Wróć do katalogu

Historyjki kamyka

Bajka dla dzieci i nie tylko dla nich.

lillak1, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Historyjki Kamyka

Leżał sobie przy drodze mały kamyczek. Ale o tym wiem tylko ja i ty. Ty właśnie przed chwilą o tym się dowiedziałeś. Wielu ludzi i wiele zwierzątek szło tą drogą. Jednak każdy patrzył przed siebie, wypatrując celu swej wędrówki i nikt nie widział szarego kamyka leżącego na piasku niedaleko kępki traw. Pewnie, gdyby nawet ktoś spojrzał to by go nie zauważył, taki był mały i taki był szary.

Kamyk wygrzewał się na piasku i spoglądał na nogi, które ciągle pojawiały się a potem znikały sprzed jego kamykowych oczu. Dzisiaj widział już nogi w wysokich skórzanych butach, idące dziarskim krokiem w blasku porannego słońca, potem nogi w czarnych pantoflach, które szły równym tempem, a tuż za nimi szybko przebierały nóżki w czerwonych bucikach. Potem były cztery kudłate łapy bez butów. Przebiegły tak szybko, że kamyk ledwie zdążył na nie spojrzeć. Były jeszcze połatane stare buty z pokrzywionymi obcasami, w których nogi człapały powoli. Te dłużej kamyk mógł obserwować, ale i one w końcu zniknęły. Kamyk wiele razy już widział takie znikające nogi. Jakiś czas temu zaczął się zastanawiać, dokąd one wszystkie maszerują. A całkiem niedawno zapragnął pójść gdzieś tam, razem z nimi.

- Hej, dokąd idziecie?- krzyknął, gdy zobaczył kolejne wędrujące nogi- Zabierzcie mnie ze sobą! Jestem leciutki! Nie będę wam zawadzał.- nie zatrzymały się, choć kamyk krzyczał ze wszystkich sił. Tak, jak go nikt nie widział, tak i nikt go nie słyszał. Odtąd kamyk krzyczał za każdym razem, gdy ktoś go mijał. Codziennie i przez wiele dni, aż zabrakło mu sił. W końcu przestał krzyczeć, bo zabrakło mu i nadziei, że ktoś się odezwie. Było mu coraz bardziej smutno, bo jego serduszko, choć z kamienia, wcale nie było kamienne.

- Nie mogę dłużej na to patrzeć!- jakiś głos wyrwał kamyczka z otępienia. - Kto to?- popatrzył przed siebie, prosto na drogę, ale nikogo nie zauważył. - Jestem tu wyżej! Popatrz do góry. Kamyk nie mógł się poruszyć, ale starał się otworzyć oczy jak najszerzej, żeby spojrzeć do góry. Nic z tego jednak nie wyszło. - Nie mogę się ruszać!- wykrzyknął – Może staniesz przede mną na drodze, wtedy porozmawiamy. Bardzo chciałbym porozmawiać, bo wiesz… nigdy tego nie robiłem. - Tak, wiem, wiem… - Skąd wiesz? Kim ty w ogóle jesteś?! - No, cóż… Różnie mnie nazywają. Najczęściej mówią o mnie matka głupich.- słychać było, że to określenie nie bardzo się podoba tajemniczej osobie. - Oj, to niezbyt ładnie.- odezwał się kamyk ze współczuciem. - Niezbyt, ale co zrobić? Ty mów do mnie po prostu – mateczko. - Czy to znaczy, że ja tez jestem głupi? - Skądże! Żadne z moich dzieci nie jest głupie. Przeciwnie, to prawdziwe mądrale! - Bardzo chciałbym cię zobaczyć. - Myślę, że to nie jest najważniejsze. Poza tym, dopóki słyszysz tylko mój głos, mogę wyglądać tak jak zechcesz. To zależy tylko od ciebie. Od twojej wyobrażni. A zresztą, nie traćmy czasu. Jak już mówiłam, nie mogę znieść twojego smutku. Zjawiłam się, aby spełnić twoje życzenie. Zastanów się, czego ci potrzeba do szczęścia. Kamyk nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. - Naprawdę spełnisz moje życzenie? - Tak! - Chciałbym mieć chociaż jedną nóżkę!- kamyk nie namyślał się długo- Taką, która pozwoli mi pójść tą drogą. Chciałbym zobaczyć to miejsce, do którego wszyscy idą. - Czy na pewno tego chcesz? - Tak, tak! Na pewno!- wykrzyknął. - No…To…Już! Kamyk poczuł, że nie leży już nieruchomo na ziemi, a tak jakoś unosi się nad nią. To nóżka uniosła go w górę. Dla próby podskoczył ostrożnie. Potem podskoczył wyżej. Potem w przód. Potem w tył. Nóżka działała bez zarzutu. - Cudownie! Jestem taki szczęśliwy mateczko. - Cieszę się. Zrób dobry użytek z nóżki. Ja znikam. - Czy jeszcze się spotkamy? - Myślę, że tak. Gdy będziesz mnie potrzebował, zawołaj mnie, wykrzyknij moje imię. - A jakie jest twoje imię? - Matka Nadzieja. Kamyk poczuł, że mateczka zniknęła. Nie było mu jednak smutno, bo przecież obiecała, że wróci. No i na pocieszenie miał swoją nóżkę. Nareszcie mógł wyruszyć w wymarzoną podróż, co też natychmiast uczynił.

Szybko zauważył, że skakanie na jednej nodze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych