Wróć do katalogu

French Family

Zobacz pierwszą część wielkich przekrętów Paryża w XXw! Dzieje paryskiej rodziny polskiego pochodzenia. Część druga już niedługo! (prosze o ocenianie; jest nagroda!)

pitex_94, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

French Family

CZ. 1

We Francji w piątym dziesięcioleciu XX w. w okolicach Paryża mieszkała rodzina polskiego pochodzenia. W skład tej rodziny wchodziła stara, schorowana matka Julia Bielińska i jej dwie córki- Anna i Sylwia. Obydwie miały po trzydzieści lat, natomiast ich matka miała 74 lata za sobą. Sama mówiła, że za sobą miała 74 zimy, a nie lata. Jednak mimo swojego wieku miała się całkiem dobrze. Ojciec bliźniaczek umarł, podczas podróży do rodzinnego miasta Krakowa w południowej Polsce. Od tego tragicznego wydarzenia minęło już pięć lat, ale bliźniaczki i ich matka mówią, że upłynęły całe wieki. Teraz szczęście się do nich uśmiechnęło. Sylwia znalazła pracę w regionalnej gazecie, a Anna pisze krótkie książki, które coraz częściej pojawiają się na półkach w paryskich księgarniach. Był spokojny wieczór, kiedy Sylwia przyszła z pracy. Ania pisała książki w domu, więc zawsze była do dyspozycji swojej matki. Więc kiedy Sylwia wróciła z redakcji zastała ją niemiła niespodzianka. - Moja droga Sylwio.- tak właśnie zabrzmiały pierwsze słowa Julii kiedy zobaczyła swoją córkę w drzwiach.- Mam z tobą trochę do pomówienia. - Tak mamo, oczywiście!- odpowiedziała Sylwia, zawieszając płaszcz na wieszaku.- Pozwól tylko, że zdejmę płaszcz i usiądę na fotelu. O już. Dobrze mamo. O co ci chodzi? - Moje drogie dziecko. –zaczęła Julia niezwykle miłym, pełnym uczucia głosem.- Fenomenalne są twoje artykuły. W pełni oddają charakter, jaki masz zamiar opisać. Rozumiem to. Bardzo się poświęcasz dla tej gazety. Jednak przed jednym musze cię ostrzec. Piszesz artykuły, które prowokują naszych wschodnich sąsiadów (oczywiście nie mówię o państwach słowiańskich, tylko o naszym wschodnim sąsiedzie) do wojny. Po za tym prowokujesz mieszkańców Paryża i jego okolic do kolejnej rewolucji! Jak śmiesz pisząc takie bzdury?! Francja to nasza druga ojczyzna. Gdybym z waszym ojcem nie wyjechała do Francji 40 lat temu, pewnie teraz byłybyście szwaczkami w zadymionych fabrykach, które ledwo co się utrzymują! A ty robisz na przekór wszystkiemu. Chcesz żeby nas wygnali?! - Mamo, przestań. Musisz chyba się położyć.- powiedziała dosyć spokojnie Sylwia do swojej matki. W tej samej chwili kiedy Sylwia kończyła właśnie to zdanie do pokoju weszła Anna. - Dziękuję za ten hałas. Dajecie mi wspaniałą inspirację do nowej książki „ Kłótnie i rozterki”. Jestem pewna, że dzięki wam napiszę narodową epopeję. A teraz pragnę trochę ciszy. Dobranoc!- powiedziawszy to Ania wróciła się do swojego pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Na tym kłótnia się skończyła. Następnego dnia Sylwia wyszła wcześnie rano z domu, nie do pracy, tylko żeby nie spotkać się ze swoją mamą. Niestety, miała pecha. Julia już od wschodu słońca była na nogach i powtarzała w kółko jeden wers, który wymyśliła zaraz po przyjeździe do Francji, a brzmiał on tak: „Wieża jak wykałaczka na tle wschodzącego słońca zainspiruje mnie do życia” Na nikim te słowa nie robiły większego wrażenia, ale Julię naprawdę inspirowały do życia, ale przede wszystkim do myślenia. Więc Sylwia zastała swoją matkę w gościnnym pokoju powtarzającą w kółko te same słowa. Sylwii to nie zdziwiło, bo z siostrą znały nawyk matki powtarzany co dzień rano. Na nieszczęście kiedy Sylwia próbowała przemknąć koło swojej matki oparła się o komodę, na której stał wazon z bukietem róż. Róże nie były w nim najświeższe, ale w stosunku do ponurego wnętrza mieszkania, w ponurej kamienicy i tak bardzo wykwintnie przystrajały sień. A więc kiedy Sylwia oparła się o tą komodę, która była bez jednej nogi, komoda przechyliła się, a wazon spadł wprost na nogi Sylwii. Już po chwili do sieni wbiegła matka Julia krzycząca po drodze: -Złodzieje! Złodzieje!- Lecz kiedy zobaczyła leżącą Sylwię z zakrwawionymi nogami zmieniła swoje wołanie na:- Sylwia, Sylwia!-. Nie było to dosyć uprzejme, ale Sylwia myślała tylko o bólu. Szła do wydawnictwa w sandałach. Nogi miała odkryte, a wazon spadł jej prosto na sandały raniąc przy tym okolice kolana. Kawałki szkła nawet powbijały się między palce stóp Sylwii. Julia zmarszczyła oczy, jak to lubi robić kiedy ma okazję do zemsty i powiedziała: - Chyba Sylwio, moja kochana córeczko zamiast do redakcji, pójdziemy do doktora, albo do chirurga. - Cieszę się mamo, że na twojej twarzy pojawił się uśmiech- powiedziała Sylwia. – Szkoda tylko, że to uśmiech zemsty. No, ale jak to się mówi, lepszy rydz, niż nic! A czy teraz chociaż będziesz dla mnie tak łaskawa i pomożesz mi wstać, MAMO? - Ależ naturalnie córusiu. Nie wiem dlaczego słowo „mamo” tak mocno zaakcentowałaś, ale pomijając szczegóły myślę, że nie powinnyśmy iść na pieszo do doktora. Proponuję abyśmy poszli do państwa Vozzille, aby pan Paul raczył podwieźć nas swoim nowym automobilem. Myślisz, że o tak wczesnej porze się zgodzi? Na wszelki wypadek jeszcze poczekajmy parę minut. Zgadzasz się córusiu? - Ależ tak mamo. Pomóż mi dojść do fotela. Zaczekajmy. Tak zaczekały godzinę, dwie. Trzy (dlatego, że Julia przysnęła), aż w końcu Sylwia była zmuszona obudzić swoja matkę, ponieważ zbliżała się jedenasta przed południem. Tak więc Julia, jeszcze nieco zaspana poszła do sąsiedniego mieszkania prosić o pomoc. - Dzień dobry panie Vozzille- zaczęła Julia- Czy mógłby pan podwieźć mnie i moją córkę Sylwię do doktora? Skaleczyła się w nogi i nie może chodzić. - Tak, prawdopodobnie wiem jak skaleczyła sobie nogi. Wazon z kwiatami? - Tak panie Vozzille- odpowiedziała matka. - Współczuję pani córce, ale niestety mój automobil jest teraz, że tak to nazwę „chory”. Tak, chory! - A czy mógłby pan polecić mi kogoś, kto jeszcze ma samochód, a chętnie by go mi użyczył?- zapytała Julia. - Proszę panią.- odpowiedział z drwieniem w głosie pan Paul.- Przecież w dzisiejszych czasach prawie każdy ma samochód! To nie średniowiecze tylko 1952 rok! - Czy aby czasem pan nie przesadza?- zapytała równie drwiąco Julia. - Może trochę, ale znam takiego człowieka. Jest nim nijaki James Alan. Pochodzi z Stanów Zjednoczonych, ale w odróżnieniu do innych amerykańskich przybyszów jest bardzo miły. Mieszka następną przecznicę w stronę wieży Eiffla. Trafi pani. Ale jeśli pani córka nie będzie mogła przejść 300m. to mogę pani użyczyć dorożki. - Nie, dziękuję. Dowidzenia panie Vozzille. Zapraszam dzisiaj na obiad.- powiedziała Julia na zakończenie. - Nie wiem czy skorzystam, ale jeśli będę mógł to wpadnę. Oczywiście jeśli czas mi na to pozwoli. – powiedział równie uprzejmie pan Paul Vozzille. Tak więc, najpierw przez wyłożone kamieniami uliczki doszły do pana Jamesa. Pan James był…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych