Wróć do katalogu

Historia pewnej znajomości - Rozdział 7

:)

carys, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 7 NIESPODZIANKI W TRIPOLIS

Nastał kolejny, piękny poranek. Otulony mgłą las powoli budził się do życia. Słoneczne promienie trwożliwie przeświecały pomiędzy liśćmi drzew zroszonych porannym, delikatnym deszczem, tworząc piękne, tęczowe refleksy. Mokre kropelki nieprzyjemnie moczyły wędrowców, podążających dosyć już zarośniętą leśną ścieżynką, która dziwacznymi zygzakami wiła się skrajem lasu. Arew, siedzący na jednym z tobołków, prychał wściekle, gdy kolejne kaskady drobnych kropel moczyły jego czarne futerko i zabawnie kołysały się na koniuszkach długich wąsików kotka. Milo miał nie lepszą minę, natomiast klacz Penelope była chyba w najgorszym z możliwych nastrojów, ponieważ po ostatnich doświadczeniach złapała paskudny katar. Anaron tylko bezradnie podawał jej chusteczkę, gdy końska dama wyrażała chęć "wydmuchania" nosa. W końcu jednak na horyzoncie ukazało się jakieś dosyć duże miasto i, kroczący w pewnym oddaleniu za resztą, Marew wesoło poinformował, iż jest to Tripolis. -Nareszcie! - Carys odetchnęła z ulgą, gdyż, podobnie jak Xiitane, miała już dość towarzystwa ekskurczaka. -No to teraz pomożecie biednemu Marewowi, prawda? - zapytał skrzypek, spoglądając na siedzących na koniach towarzyszy. -Jasne. Tylko lepiej schowaj te skrzypce - zastrzegła sobie Xiitane, groźnie spoglądając na trzymana przez Marewa rzecz. Skrzypek uśmiechnął się figlarnie. -To kiedy pozwolicie mi zagrać tę balladę? - zagadnął. -Pan Bigbit się nie obrazi, ale dopiero jak pokaże nam pan zaświadczenie o ukończeniu kursu na prawidłowe piłowanie skrzypiec - odparła na to Carys. -No to spoko - ucieszył się Marew i zdjąwszy z ramienia torbę, zaczął wyjmować z niej jakieś pliki papierów. - A z którego roku chcecie? O, tu mam z wyróżnieniem! - zawołał nagle, wyciągając z głębi tobołka pozłacany dyplom z nagłówkiem obwieszczającym dumnie: "Dla Najlepszego Zbijacza Szyb". Oczywiście do kartki dołączono dosyć pokaźny rachunek. -O kurczę pieczone! - jęknął Arew. - A Xii mi ciągle powtarza, że mam paskudny tembr głosu, jak na moje kocie serenady! -Poważnie? - zakrakał Milo. - To zostań brzuchokociomówcą. -Oryginalny jak zwykle, moje drogie śniadanko. Milo tylko kraknął niepohamowanym śmiechem, na co Arew nastroszył groźnie wąsiki. -No to cudownie - mruknęła Xiitane, przeglądając papiery Marewa. - Pan Bigbit ukończył chyba wszystkie możliwe kursy! -Łącznie z udzielaniem pierwszej pomocy - Marew dumnie wyprężył pierś. - Na szóstkę z plusem! -A panu to po kiego grzyba?! - zdziwił się Anaron. -W moim fachu nie ma strachu. Zamluje się doświadczonko, a efekty przychodzą same! - skrzypek wyszczerzył zęby. -Jak pan zamluje, to można ukraść, no nie? - głośno pomyślał Anaron. -Łapy przy sobie, ty zwędzijaszku! -Ale choćby pan stanął na głowie, to i tak gra pan, jakby panu słoń na ucho nadepnął - odparł Anaron ze śmiechem. - Moja babka lepiej gra na sznurze od prania! -Wypraszam sobie! - krzyknął oburzony Marew i zdecydowanie wyjąwszy skrzypce, dał taki koncert, że tylko struny zajęczały. Podróżni natychmiastowo pospadali z koni, a wszelaki zwierz w promieniu pół kilometra dał dyla. -Wystarczy! Już nam pan udowodnił, że świetnie zna się pan na swym fachu! - jęknęła Carys. -O moje biedne bębenki... - zaakompaniowała jej Xiitane. -Mnie to mówisz? - zamiauczał Arew, którego wąsiki zakręciły się w śmieszne serpentynki. Sam Milo leżał nieruchomo na grzbiecie z otwartym dziobkiem, z którego dobiegały jakieś dziwne nieartykułowane dźwięki. -Teraz kapuję, za co pan ma tyle dyplomów. Terrorysta jeden! - westchnął Anaron. -Widzę, że do pana moja muzyka nadal nie przemawia - skwitował Marew. - Chyba powinienem powtórzyć arię. Swojego zamiaru jednakże nie zrealizował, gdyż siedzące na drzewach wiewiórki zaczęły obrzucać go żołędziami, orzeszkami i wszelakimi innymi drobinkami, które znalazły się w pobliżu ich łapek. -I wy przeciwko mnie?! - stwierdził ze zgrozą skrzypek. -Spoko. Terroryści też chcą żyć - skwitował Anaron i zerknął na Carys. - To jedziemy w końcu do tego Drakoniusa? Wolałbym jak najszybciej się go pozbyć. Psuje nam wszędzie opinię! Carys przyzwalająco skinęła głową, więc podróżni czym prędzej wspięli się na swe wierzchowce i ruszyli drogą do miasta. Oczywiście Marew "dosiadł się" na konia Anarona, co elfowi wcale się nie spodobało. Po pół godzinie dotarli wreszcie do Tripolis i stanąwszy u wrót miasta, rozejrzeli się wokoło, a później wyczekująco zerknęli na Marewa. -Eee... Obawiam się, że nie rozumiem, o co państwu chodzi - mężczyzna podrapał się po głowie, ze zdziwieniem patrząc na towarzyszy. -Jak zgaduję, to pan Bigbit jeszcze nie zapłacił tego rachunku za szyby - mruknął Anaron, patrząc po potłuczonych okiennych szybach. - Oto, o co nam chodzi. -Aha... No faktycznie - odparł Marew, jak gdyby nigdy nic. -A czemu oni wszyscy się tak na nas patrzą? - zapytała nagle Xiitane, spoglądając na otaczających ich ludzi. Wtem z niemego tłumu odezwało się piskliwie jakieś dziecko, wskazując na Anarona: -Mamo! To ten pan zabrał mi lizaki! -A ten skrzypek wisi mi kasę za moje kryształy! - wrzasnął stojący obok grubaśny jegomość. -O kurczę - jęknęła Carys. - Wierzyciele! -Na nich! Oddawać, co nie wasze! - ryknął rozjuszony tłum, i schwyciwszy co tylko było pod ręką, ruszył na przybyłych. Nasi znajomi czym prędzej zebrali się do ucieczki, i w krótkim czasie zgubili pościg w jakiejś ciemnej uliczce. -No i masz babo placek! - westchnął Anaron. - Beld też nie wiedział, gdzie ma kraść! -Ty tu lepiej nie stękaj, tylko myśl, jak się stąd wydostać! - mruknęła Xiitane. - Wystawisz stąd nos, to cię natychmiastowo oskalpują! -A ja jestem wyjątkowo przywiązany do mojej czuprynki... - zmartwił się Marew. -To może się przebierzemy? - zaproponowała Carys, zerkając na wiszące nad nią pranie, które jakaś niezapobiegliwa gospodyni raczyła tutaj suszyć. -Ty to masz łebek! - pochwalił ją Anaron. -No to się wspinaj po ciuchy. Masz już w tym wprawę - odparła elfka. -Kto, ja?! -No nie marudź, tylko właź! - ponagliła Xiitane. Mężczyzna zaczął więc wspinać się po nieco nadgnitym i spróchniałym płocie, nad którym, oczywiście oprócz nieco zdezelowanych beczek, wisiały sznury z praniem. Chwilkę później Anaron całkowicie zaplątał się w ich zawartości i niechcący strącił owe beczułki przyczepione do sznura, z których polała się na resztę jakaś farba niewiadomego pochodzenia. -Piękny balejaż - odparła Carys, spoglądając na klacz Anarona. -Ja mam nie lepszy - kraknął Milo, oglądając swoje piórka, które pokryły się dziwacznymi plamkami. - Najnowsze treny, nie ma co! -No super. Tylko jak ja mam się teraz umyć? - zauważył Arew. Marew z beczką wbitą na głowę poprosił tylko o rozpuszczalnik. Chwilę później spadł na nich Anaron wraz z resztą ubrań i kilkoma wyrwanymi z muru cegłami, gdyż spróchniały płot niestety nie wytrzymał i załamał się pod niechcianym ciężarem. -I ta niezdara śmie być moim narzeczonym - skwitowała złośliwie Xiitane, spoglądając na poobijanego Anarona. W końcu jednak nasi znajomi doprowadzili się do jako takiego porządku i przebrawszy się w nowe stroje, na powrót wysunęli nosy ze swej kryjówki i pomaszerowali dziarsko ulicą, tym razem wzbudzając zainteresowanie z zupełnie innego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych