Ewangelia Wolności cz.1
"Biegać po księdza, żeby poświęcił? Po lekarza? By wyleczył? Do grabarza, by zakopał głębiej?"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Future Is Now"
To było niedaleko po Matki Ciele, bo na pewno jeszcze przed Świętego Jana, jak zdarzył się cud u mnie za stodołą. Nie znam dnia, ani godziny, bo tego się u nas już nie liczy. Musi wystarczyć rok i pora.
Wiosna roku Pańskiego 2020.
Wróciłem z zatłoczonego Kościoła do chałupy. Zrzuciłem garnitur i wciągnąłem luźne spodnie. Dziarskim krokiem wyszedłem na podwórze i spojrzałem w górę - na niebo. Słońce było już wysoko, a wokół niego ani jednej chmury, tylko wielki, głęboki błękit. Zapowiadał się prawdziwy skwar i susza. Rozejrzałem się na boki po zagrodzie. Wszystko kwitło, pachniało, gziło się, podskakiwało... Pięknie. Gęsi dreptały za kaczkami, prosiaki za kurami, koty wygrzewały się na parapetach, a psy lizały sobie tyłki. Zawsze miło na coś takiego popatrzeć i podumać nad wyższością natury ludzkiej nad zwierzęcą. Nic tak człowieka nie buduje jak prawdziwa, świętobliwa pogarda. Zwłaszcza po łacińskiej, niedzielnej Mszy Świętej.
Tak ogromnie ubogacony udałem się za stodołę. Tam, przy samej ścianie suszyła się wysoka góra skoszonej trawy i pachniała tak, jak pachnie suszona góra skoszonej trawy ułożona przy drewnianej ścianie. Zaległem sobie w tej miękkości i w tym zapachu, i grzebiąc słomką w zębach, zacząłem rozmyślać. Sam nie wiem skąd mi się to bierze i nie wiem czemu ma służyć, ale przychodzą na mnie czasem takie momenty - najczęściej w niedzielne popołudnia, gdy nie ma nic do roboty - że myślę. Nie potrafię już się przed tym bronić, choć wiem, że powinienem - zwłaszcza dlatego, że nie myślę wtedy o tym, co trzeba, co wzmacnia, ale o głupotach. Tak samo było wtedy.
Myślałem o młodości - o latach podstawówki i technikum. O tych złych czasach, kiedy był bałagan i chaos; gazety w kioskach, papierosy, amerykańskie filmy w telewizji, piwo, złe media i setki innych, diabelskich pokus. I, Matko wybacz, przyszło mi nawet do głowy, że wtedy było lepiej! Słońce piekło w ten głupi łeb i chyba nawet przygrzało w kroku, bo chwilę później nadeszło jeszcze gorsze - zacząłem myśleć o babach. Przed oczami, jak świnie, przechodzić zaczęły sprośności. Pamiętałem różne rzeczy z tej przeklętej młodości, bo po prostu nie mogłem o nich zapomnieć. Nie mogłem zapomnieć na przykład tego, że w czasach przejściowych, w takie dni jak ten, kobiety chodziły w przewiewnych, cienkich spódnicach. Były one tak wulgarnie krótkie, że odsłaniały nie tylko kostki, kolana, bo to by było pół biedy jeszcze, ale często nawet uda. Miałem to przed oczami. Widziałem to, przysięgam. Pamiętam nawet, że raz taka weszła na drabinę i wtedy było jej widać...
Cycki spod bluzki. Chodzi mi tutaj o bluzeczki, bo z nimi było tak samo. Szyto je w tak dziwny sposób, bezmyślnie albo oszczędnie, że nie spełniały swojej podstawowej funkcji. Krągłe fragmenty gruczołów mlecznych pozostawały widoczne! Duże, małe, noga, młode, stare, pupa, wiszące, jak u mamy, sterczące, miękkie, blade, śniade, gacie... Zaczynało mnie, o zgrozo, ponosić, a rękę w spodnie czort zaprowadził. Nie trwało to - na szczęście - długo, dzięki Bozi, bo oto przed moimi oczami stanął widok nieprzyjemny: Nuka - suka, która co chwilę się szczeni - znów stała dupą sklejona z psem Proboszcza. Zerwałem się natychmiast i z buta zastosowałem antykoncepcję dozwoloną. Świst, jęk, plask, chlast i już... stały obok, osobno. Bardzo mi ulżyło i odeszły świńskie myśli. Jak ręką odjął. Odruchowo chwyciłem Różaniec, by podziękować Dziewicy za ratunek i przeprosić jak najprędzej. Stało się - stanął przecież - i samo się nie odstanie. Trzeba odpokutować, odpłacić, resztki myślozbrodni wyrzucić z serca i rozdeptać to plugawe robactwo. Założyłem, że dwieście pięćdziesiąt paciorków wystarczy, pamiętając, że onanizm zupełny policja każe pięćsetką. Dla pewności i lepszego efektu naciąłem jednak też skórę na brzuchu, na Krzyż Pański, i spoliczkowałem się trzykrotnie - w imię Ojca i Syna, i Matki Świętej. No i zacząłem samo-umartwianie. Obracając święte kuleczki w brudnej ręce modliłem się i się przeklinałem. Nie wiem ile dokładnie zrobiłem obrotów. Nie wiem też, czy kręciłem szybciej niż zwykle, czy wolniej, czy bardziej się upodliłem, czy mniej, raczej nie. Myślę, że modliłem się normalnie, klasycznie. I wtedy usłyszałem świst, grzmot, huk! Podniosłem wzrok, poraził mnie błysk, fala gorąca uderzyła i zatrzęsła się ziemia. Różaniec wypadł z ręki. Klęczałem, jak wcześniej - zupełnie ogłupiony i całkiem ślepy. "Żyję? Nie żyję? Żyję. Bomba? Piorun? Dupa? Meteoryt?" - takie myśli chodziły mi po głowie. Wzrok, na szczęście, po chwili zaczął powracać, a to po to bym mógł zweryfikować, i wreszcie znów widziałem normalnie. Ale i tak nic nie widziałem. Dookoła unosił się bowiem gęsty dym i tumany kurzu. Ja sam obficie obsypany zostałem tym piaskiem, trawą i dżdżownicą; na spodniach, ramionach, we włosach i we włoskach.
Piasek powoli opadał i w końcu opadł zupełnie. I co? Bomba? Meteoryt? Piorun? Lepiej. Rzeczywistość okazała się jeszcze ciekawsza. Jakieś dwadzieścia kroków na wprost ode mnie, w świeżo przeoranej glebie lśniła kupa żelaza w kształcie kuli, zagrzebana do połowy w gruncie. Ozdobiona ze wszystkich stron antenkami, okienkami, błyskotkami, światełkami, choinką... No, UFO! Jak w mordę strzelił! W tym momencie już widziałem wyraźnie. Widziałem je. Tak samo, jak gacie Moniki na drabinie. I nikt mi nie wmówi, że nie widziałem. A byłem jeszcze trzeźwy, a trawy nie palę nigdy. Ja tylko z niej liny skręcam.
Stałem i patrzałem. Nic nie dawało przecieranie oczu, ni potrząsanie głową. Widziałem dokładnie, jak gacie. Mało tego - upadły pojazd zaczął wtedy wydawać dźwięki. Przeróżne odgłosy: buczał jak bąk, dyszał jak kapelan, syczał jak jak, piszczał jak piszczałki, a w reszcie jakby zakaszlał i ucichł. Wstałem, otrzepałem się z piasku i pomyślałem: "Co dalej?" Odpowiedzi na to pytanie udzieliłem sam sobie dość szybko: "Nie wiem, kurwa!", a następnie z całej siły grzmotnąłem się w zęby. Pomogło. Od razu znalazłem coś lepszego - zrozumiałem, że ktoś tam w środku musi siedzieć. Chwilę później, jak już podziękowałem za cierpienie, otrzymałem naoczne zapewnienie, że siedzi, bo dostrzegłem w okienkach, że coś tam się rusza. I nie tylko rusza. Chyba też jęczało cichutko, ale tego nie jestem pewny, bo naprawdę mocno się uderzyłem. Ku chwale Ojczyzny! Ale co robić dalej? "Biegać po księdza, żeby poświęcił? Po lekarza? By wyleczył? Do grabarza, by zakopał głębiej?" W podjęciu najlepszej, z możliwych, decyzji przeszkodził mi widok: W jednym z okrągłych okien ukazało się duże, białe, ciekawskie oko, osadzone w żabiej skórze. Patrzało badawczo. Trudno powiedzieć, czy ze złością, czy ze strachem, czy ze świętobliwą pogardą połączoną z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil valdens77
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…