej ze snu bestii nie sposób będzie powstrzymać. Wacław szukał zaklęcia, które wypędzi Drako nie robiąc nikomu krzywdy, lecz pochłonęło mu to wiele lat i wiele czasu. Wczytując się w stare księgi w bibliotece, w Popielatym Pałacu natknął się na pewien sposób, ale oznaczał on poświęcenie tego, co było mu wówczas tak drogie, musiałby pozbyć się mocy i sprawić, że cała magia na świecie przestanie istnieć.
Długo zastanawiał się, czy cena nie będzie zbyt wielka, ile dobrego przecież zrobił posługując się czarami. Ostatecznie jednak stwierdził, że czarownice, czarnoksiężnicy i demony robią tyle szkód i zła, że jeden dobry czarodziej nie będzie wstanie tego wszystkiego naprawić. Opowiadał, że stworzył grupę łowców potworów, która wyłapała bestie i pozbawiła ich mocy. To samo uczynili ze wszystkimi wiedźmami i każdym kto władał magią. W końcu na całym świecie został tylko jeden czarodziej i tylko jedna bestia. Oboje byli potężnymi magami, a walka pomiędzy tak silnymi przeciwnikami była nie do pomyślenia dla Wacława, gdyż zniszczyć mogła nawet całe królestwa. Bibliotekarz uciekł się więc do podstępu, który dał mu czas na poszukiwania sposobu na wygnanie smoka.
Tymczasem wóz powoli oddalał się od lasów i wioski. Podróżnicy wkroczyli na bagniste tereny, którym ubita, błotnista droga prowadziła wprost do pałacu. Na niebie pojawiły się gwiazdy i wielki księżyc w kształcie rogala. Rodzina rozbiła obóz nad jednym z jezior, gdzie nie brakowało smacznych ryb na kolację.
-vMamo, a jak poznałaś tatę? – zapytała ciekawska Zosia. - To długa historia kochanie – rzekła Justyna uśmiechając się pod nosem i czerwieniąc się na całej twarzy. - Opowiedz, prosimy! - krzyknęły dziewczynki zasiadając do kolacji przy palenisku. - Dobrze opowiem, ale macie zjeść całą rybę. Urodziłam się i wychowałam w Popielatym Pałacu. Nie byłam jednak zwyczajną księżniczką, zamiast uczyć się dworskiej etykiety wolałam wspinać się po drzewach, walczyć z bratem własnoręcznie zrobionymi przez nas, drewnianymi mieczami i strzelać z łuku. Ojcu i bratu imponowała moja waleczna natura, lecz mama uważała ją za brak szacunku dla tradycji dworskiej i często karała mnie za takie zachowanie. Potajemnie jednak dalej uczyłam się walczyć. Pewnego dnia, w królestwie odbyć się miał turniej, który na kolejne dziesięć lat oddalić miał wojnę z naszymi wrogami. Zwycięzcy otrzymywali złoto i ziemie, honorowali także przegraną, dlatego udawało się ojcu utrzymywać pokój. Jednak tym razem miało być inaczej. Król z północy wymyślił sposób, aby oszukać ojca i doprowadzić do upragnionej wojny. Na turniej wystawił swoją córkę, wiedząc że żaden z rycerzy w królestwie, nie podejmie się walki z kobietą, gdyż jest to wbrew zasadą kodeksu rycerskiego. Wtedy książę, mój brat poprosił mnie o pomoc. Wiedział, że jedynie ja mogę pokonać Augustynę, córkę króla z północy. Pokonałam ją w pierwszej rundzie turnieju, co niezwykle zdenerwowało króla Edgara, który oskarżył ojca o oszustwo i wypowiedział wojnę. - I co było dalej? - zapytała Misia popijając herbatę i szykując się do zjedzenia kawałka babeczki na deser. - Wiedząc, że Edgar posiada armię wspieraną przez złego czarodzieja Argusa Szalonego, król postanowił wezwać na pomoc największego maga w królestwie – kontynuowała opowieść mama. Był nim wówczas Baltazar Sigur, który pojawił się na wezwanie władcy, ale nie sam, lecz ze swym synem - - Wacławem. Wojna skończyła się szybko, bo pewny łatwego zwycięstwa Edgar wystawił niemalże całą armię na Chabrowych Polach. - Tata opowiadał nam o tej bitwie, to była największa potyczka w historii królestwa – przerwała Michalina. - Tak, a czy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil veritasliber
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…