Wróć do katalogu

Koniec Świata 2.

Drugie 24 godziny i tym samym druga część opowiadania.

Augusto, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nagle coś wybuchło za oknem. Wstaję i rozgladam się po pokoju. Jaki piękny sen miałem tej nocy... To nie był sen. Rozglądam się znowu. Drzwi do mojego mieszkania są otwarte a po korytarzu raz po raz ktoś przebiega. Znowu słychać wybuch za oknem. Jednak mnie bardziej ineteresuje kartka zostawiona na kanapie. Od niej. "Coś niedobrego się dzieje na ulicy. W nocy obudziły mnie chałasy. Nie chciałam budzić Ciebie ale ty, jak tylko się obudzisz zadzwoń. W razie czego jestem...niebawem... tefelon i dzwoń. Jej adres to Slims 54/... B czeka.... lece...". Co to ma znaczyć ? Chwytam za telefon komórkowy. Nie ma sieci. Znowu budynkiem wstrząsa fala. Podchodzę do okna.... Widzę małą panoramę okolicy. ZZa choryzontu unoszą się dymy a po ulicach biegają ludzie. W budynku na przeciwko mnie jest dziura. Niebo osnuły chmury. Jakiś helikopter przelatuje niedaleko. Cały czas strzały. Wbiegam do łazienki i przemywam twarz. Ktoś wchodzi do mieszkania. -Kurwa ! Jest tu kto ? Wyłazić bo użyje broni. - wyglądam zza drzwi łazienkowych i patrzę na postać. Ma mundur Wojska Polskiego i trzyma broń. Wojsko. Co to zamachy terrorystyczne? Może ewakuują budynek... - Znazy ja jestem.. - nie zdążyłem dokończyć. - Wypierdalaj ! Masz minute na spakowanie. - zrozumiałem od razu. Szybko rzucam się po plecak, który leży z boku. Wrzucam pierwsze widoczne ubrania. Podbiegam do lodówki. Wrzucam chleb i jakieś serki dużo tego nie ma.. - Koniec spadaj na dół. - zabieram więc kurtke i wychodze. Na cholu leży pare bezwładnych ciał. Tak jak porzucone lalki przez małą dziewczynke, która się nimi znudziła. BIedne lalki. Najgorsze czeka na mnie na dole. Wychodząc na ulice widze wszędzie ciała. Jakiś płonący człowiek spada z 30 piętra. Zostaje z niego miazga już nawet nie płonąca. Wymiotuje. Wymiociny są białe z elementami warzyw. Nie moge na to patrzeć. Żołnierz popycha mnie do grupki ludzi stojącej w szeregu. - Ze względu na wasze niebezpieczeństwo stworzone przez rebeliantów zostaniecie wywiezieni w imieniu VII Rzeczpospolitej Polskiej do schronów gdzie odczekacie. - krzyknął przez megafon jakiś oficer w czarnym berecie. Zza naszych pleców rozlega się krótka seria. Wszyscy poza żołnierzami padają na ziemie albo się schylają. Wywiązuje się wymiana ognia. To jeszcze nic wobec chałasu panującego dookoła mnie. Wszędzie krzyki i strzały. Ziemia trzęsie się od wybuchów. Wiatr wieje z niesamowitą prędkością, że nawet widać jak niektóre ciała przewracają się z boku na bok. Zaraz wyjeżdża czołg i ostrzeliwuje mój blok. - Kurwa mać ! - mówie. - Wsiadać ! - krzyczy oficer. Trzydzieści osób posłusznie upycha się do ciężarówki. Wsiadam jako jeden z ostatnich więc widze kawałek ulicy. Za nami stoi transporter. Ruszamy. Kierowca tak nami szarpną, że położyłem się prawie na osobe obok. Teraz widze jak nas zamknęli. Ciężarówka jest chyba metalowa a żebyśmy nie uciali jest krata. Moją torbe porzuciłem gdzieś w czasie strzelaniny. Stoje zdezorientowany. Kobieta znajdująca się obok mnie płacze. Ktoś zemndlał a ktoś krwawi. W środku panuje wrzask ale pomiędzy przekleństwami, płaczem i krzykiem słyszy się także modlitwy. To modli się młody chłopiec, który zaginął w lesie dorosłych. Klęczy i nie boi się być podeptany. Ciężarówką znowu szarpną kolejny zakręt połączony z wybuchem. Tym razem traci ona przyczepność i upadamy. Dostaje od kogoś w nos łokciem. Krwawię ! Jest straszny ścisk i ledwo oddycham. Ciężarówka widocznie się pali bo jest coraz goręcej. Krzyk przerodził się w ryk a domniemany płomień wdarł się do środka. To koniec. Ja nie krzyczę. Przed oczami widzę tylko jedną twarz. Jej twarz. Przypomina mi się wczorajszy dzień. Jej uśmiech. Ten pamiętny spacer i kolacja. Jej słowa. Ta chwila kiedy zrozumiałem kim jest. Moja pamięć. Smród spalonego ciała powoduje, że wyrzucam z siebie kolejną dawke wymiocin. Ale zdaję sobie nagle z czegoś sprawe. Nie żyje dla siebie. Musze ją ochronić. Ta wola walki wybucha we mnie jakby największy ładunek. To nie tylko miłość. Widzę przed sobą kratę a temperatura parzy mnie po całym ciele. Resztkami sił staram się przeczołgać przez półżywe ciała. O dziwo udaje mi się to ponieważ już wielu ludzi zginęło. Podczołguje się do krat i kątem oka widze jak jakiś facet je gryzie i na chwile przestająć woła : - Nie dam się wam zabić ! Nie dam, nie dam - zaczyna znowu gryźć. Kratu są dosyć grube. Na ulicy widze zamieszanie. Wszędzie leżą ciała a transporter jadący za nami jest cały czarny i lekko dymi. Coś wybucha blisko mnie. Nagle w uszach nie słysze nic poza przenikliwym piskiem i zaczyna mi się kręcić w głowie. Uderzam nią z rozpędu w kraty a te ustępują. Wpadam do kałuży błotnej. Czołgam się do transportera. Piszczenie powoli ustaje jednak głowa ciąży jak głaz. Głaz który kieruje się w kierunku biegonów i zwiększa swoje rozmiar raz po raz pękając. - Kurwa, Boże ! - wołam w ulice. Czuje, że krwawię i mógłbym wymiotować ale skończyło się to czym bym mógł. Resztkami sił przeczołguje się przez chodnik i kładę się w jakieś bramie. Czuje że umieram... Budzę się czując ból w piersiach i głowie. Krwawienie z nosa ustało. Podnoszę się spomiędzy zwłok niczym człowiek zmartwychwstały. Zegar na pałacu kultury wskazuję godzinę jedenastą. Jednak nie jestem w stanie się przyjrzeć bo zaraz mniejsza wskazówka urywa się i spada. Cały czas słychać wybuchy i krzyki ale na ulicy, na której stoje nie ma prawie nikogo. Oglądam wysypujące się jakby proszek z puszki po kawie, sterte spalonych ciał i kości. Znowu czuje, że żołądek podchodzi mi do gardła ale wylatują tylko resztki nieprzetrawionego jedzenia. Potykając się o zwłoki staram zorientować się w sytuacji. Myśleć trzeźwo. Wybuchła wojna albo coś w tym rodzaju a ja znalazłem się na linni frontu.... Słysze basowy wybuch jakby oddalony dziesiątki kilometórów. I nagle fala wiatru która zrzuca mnie z nóg. Postanawiam wejść na dziesiąte piętro budynku, który znajduje się na przeciwko mnie. Nikogo nie ma więc wchodze. Na winde nie ma co liczyć ale mimo to naciskam przycisk. Otwiera się i widze coś potwornego. Małe siedmioletnie dzieci powieszone na jednym sznurze za sufit. Obracają się teraz wokół własnej osi. - Ach .. Ja pierdole. - mówie cicho. Jestem w piekle. Wspinam się dzesięć pięter. Wchodze do jakiegoś mieszkania całkiem zdemolowanego. Widzę psa który wyjada czyjeś wnętrzności. Warczy na mnie. Nie ma jedej łapy. Trzaskam trzwiami i słysze jego szczekanie. Na dziesiątym piętrze pies ? Zajebiście. Za chwilę wyłaniają się głowy trzech innych z różnych mieszkań. Jeden z nich trzyma w pysku dziecięcą rączkę. Fuck. Rzucam się na drabine prowadzącą na dach. Psy za mną. Gdy jestem wysoko i wywarzam pięścią otwór na górze, jeden łapie mnie za noge. - Odpierodl się ! - krzyczę jakby coś to miało dać. Puścił. Wchodze na dach i widzę panoramę Warszawy. Nie całą bo stoi w niej więcej takich budynków. Daleko daleko widze jakiś opadający pył. Jest gigantyczny. Urzyli atomu ? Szybko zastanawiam się jak uciec z tego miasta. Znowu przed oczami staje mi ona jak płacze. Musze ją uratować jak z filmu. Filmu, który bez mojej zgody stał się rzeczywistością. Idę po nią. Kartę z nazwą ulicy mam cały czas w spodniach. "Slims 54". Wiem gdzie to jest. Rozglądam się jak wydostać się z tego budynku. Mógłbym przeskoczyć na drugi taki sam obok ale przerwa jaka jest między nimi to chyba ze cztery metry. Nie ma wyjścia. Biorę rozpęd z drugiego końca. Biegne biegne i... Udało się. Jestem po drugiej stronie. Lot zwieńczyłem upadkiem ale ważne, że się udało. Zbiegam klatką schodową na dół. Wszędzie tyle samo krwi, która budzi we mnie obrzydzenie ale nie reaguje na nią tak jak początkowo. Jestem gdzieś na Woli. Wychodze z budynku. Wszędzie dogasające wraki samochodów i rozerwane ciała. Na ulicy dół. Zaglądam z ciekawości. Końca nie widać. Widze jeden samochód z powybijanymi szybami i wyjętymi siedzeniami. Leży tam kierowca trup bez głowy. W ręku trzyma jeszcze kluczyki. Ma papierosy. Błogosławieństwo. Zapalam jednego od płanącego śmietnika i staram się uruchomić maszynę. Silnik próbuje załapać lecz zaraz z jedenej z mniejszych uliczek wybiega jakiś człowiek. Zauważa mnie. Ma w ręku broń. Celuje. - Ruszaj ruszaj. Proszę... - zaskakuje. Jade do tyłu a on strzela. Trafia obok mnie. Odruchowo schylam jak najbardziej głowe i patrze w tył. Zakręcam i jadę na niego. Skończyła mu się amunicja.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych