Wróć do katalogu

"Don't mess with the girls"

Ja, mój chłopak i jego młodsza siostra, czyli co za przygody mamy na codzień. W realiach AD 2197, to jest.

an_ge, opublikowano , 23 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

* Zaczynało jej brakować tchu. Zwinnie przeskoczyła barierkę i popędziła w stronę znajomego zaułka. {i}Musi dobiec do skrytki zanim pojawią się Strażnicy. {/i} Widok karawany bardzo ją ucieszył. {i}Może nie będzie musiała biec aż do kryjówki, po prostu wmiesza się w tłum, a Strażnicy jej nie znajdą. Nie widzieli przecież jej twarzy! {/i} Pięciu odzianych na czarno mężczyzn wleciało na plac. - Cholera! Zgubiliśmy go! - Nie ucieknie daleko. Jego chip został naznaczony. Znajdziemy go bez problemu – wysoki Strażnik spokojnie pogmerał przy monitorze skanera. - Ale to wymaga czasu, a my tego luksusu nie mamy! Jeśli Centrum się dowie to jesteśmy skończeni! - Zły zaimek. - Że co?!! – młodszy Strażnik był wyraźnie zdenerwowany i rozkojarzony. - Nie "my", a "ty". To nie ja nawaliłem w sprawie projektu Omega – wysoki z uśmiechem spojrzał na swoje dzieło - A teraz znajdziemy naszego włamywacza. Wycelował czujniki skanera w największe skupisko androidów. - Czysto – mruknął wpatrując się w ekran i przesuwając urządzenie w stronę następnego zbiorowiska. Androidy z karawany popatrzyły obojętnie na Strażników siedzących w urzędowym poduszkowcu. - Ciekawe czego tu szukają? – odezwał się, stojący obok niej facet w niebieskiej kurtce. - Może oleju na zmianę – zaryzykowała kpinę, ale mężczyzna nie podjął żartu. Wzruszyła ramionami. Ludzie z Wyższego Świata nie mieli poczucia humoru, może dlatego, że aby dostać się do Wyższych Światów trzeba było zcybornizować połowę ciała, łącznie z płatem korowym. Obrzydliwość, ale mówiono, że wtedy ludzki mózg przetwarza cztery razy więcej skomplikowanych danych. {i}Pierdoły! Te głupie roboty nie potrafiły znaleźć swoich przewodów wentylacyjnych co dopiero tak wytrawnego hackera jak ona! {/i} Dyskretnie wyjęła zużyty chip ze swojego ramienia. Sztuczna ręka była wymogiem jej pracy. Z kieszeni spodni wyjęła standardowy nano-chip I włożyła w miejsce tamtego. Była bezpieczna. Spokojnym krokiem zaczęła kierować się do wylotu uliczki. - Hej, ty tam! – Strażnik krzyknął w jej stronę. Mimowolnie zadrżała. {i}Nigdy nie przyzwyczai się do tych metalicznych głosów. {/i} Posłusznie stanęła. - To nie twój sektor R-27! Natychmiast wracaj do Piątki! - Tak jest! – odetchnęła z ulgą. Wzięli ją za model R-27! {i}Byli głupsi niż myślała. {/i} - Temu młodszemu widocznie styki nawalają, tak się ekscytuje - pomyślała, zagryzając wargi. Miała ochotę wrzucić go do oczyszczalni ścieków, lecz zapamiętała tylko jego numer ID i przysięgła sobie, że pobuszuje w jego plikach. {i}Niechcący przestawiając kilka danych. {/i} Starała się iść równym i w miarę spokojnym krokiem, ale gdy tylko upewniła się, że Strażnicy jej nie wyskanują, ruszyła biegiem. Nie oglądała się, po prostu biegła przed siebie. Już nie musiała uciekać, już nie czuła na karku pogoni, ale i tak wolała czym prędzej znaleźć się w kryjówce. Wpadła w zaciemnioną uliczkę i zaraz zauważyła swój błąd. {i}W dodatku jak głupia stanęła pod zbitą latarnią. {/i} W ostatnim przebłysku rozsądku zdołała rzucić się na ziemię. Przez chwilę napastnik był zdezorientowany, lecz za krótko by zdołała wykonać jakikolwiek manewr obronny. Podniósł ją jakby ważyła pięć kilo, a nie pięćdziesiąt i przerzucił przez ramię. Próbowała walnąć go w gębę. Wywinął jej fachowo nadgarstek, ale ona była przygotowana na taką możliwość. Drugą pięścią walnęła go między oczy jak uczył ją trener. Poczuła jak poluźnił uchwyt, więc uderzyła kolanem w plecy. Facet puścił, a ona będąc wściekła nie tylko na niego ale i na siebie, spadając dołożyła mu z pół obrotu kolanem w splot słoneczny. {i}Oczywiście musiał zgiąć się w pół, nie widziała jeszcze by ktoś od jej ciosu tego nie zrobił. {/i} Była, skromnie mówiąc, vicemistrzynią w kickboxingu tego okręgu i wiedziała jak się bronić. Robiąc piruet uklękła i wystawiła nogę. Oczywiście go ścięło, nie mniej facet też był niezły, bo prawie od razu wstał i odskoczył, gdy zamierzała wypróbować na nim swój ulubiony skok z przewrotką. {i}Stali naprzeciwko, trwając w bezruchu dobrych kilka sekund. {/i} Napastnik miał nad nią przewagę, bo nosił okulary z noktowizorem. Ona z kolei praktycznie nic nie widziała w tych ciemnościach. Po chwili znów rzucił się na nią. - Biedny chłopak nie wie z kim zadziera – pomyślała, wyskakując wysoko w górę. Wylądowała na ugiętych nogach, niemal równocześnie podcinając przeciwnika. Znów runął na ziemię i podniósł się, tym razem ociupinkę wolniej. Ona już na niego czekała na lekko rozstawionych nogach i nałożonym na rękę kastetem. Napastnik widział dokładnie jej ruchy, więc należało go czymś zaskoczyć. Przygotowała prawą pięść do ciosu, robiąc zmyłkę kopem w bok. Facet jak dziecko dał się nabrać i unikając nogi, wystawił się na cios właściwy. Lekko go zamroczyło, a ona następnym pół obrotem powaliła go na kolana. Następny cios nie był fair, ale to on pierwszy zaatakował nieuczciwie. {i}Ktoś złapał ją za rękę, gdy właśnie wyprowadzała prawy sierpowy. {/i} Bez namysłu obróciła się w walnęła drugiego napastnika w krocze. Gdy pochylił się, dostał kolanem w twarz jednocześnie czując łokieć kobiety na swoim karku. Padł nieprzytomny. Znalazła w kieszeni szklaną kulkę, pełniącą rolę archaicznej latarki, i oświetlając promień ok.3 metrów dookoła siebie, popatrzyła na dwóch leżących. Oboje nosili długie, czarne płaszcze z wysokimi kołnierzami. Jeden zaczął się cudzić, więc kopnęła go w brzuch. Już miała odwrócić się i uciec, gdy przypomniała sobie o noktowizorze. - Może mają jakieś inne użyteczne drobiazgi – pomyślała, pochylając się nad jednym z nich. - A to co?! – zapytała na głos, dopiero teraz zauważając mały tatuaż przedstawiający czerwonego i czarnego smoka w otoczeniu złotych płomieni. – O ku...! {i}Nic więcej nie powiedziała, bo ziemia usunęła jej się spod nóg gdy straciła przytomność. {/i}

** Nie miała pewności czy rzeczywiście się obudziła. Wszędzie panowała nieprzenikniona ciemność. - Hej! Jest tam kto?! – wrzasnęła, próbując wstać. Nogi miała jak z waty, a do tego sparaliżowane od długiego leżenia w niewygodnej pozycji. Zaburczało jej w brzuchu. - O cholera, jak długo już tu jestem?! Capnęła za swój prawy nadgarstek, ale zegarka nie było. Zaklęła po grugoriańsku i pomacała się po kieszeniach. Krótka rewizja i... była jeszcze wścieklejsza niż przed chwilą. Brakowało kart numerycznych, trzech dowodów tożsamości (oczywiście wszystkich fałszywych), moni-pada, rękawicy Przenoszącej Dane Komputerowe ( w skrócie PDK) i co gorsze, paczki jej ulubionych migdałów, za które zapłaciła fortunę. Syntetyczne migdały były do chrzanu, a te prawdziwe były rzadkie i bardzo drogie. {i}Kumple śmiali się z niej, że na prochy nie wyda centa, a na swój smakołyk - miesięczną pensję. {/i} Wyciągnęła w górę ręce i natychmiast tego pożałowała. Dziesięć centymetrów nad głową zaczynał się sufit, a że jego powierzchnia była strasznie chropowata, pokaleczyła nadgarstki. {i}Następne przekleństwo (również grugoriańskie; oni to jednak mają bogate słownictwo). {/i} Nagle usłyszała za plecami okropny zgrzyt. Odwróciła się błyskawicznie na pięcie, stając w pozie obronnej. Przez chwilę oślepiło ją jaskrawe światło. - Pan cię wzywa. – usłyszała lekko ochrypły głos. - Och, to jestem w piekle czy w niebie? – udała zdziwienie, próbując dojrzeć coś w powodzi światła. - Rusz dupę i wybiegnij w podskokach, bo inaczej (tu nastąpiła wiązanka niezwykle wykwintnych przekleństw). - Ooo! A to co znaczyło, to przedostatnie? – dalej zgrywała idiotkę, posyłając ukradkowe spojrzenia na boki. Niestety, jedyna droga na zewnątrz prowadziła przez te drzwi. Miała nadzieję, że facet zejdzie po nią na dół. {i}Wtedy to już sobie by poradziła. {/i} - Gówniara. – stęknął ktoś i po minucie wahania rozległy się odgłosy człapania na schodkach. Ledwo opanowała uśmiech triumfu i zdołała się wykrzywić w grymasie przerażenia. Napastnik okazał się dużych rozmiarów Grugorianinem (to stąd ta „wykwintność” w przeklinaniu). Trochę to utrudniało jej sprawę, ale nie z takimi już walczyła. Kiedy przymierzała się do ciosu w splot słoneczny tamtego, poczuła przy skroni czułki spalacza. - Nie odważysz się – jęknęła. Olbrzym nie okazał się, niestety, idiotą. Musiał widzieć jak załatwiła jego kumpli skoro pofatygował się o spalacz, a nie jak w zwykłym przypadku paralizator. Nie widziała jego gęby ale czuła, że się wredniaka uśmiecha. - Powolutku, Pan nie będzie zbyt zadowolony gdy przyniosę mu garść popiołu… – powiedział to takim tonem, jakby tego „Pana” zupełnie nie obchodziło życie ludzkie, które przecież do diaska, było właśnie w olbrzymiej cenie na targu niewolników. Głuchy warkot hodowlanej pumy, pozbawił ją nadziei na jakąkolwiek szansę ucieczki. Szli przez długi korytarz oświetlony rzędem sztucznych pochodni i wyłożony puszystym dywanem. Uniosła brwi w geście zdumienia, patrząc na wiszące obrazy, całkiem niezłe zresztą. Grugorianin popchnął ją gdy zamierzała się zatrzymać i obejrzeć jeden z nich. {i}Miała by ze dwie paczki migdałów za ten antyczny kawałek szmatki. {/i} - Ruszaj się szybciej, Pan nie lubi czekać. - Wal się. - odparła krótko, ale przyspieszyła. Zastanawiała się kim jest ten „Pan” który kazał ją porwać (bo to było najpospolitsze porwanie, tego była pewna), a który był bogaty jak cholera skoro zatrudniał takich goryli, posiadał hodowlane pumy i mieszkał lepiej od niejednego urzędnika skarbowego z Wyższego Świata. Jedyne co ją pocieszało w całej tej historii, to to, że jeśli jeszcze jej nie zabili, to musi to być dobry znak. Grugorianin zostawił ją przed dużymi, drewnianymi drzwiami i po prostu odszedł. Zielono-czarna puma okręciła się wokół niej i także odeszła. Stała chwilę osłupiała. Lepszej szansy na danie drapaka nie miała chyba w całym życiu. Już miała zejść z dywanu, który kończył się przed tymi drzwiami, na deski parkietu i pomknąć w ciemny korytarz naprzeciwko, gdy zastanowiła ją jedna rzecz. - Po jaką cholerę mnie tu ciągnęli ze spalaczem w roli głównego argumentu, jak teraz dają mi taką okazję?! Może myślą, że jestem za głupia by się stąd wydostać, albo za bardzo się boję. – odpowiedziała sobie samej – Z drugiej strony, może to właśnie za tymi drzwiami jest wyjście? {i}Albo stado wygłodniałych Borigów, czekających na swój posiłek? {/i} Pokusa by sprawdzić była silna, a ona zawsze była ciekawska. Tym razem jednak postanowiła, że będzie ostrożna i poczeka. To zadowalało jej dwie połówki. Tę co chciała sprawdzić i tę co chciało uciekać gdzie pieprz rośnie. Nagle drzwi się otworzyły, a wysoki lokaj odezwał się cichym, uniżonym głosem - Pan zaprasza do środka. No, teraz już nie miała wyboru. Zresztą nie wzięła tej opcji pod uwagę. Pokój wyłożony był piaskową wykładziną, a ściany były olbrzymimi akwariami w których pływała setka małych, kolorowych rybek. W pokoju nikogo nie było, oprócz niej i lokaja. Rozejrzała się dookoła, zaciekawiona nietypowym wystrojem. Co prawda słyszała kiedyś, że jakiś bogaty świr ze Światów Wyższych, zbudował sobie akwarium wielkości sporej rezydencji, ale to było w jej mniemaniu oryginalniejsze. Za jej plecami rozległo się delikatne pukanie w szybę i zaskoczona odruchowo odskoczyła. W zbiorniku, za zielonkawą, przydymioną szybą, pływał mężczyzna. Pod uszami miał zamontowane sztuczne skrzela, a pomiędzy palcami, błony. Uśmiechnął się i gestem przyzwał do siebie. Odpowiadając uśmiechem (tyle że złośliwym) wskazała na swój strój.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych