Wróć do katalogu

Głód

Piekło wcale nie musi być straszne... przynajmniej z wyglądu.

Iwan, opublikowano , 22 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Otworzył oczy. Sufit hotelowego pokoju był kremowy. Światło było zgaszone, za oknem widać było czerwone słońce. Parę chwil po świcie. Rozciągnął się leniwie. Obok niego powinna być kobieta która zamówił wczoraj. to była gorąca noc. Tak... będzie co opowiadać kumplom. Szkoda tylko że już nie te lata co kiedyś. Pewnie już wyszła. Albo jest w łazience. Pokuj wydawał mu sie nieco inny niż wczoraj kiedy wchodził. Ale to mogło być tylko złudzenie. Nie miał czasu sie przyglądać pomieszczeniu, był zajęty czymś innym. Czymś zdecydowanie przyjemniejszym. Choć tradycyjnie powinien czuć ochotę na jeszcze jeden numerek, jakoś nic go nie nęciło za smukłym ciałem młodej studentki z Warszawy. - Starzejesz się coraz bardziej – Stwierdził ze smutkiem drapiąc się po kroczu. Nie miał nadwagi i choć nie trenował to sylwetkę miał jak na trzydziestolatka. A nie czterdziestopięcioletniego faceta. Prostata jeszcze nie doskwierała, włosy bez siwych nalotów. Wszystkie zęby na swoim miejscu. Mógł wciąż pić i nie mieć kłopotów żołądkowych. Zdecydowanie żona dbała o jego żołądek, nic tylko żyć nie umierać. Przyjemna praca, częste delegacje. Dzieci nie sprawiające kłopotów wychowawczych. Starsza córka chce być architektem. Młodsza pedagogiem szkolnym. Obie juz nastoletnie. I na obu można już było oko zawiesić. Życie było dla niego przyjemne. Pracował uczciwie i zawsze korzystał z okazji. Spryt i mądrość pozwoliły mu się szybko wzbogacić. Szczęście że spotykał na swej drodze przeważnie frajerów którzy łatwo zwodzili się i zaczynali mu ufać. Okazje wzbogacenia się prosiły o to by je móc wykorzystać. Doszedł do wysokiego stanowiska swej pracy. Zasądzał uczciwie. Szacunek zbudowany na strachu dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Lubił otaczać się pięknymi kobietami i nie stronił od nich. Młode nogi zawsze działały na niego pobudzająco. I to było jego słabością. Z resztą, każdy facet ma jakąś słabość. Jedni kupują niezliczone ilości piwa, inni wiecznie remontują swój samochód. On zawsze lubił młode, długie nogi. Zawsze pamiętał o najpiękniejszych nogach jakie spotkał kiedykolwiek. ale one się zestarzały i urodziły dwójkę dzieci. Nie miały juz wiele do zaoferowania. I choć szuka już długi czas, jeszcze nie znalazł takich nóg jak tamte kiedyś. Z dłońmi złożonymi za głową przeleżał cały poranek, to wspominając to marząc. Nie spieszył się. Niedziela rano... nigdzie nie trzeba się spieszyć. Jedynie dzwon... prawdopodobnie kościelny, gdzieś z naprawdę daleka, strasznie go drażnił. Jak dotąd nigdy nie zawracał na to uwagi. Lecz teraz czuł przemożną ochotę zamknięcia okien, byle by zagłuszyć ten dźwięk. Jednocześnie poczuł coś prawie jak głód, pragnienie, chęć, ochotę... sam nie potrafił właściwie zdefiniować swojego pragnienia. Ale ustało ono w raz z ciszą za oknem. Zastanawiał się co też może być przyczyną tego rozdrażnienia... jako katolik uczęszczał do kościoła. Śluby, pogrzeby, chrzciny. komunie. Święta. Jak na katolika przystało. Z tych rozmyślań wyrwał go dźwięk telefonu przy łóżku. Podniósł słuchawkę. - Halo? Czy pan Jarosław Niepewny? - Przyjemny kobiecy głos w słuchawce zdradzał młody wiek. - Tak, zgadza się... w czym mogę pomóc? - Ach... nic wielkiego. Proszę jedynie o zgłoszenie sie do recepcji w wolnej chwili jeżeli tylko pan znajdzie czas. Jest jedna sprawa do uregulowania. Czy znajdzie pan chwilę by zajrzeć tutaj do mnie? (jasne kotku... pomyślał uśmiechając sie szelmowsko) - Tak, dobrze. Jak się ubiorę, to zaraz zejdę. - Dziękuję ślicznie. Życzę miłego pierwszego dnia pobytu w naszym hotelu (klik... słuchawka została odłożona) Postanowił wstać. Odkrył kołdrę. Przysiadł na brzegu łóżka. Czuł się... czuł się... - Nijak... - Skomentował z zdziwieniem. Ni zmęczony, ni głodny. Wyspany... a może zmęczony. Jak po... ośmiogodzinnej libacji którą wczoraj przeżył; jako jeden z nielicznych trwał na nogach dzielnie i twardo polewając tym którzy mieli na tyle sił by siedzieć. - Wiek nie ten, ale łeb mam nadal twardy – skomentował, wstając i nie czując żadnych zawrotów głowy. Ta dziewczyna z wczoraj musiała działać wręcz leczniczo na mój organizm. Musze powiedzieć chłopaka co jest najlepsze na kaca przed zaśnięciem a po libacji. Zaśmiał się szczerze i poszukał ubrania. Pamiętał. przynajmniej jak mu sie wydawało że ciuchy były porozrzucane po całym pokoju... Po oględzinach pokoju i szaf... z zdziwieniem stwierdził że wszystkie jego ciuchy leżały poskładane w szafie i szufladach. Najwyraźniej te panienki z agencji dostają swoja słona zapłatę nie tylko za świeceniem tyłkiem... - Muszę zapamiętać numer telefonu do tej agencji... dbają o klienta. Założył swoje ubranie. Nie miały zapachu wczorajszej imprezy, nie miały zapachu spoconego ciała po długiej podróży. Były pozbawione zapachu woguółle. Nie przejął się tym zbytnio. Chciał się przejrzeć w lustrze. Ale pokój był pozbawiony wszelkich luster, czy choćby powierzchni od których mógł przyjrzeć się sobie a które odbijały obraz jego ciała. Szukając lustra mógł lepiej się przyjrzeć hotelowemu pokojowi. Pomieszczenie było bardzo bogate, stylowe. Każdy szczegół i detal dopasowany do reszty tak by nic nie gryzło się z sobą. Powinien się tym zachwycić, lecz nie potrafił. Przyjął to tak po prostu. Jakby taki standard był od zawsze i niczym sie nie wyróżniał. Gruby miękki dywan, piękny kryształowy żyrandol, łóżko z gobelinami. Piękne meble przy których stolarze mogli spędzić cały dzień podziwiając ich kształt i styl. Jarek, przyjmował to obojętnie. Najwyraźniej tak miało być, taki fart miał go spotkać. Aż dziw że jego firmę było stać na taki styl. Najwyraźniej musieli go docenić po ostatnim udanym kontrakcie który został podpisany w stanie absolutnego upojenia alkoholowego. Ale to już nikogo nie będzie interesowało, udało mu się zdobyć podpis; a to oznacza pieniądze i zysk. Przygładził włosy na głowie. Podszedł do drzwi i otworzył je. Wyszedł na korytarz. Podłoga to czysty czarny granit. Ściany to ponownie przepięknie zdobione gobeliny. Lampy na ścianach pokrywało chyba srebro... cóż za przepych i bogactwo. Drzwi na przeciwko nie były określone cyfrą mówiąca który to pokuj. Był tam napis... imię konkretnej. „Katarzyna”. Piękny, chyba złoty napis na drzwiach. Lekko zdziwiony tym widokiem Jarek zamykał swoje drzwi i zmartwiał. Przed nosem miał tabliczkę z własnym imieniem. „Jarosław” wygrawerowane przez mistrza swej sztuki widniał na drzwiach jego pokoju. - Ale numer... - Szczerze zdziwiony patrzył na litery. Dotknął drewna... prawdopodobnie dąb. - Co to za miejsce? - zapytał siebie. Wszystkiego postanowił się dowiedzieć w recepcji. Stanąwszy na środku przejścia nie wiedział w którą stronę iść. Tak na lewo jak na prawo wydawało mu się niekończącym tunelem drzwi po obu stronach. Wzruszywszy ramionami postanowił odbić w prawo. Gdzieś w końcu musi się kończyć ten korytarz. Idąc przyglądał się drzwiom na lewo i prawo. Na żadnym nie widział cyfry, na każdym widniało imię. Zenon, Weronika, John, Gabriel, Sandra... nigdzie nazwisk. Tylko imiona. Sprawa wydawała się dość podejrzana. Nigdy przed tym nie słyszał o hotelu dopasowującym swoje pokoje do imion gości. Choć kto wie, może kolejny chwyt reklamowy, byle by zachęcić ludzi do przyjeżdżania. Wyobraźnia juz podsunęła mu wizje jak jakaś miła, młoda kobieta z nogami do nieba szepcze mu do ucha – Mam na imię Anastazja... na drugim piętrze – I już wiadomo czego można szukać. Żadne tam suche „ W pokoju 213 mam chłodnego szampana”. To jest myśl... to jest dobry chwyt. Z takimi myślami doszedł do końca korytarza, gdzie w dół prowadziły szerokie schody. Hol był ogromny. Na środku stała wspaniała, przepiękna fontanna. Mężczyzna i kobieta stojąc i mając wyciągnięte dłonie ponad głowami trzymali rogi obfitości z których lała sie woda. Odpowiednio podświetlona dawała wspaniałe efekty refleksyjne. Postacie były nagie. Nie było w tym nic zdrożnego czy wyzywającego. To była prawdziwa sztuka. Jarosław jednak się tym nie przejął. Choć widział ją po raz pierwszy, nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Jak gdyby widział już takich setki. I żadne dzieło wychodzące spod dłuta nie mogło go już w jakikolwiek sposób zachwycić. Wszędzie granit, wszędzie pozłacane fasady, nieogarnięte ilości szlachetnych tynków na ścianach. Z holu prowadziło pięć wyjść. Przy każdym stała dokładna informacja. Jedno co mogło... ale jakoś nie dziwiło to brak gości. Jarkowi przeszło przez myśl, że to z powodu tego że hotel jest tak drogi że nie wielu stać na przebywanie w nim. Recepcja mogła zająć powierzchnie boiska tenisowego. Pięcioro niewzruszenie uśmiechniętych recepcjonistów patrzyło w jego stronę. Podszedł do nich nie spiesznie. - Dzień dobry przyszedłem... - nie dane mu było dokończyć. - Tak, wiemy. Dzwoniliśmy o świcie do pana pokoju. Proszę o wypełnienie tej ankiety na potrzeby naszego hotelu. Byśmy mogli panu jak najbardziej uprzyjemnić pobyt. - Ale ja tu nie zostaję na długo, w zasadzie nie pamiętam jak sie tutaj dostałem... i wracam jutro rano pociągiem do domu, więc nie wiem czy warto bym wypełniał tą ankietę. - Mimo wszystko, nie zawadzi panu zająć swoje pięć minut dla nas. Nic pan nie traci. Prosimy, tam sa wygodne fotele. Można wygodnie spocząć. - Otwartą dłonią wskazał miejsce pod fontanną. Jarosław posłusznie poszedł w wskazane miejsce. Usiadł w skórzanym fotelu o dębowych oparciach. Lecz było mu to w niesmak. Mógł równie dobrze stać... jakoś było mu to obojętne czy chce usiąść, czy iść oprzeć się o ladę. To uczucie niezdecydowania było mu coraz bardziej uciążliwe, uczucie tego że i tak mu nie zależy... i ta myśl... uciążliwa myśl którą dopiero teraz sobie uświadomił. Nieznośnie czegoś mu brakowało. Nie wiedział czego dokładnie. Ale bardzo chciał to mieć. Coś zostało mu odebrane, a nie wiedział co. Nie mógł nawet określić czy to przedmiot i czy to posiada kształt. Nie potrafił... - Co ja wczoraj piłem... przeklęta rosyjska wódka... a może i absynt. Taaak... to mógł być absynt i jego skutki uboczne. - Momenty i chwile wczorajszej libacji przychodziły do jego pamięci coraz trudniej. Nie pamiętał już tego co robił przed wczoraj. I tego jakim samochodem przyjechał... i na którą miał jutrzejszy pociąg. - Przeklęta skleroza... później sprawdzę w necie – Stwierdził jasno i prosto. Choć dość nielogiczne mu sie wydawało by przyjeżdżał samochodem a miał odjechać pociągiem. Może to była taksówka? Nie pamiętał. - Wyciągnął długopis zza pazuchy swojej marynarki i spojrzał na ankietę. Witamy szanowne państwo. Nasz Hotel chcąc jak najbardziej odzwierciedlić wasz dom, pragnie zadać kilka pytań by móc w ten sposób zbliżyć sie choćby o krok do Państwa wyobrażeń. Wierzymy że ta ankieta pomoże nam sprawić by nasi goście poczuli się niczym w domowych pieleszach. - Trelemorele – skomentował jednym zdaniem. Już znał takie numery. Klienci sami dostarczali pomysły dla właściciela hotelu w jaki jeszcze sposób wyciągnąć pieniądze od samych gości. Pytania z początku nie wydawały się niczym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych