Wróć do katalogu

F A D O

Spotkanie w radio.

aft, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Poprawił szalik i usiadł wygodnie. Ten szalik zawsze był oznaką przynależności do klanu arty-stów, tych powyżej codziennej szarości, otaczającej go, kiedy jechał samochodem do studia. Wyjął kartkę z kieszeni spodni i rozprostował zagniecenia. - Corina Lamgou – powiedział półgłosem - jak to się czyta? Sięgnął do rozłożystej torby. Pogrzebał wyciągając słownik. Przewrócił kilka stron. - Cześć Kris – dobiegło od uchylonych drzwi. Spojrzał zaskoczony. - Cześć Irek – odpowiedział z wyczuwalną niechęcią. W końcu znalazł w słowniku podobnie zakończone słowo, jak nazwiska piosenkarki. - Czyta się Lamgi- powiedział do siebie. - Długie „ i”, Lamgi, Lamgi… - powtórzył dla zapa-miętania. - Co mówisz Kris? - Lamgi. O co chodzi Irku? Za chwilę mam antenę!

Poruszył się nerwowo na krześle. Zebrał papiery rozłożone na kolanach. - Czy możesz przyjść po audycji? – zapytał i wyczuł we własnym głosie nutkę beznadziej-ności. Papiery wyślizgiwały się i część upadła na podłogę. - Przeszkadzasz mi Irek – powiedział. - Czy możesz potem ze mną pogadać Kris? - Irek, przecież wiesz, że dotrzymuję słowa. - Kris, nie zawsze. - Arek – skierował to do realizatora - wchodzę. Zapaliła się czerwona lampka. Po chwili z odbiornika radiowego poleciał ciepły głos. - Dobry wieczór państwu. Przyznam się, że podczas ostatniego pobytu w Lizbonie, zgro-madziłem kilka wartościowych płyt. Jedna z nich, to płyta wspaniałej Coriny Lambou , prze-praszam Lambii, która oczarowała mnie interpretacją fado. Pochwalę się, że nagrałem z nią rozmowę, którą przedstawię państwu w dalszej części audycji. Teraz , na początek pio- senka o tytule dosyć zawiłym, czyli „El curanollej”. Zapraszam. Wcisnął brązowy przycisk wyłączający mikrofon, nabrał powietrza i by wypuścić powoli, jak rasowy joga. - Kris – doleciało z interkomu. – Czujesz się dobrze w Polsce? - Jest fajnie – odpowiedział bez przekonania ściągając słuchawkę z jednego ucha. - Kupiłeś jej płyty Kris? - Chyba oszalałeś - powiedział to z nieukrywana złością. – Przecież wiesz, że nienawidzę fado. Milczał słuchając śpiewu artystki. - Uwaga – realizator zawołał do słuchawek – już się kończy, wchodzisz. Zapaliła się czerwona lampka. - Kris – doleciał szept. - Zapraszam państwa do wysłuchania kolejnej piosenki. Corina Lambou jest obecnie uważana w Portugalii za najlepszą wykonawczynię fado. Ja osobiście oszalałem na jej punkcie … - Kris – znowu rozległ się szept. Rozejrzał się ze złością. - Zamknij się .. – syknął. – I nie mogłem zapomnieć brzmienia i nastroju, jakie wywoływała śpiewem. Odwiedziłem ją w Lizbonie, podziwiając skromne mieszkanie i gustowny wystrój.

Chwilę rozglądał się szukając natręta. -Siadaj i milcz – wyświstał szeptem. Odwrócił się do mikrofonu uśmiechając do siebie. Pio-senka kończyła się więc machnął w kierunku szyby reżyserki. Zapaliło się czerwone światełko uprzedzające o otwartym mikrofonie. - Cieszę się razem z państwem, że już w maju nie tylko usłyszymy, ale i zobaczymy piękną wykonawczynię fado w Polsce. Zaśpiewa dla nas podczas wieczoru w Gdańsku na Ołowiance. Oczywiście, ja też tam będę i już na samą myśl, ogromnie się cieszę. Dla zao-strzenia apetytu, jeszcze jedna piosenka z jej ostatniej płyty zatytułowanej „ Sofrer por amor”, czyli - „Cierpieć z miłości”. Słuchamy.

Machnął ręką i w słuchawkach usłyszał dźwięki piosenki. Zdjął słuchawki. - Czego ty chcesz Irek? – zaczął płaczliwym głosem, ale zaraz spoważniał. – Przeszkadzasz mi, nie widzisz, że pracuję? Tamten z zakłopotaniem chrząknął i założył nogę na nogę. - Muszę z tobą porozmawiać – powiedział zdecydowanie. - Teraz? Właśnie teraz? - Tak, właśnie teraz. Muszę. - Boże, co za upór – jęknął zakładając na chwilę słuchawki. Zatopił się na chwilę w muzyce, ale już po chwili zdjął zrezygnowany. - Pasuje mi ten podkład – zaczął Irek – właśnie do tej rozmowy. - Fado ci pasuje? - A co, przecież ciągle puszczasz to w radio. Zapewne bardzo lubisz. - Ja? Irek, nienawidzę fado. Nie mogę tego słuchać, wkurza mnie to żałosne zawodzenie do akompaniamentu gitary. Można przy tym się jedynie powiesić. - To po co to puszczasz i opowiadasz bzdety? - Muszę cos robić – machnął ręką z rezygnacją – inni puszczają muzykę poważną, albo mu- zykę gitarową, wrzaski, heavy metale i ty myślisz, że oni to lubią?

Czekaj chwilę - przerwał i machnął do reżyserki. Uśmiechając się do srebrzystego mikrofonu, ciepłym głosem zapowiedział krótko następny utwór. Po wystartowaniu zsunął słuchawki. - No, możesz teraz mówić – powiedział spokojnie. Irek chrząknął, jakby dla kurażu i otworzył usta.

- Czekaj, Irek nic nie mów – Kris podniósł dłoń – ciiii… Szybko założył słuchawki. - Oto jaka krótka piosenka, drodzy państwo, ale jaka piękna – dodał głosem miękkim z uśmiechem. Spojrzał na Irka i puścił oko. – Przyznam się, że w Lizbonie gdzie ostatnio by-łem, spotkałem przemiłych ludzi o podobnych do moich zainteresowaniach. Czas spędzony podczas wieczornych spacerów, wąskimi uliczkami Lizbony, pozostał w pamięci jako żywe i powracające wspomnienie. A jeszcze – tu głos mu jeszcze bardziej zmiękł – czarują-ca rozmowa z Coriną, przy kieliszkach napełnionych portugalskim winem, ciepłym wieczorem nasyconym zapachem oceanu, pozostawiła w moim sercu nie zagojone wspomnienia. Posłuchajmy wiec czarującej wykonawczyni w jeszcze jednej piosence. Machnął dłonią w kierunku szyby reżyserki. Przez chwilę poruszał głową w rytmie rozpoczy-nającej się piosenki, potem sciągnął słuchawki. - Irek, pomyśl tylko jaki świat jest piękny i ile jeszcze jest do zobaczenia. – powiedział z lekkim drżeniem głosu. Oczy zwrócił w kierunku sufitu studia, oblepionego materiałem wygłuszającym – Mów więc o co ci chodzi, Irek, mów – zachęcił.

Chwile trwali w milczeniu. Dziwna cisza panowała w studio, taka jak by sucha, pozbawiona barw i odbić wsiąkających w wytłumiający materiał pokrywający ściany. Nawet ich własne głosy wydawały się pozbawione naturalnej wolności przestrzennej, były stłumione i jakieś nieswoje. - Zawsze żyłeś inaczej niż wszyscy Kris, pociągało cię wszystko co dalekie, ale nie to jest blisko. – zaczął Irek, oczywiście na początek chrząkając. - Wiesz, my – po tych słowach Kris poprawił szalik owijający szyję wymyślnym węzłem – tak powiem, artyści, ludzie inni, często nazywani przez was, żyjących codziennością, dziwny-mi, zauważamy inne strony życia, inne kolory i inne potrzeby. Czy kiedykolwiek pociągało cię fado, a może Lizbona? - No nie – z wahaniem odpowiedział Irek. Poprawił się na siedzisku strzepując jakiś pyłek ze spodni. - Właśnie – Kris podniósł palec. W tym momencie zachrypiał interkom. - Kris, mam wyciszać ? - odezwał się głos z reżyserki. - Nie, nie – Kris podskoczył nerwowo – nie wyciszaj. Palec podniosłem tu, do Irka, nie do ciebie. Niech śpiewa dalej. Daleko do końca? - Jakieś półtorej minuty – zachrypiał interkom. Kris odwrócił się do Irka, który wstał i zrobił kilka kroków. - Wychodzisz? – zapytał zaskoczony. - Nie, zesztywniały mi nogi. Nie umiem tak długo siedzieć. - A widzisz. Ja musze w studio, w samochodzie, w samolocie i tam w tej, ach słuchaj, jaka to była kawiarenka. Stoliki na tarasie, w dali ocean, zachodzące słońce, zapach orchidei i naprzeciwko ona, cudowna – tu Kris wzniósł oczy ku niebu, właściwie ku wytłumionemu sufitowi – ona, cudowna, 26 letnia Corina. To jej oczywiście artystyczne imię. Wiesz jak się naprawdę nazywa? - Nie wiem – mruknął Irek. - Tak myślałem – Kris uderzył się w czoło otwarta dłonią – nazywa się nie artystycznie i za długo, Catarina Aimedia Santa Rita Ahreu. Jak to wymawiać na scenie? Sam widzisz, że niezbędne są pseudonimy. O cholera - spojrzał na szybę reżyserki i włożył słuchawki.

I nagle jego twarz zmieniła się całkowicie, a na ustach zakwitł uśmiech. Mówił do słuchaczy inaczej niż przed chwilą do kolegi, łasił się, przymilał, pomrukiwał i z czułością dotykał mikro-fonu. - Przemiła wykonawczyni, którą właśnie państwo poznają, opowiadała mi o swoich zainte-resowaniach. I wyobraźcie państwo sobie, że ta urocza 26 latka, przepraszam, nie wypomina się kobiecie wieku, uroczo niezwykle potrafiła wypowiedzieć kilka słów po polsku, słowa które poznała słuchając rozmowy polskich turystów. Na całe szczęście, cha, cha .. – tu zaśmiał się serdecznie - nie były to te słowa, które Polacy używają jako wypełniacze..

Po chwili uspokoił się, ale mówił dalej z uśmiechem na ustach. - Teraz przedstawię państwu kolejne, urokliwe, wspaniałe fado w wykonaniu Coriny, właściwie pieśń o życiu, o nieuniknionym losie i przeznaczeniu. To tragiczna , poetycka pieśń o zdradzie, o tym jak on ją rzucił, pozostawił samą, płaczącą, kobietę o rozerwanym sercu. Proszę …

Ściągnął słuchawki i obejrzał się. Kolega znowu usiadł, patrząc obojętni w jego stronę. Był trochę pochylony i twarz nabrała ziemistego koloru. - Naprawdę nie lubisz tego co robisz? - zapytał spokojnym głosem. Kris jak by chwilę się wahał z odpowiedzią, potem spojrzał w kierunku szyby do reżyserki i przechylił się w stronę Irka. - Nie znoszę tych głupich audycji, w których robię z siebie idiotę. Uśmiecham się to tego palanta – tu wskazał na srebrzysty mikrofon, osłonięty okrągłą zastawką, pokryta drobna siateczką. - Wszystko robią, bym go nie zapluł – dodał pukając palcem w siateczkę.

Wstał, wyciągając w górę ręce. Zatrzeszczały kości. - Zasiedziałem się – dodał usprawiedliwiająco – zauważyłem też, że przez to siedzenie sta-łem się niższy o 6 cm. Musze dbać o siebie, bo w naszym gronie - znowu poprawił szalik - w naszym gronie, wygląd ma takie same znaczenie, jak umiejętności, może i nawet większe. Czy wiesz, co ja muszę wyprawiać przed każdym wyjazdem? Tylko się nie śmiej - dodał kiwając wyciągniętym palcem. Zrobił kilka kroków po studiu. Spojrzał na szybę do reżyserki. Reali-zator pokazał mu wzniesiony kciuk. - No, mam jeszcze czas. Co ja mówiłem? Zrobił kilka kroków, potem przysiadł, ale ledwie wstał, łapiąc się mebla. - Widzisz? To zasiedzenie – podskoczył. – Powinienem chodzić na siłownię, ale stary, ja po prostu nie mam czasu. Tu czeka Gdańsk, te głupie audycje co czwartek, potem Lublin, Kra-ków. Coś tam bąkali o Lizbonie. Boże, jaka wspaniała jest ta Corina. Ciemne, piwne oczy, twarz dzieciątka, takie słodkie pysio … - podskoczył i nagle – O kurwa…

Zaklął skacząc po słuchawki. Na szybie szalał przyklejony realizator machając i krzycząc bez-głośnie. - Państwo…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych