Kopenhaga I
Sześcioro młodych ludzi wpada na siebie pewnego wrześniowego wieczora. Łączy ich Kopenhaga, poszukiwanie swojej drogi i beztroska młodość. Choć wciąż się nie znają, ich życia splatają się w coraz silniejsze więzi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zapadał letni zmierzch nad Kopenhagą. Na zacienione uliczki opadał kurz; ostatnie promyki światła odbijały się w kryształowych żyrandolach na Zamku Królewskim. Setki stóp zmierzały w kierunku obranym przez ich właścicieli – do domów, do lokali na kolacje czy nocnych klubów. W najodleglejszym zakątku Ogrodu Botanicznego słońce jeszcze nie zaszło. Prześwitywało przez liście egzotycznych drzew – gigantycznej sekwoi lub azjatyckiego grabu. Na ławce, zupełnie nieosłoniętej od uroczego zachodu słońca, siedziała zaczytana dziewczyna. Na jej policzkach wykwitły rumieńce, a wzrok łapczywie sunął po tekście. Raz po raz przechodził ktoś przed nią – szurał po żwirowej dróżce, cykał zdjęcia lub głośno zachwycał się roślinnością, ale ona tego nie zauważała. Nagle jej wzrok spoczął na rozświetlonym niebie. Gładziła się po szyi z rozmarzonym wyrazem twarzy. Naraz zerwała się, szybko zamykając książkę. Włożyła ją do płóciennej torby, wsiadła na jasnozielony rower i pojechała ścieżką na południe. „Och, Luizo, znowu się spóźnisz” powtarzała sobie z wyrzutem stając na czerwonym świetle. Tuż koło niej, na czerwonym rowerze o niesamowicie cienkich kołach, siedział młody chłopak. Na nosie miał ciemne okulary słoneczne, a stopę, postawioną teraz na jezdni dla zachowania równowagi, obutą w sandała. Uśmiechnął się przyjaźnie, gdy Luiza na niego zerknęła. Zapaliło się zielone światło. Samochody i rowery ruszyły, rozjeżdżając się w swoje strony. Jasnozielony rower pognał na Sankt Peders Straede, a ekstrawagandzki czerwony na uliczkę Silkegade. Chłopak stwierdził, że do domu zostało mu jeszcze co najmniej kilkanaście minut jazdy i włożył do uszu słuchawki. Nie śpieszyło mu się wcale – na dzisiejszy wieczór niczego nie zaplanował. Niebo ciemniało nad nim, gdy skręcał w Pilestraede. Jeszcze zakręt i już był na miejscu. Zdjął słuchawki, złapał rower i wbiegł po schodach, mijając na chodniku dziewczynę w przewiewnej sukience. - Patrick! – rozległo się z okna. Dziewczyna rozejrzała się za głosem, a chłopak odkrzyknął coś na klatce schodowej. Wyjął z kieszeni klucze i wchodząc do mieszkania, oznajmił z krzykiem, że przecież już jest. Panienka w sukience ruszyła dalej szarą uliczką. Słońce już całkowicie się schowało i zaczął ją ogarniać nocny chłód. Przyśpieszyła kroku, aby dotrzeć do domu. Przeklinała się w myślach, że nie wzięła ze sobą sweterka. Kilka minut później stała przed drzwiami z numerem dwudziestym trzecim i uparcie dzwoniła. Klucza też zapomniała. Wtem drzwi otwarły się i pojawiła się w nich blond włosa kobieta w liliowych pantoflach i szlafroku. - Birgit, bałam się, że nie zdążę! – krzyknęła kobieta szybko przechodząc do sypialni. Na łóżku leżała mała czarna z liliowym wzorem przy dekolcie. - Jest piękna, nieprawdaż? Znalazłam ją dopiero dzisiaj, co by było, gdybym się nie wybrała na zakupy! Ta kolacja jest
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zaszumiał-wiatr
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…