LANSERKA ANKA - PODRYWACZ cz. VII
Wielu facetów chciałoby spotykać się z gwiazdą szoł biznesu. Romek umawia się na randkę z dziewczyną, która przedstawia się jako Anka Future Star i chce się za wszelką cenę wylansować.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
LANSERKA ANKA
Tego słonecznego, świetnie zapowiadającego się dnia obudziłem się dość wcześnie, bo już przed południem. Odruchowo spojrzałem na mojego najlepszego przyjaciela i wtedy dopiero zdałem sobie sprawę, jak bardzo biedaczek jest ze mną nieszczęśliwy. Niby stał na baczność jak zwykle, ale w tak przejmująco smutny sposób, jakby chciał mi przypomnieć, że od prawie tygodnia nie doświadczył żadnej interesującej penetracji. Trudno byłoby mu nie przyznać racji, bo Marcie, koleżance z roku, najlepiej wychodziło udawanie kłody, a Olga przez cały czas tak okropnie ględziła, że całkowicie obrzydziła mi ciupcianko. Postanowiłem ruszyć na pomoc staremu druhowi. Nie tracąc czasu na wciąganie slipek czy podkoszulki odpaliłem kompa i już po chwili byłem w swoim żywiole. Jak zwykle pisałem do panienek o niebanalnych nickach, bajerując je z wrodzonym wdziękiem i taktem. Najbardziej interesującą dziunią okazała się Anka Future Star. Pomyślałem, że osoba o takim pseudonimie z pewnością ma niesamowitą ambicję, popartą talentem i umiejętnościami. W tym przekonaniu utwierdziło mnie zdjęcie, które przesłała mi na maila. Brunetka o długich, kręconych włosach, intrygującym spojrzeniu kotki czekającej na mleczko i piersiach mogących zatrzymać ruch w centrum miasta zachwyciła mnie od pierwszego spojrzenia. Wackowi też się spodobała, bo aż podniósł główkę i łypał tym swoim czerwonym oczkiem. Cwaniak – dobrze wiedział, czym to może się skończyć. Chcąc zaimponować Ance, zaprosiłem ją do restauracji Alexander na Ogrodowej, bo wiadomo, że im bardziej elegancki lokal, tym dziewczę szybciej mięknie i szerzej rozstawia uda. Byłem na miejscu dziesięć minut przed czasem, odpierniczony w modną koszulę i obcisłe dżinsy, na które zawsze leciały wszystkie lasencje. Wybiła osiemnasta, a panienki jak nie było, tak nie było. Minął kwadrans - Anki ani widu, ani słychu. Zacząłem się denerwować, zwłaszcza że kelner co chwilę przyłaził i zawracał gitarę kretyńskim pytaniem, czy już się zdecydowałem coś zamówić. Nigdy nie lubiłem takich upierdliwych, pedałkowatych buców. Za pięć siódma chciałem już opuścić Alexandra, ale wtedy weszła ona. Wiedziałem, że gwiazdy lubią się spóźniać, ale nie wpadłem na to, iż dotyczy to również potencjalnych ikon popkultury. Ania wyglądała identycznie jak na zdjęciu czyli olśniewająco. Ubrana w ekstremalnie krótką miniówkę i buty na wysokim obcasie, szła powoli w moim kierunku z hollywoodzkim uśmiechem na twarzy. Zarzucała tyłeczkiem na boki, akcentując w ten sposób każdy krok. Wystudiowanym ruchem odgarnęła na bok falującą burzę włosów. Mój wzrok ześliznął się na jej seksownie podrygujące piersi, nie skrępowane stanikiem i prześwitujące spod cieniutkiego sweterka. Były średniej wielkości, jędrne i idealnie krągłe, dokładnie takie jak tygrysy lubią najbardziej. - Ciao! – zamruczała do mnie jak kociak, podając starannie wypielęgnowaną dłoń z długimi tipsami w fantazyjne wzorki. - Sie ma, Ania! – ostrożnie uścisnąłem wyperfumowaną rękę. - Proszę cię, kochany, nie mów do mnie per „Ania” – uśmiechnęła się słodko. – To takie powszechne, mało medialne imię! - A jak mam mówić? Anula? Andzia? - Nie żartuj sobie. Nazywaj mnie Antoniną, jeśli nie sprawi ci to trudności. - Nie ma sprawy, Antosiu – zawsze