Wróć do katalogu

Delirium

Pomysł na opowiadanie zrodził się w czasie przesilenia letniego

Gamepad, opublikowano , 10 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zabrali nas wszystkich w jedno puste i klaustrofobiczne miejsce. Naprawdę nie miałem pojęcia co powinienem był zrobić. Uciec? Ale jak? Przecież nie było możliwości choćby wyjrzenia przez okno. Bo okien nie było. Były tylko białe drzwi. I korytarz, i schody prowadzące w dół, do następnego korytarza. Z tego co udało mi się ustalić, to budynek, w którym nas przetrzymywano, miał dwa piętra. Korytarz ciągnął się przez jakieś trzydzieści metrów skręcając w lewo. Dalej były schody na niższe piętro i taki sam korytarz ciągnący się przez około trzydzieści metrów. Na wyższym piętrze korytarz jeszcze, zanim się skończył prowadząc na schody, miał odnogę prowadzącą w prawo. Było tam raptem pięć schodów w górę. Tam były toalety. Sam nie wiem czy jest sens, by opisywać wszystko tak dalece szczegółowo. Jednak wtedy mam nadzieję, że większe będzie zrozumienie, w jakiej sytuacji znalazłem się ja i te piętnaście innych osób. Wracając jeszcze na chwilę do toalet. Muszle ustawione były tyłem do przeciwległej względem drzwi ściany. Ściana ta natomiast była szklana, a za nią znajdowały się łóżka.

Było to w tamtym roku. Studiowałem wtedy socjologię i, jak się później okazało, byłem jedynym socjologiem w grupie. Reszta dążyła swego czasu do osiągnięcia jakiegokolwiek stopnia naukowego z dziedziny psychologii. Ciekawe było to posunięcie. Poproszono nas abyśmy wzięli udział w eksperymencie. Miał potrwać tydzień, góra dwa, w zależności od tego, czy wyniki w trakcie badań będą obiecujące, czy też raczej niezadowalające. Otrzymaliśmy obietnicę na piśmie, że w ramach eksperymentu zostanie nam zaliczony cały rok. Cieszyliśmy się, bo kto by się nie cieszył z perspektywy zaliczonej sesji?

Dotarliśmy na miejsce busem, w którym nie było okien. Ale taka była część umowy. W pewnym momencie poczułem się jak studenci w eksperymencie Filipa Zimbardo i zmroził mnie dreszcz. Co, jeśli faktycznie będzie to tak wyglądać? Co, jeśli wymyślili dla nas jeszcze gorsze rzeczy? Niestety moje obawy nie były bezpodstawne. Czekaliśmy na moment, gdy nasz pojazd zatrzyma się, a my z niego wysiądziemy.

I czekaliśmy długo, a gdy doczekaliśmy się tego momentu okazało się, że stoimy w dużej sali, coś na kształt garażu, a przed nami stoi Opiekun. Tak, Opiekunowie byli straszni. Przerażali mnie gorzej niż niejeden wytwór mojej wyobraźni. Beznamiętni, zupełnie jakby wyssano z nich wszystkie uczucia i emocje. W jaki sposób człowiek mógł być aż tak nieczuły? Dało mi to do myślenia. Jednak i tak niczego konstruktywnego nie wymyśliłem. Nie musiałem z resztą. Następnego dnia miałem przekonać się, że siedzę w niezmywalnym gównie po uszy.

W rzeczy samej! Gówno to było grząskie i widać lubiło pochłaniać niczego nieświadomych ludzi. Najpierw pochłonęło parę studentów. Po obiedzie poproszono ich, by weszli do pokoju numer jeden. Weszli, a później widywałem ich jedynie za szklaną ścianą, gdy szedłem się załatwić. Drugiego dnia, gdy stałem przy muszli celując w nią strumieniem moczu mój umysł, który do tej pory pracował na jałowym biegu, zrodził refleksję, brzmiącą prawie jak wyrok. „Oni po kolei będą chcieli was sprawdzać, badać wasze reakcje na ból, na każdą z emocji, a na koniec pozbędą się was”. Zabolało. Ręce zaczęły mi drżeć i obsikałem całą podłogę wokół muszli. Wyszedłem stamtąd jak najszybciej. Nie chciałem patrzeć na siedzącą na łóżku parę, odwróconą do mnie plecami, kiwającą się w rytm niesłyszalnej dla mnie muzyki.

Opiekunowie powiedzieli nam, że para studentów została wypuszczona do domu, ponieważ izolowanie ich przez tak długi czas mogłoby się dla nich skończyć chorobą psychiczną. Zaśmiałem się w duchu. Cóż za głupiec by w to uwierzył? Ludzie często w pojedynkę są głupi, ale gdy mają za swoimi plecami grupę pozbywają się wszelkich wątpliwości. Wystarczy, że usłyszą ten jeden głos rozsądku, głos, który streści im sytuację i przekona, że sytuacja wygląda nieciekawie. Głos, który zmusi Opiekunów do wypuszczenia nas. I znalazł się. Jednak mówiący zgoła co innego: -Opiekunowie nie zrobiliby nam nigdy krzywdy! Ludzie, opanujcie się! Tamtych dwoje na pewno siedzi teraz w domu, a my zostaniemy tu jeszcze przez jakieś dziesięć dni. Bez paniki. Usłuchali. To wzburzone morze półgłówków posłuchało i uwierzyło! Ach, nie mam pojęcia co ona miała w sobie, że przekonała ich tak łatwo. Dlatego, że tak postąpiła odwlekła prawdopodobnie swój wyrok. Był dzień czwarty. Nadchodził dzień piąty-zastrzyk.

Wtedy też okazało się, że nasza sytuacja jest beznadziejna. A raczej ja doszedłem to takiego wniosku, bo całe to bydło było wniebowzięte. Opiekunowie napisali na kartce krótkie ogłoszenie, brzmiące mniej więcej tak: „Dzisiaj po kolacji każdy z uczestników eksperymentu ma obowiązek stawić się w pokoju numer jeden, w celu podania przeciwbakteryjnej mieszanki domięśniowo. Sprzeciwu nie uznajemy”. Prawie się zesrałem ze strachu. Nie uznają sprzeciwu? Co to ma znaczyć?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych