Wróć do katalogu

ENTROPIA

HISTORIA JEDNEGO ZALICZENIA (EGZAMINU, NIE DZIEWCZYNY).

Z@BIEL@CZEK, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ENTROPIA

W pewnym mieście w pewnej sali na pewnej niepaństwowej uczelni wyższej panowało wielkie poruszenie. Już tylko jeden egzamin dzielił zaocznych studentów marketingu od zaliczenia trzeciego roku. Jeszcze jeden wpis do indeksu i wyższe wykształcenie było w kieszeni. Samą obroną pracy nikt się nie przejmował, bo to tylko formalność. Gdy na salę wszedł profesor Doskonały, głosy od razu przycichły. - Dzień dobry państwu – przywitał się profesor kładąc neseser na biurku. – A więc to dziś jest ten sądny dzień? Odpowiedziały mu pomrukiwania wiecznie niezadowolonych studentów. - Spokojnie, proszę państwa, proszę się nie niecierpliwić. Za chwilę każdy z państwa będzie dopuszczony do głosu. Po tych słowach profesor wyjął z teczki jakieś papiery. Na sali dał się słyszeć szmer uznania. - Niestety, nie jest to test – profesor natychmiast wyprowadził studentów z błędu. - Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami egzamin będzie odbywał się ustnie. To znaczy - ja będę pytał, a państwo - zgodnie ze stanem swojej wiedzy - będą udzielali odpowiedzi. W końcu, moi kochani, kończycie już studia, za chwilę będziecie mieli licencjat, więc nie muszę nikomu wyjaśniać, jak to wygląda. Prawda? Studenci sprawiali wrażenie jakby wiedzieli, o co chodzi. - Jednak, zanim przystąpimy do egzaminu, chciałbym nagrodzić najbardziej sumiennych, tych, którzy regularnie chodzili na moje zajęcia, nawet na wykłady. Mam tu listę tych osób i do nich kieruję to pytanie. Proszę wyjąć karteczki. Najsumienniejsi studenci po chwili mieli przed sobą czyste kartki i długopisy gotowe do użycia. - Proszę tylko nie ściągać. Nie toleruję prac grupowych. Osoba przyłapana na konsultacji wzrokowej bądź ustnej zmuszona będzie spotkać się ze mną za dwa tygodnie na poprawce. Moje pytanie brzmi następująco: jak ja się nazywam i jakie zajęcia z wami prowadzę? Na sali zapanowała konsternacja. Nikt nie spodziewał się tak trudnego pytania. - A mówili, że z niego taki luzak – zauważył jeden ze studentów. Najambitniejsi napisali nazwisko wykładowcy i nazwę przedmiotu. A nuż uda się trafić. Profesor zebrał karteczki. Zaczął je przeglądać. - Pani Kowalska – profesor skierował swój wzrok na jedną z najlepszych studentek – napisała pani, że jestem profesorem Kudłatym i prowadzę z wami zajęcia z metodologii. Bardzo mi przykro, ale nie jest to poprawna odpowiedź, chociaż częściowo ma pani rację – rzeczywiście jestem profesorem. Zbytecznym wydaje mi się nadmieniać, jak bardzo się na pani zawiodłem. Jest pani wolna. Zapraszam panią za dwa tygodnie. Zawstydzona studentka opuściła salę. - Oooo, ktoś zrobił ze mnie habilitanta – ucieszył się profesor. - Wprawdzie nie moje widnieje tu nazwisko, ale zawsze to miło. To pani Wiśniewska była taka wspaniałomyślna. Dziękuję pani i również zapraszam za dwa tygodnie. Wspomniana studentka wyszła z sali. - Panie Zabłocki, muszę pana zmartwić, ale nie nazywam się doktor Pętak i nie mam przyjemności prowadzić z wami zajęć ze statystyki. Student Zabłocki był na tyle inteligentny, że nie czekał aż zostanie wyproszony z sali i wyszedł sam. - A to dobre – zaśmiał się profesor przeglądając pozostałe kartki. – Nie jestem tak do końca pewien, ale profesor Drzazga, raczej nic z państwem w tym semestrze nie miał. A już na pewno nie badań marketingowych, jak sugerują mi pan Wysocki i pani Fijałkowska. Chyba, że się mylę. W takim razie proszę wyprowadzić mnie z błędu. Studenci milczeli zdekoncentrowani. - Więc jak? Miał czy nie miał? Nikt nie wiedział. - Otóż proszę państwa nie miał! – ogłosił triumfującym głosem profesor. – A wiedzą państwo, dlaczego? Nikt nie wiedział. - Ponieważ profesor Drzazga nigdy nie prowadził takich zajęć. Jego specjalnością jest zarządzanie kadrami, który to przedmiot z całą pewnością mieli państwo w semestrze poprzednim. Być może stąd wynikła ta pomyłka. Ktoś zapukał do drzwi. - Proszę – odezwał się profesor. Wszedł jakiś wystraszony student. - Bardzo pana przepraszam za spóźnienie, panie profesorze. Autobus przyjechał z opóźnieniem. - Nie musi mnie pan przepraszać, ważne, że pan w ogóle do nas dotarł – profesor wykazał się pełnym zrozumieniem. - Proszę, niech pan spocznie. Student usiadł posłusznie na pierwszym wolnym miejscu. Wyjął zeszyt i przygotował się do notowania. Profesor spojrzał na wcześniej wymienionych studentów, którzy natychmiast pojęli, o co chodzi i wyszli na korytarz. - Oooo, tu mnie ktoś zaskoczył. A, to pani Gawroń. Wie pani co, normalnie jestem zniesmaczony, jak ma we zwyczaju mawiać pewien nasz polityk na emeryturze. Skąd pani to wzięła, że doktor Wspaniały wykłada metody pracy kierowniczej? Studentka Gawroń nie wiedziała, skąd jej w ogóle przyszedł taki pomysł do głowy. - Podaję do pani wiadomości, że doktor Wspaniały od pięciu lat nie jest już doktorem i nie wykłada metod pracy kierowniczej, tylko podstawy zarządzania małym i średnim przedsiębiorstwem. Niech pani raczy to sobie zapamiętać na przyszłość, na wypadek, gdyby zechciała pani podnieść jeszcze swoje kwalifikacje i przez następne dwa lata walczyć o tytuł magistra, bo w takim przypadku, z całą pewnością będzie miała pani jeszcze sposobność spotkać się z profesorem Wspaniałym. Studentka wstała. - Ale panie profesorze – odezwała się nieśmiało. - Tak? - Chciałam zauważyć, że zupełnie nas pan zaskoczył tym pytaniem. Nikt nie spodziewał się tak podchwytliwego, trudnego pytania. Nie byliśmy na to przygotowani. - Moja droga – uśmiechnął się profesor – doskonale zdaję sobie sprawę, że to pytanie mogło was zaskoczyć. Być może nie należy do tych z dolnej półki,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych