Jedno pociągnięcie pędzla
Malowanie to tworzenie nie tylko obrazów...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Więc chodź, pomaluj mój świat Na żółto i na niebiesko Niech na niebie stanie tęcza Malowana Twoją kredką
Więc chodź pomaluj mi życie Niech świat mój się zarumieni Niechaj zalśni w pełnym słońcu Kolorami całej Ziemi{/i}
Dwa plus jeden „Pomaluj mój świat”
Od dłuższego czasu miałem ochotę pojechać w Pieniny. Nie byłem tam już kilka lat i bardzo chciałem je znów zobaczyć. Te maleńkie góry mają coś w sobie, jakąś magię, która nie pozwala o nich zapomnieć i każe wciąż tam wracać. Tak więc, gdy tylko nadarzyła się okazja, pojechałem. Zatrzymałem się w Szczawnicy i rozpocząłem wędrówkę. Pierwszego dnia wszedłem na Trzy Korony, drugiego pojechałem do Wąwozu Homole. Jest on oddalony o kilkanaście kilometrów od Szczawnicy, dojeżdża się tam autobusem, a wrócić jest najlepiej szlakiem wiodącym szczytami gór. Jednak wystąpił mały problem. Tego dnia bardzo późno wstałem - nie przyzwyczajony do gór, po pierwszym dniu byłem strasznie zmęczony, do tego stopnia, że spałem do 11. Dodatkowo jeszcze, strasznie długo zabawiłem w samym wąwozie, wciskając się w każdy zakamarek. Wąwóz jest tak niesamowity, że nie potrafię po prostu przez niego przechodzić, ładuję się zawsze na przeróżne skałki, żeby spojrzeć na niego z jeszcze innej perspektywy, by trochę dłużej podziwiać go. Tak więc, o 20 znajdowałem się w połowie drogi między wąwozem, a Szczawnicą. Za chwilę miało się ściemniać, a ja byłem bez dachu nad głową. Nocowanie w ten sposób na szlaku do bezpiecznych nie należy. Na szczęście, jako iż szlak wiódł przez hale gdzie wypasane są owce, znajdowało się tam kilka bacówek, o tej porze opuszczonych, ale nie zamykanych. Mogłem się tam spokojnie przenocować. Tak też, po kilkunastu minutach szukania, stałem przed drzwiami bacówki. Nie wahając się, pewny, że tam nikogo nie ma, wszedłem. I osłupiałem. Nie zdziwił bym się tak bardzo, gdybym zastał tam turystów, tak jak ja zastanych na szlaku przez noc. Ale malarka??? Tak, dokładnie. Malarka. Całe ściany chatki były obwieszone obrazami, a po środku stała sztaluga z niedokończonym obrazem. Przed nią zaś dziewczyna. Na oko miała z 24 lata. Średniego wzrostu, drobnej budowy, o krótkich, roztrzepanych włosach. Obróciła się w moją stronę. A ja stałem zdębiały. - Ja wiem, że nie jest to normalny widok w samym środku gór - odezwała się - Wiec mogę zrozumieć twoje zdziwienie. Ale proszę zamknij drzwi, bo robaków nawlatuje i potem w nocy oka nie zmrużysz. Wszedłem trochę głębiej i zamknąłem drzwi. Pierwszy szok minął. Wypadało się przedstawić. - Cześć. Jestem Emil - powiedziałem wyciągając rękę. - Edyta - odpowiedziała - No więc, Emilu, co cię tu sprowadza? Chociaż, nie musisz mówić - na pewno zostałeś o zmroku na szlaku i szukasz schronienia na noc. Czyż nie? - Dokładnie - odpowiedziałem - powód mojego pobytu tutaj jest chyba oczywisty. Ale czy mogłabyś mi powiedzieć, czemu ty się tutaj znajdujesz? - Potrzebowałam spokoju żeby malować. Denerwował mnie zgiełk. Chciałam odpocząć, pomyśleć trochę. A, i uprzedzę twoje następne pytanie - nie ma problemu, możesz się tu przenocować. - Dziękuję. No i zostałem. Porozmawialiśmy jeszcze trochę, potem zacząłem oglądać obrazy wiszące na ścianach. W większości były to krajobrazy, Pienin zresztą. Było parę portretów, gdy o nie spytałem, powiedziała, że to jej przyjaciele. Gdy tak przyglądałem się obrazom, zwróciłem uwagę, że one jakby... żyły? Liście na drzewach poruszały się, jakby wiał wiatr. - To tylko złudzenie - odpowiedziała, gdy zapytałem - to przez ogień ze świec - cały czas migocze, dając takie wrażenie. A tak w ogóle, to chciałam już iść spać - ucięła konwersację.
Zwykle nie pamiętam swoich snów. Ten jednak pamiętałem dokładnie po przebudzeniu. Śniło mi się, że jeden z obrazów nadleciał nade mnie, po czym zaczął się powiększać tak, iż w końcu zasłonił mi wszystko. I mnie wchłonął.
Gdy wyszedłem przed chatkę, zdziwiło mnie, że nie ma nikogo na szlaku. Ale po chwili pomyślałem, że o 7 rano nikogo jeszcze nie ma tu - w samym środku pomiędzy dwoma punktami startowymi wypraw. Wyruszyłem więc w kierunku Szczawnicy. Kiedy wszedłem w mały lasek zalegający zbocze jednej z gór, coś zauważyłem. Jeden z liści mi się nie podobał. Kiedy przyjrzałem mu się bliżej, dostrzegłem na nim ślad, jakby..... ktoś niedokładnie pociągnął pędzlem malując go. I dalej nikogo nie było na szlaku. Pełen bardzo złych przeczuć ruszyłem w kierunku Szczawnicy. Wyciąg krzesełkowy działał, ale nikt nim nie jechał. Zszedłem pod nim, wszedłem w miasto. I nadal nikogo. Chodziłem po Szczawnicy pół godziny, nie spotykając żywej duszy. Teraz wiedziałem, że stało się coś bardzo niedobrego. Nie wiedząc co zrobić dalej zacząłem znowu chodzić, przeszukując pozostałą część miasta. Aż w końcu zobaczyłem człowieka. To była Edyta. Stała przed jednym z domów. Podbiegłem do niej, wściekły. - Co mi zrobiłaś - wrzasnąłem na nią - nieważne co, chcę wrócić do normalnego świata, do MOJEGO świata. - Sama nie wiem, dlaczego zabrałam cię ze sobą. Coś mi jednak mówiło, że powinnam. I muszę cię zasmucić - stąd nie ma powrotu. Wiem, że będziesz mi to miał za złe. Ale mam nadzieję, że w końcu ci to minie. Bo na dobrą sprawę, to niewiele się zmieni - będziesz mógł dalej żyć normalnie jak dotąd. - Normalnie??!! W świecie w którym nikogo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jfidelk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…