Wróć do katalogu

Eliksir Nienawiści IV - Ciepłe Krople Deszczu

W tym rozdziale jesteśmy świadkami spotkania trzech naszych bohaterek i ich wspólnej rozmowy. Co z niej wynikło?

Siata, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Hejże mała! Nauczysz mnie zabawy tym cackiem, co? - jakiś chłop wykrzyczał w moją stronę wskazując na miecz zawieszony u mojego boku, z którym przeważnie się nie rozstaję. Ech...jak zwykle nie obejdzie się bez ulicznych zaczepek. Czy oni naprawdę nie widzieli nigdy wcześniej kobiety z bronią? W sumie czego można wymagać po trzydziestoparoletnim drwalu, który całe życie spędził na łupaniu toporem w pobliskim tartaku. - Lepiej idź... łupać swoim toporem! - odparłam i zagryzłam zęby, zdając sobie sprawę, że nie był to mocny tekst. Facet tylko dziwnie się na mnie spojrzał i dał sobie spokój. Nie. Nie znam się na żartach. Nie mam czasu użerać się z tymi gruboskórnymi istotami mających jeszcze czelność nazywać samych siebie mężczyznami. Jesienne dni są coraz krótsze i jeżeli chcę pogadać z dziewczynami chociaż dłużej niż godzinę to powinnam się śpieszyć. Pamiętam dobrze nasze wspólne wieczory. Pewnie wyobrażasz sobie nas jako trzy smutne i samotne dziewczyny narzekające na wszystko i wszystkich. Cóż, w pewnym sensie tak właśnie było, ale zawsze kryło się w tym jakieś niepohamowane szaleństwo. Nawet kiedy Jaine kompletnie zamykała się w sobie, a Miri zaczęła się frustrować, jedno wino, podkradzione rodzicom tej pierwszej, wystarczyło aby noc trwała jeszcze długie i piękne godziny.

Nareszcie! To tutaj. Mieszkanie Jaine trudno jest pomylić z którymkolwiek innym w okolicy. Jej rodzice są zamożni. Ojciec jest wpływowym kupcem, a matka prowadzi lokalny sklep z biżuterią. Jej ojca często nie ma długie tygodnie, a matka zwykle późno wraca, dlatego zapewne w domu będziemy same. Zapukałam do drzwi i zaczęłam nieco nerwowo dreptać w miejscu. Po chwili te się otworzyły, a moim oczom ukazała się Jaine. - Cześć Jai! - krzyknęłam pełna euforii. - Hej kochana. Pięknie wyglądasz. - odpowiedziała. Nie myśląc zbyt wiele zbliżyłam się do niej i mocno przytuliłam. Brakowało mi jej. - Będziemy tak stać na zewnątrz czy może wejdziemy do środka? - zapytawszy, niezręcznie się uśmiechnęłam - Chyba mamy sporo zaległości do nadrobienia, czyż nie? - Jasne moja droga, wchodź. Czekamy na ciebie. - Jaine przyjaznym ruchem ręki zaprosiła mnie do środka. Podczas uścisku poczułam się jednak nieswojo. Jej reakcja była taka chłodna. Niecodzienna. Mam wrażenie, że tym razem Jaine nie zaprosiła nas na słodkie pogaduszki na temat nowego chłopaka Marlene Vinsky. Ach, jak my ją uwielbiałyśmy. Gdy weszłam do środka zobaczyłam Mirandę wygodnie usadowioną na jednym z foteli znajdującym się w pokoju gościnnym. Prawą nogę miała przerzuconą przez jeden z podłokietników, a stopę opartą o taboret. Łokcie splotła za głową i wyglądała jakby już nigdy miała się nie podnieść. Od razu można poznać, że to Miri, ale trudno jej się dziwić. Meble Jaine są tak przytulne, że nie sposób się im oprzeć. Pamiętam, jak w drugiej klasie spędziłyśmy część popołudnia skacząc po jej nowej kanapie. Śmiej się, ale tamte wrażenia są niezapomniane. - Cześć Tri! Co tak długo kazałaś na siebie czekać? Jaine powiedziała, że póki się nie zjawisz to o niczym mi nie powie. Nie chciała nawet żebym coś upichciła, dasz wiarę? - zawołała znudzona przez ramię. Miri uwielbiała gotować u Jaine. Zawsze miała wszystkie potrzebne składniki i przybory, których próżno było szukać u niej w domu, no a my miałyśmy pyszne jedzenie. Teraz i mój żołądek czuje się nieco rozczarowany. - Mówiłam już, że nie jestem głodna. - zaprotestowała Jaine. - To może chociaż po piwie, co? Tak na dobry początek. - zaproponowała Miranda. - Kurczę dziewczyny, ostatnio chyba widziałam was na wiosnę! - Miri, wiesz, że nie lubię piwa. - konsekwentnie broniła się Jaine. - To może wino, jak kiedyś? - wtrąciłam, ale zaraz ugryzłam się w język, po tym jak Jaine skarciła mnie wzrokiem. Zapomniałam, że z chwilą kiedy została nowicjuszką, do jej życia wkradła się całkowita abstynencja. Nie mogę uwierzyć, że upłynęło już pięć lat odkąd chodziłyśmy wspólnie po szkole na grzyby w okolice lisiej kniei na wschód od Thegen. Niegdyś trudno nam było choć przez chwilkę przestać kłapać ozorem. Teraz tematy już nie nasuwają się same z siebie jak dawniej. Nawet nie spostrzegłam się kiedy zrobiła się taka niezręczna cisza. Na szczęście, po chwili przerwała ją Miranda. - Jaine o co chodzi?! - powiedziała nieco podniesionym głosem - Najwyraźniej nie odpowiada ci nasze towarzystwo, więc może chociaż zdradzisz nam po co to wszystko. - Miri zaczekaj... to nie o to chodzi. Ech... nie wiem od czego zacząć. To nie jest łatwe. Dobrze. Postaram się mówić prosto i rzeczowo. - Jaine wzięła głęboki oddech. - W królestwie wybuchła wojna... - powiedziała z improwizowanym spokojem poczym urwała zdanie, chcąc jak mniemam, zobaczyć naszą reakcję. Nie wiedziałam co myśleć, a właściwie chyba nie do końca wzięłam jej słowa na poważnie. To zabrzmiało tak egzotycznie, zupełnie jak jakiś żart. Na pewno Jaine nie miała tego na myśli, albo po prostu się z nas zgrywa. Wolałam jednak nic nie mówić i ze spokojem spojrzałam się na Miandę. - I co? Bo to pierwsza? Powalczą, wrócą... faceci tak mają. - rzekła lekceważąco Miri. - Nie Miri! - Jaine podniosła głos by za chwilę wziąć ponowny oddech. - To nie są jakieś tam przygraniczne walki. To nie są drobne szarpaniny o wpływy czy chwilowe zatargi o skrawki ziemi. Wojna jest tu i teraz! Może za chwilę to właśnie Thegen zamieni się w plac boju, a wojskowi zapukają do naszych drzwi i zażądają wszystkiego co mamy. - Odparła stanowczo, jednocześnie starając się zachować spokój. Jaine była śmiertelnie poważna. Sprawiała wrażenie jakby nie chciała nas wystraszyć, jednak słabo jej to wychodziło. Zimny dreszcz przeszedł po moich plecach. Wymieniłam się spojrzeniami z Mirandą raz jeszcze. Cóż, po tej rozmowie obie spodziewałyśmy się czegoś bardziej optymistycznego. - Ale...ale czego ty właściwie od nas oczekujesz?! - zapytała Miri z wyczuwalną pretensją w głosie. Rzadko obchodziły ją sprawy innych, a zwłaszcza te, które były od niej niezależne. - Przecież żadna z nas nie ma na to wpływu. I co mamy niby zrobić? - Ja...ja do końca nie wiem, ale nie możemy stać bezczynnie. Urodziłyśmy się już po Wielkiej Wojnie o Anneticę, ale wierzcie mi, znam historię. Podczas tych niechlubnych dni elfy zostały zdziesiątkowane jak jakieś stado dzikich zwierząt, miasta płonęły jedno po drugim, a zapach śmierci czuć było na każdym zakręcie. - Jaine, przestań! - wtrąciła Miranda - Nie chce tego słuchać! Zachowaj te opisy dla siebie. – Jaine chyba zupełnie niechcący weszła na niepewny grunt. Miranda, gdzieś głęboko w sobie cały czas ukrywa ogromny żal do ludzi, za to co zrobili z jej ludem. Trudno się jej dziwić. - Co zatem proponujesz? - dołączyłam do rozmowy. - Wyślemy tam kogoś by stanął przed nimi i powiedział "stójcie, wojna jest zła, niedobra i należy jej zaprzestać"? Kim oni w ogóle są? - zapytałam. Nie wiedziałam do czego Jaine zmierza i coraz bardziej zaczęło mnie to niepokoić. - Trish, tego nie wiem, ale na pewno nikt dobry. Myślałam nad tym aby...ach... - Jaine westchnęła i zakryła dłońmi twaz. - Mam rodzinę na południowym wschodzie królestwa, tam mogłybyśmy się schronić. - dokończyła. Po tych słowach coś wewnątrz mnie pękło. Jaine nie powiedziała tego wprost, ale dla mnie jasnym było o co jej chodzi. O zwykłą ucieczkę! Mój dziadek walczył za ten naród, a ojciec oddał za niego życie. Jak ona może myśleć, że w takiej sytuacji tak po prostu ucieknę? Nie wyobrażam sobie takiej nieodpowiedzialności. - Nie. Nie zgadzam się. Jeżeli trzeba będzie zginę z innymi w walce. Mamy porzucić wszystko to, za co nie tak dawno, została przelana krew naszych ojców? Od tak? Jaine jak ty możesz tego nie rozumieć? - odpowiedziałam rozdrażniona. Poczułam silne kucie w gardle. Emocje szybko przejmują nade mną kontrolę. W takich chwilach zazwyczaj znajduję sposób by odejść na bok i oddać się modlitwie. To ona utrzymuje moją duszę w harmonii. - Trish to ty nie rozumiesz! Twój ojciec walczył po stronie ludzi, ojciec Mirandy zapewne walczył po stronie elfów. I co?! Czy to ma jakiekolwiek znaczenie pod jakim walczy się sztandarem? Czy życie dla życia nie ma dla was żadnej wartości? - broniła zaciekle swoich racji Jaine. - Jaine złotko, przesadziłaś. - Miri wstała i skierowała się w stronę przebieralni gdzie leżał jej płaszcz. - Całe życie spędziłam w tym zasranym lesie. I jeżeli mają jaja niech przyjdą. Idź dokąd chcesz. Ja zostaję tu. A i jeszcze jedno… nigdy nie mów tak jakbyś znała mojego ojca! - Miranda nigdy nie poznała swoich rodziców. Nie rozumiem jak Jaine mogła użyć tak szorstkich słów. - Mój dziadek walczył o pokój. I mój ojciec też! - próbowałam nie płakać, ale poczułam jak łzy same zaczęły spływać mi po policzkach.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych