Wróć do katalogu

Droga ku przeznaczeniu : duchy wielkiego miasta

Ciąg dalszy przygód Synthii w czasie. Traumatyczne przeżycia na stacji wydają się wpłynąć na jej decyzję o powrocie do swoich czasów, jednak staje przed sporymi problemami.

jaroslaw.juszkiewicz, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Trzy łopaty od wentylatora, który wisiał na kablu kręciły się powoli wokół własnej osi. Siedząca na skórzanym fotelu niemal że pod nimi blondynka ze starannie uczesanymi włosami patrzyła posępnie na nie pościelone łóżko stojące pod ścianą. Pokój był mały. Ledwo mieścił w sobie łóżko, fotel na którym siedziała i okrągły stolik naprzeciw fotela. Powietrze pachniało jakoś dziwnie. Mieszanka wilgoci, tanich hotelowych środków czyszczących i światła przejeżdżających raz po raz samochodów za oknem z żaluzjami mocno ją przygnębiały. Blondynka miała na sobie zielony kostium z luźnymi rękawami. Składał się tylko z jednej części. Był wystarczająco krótki żeby odsłonić niemal w całości dobrze ukształtowane uda, a głębokie wcięcie w dekolcie przyciągało tego wieczora spojrzenie nie jednego mężczyzny. Dwie średniej wielkości kieszenie szyte na rogach zapewniały wygodę bez konieczności noszenia torebki. Kupiła go wcześniej w jednym z tych butików dla żon bogaczy co całymi dniami nie mają co robić. Sprzedawczyni nie wątpliwie na prowizji stwierdziła że to najmodniejsza kreacja w tym sezonie. Synthia miała tego dnia dobry humor, dlatego uwierzyła jej na słowo. Oczywiście nie mogło obejść się bez dodatków takich jak po trzy bransolety na każdym z nadgarstków w kolorze bursztynu. Kiedy weszła kilka godzin później do baru od razu zauważyła swój cel. Grubego uczonego bez rodziny i dzieci, który jak zwykle siedział przed barem i popijał jakieś podłe piwo. Naiwny niczym dziecko z łatwością dał się naciągnąć na kilka drinków, potem szybko chwycił sugestię żeby wynająć pokój w pobliskim hotelu. Wąski materac otoczony trzema deskami z drewna brzozy i prostym zagłówkiem z tyłu uginał się pod ciałem czterdziestoletniego mężczyzny. Łysy z brodą wyglądał niczym Lenin i poglądy po kilku głębszych miał podobne, jednak był zdecydowanie grubszy od swojego historycznego odpowiednika. Krwisto czerwony dywan na którym postawiono łóżko w półmroku wydawał się być czarny jak noc. Pasek od dyskotekowych dzwonów mężczyzny, które jeszcze przed godziną świeciły milionem światełek na parkiecie lokalnej dyskoteki już był rozpięty, a one same ześlizgnęły się do kolan. Białe majtki nie dawały nawet małego znaku że mężczyzna jest podniecony. Marynarka od kompletu również była rozpięta i odsłaniała nagi tors. Jeszcze przed piętnastoma minutami krzyczał na nią swoim pijackim głosikiem żeby spędziła z nim noc. Zgodziła się bez wahania. Zresztą nie miała wielkiego wyboru. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności po zdarzeniu na stacji już nie wiele ją obchodziło.

Po tragedii na stacji jeszcze tego samego dnia zawróciła samochód i z trudem udało jej się odnaleźć wehikuł. Niestety nie reagował. Spróbowała raz pierwszy i drugi, kiedy zajrzała do silnika z tyłu i przejrzała wszystkie pojemniki z pierwiastkami okazało się że brakuje Bromu. Jego zużycie okazało się o wiele większe aniżeli przypuszczała. Jedynym ratunkiem w takiej sytuacji było dotarcie do jakiegoś większego miasta i zdobycie bezcennego pierwiastka. Całą noc jechała na oślep modląc się żeby nie zajęło jej to nawet tygodnia. Kiedy minęła tabliczkę z napisem Cleveland odetchnęła z ulgą. Większe miasto nad jeziorem na uboczu tego wielkiego kraju. Tutaj amerykanie z Waszyngtonu nie patrzą z tak wielką uwagą i można spokojnie działać. Kradzież zostanie szybko zamieciona pod dywan przez lokalne władze i niebawem sprawa przycichnie. Wynajęcie mieszkania w biednej części miasta nie było specjalnie trudne. Wystarczyło że właścicielka zobaczyła pieniądze za trzy miesiące z góry, a nie chciała widzieć żadnych dokumentów.

Człowiek, którego obserwowała przez ostatni miesiąc zaczął coś mamrotać pod nosem. Oboje wiedzieli że przesadził i nic dzisiaj nie zdziała. Nawet nie próbował jej wyrzucać. Leżał i sapał, a Synthia nie zwróciła uwagi czy ma zamknięte oczy. Spojrzała na swoje koronkowe majtki leżącą u stup jej czarnych szpilek, potem z powrotem na nieruchome ciało. Chyba trochę zawiedziona chwyciła oburącz za gumkę i delikatnie podsunęła je do kolan. Wstając rozglądnęła się badawczo dookoła. Niestety niczego nie zauważyła w półmroku. Okrągły stolik stojący w rogu, przy ścianie z oknem zdawał się być pusty. Podciągnęła majtki jeszcze wyżej i powoli podeszła bliżej. Dostrzegła klucze. Ostrożnie żeby nie narobić hałasu podniosła je za wielką tabliczkę, przymocowaną do reszty za pomocą małego kółka. Ledwo czytelny napis głosił że to klucz od pokoju numer 17. Klnąc w myślach odłożyła go delikatnie na miejsce. Teraz nie miała wyjścia musiała sprawdzić kieszenie leżącego. Nachyliła się nieco nad łóżkiem i popatrzyła na oczy mężczyzny. Były zamknięte, a on sam oddychał miarowo. Cała spięta dotknęła lewej kieszeni spodni. Poczuła twardy portfel, którego znaczna część wystawała na zewnątrz. Zacisnęła na niej dwa palce i zdecydowanie szarpnęła. Jedyna reakcja śpiącego polegała na poruszeniu głową. Nie otworzył nawet oczu. Zachęcona sukcesem wsadziła go sobie do kieszeni i jeszcze raz przejechała zgiętym palcem po tej samej kieszeni. Była pusta, teraz czas na drugą. Kiedy sięgała bransolety narobiły trochę nie szkodliwego hałasu. Sprawdziła drugą kieszeń. Wyraźnie wyczuła klucze. Ledwie utrzymując równowagę wsadziła środkowy palec do środka i zacisnęła w napięciu usta. Wyczuła jeden klucz, potem drugi. Powoli wsadziła do środka również kciuk, kiedy przejeżdżała nim po materiale spodni poczuła dotyk plastikowych ćwieków i na końcu stali. Udało jej się chwycić dwa klucze naraz i ponownie zdecydowanym ruchem wyciągnęła oba z kieszeni. Żaden nie był podpisany, dlatego zdecydowała się wsadzić dwa do drugiej kieszeni kostiumu. Podekscytowana pomyślnym zakończeniem pierwszej części planu chwiejnym krokiem dotarła do drzwi. Najgorsze w tym wszystkim było to że ona również tej nocy trochę wypiła, a teraz po prostu bała się usiąść za kołkiem. Powoli nacisnęła plastikową klamkę. Zużyte zawiasy okazały się być dobrze naoliwione i nie wydały ani jednego pisku.

Torino czekał na nią za rogiem, a ona z nie małym mętlikiem w głowie zamknęła delikatnie za sobą drzwi i niezdarnie ruszyła w kierunku samochodu. Przecież nie mogła iść do celu na piechotę w tych szpilkach, ponieważ z pewnością zajęło by jej to całą noc o ile nie skończyło by się co najmniej zwichnięciem kostki. Nie zamknęła drzwi na klucz, dlatego wystarczył jeden zamaszysty ruch żeby samochód stanął przed nią otworem. Kiedy zajęła miejsce kierowcy i odruchowo zapięła pasy. Kierowanie sportowym samochodem na tak zwanym gazie było chyba najtrudniejszą częścią planu. Przekręciła kluczyk w stacyjce, a silnik łagodnie zawył. Niezdarnie włączyła światła, które rozdarły mrok na ulicy. Nacisnęła pedał gazu, a pojazd powoli ruszył. Kiedy skręciła w prawo włączając się do ruchu na głównej drodze. Minęło kilka sekund zanim zorientowała się że nie popatrzyła nawet w obie strony. Odetchnęła z ulgą że nie doszło do żadnej stłuczki. Żółte światła zamkniętych sklepów wylewały się na mokre chodniki. Skąpo ubrane dziewczyny czekające na okazje przy ich krawędziach w różnym wieku zdawały się wciąż przypominać o późnej godzinie i co ważniejsze w jakiej dzielnicy się znalazła. Posłusznie nacisnęła pedał hamulca przed czerwonym światłem. Każdy normalny człowiek…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych