Wróć do katalogu

Czy trombocyty mają trąby?

Tajemnicza i śmieszna opowieść z trąbą w tle.

Lukasz Kulewski, opublikowano , 19 min czytania, 3,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I Detektyw T. wszedł powoli do mieszkania. Była czwarta nad ranem. Żona i syn pogrążeni we śnie leżeli na fotelach przed włączonym telewizorem. Na stole stała niedojedzona sałatka, wyschnięty chleb i zimna herbata. T. wziął swego potomka na ręce i zaniósł do jego pokoju. Kiedy wrócił, Anna już nie spała. Siedziała przy stole popijając herbatę. Patrzyła na niego smutnymi, pełnymi współczucia oczami. - Kiedy przestaniesz przychodzić tak późno? - Jak przejdę na emeryturę lub złapię wszystkich przestępców. Wlał sobie herbaty i leniwie mieszał cukier widelcem. Łyżeczka leżała za daleko. - Kochanie, pójdziesz jutro z nami zobaczyć odsłonięcie pomnika Mickiewicza? - spojrzała na niego prosząco. T. pomyślał, że właśnie tam spotkali się dwanaście lat temu. Później jakiś terrorysta wysadził Wieszcza w powietrze, a oni wzięli ślub. - Jasne! - Wspaniale, Mateusz nigdy nie widział takiej ceremonii! - Anna wstała i ruszyła w stronę sypialni. - Idziesz spać? - rzuciła w drzwiach. - Już, tylko coś sprawdzę. Sięgnął do teczki i wyciągnął akta pewnego historyka, którego zwłoki znaleziono w instytutowej pracowni. Szef uparł się, że to musiało być morderstwo. Szef się uparł, a robota spadła na T. Przeglądał zdjęcia z wizji lokalnej, po raz setny czytał raport lekarza sądowego, który dowodził, że był to najzwyczajniejszy zawał. Wreszcie rzucił papiery na sąsiedni fotel. „Warto sprawdzić czym się nieszczęśnik zajmował. Ponoć pisał pracę o Powstaniu Warszawskim.” Wstał i poszedł do łazienki. „Wybiorę się tam jutro, nie, pojutrze, a z resztą zobaczymy..." - pomyślał. Następnie usiadł na sedesie, wziął szczoteczkę do zębów, włożył ją do ust i po kilku niemrawych ruchach zasnął z głową na umywalce.

II Odsłonięcie pomnika było, jak to zwykle bywa: huczne, patetyczne i nudne jak cholera. T. z rodziną stał dość blisko podium, na którym smutny polonista wygłaszał peany na cześć Wieszcza. Trwało to godzinę. Potem mówca podszedł do posągu i schwycił tasiemkę, której pociągnięcie zrzucało okrywające pomnik białe płótno. Zagrały fanfary, ludzie zaczęli klaskać, obiektywy kamer skupiły się na ręce, która drgnęła i tasiemka luźno opadła. Oklaski wzmogły się. T. Usłyszał dochodzący zza pomnika odgłos trąbki. Płótno zleciał z furkotem. Trąbki? Oklaski ucichły gwałtownie. Trąbkę było słuchać przez chwilę, potem i ona zamilkła. „Co za idiota gra na trąbce w takiej chwili?" - pomyślał detektyw. Rozdrażniony spojrzał na pomnik i równocześnie przestał klaskać. „Trąbka? TRĄBA!" - w umyśle T. rozbłysły czerwone lampki kontrolne i włączyła się syrena alarmowa. Na postumencie stała postać Wieszcza, który zamiast nosa miał małą, słoniową trąbę. Uszy nie przylegały do głowy, lecz odstawały i były dwa razy większe. Mickiewicz mimo to wyglądał na zadowolonego i nawet romantyczne zamyślenie zastąpił miły i pogodny uśmiech.

III T. zamyślony szedł do Instytutu Historii. Wciąż miał przed oczami słoniową twarz Wieszcza. W torbie niósł trąbkę, którą znaleziono za pomnikiem. Nie było na niej odcisków palców, ani żadnego numeru, który mógłby doprowadzić do właściciela. Miał zły humor. Szef wcisnął mu także tą sprawę. Swoim władczym tonem odmówił kilku dni urlopu i wypchnął z gabinetu. Wszedł do Instytutu. Owiał go chłodny powiew ciągnący od kamiennej posadzki. Odnalazł pokój zaklejony taśmą policyjną. Zerwał plomby i wszedł do środka. Porozrzucane książki i wydruki komputerowe mieszały się z pudełkami od kaset video oraz okrągłymi puszkami na taśmę filmową. Obok drzwi znajdował się kredowy obrys ciała, który T. przekroczył, a następnie nie uważając po czym i jak chodzi zaglądał we wszystkie kąty. Wyglądało na to, że historyk był strasznym bałaganiarzem. Spleśniałe kanapki wypychały szuflady, a skórki od bananów piętrzyły się na komputerze. Detektyw podszedł do biurka. Nacisnął wystający z blatu guzik: zgasło światło i powoli uruchomił się mały projektor. Na ekranie ukazał się obraz wojennej Warszawy. Kolejne sceny przedstawiały Powstanie Warszawskie - biegnący w ruinach powstańcy w niemieckich hełmach i sanitariuszki opatrujące rannych. Taśma się urwała. Założył inną rolkę oznaczoną napisem „POWIĘKSZENIE". Na ekranie pojawiły się te same sceny tylko bardzo powiększone. Obraz był gorszy ale dało się rozpoznać szczegóły przedmiotów. T. Odwrócił się i przeszukał wzrokiem półki wypełnione „naukowym bałaganem". Kiedy znowu spojrzał na ekran zobaczył idących obok czołgu niemieckich żołnierzy z miotaczami ognia. W miarę jak zbliżali się do kamery coraz mocniej zaciskał pięści wpatrzony w jednego z nich. Zatrzymał projektor na ujęciu przedstawiającym ową postać. Na ekranie drżała wystająca spod hełmu uśmiechnięta twarz z trąbą zamiast nosa, która wyglądała jak maska przeciwgazowa.

IV W komisariacie trwało piekło. Tłumy reporterów domagały się wyjaśnień i składania oświadczeń, a Szef był tak wściekły, że aż piana ciekła mu z ust ciągnąc się strużką po szyi i znikając za kołnierzykiem. T. wszedł do gabinetu bez pukania. Wytrzymał mordercze spojrzenie przełożonego i flegmatycznie sięgnął do torby. Najpierw wyjął aktówkę ze zdjęciami, potem trąbkę i na końcu puszkę z taśmą filmową. Wciąż milcząc usiadł za biurkiem i zapalił papierosa. - Mam coś... - powiedział powoli przyglądając się papierosowi. Szef się ocknął. - Do ciężkiej cholery! Wiesz co tu się dzieje?! Jak pragnę zatrąbić ty się kiedyś doigrasz!! - Zanim mnie zwolnisz pozwól powiedzieć, co ustaliłem. - Gadaj. T. wstał i rozłożył na biurku zdjęcia: - Ten widok chyba znasz - wskazał fotosy przedstawiające pomnik Mickiewicza - kiedy odsłaniano to „dzieło sztuki" byłem tam razem z rodziną. Stałem blisko podium i przed opadnięciem płótna usłyszałem dźwięk trąbki - podał instrument - potem poszedłem do Instytutu Historii aby obejrzeć miejsce śmierci tego naukowca. Oto co znalazłem. - Co to za taśma? - Montaż kronik z Powstania Warszawskiego powiększony czterokrotnie. Zgasło światło. T. Uruchomił projektor. Na ścianie gabinetu pojawiła się płonąca Warszawa. Kiedy cały kadr wypełniła twarz z trąbą zatrzymał taśmę. Szef powoli wstał i bez słowa patrzył na drżącą trąbę. - Kurwa - powiedział i usiadł. T. zapalił kolejnego papierosa.

V Przesłuchania osób związanych z pomnikiem ciągnęły się w nieskończoność. T. Miał serdecznie dość zadawania pytań, słuchania odpowiedzi, a przede wszystkim picia komisariatowej kawy o smaku słoniowego łajna. Wracał do domu o różnych porach i prawie przestał widywać żonę i dziecko. Był wściekły ale bardziej zmęczony. W snach widział siebie, Annę i Mateusza z ogromnymi trąbami zamiast nosów. Teraz drzemał na swoim biurku z twarzą w hot-dogu, którego nie miał siły zjeść. Ustalił, że dewastacji pomnika musiano dokonać w noc przed odsłonięciem. Podejrzewał, że wiele wyjaśniłoby odnalezienie tajemniczego trębacza. Kilka osób zeznało, że także słyszeli grę na trąbce podczas ceremonii, a jedna staruszka twierdziła nawet, że widziała mężczyznę, który, gdy spadło płótno, uciekł w głąb parku. Na szczęście sprawa przycichła. Pomnik został zdemontowany, a prasa znalazła nowe sensacje. T. obudził dźwięk telefonu. Powoli podniósł głowę i przystawił do ucha rozgniecionego hot-doga: - Czego? - wychrypiał. Znowu usłyszał dzwonek i zrozumiawszy swoją pomyłkę zaklął, zakaszlał i podniósł słuchawkę. - Słucham? - Lepiej niech pan tu przyjdzie. Aresztowaliśmy faceta, który grał na trąbce, obok pomnika Powstańców Warszawskich. Twarz ma zasłoniętą maską słonia i nie chce jej zdjąć.

VI - Oni przyjdą i zrobią porządek w tym składzie porcelany! - krzyczał więzień, kiedy T. wszedł do sali przesłuchań. Na stole siedział niewielki człowieczek w masce na twarzy i bacznie śledził ruchy policjantów. - Wy już jesteście zarażeni, każdy to ma. Oni zawsze byli wewnątrz nas! - wrzeszczał. T. podszedł do stołu i spojrzał w oczy Karzełka. - Czemu nie możesz zdjąć maski? - Ponieważ pod spodem kiełkuje moja trąba. - odpowiedział ze spokojem. T. wypuścił powietrze nosem, policzył do dziesięciu i powiedział: - To znaczy, że wyrasta ci taka mała trąbka? Karzeł z powagą pokiwał głową. - I jak zdejmiesz maskę to przestanie rosnąć? - Ależ nie! Tylko jest taka mała, że wstydzę się ją pokazywać... - spuścił oczy. - Słuchaj, my jeszcze wcale nie mamy trąb, więc nie ma się czego wstydzić. Nikt nie będzie się z ciebie śmiał. - spojrzał na policjantów - Zastrzelę jak komuś choćby mięsień drgnie - syknął. Siedzący sięgnął za głowę i rozwiązał tasiemkę. Wystraszone oczy przebiegały po twarzach mężczyzn. T. patrzył i czuł jak adrenalina sączy mu się do krwioobiegu. Pod krzaczastymi brwiami Karła, w miejscu nosa znajdowała się czerwona i nabrzmiała trąbka, zaś uszy były nieco powiększone.

VII Karzełka przebadano pod względem psychicznym i fizycznym. Lekarze stwierdzili normalny stan zdrowia, a powiększony nos nazwali wygodnym określeniem: NMP-C (Niezidentyfikowana Mutacja Popromienno-Cywilizacyjna). Stwierdziwszy, że nic się nie da zrobić zwinęli laboratoria i umyli od trąby ręce. Z przesłuchań T. dowiedział się, że kilka dni wcześniej do domu Karła weszło dwóch osobników o słoniowych twarzach, którzy zmusili go do połknięcia garści tabletek. Twierdzili, że są to witaminy, których będzie teraz potrzebował. Odtąd codziennie rano znajduje tabletki koło łóżka. Zaszokowany Detektyw postanowił zaczaić się na tego, kto dostarczał więźniowi lekarstwa. Ukrył się w celi na przeciw i obserwował przechodzących korytarzem strażników. Minęło kilkanaście godzin i T. był tak zmęczony, że nie od razu zauważył strażnika, który mijając drzwi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych