Kraniec cz2
Co tam się stało naprawdę... tego nie wie nikt
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zamknąłem na kilka sekund oczy, a kiedy je otworzyłem, chłopaki wpatrywali się we mnie niczym w obrazek, mający im wyjaśnić jakąś przerażająca tajemnicę. Wiatr ucichł, drzewa wokół nas przestały szumieć, jak gdyby też chciały usłyszeć moją historię. - Pamiętacie, jak byliśmy kiedyś u mojego dziadka- zacząłem wreszcie. Zauważyłem na twarzach przyjaciół wyraz zadowolenia, iż wreszcie dopięli swego. - Jest tam spory las, prawda?- przytaknęli znacząco głowami. - Nie owijaj w bawełnę, tylko dawaj, bo my tu z Marcinem nie możemy się doczekać! - Uspokój się, to naprawdę nic zabawnego- wskazałem palcem na Pawła, który zamilkł w jednej chwili, a uśmiech z jego twarzy zniknął tak szybko, jak się pojawił- Poszedłem na przechadzkę. Musiałem poukładać sobie pewne sprawy, wiecie, jak to wtedy było. -Marta- dodali obydwaj jednocześnie, robiąc przy tym zadowolone miny. - Właśnie, Marta- zamyśliłem się- Pamiętałem starą chatę, stojącą głęboko w lesie. Było wtedy późne popołudnie. Pomyślałem, że przejdę się tam i zobaczę, czy jeszcze stoi. Czasem leśniczy nocował w niej, kiedy przyjeżdżał do wsi. - No mówiłeś kiedyś, że twój dziadek zna tego leśniczego i byłeś tam kilka razy.- przechwycił wątek Paweł, po czym oparł wygodnie na ławeczce. - Teraz słuchajcie. Jeśli to wyjdzie poza nasz krąg, będą kłopoty. Ufam wam, dlatego to mówię.- tu zrobiłem groźną minę, dając im wyraz powagi sytuacji- Kiedy byłem już niedaleko usłyszałem krzyk. Coś we wnętrzu popchnęło mnie w tamtą stronę. Jakaś siła, której pochodzenia nie jestem w stanie wytłumaczyć w żaden sposób. Wziąłem dwa głębokie wdechy, po czym poprosiłem o kolejnego papierosa. Marcin nie spuszczając wzroku z mojej twarzy, prawą ręką wyjął paczkę z kieszeni. Odpaliłem zapalniczkę, którą zabrałem uprzednio z domu. Dym swobodnie uleciał w stronę siedzących na ławce twarzy, nadal wpatrzonych tylko we mnie. - Podszedłem bliżej. Starałem się być tak cicho, jak tylko mogłem. Zerknąłem przez okno, ale nim zdążyłem cokolwiek zobaczyć, padł strzał! Chłopaki zesztywnieli momentalnie, żaden nie odezwał się ani słowem. Poczułem zimny powiem na swojej twarzy, zamyśliłem się. Najpierw szybsze bicie serca, ukłucie w żołądku i znów czułem, jakbym tam stał. Wrony odleciały z pobliskiego, wysokiego drzewa. Zupełnie jak ptaki wtedy, w lesie, od razu po wystrzale. Nie widząc żadnego odzewu ze strony pobladłych, oniemiałych twarzy, kontynuowałem: - Padłem na ziemię! Nie wiedziałem, co mam robić. Nie wiedząc dlaczego, zasłoniłem usta dłońmi. To tak, jakbym się bał, że nagle górę weźmie instynkt i zacznę krzyczeć. Ale kto mógłby mnie tam usłyszeć? Paweł ponownie wyjął paczkę papierosów. Nie wytrzymywał nerwowo. Rozumiał zapewne dokładnie, co mówię, ale nie dotarła jeszcze do niego świadomość, że to zdarzyło sie naprawdę, że to nie film! - Podniosłem się i uklęknąłem. Las był gęsty, mogłem uciekać daleko, ale coś mnie powstrzymywało! Myśl, że jeśli mnie zobaczą, to kolejny strzał będzie właśnie do mnie! Nie wiedziałem, kto tam jest i ilu ich jest! Miałem zapewne minę, jak wy teraz!- obaj zmierzyli się wzrokiem- Wtem drugi strzał! Zauważyli mnie- pomyślałem. Wstałem i już chciałem uciekać jak najdalej stamtąd, ale potężne trafienie czegoś twardego zwaliło mnie z nóg. Skończyłem mówić. Nastała głucha cisza. Odszedłem kilkanaście kroków i dopaliłem resztę papierosa, stojąc przy koszu na śmieci. Stałem tam chwilę, oddychając ciężko. Cała sytuacja na powrót stała się żywa w moim umyśle. - O żesz!- usłyszałem reakcję Marcina, więc wróciłem z powrotem do nich- Myśleliśmy, że miałeś jakieś kłopoty rodzinne, albo... albo... nie wiem, ale na pewno nie wpadło by nam do głowy, że byłeś świadkiem jakiegoś morderstwa! - Świadkiem Morderstwa?!- zacząłem, robiąc skwaszoną minę.- Stary, może na tym poprzestaniemy i... - Nie!- wstał z ławki Paweł i chwycił mnie mocno za ramię- Mów dalej. Jesteś tu z nami, żyjesz, więc coś tam musiało sie jeszcze stać! Kolesie, którzy strzelają do ludzi, nie zostawiają świadków przy życiu. - Masz rację stary- obszedłem ławkę, po czym wskazałem Pawłowi miejsce, aby usiadł i się uspokoił- To dopiero początek. Obudziłem się w jakimś pokoju. Po kilku chwilach, kiedy szok minął, poczułem straszny ból w okolicy czoła. Pierwsze co pamiętam, to to, że nie mogłem się poruszyć. - Nie próbowałeś uciekać?- zadał szybko pytanie Marcin. - Jasne, że próbowałem, ale na marne, byłem mocno powiązany. Nic nie skutkowało. - w tym momencie mimowolnie sięgnąłem do kieszeni i ścisnąłem mocno złotą monetę, podarowaną mi niedawno. Zamyśliłem się ponownie. Minęła krótka chwila, podczas której śledziłem wzrokiem błękit nieba. Uczułem, iż dłoń zaczyna mi się pocić. Już chciałem wyjąć prezent i pokazać go kolegom, ale... - Cześć chłopaki- usłyszałem kobiecy głos, dochodzący od strony ścieżki. Odwróciłem się instynktownie.- Krystian! Dziewczyna podbiegła do mnie i zawiesiła się na szyi. Dostałem buziaka w policzek. Na mojej twarzy szybko zapanował uśmiech. Ponury nastrój sprzed kilku sekund odszedł w niepamięć. To była Kaśka, dziewczyna, którą znałem połowę swojego życia, mieszkająca nieopodal mnie. - Ile ja cię nie widziałam!- wykrzyczała, wymachując rękami- Gdzie ty się podziewałeś?! Żadnego znaku życia, kompletnie nic! - odwróciła się teraz w stronę chłopaków, siedzących na ławce- A wy co macie takie ponure miny? Stało się coś? - Nie, nic- odrzekłem, łapiąc ja za rękę- Wróciłem! - Twoi rodzice mówili, że byłeś w sanatorium. - tutaj złożyła dłonie jak do modlitwy- Matko, mam nadzieję, że to nic poważnego. - Nie, nic mi nie jest. Miałem mocny atak astmy i rodzice zawieźli mnie do szpitala. Potem sanatorium, bez telefonu, internetu, takie zasady- opowiadałem, zerkając jednocześnie na Michała i Pawła. Kaśka była szczupłą, ładną blondynką, na szczęście nie należącą do osób wścipskich i ciekawskich, a widać moja odpowiedź całkowicie ją usatysfakcjonowała. Dziewczyna kiwnęła głową na znak aprobaty mojej odpowiedzi. Poczułem ulgę. - Marcin, widziałam się z twoją mamą. Masz natychmiast iść do domu, bo gdzieś jedziecie. - Kurczę!- wykrzyknął Marcin w jednej chwili, poklepując się po czole- Całkiem zapomniałem. Narta, pogadamy kiedy indziej. Pobiegł w stronę domu. Kaśka złapała za rękę Pawła, który zbliżył sie do nas, nie przestając bawić się zapalniczką. - Wiecie co, chodźcie ze mną na działkę. Muszę przynieść parę rzeczy mamie. To jak? - Właściwie, to ja mogę się przejść- odparł momentalnie Paweł, który od jakiegoś czasu ogromnie interesował się Kaśką. Po odpowiedzi Pawła, wzrok dziewczyny skierowany został na mnie. - Nie, idźcie sami. Jestem trochę zmęczony i głodny. Pójdę do domu odpocząć, bo już nie daję rady. Paweł nie był zaskoczony moją decyzją. Uśmiechnął się ledwo widocznie, po czym mrugnął do mnie. To wystarczyło, rozumieliśmy się bez słów. Rozeszliśmy się prawie natychmiast, Paweł zajął Kaśkę rozmową. Nie chciałem słyszeć już żadnych pytań. Wracałem do domu, w umyślę wciąż zachowując żywą historię, której nie zdołałem dokończyć przyjaciołom. Może tak miało być- pomyślałem, zwalniając kroku. Wszedłem do klatki, odwróciłem się na pięcie. Drzwi powoli same się zamykały. Zdążyłem tylko uchwycić wzrokiem piękny, lekki obłok, wędrujący po wydawało by się bezkresnym niebie. To coś wspaniałego. Uzależniony od siły, która nim porusza i której nie widać, istnieje jedynie w sferze uczucia. Tam, wysoko, panują zupełnie inne zasady, kierowane przez coś, co wydaje nam się zwykłą codziennością. Wiatr tutaj jest niczym, ale na niebie, staje się władcą wszystkiego. To on decyduje, co jest dobre, a co złe, kiedy ktoś wkracza w jego świat. Co jednak dzieje się na ziemi? Kto powie nam, po której stronie stanąć, co jest realne, a co tylko wydaje nam się takie,a rzeczywistości jest fatalną iluzją?
07.06.
Nie mogłem nic zrobić. Próbowałem przesunąć jakimś sposobem krzesło, na którym siedziałem. Nic, nawet nie drgnie. Ręce miałem związane z tyłu grubą, mocną liną. Pokój- ściany z drewna, pośrodku mały stół i jedno łóżko naprzeciwko mnie. Nieduże, ciemne, drewniane drzwi były zamknięte, ale słyszałem głosy dochodzące zza nich. Nie byłem jednak w stanie dokładnie zrozumieć o czym mówią ci ludzie. Krzesło przybite zostało do drewnianej podłogi. Nie miałem czasu ani ochoty zastanawiać się, po co. Usta miałem zakneblowane. Nagle na łóżku zauważyłem inną postać. Leżała nieruchomo, plecami do mnie. Właśnie wtedy ktoś wszedł do środka. Zamknąłem oczy, czułem jego oddech na swojej twarzy. Nie odezwał się ani słowem. To było chyba najgorsze uczucie jakie mnie kiedykolwiek spotkało. Starałem się nie robić gwałtownych ruchów, nie otwierać oczu. Nie chciałem go zobaczyć, po prostu nie chciałem! Zimny pot spłynął po czole. Nagle usłyszałem kroki. Oddalił sie na kilka metrów. Otworzyłem jedno oko. Człowiek ubrany w brązowa, skórzaną kurtkę, dżinsy, podszedł do łóżka na którym leżał nieprzytomny mężczyzna. Odwrócił się w moją stronę. Szybko zamknąłem oczy. Za późno. - Patrz- powiedział niskim, ochrypłym głosem. Jak na zawołanie moje powieki podniosły się, a źrenice przepełniły światłem. Do pokoju wszedł teraz drugi mężczyzna. Wyższy od tamtego i dużo szczuplejszy. W ręku niósł pistolet. Usłyszałem odgłos odbezpieczania, który doskonale kojarzyłem z filmów. Wytrzeszczyłem oczy. Nie chciałem na to patrzeć, jednakże spoglądałem w bezdechu na całą sytuację. Mężczyzna w skórzanej kurtce podniósł postać z łóżka i rzucił ją na podłogę. Spuściłem głowę. Dopiero teraz zauważyłem plamy krwi tuż obok krzesełka na którym siedziałem. Nie próbowałem się już wydostać, było mi wszystko jedno, co się stanie. Jedyne uczucia, towarzyszące w tej chwili, to niezaspokojona ciekawość. Sam nie wiem, jak to możliwe, ale bojaźń śmierci odeszła w niepamięć. Serce się uspokoiło, znów trzeźwo patrzyłem na świat, który w tej chwili wcale nie był przyjaźnie do mnie nastawiony. Wysoki mężczyzna zbliżył się i przykucnął. Patrzył podejrzliwym wzrokiem. Spoglądałem mu w oczy, jak gdybym stawiał się samej śmierci, której i tak nie można uniknąć. Odkleił mi z ust taśmę. Syknąłem tylko z bólu. - Jak się mamy?- spytał nagle. Nie odpowiedziałem, spuściłem wzrok na leżącą w bezruchu postać. Coś we mnie drgnęło. Chciałem coś krzyknąć, cokolwiek, choćby "pomocy", ale wiedziałem, że to nic nie da. Potrzebowałem wewnętrznej ulgi, której mogłem doświadczyć jedynie próbując sie ratować. Na razie ona nie następowała. Mężczyzna nie był leśniczym, którego tu spotykałem, przechadzając się z dziadkiem. Facet w skórzanej kurtce przykucnął i sprawdził puls tamtego. - Jeszcze żyje- powiedział szybko, rozwiązując ręce wydawałoby się nieżywej postaci. Mężczyzna nie dający do tej pory jakiegokolwiek znaku życia, zerwał się momentalnie. Złapał oprawcę za nogi i przewrócił. Widziałem jego paniczny, wściekły wzrok. Zachowywał się jak zwierzę! Drugi z nich wstał szybko, obrócił się na pięcie i wycelował. Odgłos wystrzału wystraszył mnie tak, że skuliłem sie jak mogłem najbardziej. Zamknąłem oczy na kilka sekund. Kiedy je otworzyłem, facet leżał na ziemi. Nie poruszał się. - Zabierz go Marek- powiedział mężczyzna, stojący teraz tyłem do mnie. Tamten skinął głową na znak posłuszeństwa i ruszył zdenerwowany w stronę martwej postaci.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jubus1988
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…