Wróć do katalogu

Diabeł w czerwonym kapeluszu

coco.

koukounaries, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Dla wszystkich tych, którzy użerają się ze swoim diabłem. Obojętnie w jakim kapeluszu.{/b}

Zobaczyła kolor muzyki. Rozciągnięty i gumowy, metaliczny, lśnił jak nowa złota bombka choinkowa. Tylko czekał by zabłysnąć wśród nocy. Zachwycona wyciągnęła rękę, chciała go dotknąć i złapać, pragnęła poczuć jego smak. Czy zatkałby jej gardło uniemożliwiając połykanie kolejnych porcji powietrza? Marzyła o tym. Tak bardzo, że zobaczyłbyś to w jej oczach. Zacisnęła palce owiane muzyką, ale nic nie poczuła. Tylko ciche zgrzyty i skrzypienie zwiastowały zmianę, która miała nadejść. Teraz muzyka była słodką mgłą, maleńkim cukierkiem wiszącym na końcu czerwonej nitki. - Kici, kici, kici, kotku… - ktoś wyszeptał. Głos rozlał się jak polewa czekoladowa po cieście. Śmierć jest jak cukierek, mawiał ktoś, kto jeszcze niedawno był blisko niej. Pragniesz jej, uganiasz się za nią, ale nie ma z niej pożytku. Masz próchnicę, spalasz się od środka. Czujesz ten płomień? Ten żar? Rozdziera ci duszę, stajesz się układanką bez kilku części, zgubioną i zapomnianą. Dziewczyna zagłuszyła samą siebie i podniosła się. Przekrwionymi oczami wodziła za powoli oddalającym się cukierkiem. Już nie zważała na ból, na zawroty głowy i czarne plamy, w które ktoś ozdobił świat. Ruszyła przed siebie, a w głowie wciąż słyszała: - Złap cukierka, kotku, złap, jeśli potrafisz… - zachrypnięta muzyka wnętrza. Jej kroki były ciężkie; niemal straciła czucie w nogach, ale nie poddawała się. Ciągnęła ciało za sobą, chociaż dusza była już daleko z przodu. Towarzyszył jej szelest zeschłych liści, potem szum trawy.

Tutaj wszystko ożywało. Nawet jej nierówny oddech.

Poruszanie sprawiało jej coraz większą trudność. Czuła jakby ktoś przykuł ją do wielkich żelaznych brył, a ona musiała je ciągnąć. Zamknęła oczy, chcąc odnaleźć w sobie jeszcze odrobinę siły. Musiała zdobyć tego cukierka, musiała. Nie mogą się poddać, przecież była tak blisko. Kiedy otworzyła oczy, cukierka już nie było. Wszędzie tylko trawa, długa i szumiąca, jak potężny las. Nawet niebo było porośnięte zielenią. Dziewczyna poczuła się jak w wielkim, zielonym pudle. Bez wyjścia. Przeciągle jęknęła, nadal nękana wspomnieniem tego głosu i muzyki, ale na nic jej się to przydało. Wszystko wokół zignorowało ją, tak jak ignoruje się siedzącą na półce muchę.

Jednak nic jej nie ominie. Jeszcze kiedyś ją zgniotą.

Padła na kolana, odgradzając się od bólu. Pragnęła się umieść, wzlecieć ponad wszystko, ale coś ją przytrzymało. Chciała utopić się w powietrzu. Chwilę później poznała trawę. Tę prawdziwą. Zieloną.

Powracała tam, tak jak morderca wraca na miejsce zbrodni. Jednak ona pogrzebała tam siebie, zakopała żywcem pod osłoną nocy. Czy nękały ją wyrzuty sumienia? Czy czuła się winna? Nigdy. Chociaż jej dusza krzyczała, chociaż wciąż słyszała jej głos. Brodząc przez życie nauczyła się kochać trawę, zrozumiała, że ból i agonia są furtką do świata, gdzie kosmos był pusty, a zło wyciekało przez dziurki od klucza. Znała drogę do tego miejsca tak dobrze, że z zaciśniętymi powiekami, walcząc z koszmarami, wciskała sobie w żyłę przepustkę. Dopiero wtedy mogła płynąć. Pokochała nową rzeczywistość tak bardzo, że oddychała wiarą, że tam wróci. Robiła wszystko, by wiara stała się czynem i prawdą. Wszystko. Czuła, że mogłaby jeść wodę i pić ryż, byleby móc wstrzyknąć sobie furtkę. Dla niej stara rzeczywistość była niczym; starym, zatęchłym wełnianym kocem, wśród którego marzyła o nowym. Czasami to bolało, ale ona była baterią na cierpienie. Dla niej to było piękne. Piękne i puste.

Kiedyś, pewnej suchej nocy, kiedy powietrze było gęste jak syrop, trawa przedstawiła jej kogoś niezwykle ważnego. Rdzawa Wiewiórka, wychrypiała trawa, a dziewczyna spojrzała w duże, czarne oczy stworzenia przed nią. Niemal się w nich utopiła, czuła jak czerń ją pochłania. Wtedy Rdzawa Wiewiórka zaczęła tańczyć, chaotycznie i przedziwnie, gwałtownie poruszając wątłym ciałem, jak w narkotycznym, przejaskrawionym śnie. Dziewczyna była zachwycona, tym bardziej, że z porośniętego trawą nieba zaczął spadać śnieg. Odurzona nowymi zjawiskami zapragnęła być ich częścią. Kiedy biały puch wirował z Rdzawą Wiewiórką, kiedy pokrył wszystko, nawet niebo, zawirowała i położyła się na twardym śniegu. Gdy zamknęła oczy, zmęczona wrzącymi w niej emocjami, poczuła jak śnieg wpycha się jej do nosa, ust, uszu… Nie mogła złapać tchu, nie mogła unieść powiek. Zamarła przerażona, sparaliżowana myślą, że przepustka okazał się złotym strzałem.

Została jej tylko czerń, tylko nią mogła się udusić.

Poczuła ból, tępy i pulsujący. W ustach rozpłynął się jej smak heroiny, otworzyła gwałtownie oczy przerażona wspomnieniami Rdzawej Wiewiórki i śniegu. Świat zabulgotał w ciemności, a diabeł w czerwonym kapeluszu, ten który przez wiele sekund, godzin i dni ją obejmował i trzymał za rękę, wyszeptał jej na ucho: - Nie bój się, złotko, nie bój - głos miał wysoki i oddalony, jakby znajdował się bardzo daleko - Jesteś w raju, to jest eden, nic więcej - skończył ze zgrzytem, jak to często dzieje się ze starymi, wysłużonymi płytami. Jednak ten dźwięk był inny. Donośny, całkowicie wytrącający z równowagi, jak nagłe i ostre dźwięki gitary, które niespodziewanie znalazły miejsce w IX symfonii Beethovena. Niszczyło to cały efekt słów diabła w czerwonym kapeluszu. Po tych słowach trwali chwile w milczeniu i bezruchu, jakby czas się zatrzymał. Diabeł trzymał długie i chude ręce na jej pasie, przytulając się rozgrzanym i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych