Wróć do katalogu

Koniec drogi

koszmary dorastania z nutką fantastyki

IwonaUrbi, opublikowano , 7 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Koniec drogi

Żarówka dymi. Buja się i dymi. Czy żarówka może dymić? Nie wiem. Jakoś nie przyszło mi to wcześniej do głowy. A teraz? Teraz jakoś tak wszystko się pomieszało. Nie rozpoznaję już jawy, snu, moich, cudzych myśli, wrażeń. To jakiś cholerny koszmar. Spoglądam na moje ręce. To są moje ręce? Ich kształt coś mi przypomina, ale do końca pewien nie jestem. Boję się. Wtapiam się mocno we własne ciało, bo nie mam innego schronienia. Ale czy to doprawdy jest moje ciało? Mam wątpliwości. Jestem tu i nie ma mnie. Gubię się w szamotaninie zmysłów i halucynacji. Faluję.

*** A zaczynało się tak normalnie. Szedłem ulicą i próbowałem pogodzić się z własną odmiennością. Chciałem znaleźć coś dla siebie, coś stałego. Do tej pory wszystko rozpływało się w moich rękach, przed moimi oczami, wirowało w dzikim pędzie, a ja nic z tego nie rozumiałem. Podobno trzeba przez to przejść, by dorosnąć. Wtedy w to wątpiłem. Nie potrafiłem doszukać się w tym żadnej prawidłowości, żadnych stycznych z moją konstrukcją psycho-fizyczną. Cholera, ależ to było trudne. Coś jednak powtarzało w mojej głowie, że nie wolno mi już ignorować znaków, że nie mogę spieprzyć tego, co mnie, choć tak opornie, formowało. Cóż miałem do stracenia?

*** Miałem już serdecznie dość tego wszystkiego. Tego, co mnie otaczało, a raczej, bądźmy szczerzy, przytłaczało. Mania ograniczania przestrzeni – typowa „dolegliwość” zaburzonych nastolatków. Moja na pewno. Postanowiłem uciec. Choć na kilka dni wyrwać się z tego bagna. Nie wątpiłem przy tym, że w końcu i tak mnie znajdą, ale czułem, iż potrzebuję odetchnąć, zdystansować się do tej zdroworozsądkowej, skostniałej i dusznej rutyny, jaką starali mi się narzucić inni. Spakowałem więc plecak i ruszyłem przed siebie. Tak po prostu. Nie było ważne dokąd pójdę, co się stanie po drodze, chciałem jedynie zaznać odrobiny wolności. Niby banalne, ale widocznie nie byłem wolny od piętna przeciętności, choć wydawało mi się, że jest zupełnie inaczej. A jakże. Gdzieś tak na obrzeżach miasta czekali na mnie moi kumple. Wiedzieli, że coś się święci. Wyczuli to czy jak? Chcieli mnie kawałek odprowadzić, pogadać, dodać otuchy. Nawet się ucieszyłem. Przez kilka godzin będziemy razem, zbuntowani, silni, zjednoczeni. Ich też nie zaczną szukać tak szybko, zdążą wrócić. Potem zostanę już sam. Zresztą zobaczymy jak to się potoczy. Ważne by nie rezygnować z bycia sobą, nawet jeśli jest to tylko reakcja na próby zawłaszczenia naszej tożsamości przez wdzierającą się arogancko szablonowość. W pewnym wieku konfrontacja jest niezbędna. Dopiero później układność uwala zupełnie. No cóż... póki się tego nie wie, można jeszcze jakoś funkcjonować.

Moja paczka – Misiek, Rafa, Jolka i Ruda, starała się żartować, wiedząc jednocześnie, że coś się między nami kończy. Cholera, kilka miesięcy temu było nam razem tak beztrosko, zabawnie, żadne zmartwienia, różnice, nie wdzierały się między nas. A teraz co? Kończymy szkoły, choć to przecież prawdziwy cud, zważywszy na to, co wyprawialiśmy w niej i poza nią ( częściej jednak poza). Jeszcze parę tygodni i nasze drogi zupełnie się rozdzielą, każdy pójdzie w swoją stronę, może nawet na jakieś studia? Kto by przypuszczał? Po tych wszystkich wybrykach, niezadowolonych…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych