Inna planeta w kosmosie
Ed Edward popada w konflikt z prawem, kiedy porywa ośmioletniego chłopca i zabiera go ze sobą do Aliannu, mitycznej krainy słuchania, myślenia, dyskusji i wyciągania wniosków.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Aliann to niewielka kraina położona na południowy wschód od Wyżyny Tybetańskiej. Jej mieszkańcy, których liczba nie przekracza paru tysięcy, żyją według kilku prostych zasad. Nie stanowią one prawa. Nie są częścią wewnętrznego statutu. To serdeczne wskazówki, przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Oto one:
{i}Po pierwsze: słuchaj.{/i}
{i}Po drugie: myśl.{/i}
{i}Po trzecie: dyskutuj.{/i}
{i}Po czwarte: wyciągaj wnioski.{/i}
{i}Po piąte: słuchaj.{/i}
Stosowanie się do tych zasad sprawia, że Aliannczycy są wolni; wolni mimo umysłowego reżimu, który sprawuje władzę nad ich wioskami. Reżim nie wie, jak ich ugryźć, więc obchodzi się smakiem. Reżim ślini się, warczy, ale pozostaje nienasycony.
Choć niemal na krańcu świata, Aliannczycy nie żyją w zupełnej izolacji. Trudne do zdobycia wzgórza Aliannu regularnie odwiedzają podróżnicy z całego świata. Część z nich zostaje. Część dotychczasowych mieszkańców wyjeżdża. Ale rdzeń, oparty na pięciu zasadach, trwa. Na rdzeniu tym wznosi się Aliann. {i}Po pierwsze: słuchaj{/i}…
Pierwszymi przybyszami, którzy nawiedzili krainę, byli bodaj starożytni Grecy. Przyjeżdżali również Rzymianie i Bizantyjczycy. Na początku dwudziestego wieku wielkie piętno na umysłach całej społeczności odcisnął August James, który aż do śmierci razem z tubylcami pielęgnował swoją autonomię. Ciepło przyjęty został także Carl Joseph, samotny podróżnik zza oceanu. Z przełomu wieków Aliannczycy zapamiętają pewnego przybysza z centralnej części Europy…
Ed Edward odwiedzał Aliann wielokrotnie. Za każdym razem, gdy wyjeżdżał, życzył sobie, by wrócić. Zawsze wracał. Tylko raz w jego duszy zasiano wątpliwość, czy jeszcze kiedyś dane mu będzie ujrzeć piękne, zielone wzgórza Aliannu i spotkać wesołe stadko rezusów, którym tutejsi mieszkańcy nadali imię {i}maa kem{/i}. Był wówczas przesłuchiwany przez policję w sprawie zniknięcia małego Jakuba Zielińskiego, uprowadzonego tydzień wcześniej z willi jego przybranych rodziców.
— Gdzie jest chłopiec? — zapytał krótko policjant.
— Chłopiec? — zgrywał głupiego Edward.
Detektyw uderzył ze złością w stół. — Nie zgrywaj głupiego, Edward! Mamy na ciebie więcej, niż potrzebujemy. Wsadzimy cię na długie lata za kraty. Tam jest twoje miejsce. Opowiedz nam wszystko, a może jeszcze ugrasz coś dla siebie. Co zrobiłeś z chłopcem? Mamy zeznania świadków. Wiemy, że nawiązałeś z nim kontakt szóstego czerwca w księgarni przy Dąbrowskiego…
Policjant odniósł się do przypadkowego spotkania, które miało miejsce tego dnia w rzeczonej lokalizacji. Edward przeglądał książki. Zawsze przegląda. Tym razem odwiedził dział popularno-naukowy. Studiował intrygujący tytuł o astronomii, gdy usłyszał cichy głos.
— {i}Maa kem{/i} — zdawał się słyszeć. Oderwał wzrok od książki. Na podłodze obok regału siedział ośmioletni chłopiec. W rączkach trzymał ilustrowaną książeczkę. — {i}Maa kem{/i}. — Niemożliwe, pomyślał Edward, a chłopiec powtórzył: — {i}Maa kem{/i}. — Nie było wątpliwości, że chodzi mu o rysunek sympatycznej małpki, któremu przyglądał się z wielką uwagą.
Edward zbliżył się do chłopca. — Jak się masz? — zapytał przyjaźnie. W odpowiedzi otrzymał jedynie uśmiech. — Jak masz na imię?
— Na imię ma Kuba — odpowiedział ktoś w imieniu chłopca. Był to wysoki, elegancki mężczyzna. U swojego boku miał równie elegancką kobietę. — I proszę się nie trudzić zadawaniem pytań. Chłopiec nie mówi. Nie jest w pełni rozwinięty. Rozumie proste polecenia, ale odpowiada sporadycznie, i nigdy nie da się go zrozumieć. Nie udało się nam nauczyć go języka. Ogromna szkoda. Wygląda na to, że pozostanie taki do końca… Roman Zieliński — przedstawił się mężczyzna, podając rękę Edwardowi. — A to moja małżonka Jadwiga.
— Ed Edward. — Ed odwzajemnił uścisk dłoni. — Państwa syn?
— Przybrany — odparł Zieliński. — Przygarnęliśmy go dwa lata temu. Już wtedy wydawał się być w tyle za rówieśnikami. Teraz wiemy, że to nie była kwestia wychowania i niedostatecznej edukacji. Mimo wszystko z całych sił staramy się przygotować go do życia w społeczeństwie.
— Mamy nadzieję, że kiedyś się w nie wpasuje — dodała małżonka. — Przynajmniej w jakimś stopniu. Czasem mamy wrażenie, jakby nie był stąd. Jakby pochodził z innej planety w kosmosie. Kompletnie obcej… Kubuś… — zwróciła się do chłopca. — Musimy już iść. Odłóż książeczkę.
Chłopiec wykonał polecenie i podał rękę kobiecie. Na chwilę jeszcze odwrócił się w stronę Eda. — {i}Fenn pah thia{/i} — wymamrotał w nieznanym języku. — {i}Pah thia{/i}.
— Sam pan widzi — odparł Zieliński. — Do widzenia, panie Edward.
{i}Fenn pah thia{/i}, dudniło w głowie Edwarda przez następne dni. {i}Pah thia{/i}. W języku Aliannu oznacza to z grubsza chęć powrotu do domu. Te same słowa odbijały mu się w głowie echem, kiedy siedział naprzeciwko wrogo nastawionego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil elshize
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…