Wróć do katalogu

Historia pewnej znajomości - Rozdział 10

:)

carys, opublikowano , 25 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 10 NOWI TOWARZYSZE

Nowy przyjaciel Xiitane i Carys nie dał długo na siebie czekać. Nim elfki odnalazły wskazaną przez karczmarza stajnię, gdzie "zaparkowano" ich konie, Nathaniel pojawił się na horyzoncie ze swoim karym wierzchowcem, obładowanym mnóstwem tobołków i różnorakich paczek. Zaintrygowana tym Xiitane nie omieszkała zapytać, co zawierają owe pakunki, na co pan Morey uśmiechnął się skromnie i odparł krótko: -Zapasy na drogę. -Braciszek ma zamiar opylić to w jakiejś mieścinie na szlaku? - Carys podejrzliwie zerknęła na Nathaniela, który w nowym stroju prezentował się nader elegancko, i dodała : - Nawet moja mama nie potrafi tak marnować perfum. Ty chyba wylałeś na siebie całą butelkę! -Tylko pół butelki - uściślił mężczyzna. - Poza tym nie lubię pachnieć jak placek z gulaszem. -Elegancik! - syknęła Carys, wyprowadzając Briego z jego boksu w stajni. -Sadystka - odgryzł się Nathaniel i po chwili zaczął się śmiać, spoglądając na wściekłą minę towarzyszki. - Widzę, że z siostrzyczką już się dogadałem. A panienkę Xiitane jak mam tytułować? - zapytał, zwracając się do srebrnowłosej elfki. Xiitane zastanowiła się. -Jestem druidką z Gaju Nepusa, lecz jeżeli ci to nie będzie przeszkadzać, możesz mi mówić "towarzyszko" - odparła wesoło. -Jasne, panienko Xii... eee, towarzyszko - zgodził się Nathaniel, po czym ukłonił się nisko Xiitane i ucałował jej rękę. -Mógłbyś już skończyć z tym arystokratyzmem, co? Chciałabym jak najszybciej wyruszyć w drogę i dokopać panu Eagle - mruknęła złośliwie Carys, zerkając z ukosa na braciszka, który najwyraźniej powziął zamiar poderwania panny Vogel. -Nie ma sprawy, siostrzyczko - Nathaniel uśmiechnął się do elfki. - Lecz to, kiedy wyruszymy, nie zależy ode mnie, tylko od moich ochroniarzy, którzy akurat wybyli na drinka - dokończył już z bardziej poważną miną. - Jak wrócą, porządnie natrę im uszu za ich niekompetencję! -Ochroniarzy? - Carys wytrzeszczyła oczy. -No wiesz, jak to jest w dzisiejszych czasach - westchnął Nathaniel, siadając na jednej ze skrzyń znajdujących się w stajni. - Jak jest się przy kasie, to niektórym to przeszkadza... Poza tym - dodał z łobuzerskim uśmieszkiem - czasami kupcy bywają niezadowoleni z zakupu. -Ehm, chcesz mi powiedzieć, że za nasz obiad wcisnąłeś karczmarzowi jakiś kitowaty lokal? -No cóż... O ile się nie mylę, rzeczony lokal spłonął jakieś dwa miesiace temu - Nathaniel zastanowił się. - Właściciel nie był ubezpieczony, więc nie dostał ani centa a ja kupiłem kawałek ziemi za bezcen. A teraz zwróciło mi się z nawiązką. Niezły interesik, co siostrzyczko? -Zwykłe oszustwo i złodziejstwo! - Carys wkurzyła się. - Jak mogłeś?! -Ten drań już wcześniej zalazł mi za skórę. Zawsze podawał mi niedogotowane spaghetti z przesolonym sosem! Chyba miałem prawo się zrewanżować? -Jasne - westchnęła Carys. - Cieszę się, że stoimy po tej samej stronie barykady, inaczej byłoby ze mną krucho... Na dodatek ostatnio w Krainach rozpanoszyli się ci paskudni złodzieje. Jedno szczęście, że ostatniej dostawy kasztanów nie zdołali zrabować! Nathaniel zmarszczył brwi. -Jeżeli o to chodzi, to moi ochroniarze starają się aż za dobrze, aby moja sakiewka nieco wyszczuplała. No cóż, ale wybór miałem raczej mizerny, więc z dwojga złego postawiłem na kieszonkowców, którzy jako tako potrafią posługiwać się mieczem - skrzywił się nieco - nie dziurawiąc przy tym innych rzeczy dookoła. -Wiem coś o tym - przytaknęła mu Xiitane. - do niedawna byłam narzeczoną Aniego, któremu wszystko za bardzo kleiło się do rąk... -Pan Anaron Duke, nieprawdaż? - zapytał Nathaniel. -Skąd pan wie? - zdziwiła się Xiitane. -Miałem przyjemność być obrabowanym przez pana Belda Duke'a, który pochwalił się, że ma równie miłego braciszka. -Ale skąd pan wie, że byłam jego narzeczoną? - dopytywała Xiitane. -Nie dalej jak wczoraj miałem okazję zaprosić nieszczęśnika na drinka. Biedaczek był bardzo rozmowny i chętnie opowiedział mi o tym, kto go tak urządził... - wyjaśnił Nathaniel, zawadiacko spoglądając na elfkę. - Niezłe z towarzyszki ziółko. -A to drań! Już ja go wezmę w obroty, gdy wróci! - Xiitane zmarszczyła brwi. -Z całą pewnością, towarzyszko - przytaknął jej mężczyzna. - Nie chciałbym znaleźć się w jego skórze jak go weźmiesz w obroty... Elfka potupała nogą i Nathaniel uśmiechnął się milutko. -Nie chciałabym przerywać - wtrąciła się Carys - ale kiedy wrócą twoi ochroniarze? Trochę nam sie spieszy... Tego to już niestety nie wiem, ale mam nadzieję, że przed wieczorem ich zobaczymy - odparł Nathaniel, spoglądając na swój zegarek. -Co za...! - Xiitane już miała na końcu języka niezbyt grzeczną wiązankę słów, lecz w porę ugryzła się w język. - I pan się zgadza na takie niedbalstwo? -Muszę się zgodzić. Nie mam innego wyboru, jak na razie - Nathaniel westchnął. - Ale teraz nie ma obawy, skoro pilnują mnie takie dwie urocze dzieweczki, z których jedna to sam Postrach Północy... - dodał, puszczając "oko" do Carys. -No nieźle. zostałam druidką ochroniarką! - Xiitane zachichotała. - Super! Carys oparła ręce na biodrach i potupała nogą. -Jeszcze czego! Braciszek myśli, że będziemy pilnować jego czterech liter za darmo? - oburzyła się. - Nic z tego, lalusiu! -Ależ siostrzyczko, wszystko wliczyłem w cenę usługi. -Usługi?! Co ty mi tu za kit wciskasz? Nie tak się umawialiśmy! - krzyknęła elfka i chwyciła mężczyznę za kołnierz. - Braciszek wystroił się jak na jarmark i myśli, że mi tym zawróci w głowie! -Ale to ja mam kasę - zauważył Nathaniel. - A kto ma kasę, ten rządzi, czyż nie? - dodał wesoło. - I lepiej uważaj na moją kamizelkę, bo jak mi ją podrzesz, to ci obetnę z pensji! -O żesz ty! - syknęła Carys, lecz posłusznie puściła Nathaniela. - To może ja lepiej pójdę do sklepu coś kupić. Wolałabym po drodze zjadać coś innego niż przeterminowane sucharki i ziemniaczki. -Zgoda - Nathaniel wyraził zgodę. - Tylko uważaj na sklepikarza, lubi wciskać klientom nieświeże rzeczy w promocji. -Widzę, że braciszek nieźle poinformowany - Carys westchnęła. - A więc Xii doradzi mi w kwestii zakupu prowiantu. Co jak co, ale ona taki szmelc wywącha z daleka. Bri i Kirq pójdą z nami i trochę rozprostują kości - dodała, chwytając wodze swojego wierzchowca. -Tylko kupcie dla mnie herbatniki - zakrakał Milo. Carys wyjęła swą sakiewkę i skinęła na towarzyszkę, na co stojąca obok Penelope żywo zareagowała. -Jasne, staruszko, ty też się nam przydasz - Carys poklepała klacz po pysku. Penelope poczęła nerwowo wstrząsać grzywą i rżeć w proteście, wskazując na swe kopytka. -A faktycznie... - Carys coś się przypomniało. - Czy braciszek wyświadczyłby mi pewną przysługę? -Co tylko zechcesz, moja droga - Nathaniel uśmiechnął się. -Mógłbyś wyszczotkować Penelope i uczesać jej grzywę? - zapytała elfka, wręczając mężczyźnie nieco łysawą szczotkę. Nathaniel bez słowa ujął podany przedmiot i zerknął na klacz. -Aha, braciszek mógłby też szepnąć jej na ucho kilka komplementów. Penelope czuje się ostatnio trochę niedowartościowana, a jak mniemam, braciszek doskonale zna się na tej robocie - Carys uśmiechnęła się i poklepała Nathaniela po ramieniu. -Carys ma rację - przyznała Xiitane. - Ani w ogóle nie starał się o Penelope a Marew uciekł, gdy usłyszał, że ma ją wyszczotkować. -Czy ta dama gryzie? - Nathaniel z przestrachem spojrzał na konia. -Skądże... Tylko kopie, gdy jej się coś nie spodoba, a jest bardzo wybredna - uściśliła Carys i skinąwszy na towarzyszkę trzymającą wodze Briego i Kirqa, opuściła stajnię, by zrobić zakupy. Arew i Milo natomiast usiedli z boku i zaczęli przypatrywać się poczynaniom pana Morey'a, który niepewnie stanął przy Penelope i zaczął zastanawiać się, od czego ma zacząć. -Nie ma co, moja droga damo - mruknął i zerknął na łysiejącą szczotkę. - Jak się człowiek za dużo uśmiecha, to robią z niego podrywacza i zostawiają z koniem. Penelope zastrzygła uszami i spojrzała z ukosa na mężczyznę, który właśnie zabrał się do rozczesywania jej grzywy. Milo zachichotał basowo, gdy klacz podstawiła Nathanielowi kopyto i ten wyglebił. -I bądź tu miły dla kobiet - jęknął Nathaniel. -Dla Penelope powinieneś być miły - zamiauczał na to Arew. - Inaczej wybijesz dziurę w ścianie. I to raczej z przymusu. -Taki z ciebie mądrala? - Nathaniel zmarszczył brwi. -Lepiej weź inną szczotkę, bo ta ci się na wiele nie przyda - dodał kot, rozlokowując sie na kupce siana i podpierając łapką łebek. Milo usiadł obok Arewa i nastroszył piórka. -Powinieneś szczotkować Penelope bardziej delikatnie, inaczej będzie tak łysa jak ta szczotka - zauważył. -Co ty nie powiesz?! - zaperzył się Nathaniel. - Jakieś głupie zwierzaki nie będą mi gadały, co mam robić! Doskonale wiem, do czego służy szczotka! Ta wyliniała chabeta natomiast zupełnie nie wie, jakie sa trendy końskiej mody! - krzyknął, wskazując na Penelope. Klacz zarżała ze złością i potupała kopytem. -No co, może nie mam racji?! - Nathaniel zapytał konia. -Wszyscy mężczyźni są tacy sami - podsumował Milo, gdy chwilkę później pan Morey zderzył się ze ścianą stajni, pozostawiając na niej gustowne wgniecenie. -Mówiłem, żebyś jej nie drażnił - miauknął kot. - 1:0 dla Penelope. Widzę, że nadal ma niezłą formę. Nathaniel nerwowo zakasał rękawy i przejrzał szczotkowo-grzebieniowy arsenał, jaki pozostawiła mu Carys. Wyjął z niego dosyć pogryzioną gąbkę i po minucie zastanowienia wyszedł ze stajni. -Jak myślisz, co teraz zrobi? - zapytał Arew. -Pewnie poszedł zapytać, do czego to służy - zaśmiał się Milo. Ku zaskoczeniu wszystkich Nathaniel wrócił z wiadrem pełnym wody i uśmiechnął się do klaczy. -Siostrzyczka kazała mi cię uczesać i wyszczotkować, lecz zupełnie zapomniała o kąpieli - poinformował, po czym wylał zawartość wiadra na Penelope. Końska dama, zupełnie zaskoczona prysznicem, przez chwilę stała bez ruchu, ze zdziwieniem spoglądając na mężczyznę, a później zaczęła strząsać z siebie mokre kropelki. Milo i Arew jak niepyszni umknęli z siana i schowali się w najbliżej stojącej skrzyni. Równie mokry po całym zabiegu Nathaniel ze stoickim spokojem zerknął na swoje ubranie i stwierdził, że nie warto się przebierać, gdyż wyschnie na słońcu. Czym prędzej zabrał się do szczotkowania klaczy. Później poprzycinał jej potarganą grzywę i dobywszy perfum, porządnie spryskał nim konia. -Twoimi kopytkami zajmiemy się później - odparł, gdy Penelope podniosła "stopę". - Moja droga, wyglądasz wprost bosko - dodał, zawiązując na ogonie klaczy gustowną, różową kokardkę i przystawił jej pod nos lusterko, aby mogła obejrzeć rezultat przeprowadzonego zabiegu. Penelope tępo popatrzyła w szklaną taflę a potem na Nathaniela. -Od razu dwadzieścia lat młodsza... I kto powiedział, że się nie znam na zastosowaniu szczotki? - Nathaniel zerknął na Milo i Arewa, którzy właśnie odważyli się wystawić łebki ze skrzyni. -Przyznaję, że się myliłem - miauknął Arew, strząsając wodę z wąsów. -Penelope nie lubi różowego, więc lepiej zdejmij jej tę kokardę - Milo przekrzywił łebek i figlarnie zmrużył oczka. - A pani Caryska nie znosi zapachu fiołków. -No to już jej problem - mruknął obojętnie Nathaniel, siadając na skrzyni obok kota i kruka. - Teraz przynajmniej rozumiem, czemu się mnie tak czepiała. -Chyba oszaleje, gdy zwącha, że Penelope pachnie jak fiołek - zakrakał Milo. Chwilę później do stajni weszły elfki z całym mnóstwem pakunków, które omal nie wypadły im z rąk na widok pobojowiska i szalejącej Penelope, która nijak nie umiała zerwać ze swego ogona różowej kokardy. Carys puściła cugle Briego i Kirqa, i pospieszyła klaczy z pomocą. Groźnym spojrzeniem zmierzyła Nathaniela, który jak niby nic siedział na skrzyni z przylepionym do twarzy głupkowatym uśmieszkiem. -Wezwałeś jakieś tornado, czy co? Ten sęp z lokalu pewnie znowu karze mi płacić za straty! - wkurzyła się. - Chcesz mnie doprowadzić do bankructwa? -Jakże bym śmiał, siostrzyczko - Nathaniel uśmiechnął się łobuzersko. - To raczej ty mnie puścisz z torbami - dodał, zerkając na Penelope, która najwyraźniej miała wielka ochotę przykopać mu. -A czy twoi ochroniarze już raczyli się pokazać? - zapytała Xiitane, kładąc tobołki na ziemię. -Nie - zaprzeczył Nathaniel i ciągnął dalej już z bardziej poważną miną: - Chyba postanowili zrobić sobie urlop. -Przecież możesz dać im wymówienie - odparła Xiitane. -Masz rację, towarzyszko, ale w moim przypadku to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych