Felieton o proponowanym bojkocie olipiady
Zbiór przemysleń dotyczących proponowanego bojkotu olimpady w Pekinie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Bojkot Olimpiady w Pekinie?
Zaskoczyła mnie niedawno propozycja, jak się zdaje wygłoszona całkiem poważnie, bojkotu Igrzysk Olimpijskich w Chinach przez polskich sportowców.
-No pasaran!- To hasło pamiętające jeszcze bitwę pod Verdun a spopularyzowane w czasie wojny domowej w Hiszpanii samo nasuwa się na myśl, gdy mowa o Pekinie 2008. Oznaczać one miało wówczas niezłomność i upór - nie przejdą! Teraz do podobnego okrzyku sprowadzają się hasła wznoszone przez zwolenników bojkotu Igrzysk w Państwie Środka. Owo „nie przejdą“ odnosi się też do naszych sportowców wybierających się do Chin, tyle, że w prostszej formie: nie pojadą!, czyli apel wystosowany przez obrońców praw człowieka proszących, by zawodnicy zbojkotowali igrzyska. Ale czy ten apel – choć szczytny – ma w ogóle sens?
Sportowcem być
Owszem, w teorii sportowcy nie muszą jechać na igrzyska. Wszak sport powinien – zgodnie z zasadami markiza de Coubertain – być tylko ich hobbystycznym zajęciem, uskutecznianym w czasie wolnym po pracy, nie powinni czerpać ze swej pasji żadnych profitów, wcielając w życie ideał sportu jako szlachetnej sztuki doskonalenia ciała i ducha… Jednak obecnie wielki sport przestał być rozrywką ludzi, którzy - najczęściej nie musieli troszczyć się o byt. Stał się szansą na awans społeczny, jedną z wielu dróg życiowych – innymi słowy, stał się zawodem, i to zawodem nielekkim. Życie sportowca jest niezwykle monotonne. Ciężko znaleźć inspirację, by codziennie wstać skoro świt, biegać godzinami, pokonywać na rowerze dziesiątki kilometrów, czy przerzucać tony żelastwa na siłowni. To pełen etat - przeszło osiem godzin dziennie, najczęściej siedem dni w tygodniu. Przed wielkimi imprezami cykl przygotowawczy ulega znacznej intensyfikacji - wolne weekendy, urlopy i sprawy prywatne odkłada się ad acta na długi czas. Przygotowania olimpijskie trwają cztery lata, lecz już od uzyskania kwalifikacji zaczyna się prawdziwa katorga. Czas wolny sprowadza się w zasadzie do toalety i snu… Monotonia ćwiczeń nuży. Szuka się wówczas innych inspiracji. Nie oszukujmy się - sport dla idei skończył się już dawno. Prestiż i miejsce w panteonie sław są ważne jak przed wiekiem, ale obecnie przelicza się je na konkretne kwoty - walczy się o pieniądze, nagrody oraz o emerytury olimpijskie. Czym wszak ma się zająć sportowiec - emeryt w wieku lat trzydziestu? Trenerstwem? Wymagane studia. Pozostaje znaleźć pracę, nikomu nie ujmując, fizyczną…
Bojkot w imię solidarności?
Kiedy mowa o bojkocie igrzysk, śmiem zapytać: dlaczego bojkotować IO mają sportowcy, a nie politycy i działacze sportowi, często zresztą ci sami, którzy kilka lat temu przyznali igrzyska Chińczykom? Dlaczego proponowany bojkot miałby być sprawą sportowców, skoro sport to ich całe życie, zawód, z którego przecież utrzymują rodziny? Dlaczego prowadząc moralny szantaż (do tego liczne apele do zawodników często się sprowadzają) odmawia się im uczestniczenia w wydarzeniu, któremu podporządkowują całe życie? To nie sportowcy głosują nad przyznaniem igrzysk poszczególnym kandydatom, to nie oni mają wpływ na lokalizację zawodów. Jeśli mnie pamięć nie myli, ostatnim razem na wybór lokalizacji igrzysk największy wpływ mieli delegaci z Azji i Afryki. Zresztą ci sami, którzy zdecydowali o wyborze zimowych IO 2012 w bastionie demokracji – w Rosji, w Soczi, gdzie przy ostatnich wyborach prezydenckich mogliśmy przyjrzeć się funkcjonowaniu tej quasi- demokracji.
Los Angeles bis?
Tę lekcję już kiedyś przerabialiśmy. Polska wraz z bratnimi krajami zbojktowała olimpiadę w Los Angeles w 1984 roku. Również wtedy był to bojkot z powodów politycznych. Miejmy tylko nadzieję, że dziś nie padnie propozycja zorganizowania konkurencyjnej Olimpiady Przyjaźni… Co ciekawe, w 1984 roku, na polecenie Związku Radzieckiego olimpiadę zbojkotowało 17 reprezentacji z państw bloku socjalistycznego, ale nie reprezentacja Chin! Był to pierwszy olimpijski start Chińczyków od 32 lat. Ludowy bojkot nikogo specjalnie nie wzruszył, za to dotknął samych przymusowych demonstrujących, czyli sportowców. Wielu zawodników straciło życiową szansę - wygrywali, tyle że nie wiedział o tym nikt
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil slawko_kk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…