byłem zgodliwym gentelmenem. - Antonino, a nie Antosiu! – fuknęła. – Rozumiemy się, Romanie? Zdębiałem, bo od wieków nikt do mnie się tak nie zwracał. Zawsze wołali na mnie: „Romuś”, a niektóre kobiety nazywały „Niezrównanym”, ale „Romanie”? No cóż, jakoś to przeboleję. - Ok., ok., per Antonino. Oczywiście, że się rozumiemy. - Cieszę się – puściła mi oczko i zaraz przestałem się na nią boczyć. – Powiedz mi, czy gdy szłam przez salę, ktoś się na mnie patrzył? - Oczywiście. Ten brodacz pod ścianą tak się gapił na twoje cycki, że aż się poślinił, kelner nie spuszczał wzroku z dupeczki i nawet te dwie głupie blondzie przy oknie na chwilę zamknęły jadaczki. - To dobrze! Znakomicie! – ucieszyła się Andzia. - To znaczy, że umiem się wylansować. Wiesz, jeśli chcesz zrobić karierę w show biznesie, to musisz potrafić przykuć do siebie uwagę. - Zależy ci na uwadze tego obleśnego brodacza? - A gdyby on był producentem filmowym? Albo znanym fotografem? - No tak, masz rację. Często się tak lansujesz? - Zawsze! Przecież nigdy nie wiesz, kto czai się za rogiem i chce ci dać szansę! - Ostatnio u nas na osiedlu wieczorami czaił się za rogiem taki gościu w płaszczu, pod którym był goły jak święty turecki. No i gdy przechodziła obok jakaś laska, wyskakiwał i pokazywał jej fujarę. - Wszystkim dziewczynom? – zainteresowała się Anulka. - Nie, tylko tym ładniejszym. - A, to mnie też by pokazał. A dużego miał? - Niespecjalnie. - To po co mi opowiadasz takie pierdoły?! A tak w ogóle to nie o taką szansę od faceta zza rogu mi chodziło. - A o jaką? – spytałem przyglądając się jej badawczym wzrokiem. - No wiesz, że na przykład obsadzi cię w jakieś reklamówce albo weźmie na chatę, narobi zdjęć i puści na okładce Vivy czy innego Twojego Stylu. - Na pewno byłoby sporo takich, którzy chcieliby cię wziąć na chatę – stwierdziłem znów gapiąc się na ten jej niesamowity biust. - Podobają ci się moje cycki? – zauważyła moje pełne podziwu spojrzenie i dumnie wypięła piersi. - Jasne! Bardzo udane implanciki! - Implanciki?! Jak śmiesz! – spąsowiała na twarzy. – To nie są żadne implanciki tylko prawdziwa natura! - Powaga? Ciągle słyszę, jak te wszystkie głupie lanserki i lachociągi robią sobie cycki, więc myślałem, że ty też. - Ale ja jestem lepszą lanserką i nie muszę sobie robić cycków, bo już bez robienia mam tak zajebiste jak Dodzia! Albo jeszcze bardziej zajebiste! A jak sobie kiedyś zrobię, to będę miała najbardziej zajebiste cycki na świecie i będę najbardziej zajebistą gwiazdą szoł biznesu. I będzie zajebiście zajebiście! - To wstawiłaś sobie implanty czy nie, bo teraz to już zajebiście mnie wygłupiłaś? – spytałem uprzejmie. - To są zajebiście prawdziwe cycki! – krzyknęła na całą restaurację, aż wszyscy zamilkli. – Jak nie wierzysz, to sprawdź! Dalej, pomacaj je! Wypięła piersi, chwyciła mnie za dłonie i położyła je na swoim biuście. - No, no, całkiem niezłe! – stwierdziłem energicznie obmacując baloniki Anki. – Bardzo mi się podobają! Są takie przyjemne w dotyku. A te brodaweczki, miodzio! – potarłem palcami sterczące dzyndzelki. - I co? Prawdziwe, nie? – dopytywała się dziewczyna. - Hm, hm! – kelner stanął mi za plecami i zachrząkał. – Czy już państwo zdecydowali się, co zamówić? - Znowu mi pan przeszkadza! – krzyknąłem nie przerywając macanka. – Nie widzi pan, że jestem zajęty?! - Chciałem tylko przyjąć zamówienie i już znikam – upierdliwy buc przesunął się bliżej i z odległości nie przekraczającej metra bezczelnie wygapiał się na cycki Anki. - I co, i co, prawdziwe, nie? – laska ponowiła pytanie. - Wydaje mi się, że tak, ale nie mam pewności – nadal dokładnie sprawdzałem szczegóły anatomiczne mojej towarzyszki. - To może ja sprawdzę – nieśmiało spytał kelner. - Mam w tym dużą wprawę. - Niech pan nie będzie bezczelny! – odepchnąłem palanta, bo już się pchał z łapami. - O co ci chodzi, Romanie? – zaoponowała właścielka biustu. – Skoro ty nie masz czucia w rękach, to niech ten pan sprawdzi. Prawda musi wyjść na jaw! - No właśnie! – wtrącił kelner. - Mam czucie w rękach! – nie było mi w smak dopuszczać do Anki tego okropnego typka. - Się pan odsunie! – upierdliwiec wepchnął się między mnie a laseczkę i jego dłonie zastąpiły moje. - Pokażę ci, jak się u nas maca! Palce kelnera zaczęły wyczyniać z cyckami prawdziwe cuda, poruszając się z ogromną szybkością. Najwyraźniej sprawiało to przyjemność przyszłej gwieździe szoł biznesu, bo zamknęła oczy i cicho pomrukując oblizywała lekko rozchylone wargi. Facet zaczynał mnie coraz bardziej denerwować. Pomyślałem, że jeszcze chwila i palnę go w ten głupi łeb. - No i co pan wyczuł?! – klepnąłem go w ramie. - Ponoć masz pan cholerną wprawę w tej robocie, więc dlaczego to tak długo trwa, do jasnej cholery?!. - Prawdziwe! W życiu nie dotykałem tak cudownych, prawdziwych, naturalnych piersi! – mężczyzna był wniebowzięty. - No to niech się pan cofnie, skoro ekspertyza została wydana! Szarpnąłem gościa w tył, z trudem odrywając go od kobiecych krągłości. Dziewczyna nadal siedziała z zamkniętymi oczyma i wypiętym biustem, jakby oczekiwała kolejnych pieszczot. - To może jeszcze ja sprawdzę, czy to aby na pewno nie są implanty. Tak tylko, dla pewności – usłyszałem za sobą tubalny głos. Odwróciłem się, zdenerwowany na maksa. Za mną stał ten obleśny brodacz. Miał wyjątkowo kretyńską minę i ślinił się, wlepiając wzrok w piersi Anulki. - Spieprzaj, dziadu! – ryknąłem na niego, cytując prezydenta. - Dlaczego jesteś dla tego pana taki niemiły? – brunetka otworzyła oczy i uśmiechnęła się uwodzicielsko. – Może to jakiś producent filmowy albo znany fotograf? Jeśli tak, to jak najbardziej mógłby pomacać. - No właśnie, jestem słynnym producentem filmowym i jednocześnie bardzo znanym fotografem – brodaty jegomość dumnie wypiął klatkę. - W takim razie zapraszam do sprawdzania autentyczności biustu. Sprawa jest najwyższej wagi i musi być wyjaśniona z absolutną pewnością. – dziewczę znów zamknęło oczy i wypięło piersi. - Zaraz, zaraz! – kelner przyblokował mężczyznę przepychającego się w stronę Ani. – Ja go znam! Z niego taki producent jak z kaczej dupy trąba! Sprzedaje tutaj obok w warzywniaku! Nogi z dupy powyrywam! - Co?! W warzywniaku?! – brunetka zerwała się na równe nogi i wskazała palcem na drzwi. – Spieprzaj, dziadu! Facet stał jak wmurowany z miną idioty. Nawet go rozumiałem – był tak blisko macanka, a tymczasem obejdzie się smakiem. Musiał czuć się jak pies, któremu zły pan zabrał pyszną kość. - Nie słyszałeś, co pani mówiła?! – kelner krzyknął mu prosto do ucha. – Spieprzaj, dziadu kalwaryjski! - Ty pieprzony zdrajco! Niech cię tylko zobaczę w warzywniaku! – wrzasnął brodacz i poszedł jak zmyty. - A więc... - Nie zaczynamy zdania od: „a więc” – przerwałem upierdliwcowi. - A więc na co państwo macie ochotę? – dokończył niezrażony kelner patrząc na mnie kpiącym wzrokiem. - Ja na lodzika – odparowałem bez zastanowienia, patrząc na pełne wargi i szerokie usta laseczki. - To ja też reflektuję lodzika – Andzia puściła mi oczko i mocno wypchnęła językiem policzek, a potem spojrzała się na mnie wymownie. - Jakie mają być te lodziki? Ciepłe, zimne, małe, duże? - Duże, waniliowe, z bitą śmietaną i wisieńką na samym czubeczku. - Czyli dwa razy duże, waniliowe... - Tak, idź już po te lody, ty cyckomaniaku! – przerwałem kelnerowi, bo już miałem go serdecznie dość. Chciałem zostać sam na sam z Anką, a gostek ciągle mi przeszkadzał. - Wypraszam sobie! - A ja sobie wpraszam! - A ja wypraszam! - A ja wpraszam! - A ja… - Dobrze już! – dziewczyna przerwała nam jakże interesującą konwersację. - Panowie, przestańcie! Przyniesiesz nam te lody, przystojniaku? – uśmiechnęła się do buca, wypinając cycuszki, które znów mocno naparły na cieniutki materiał sweterka. Ugłaskany kelner odszedł dumnym krokiem. Anka poprawiała sobie biust, jakby było tam coś jeszcze do skorygowania, a potem spytała: - A więc mówiłeś, że znalazłoby się wielu wpływowych facetów, którzy wzięliby mnie na chatę, a potem wylansowali? - Nie zaczynamy zda… Nie ważne. Oczywiście, że znam masę takich ludzi. Przed jednym z nich właśnie siedzisz. - Taaaaaak?! – zrobiła wielkie oczy? – Mógłbyś? - No pewnie, że mogę cię wziąć na chatę. - Ale czy potem być mnie wylansował? - No jak nie, jak tak! – uderzyłem się pięścią w serce. - A na chacie pewnie będziesz chciał mnie wydupczyć? - Pewnie tak – zdobyłem się na szczerość. - W porządku, mi to nie przeszkadza. Lans to lans, rządzi się swoimi prawami. A jak mnie wylansujesz i gdzie? - Porobię ci cyfrówką gołe fotki i puszczę w internecie. Może być? - Jasne, że może być! – oczy zaświeciły się jej jak małe latareczki. – Zajebiście! I jak ktoś zobaczy mnie w internecie i mu się spodobam, to skontaktuje się ze mną? - No jasne! Od razu! Wiesz, ilu producentów i fotografów siedzi na porno stronach? - Ilu? - Nie wiem ilu? Od cholery. Bardzo dużo. Praktycznie wszyscy i non stop. - Zajebiście! To jeszcze dzisiaj musisz mi porobić te fotki i zapodać na neta! - No problem, babe! - To ile ci będę za to winna? - No wiesz, takie coś to musi kosztować. Ale możemy się dogadać – puściłem jej oko. - To ile? Ile? - A bo ja wiem… - jako mistrz negocjacji nie chciałem się pierwszy zdradzać. - No ile razy będę ci musiała dać dupki? - No dużo, dużo. Sama rozumiesz, że za taki lans nie możesz mnie zbyć byle czym… - Piętnaście razy? - Piętnaście? – aż się zapowietrzyłem, nie spodziewając się tak dobrej oferty. - No dobra, osiemnaście. - Dwadzieścia – podbiłem stawkę, gdy już doszedłem o siebie. - Dwadzieścia jeden! – Anka handlowała się w niezrozumiały dla mnie sposób. - No dobra, zgoda! Przyłóż pięć! – wyciągnąłem do niej rękę. - Dziesięć! - uradowana dziewczyna ochoczo ścisnęła moją dłoń. – Ale zrobiłam dobry interes! Zajebiście! Niech cię uściskam! Rzuciła mi się na szyję i pocałowała w lewy policzek, potem w prawy, a następnie w usta. Jej wargi były słodziutkie jak maliny i liczyłem na replay, ale brunetka usiadła z powrotem na swoim miejscu. - Od dawna się tak lansujesz? – spojrzałem w jej może mało inteligentne, ale niewątpliwie piękne i głębokie oczy. - Mniej więcej do roku. - A kto jest twoim idolem i wzorem do naśladowania? - Nie zgadniesz? - Dodzia Elektrodzia – wypaliłem. - Tak! Jak na to wpadłeś? - Nie wiem. Intuicja. - Musisz być bardzo inteligentny – spojrzała na mnie z podziwem. - No muszę, muszę. Ona chyba zaczynała od bzykania się z Radziem w kiblu w programie Bar? - Tak! Dokładnie! Jak ja jej wtedy zazdrościłam! Też chciałabym bzykać się z Radziem w kiblu. Albo z jakimś innym gwiazdorem, w każdym razie tak, żeby to sfilmowali. - A co za problem? Na mieście jest przecież tyle kamer przemysłowych… - No tak, ale skąd wezmę jakiegoś gwiazdora? No wiesz, Hubcia Urbańskiego albo innego Ibisza czy Wodeckiego? - A może być Ferdek Kiepski? - No w sumie, ewentualnie... Ale wolałabym kogoś młodszego. - Bo Ferdka mogę ci załatwić. No wiesz, to w sumie nie jest Ferdek, tylko mój kumpel, ale jest trochę podobny do Ferdka i w nocy z dużej odległości nikt się nie zorientuje, że to ktoś inny. - Co to znaczy, że jest trochę podobny? - No wiesz podobnie głupawa minka, identycznie łysiejący, tłusty łeb i ten sam żółty kolor zębów. - A z postury? - Trochę wyższy, może z dziesięć centymetrów, ale za to sporo szczuplejszy. - To się nie nadaje! Z daleka na kamerze nie będzie widać zębów tylko właśnie sylwetkę! – obruszyła się i usiadła bokiem. Już tak nie wybrzydzaj, przecież Ferdek jest znany w Polsce, więc pomoże Ci się wylansować. Może Ferdek tak, ale nie facet, który z daleka nie jest wcale podobny do Ferdka! No dobra, skoro pomysł z kamerą miejską nie przypadł ci do gustu, to powiedz mi, jaki sposób według ciebie jest najlepszy na wylansowanie się? Oczywiście pokazania cipki w miejscu publicznym! Jak możesz nie wiedzieć takich oczywistych rzeczy?! Faktycznie to oczywista oczywistość – odpowiedziałem z przekąsem. Zobacz, jak to wylansowało Britney Spears i Christinę Aguilerę! I wystarczyło tylko nie założyć gaci! Jakie to genialnie w swojej prostocie! - krzyknęła jakby odkryła Amerykę. Rozumiem, że jesteś gotowa pokazać cipsko fotoreporterom i wystawić je na spojrzenia milionów ludzi? Oczywiście! A ty nie? Ja nie! Dlaczego? To przecież nic takiego, każdy ma cipkę. Ja nie mam! Jak to? - zrobiła wielkie oczy. - A tak, nie masz, przecież w sumie jesteś facetem. W sumie? Dlaczego w sumie? Chodziło mi o to, że każda dziewczyna ma cipkę, a prawie każdy facet ma dziewczynę, więc ma też jej cipkę, czyli w pewnym sensie wszyscy mają cipkę. Nieźle to sobie wykombinowałam, prawda? - zaśmiała się głośno. Pierwszorzędnie. Po prostu majstersztyk. Powinnaś spisywać takie perełki, żeby gdzieś nie umknęły. Poważnie? A wiesz, że to jest dobry pomysł? Dzięki! Proszę cię bardzo. Ale chyba za to należy mi się buziak? - puściłem jej oko. Tak, masz rację, hi hi, hi hi –pochyliła nade mną i pocałowała w policzek. Jeszcze raz – poprosiłem. No dobrze, ale ostatni. Znów pochyliła się w moją stronę. W ostatniej chwili obróciłem głowę i osiągnąłem cel – jej usta wylądowały na moich. Były słodkie i namiętne. Anka zaskoczona znieruchomiała, a wtedy to ja pocałowałem ją w usta. No, teraz jesteśmy już prawie kwita – uśmiechnąłem się. - Jeszcze tylko odwalimy te głupie dwadzieścia jeden numerków i będziemy rozliczyć. Chyba będziemy musieli to rozłożyć na raty, bo moja cipka może tego nie wytrzymać – westchnęła ciężko. Spoko, jakoś się dogadamy, jestem dość elastyczny – dodałem łaskawie. Cieszę się, bo wiesz, z bolącą szparką ciężko się lansować. Rozumiem, rozumiem. Ale może wypłacisz mi już coś teraz, zaliczkowo? Wolałabym jednak najpierw lody. Tak, tak, masz rację. Najpierw lodzik, później ciupcianko, to słuszna koncepcja. A właśnie, gdzie jest ten kelner?! - zdenerwowałem się. - Kelner, do jasnej cholery! Jak długo mam czekać, aż w końcu mi zrobisz loda?! - wydarłem się na całą restaurację. Przez chwilę w lokalu zrobiło się jakoś zastanawiająco cicho. Dwie blondzie spojrzały się na mnie w dziwnie podejrzliwy sposób. Wtem na salę wpadł purpurowy na twarzy buc z dwoma szklanymi pucharkami, wypełnionymi po brzegi lodową masą i bitą śmietaną. Energicznie postawił je na naszym stoliku i ze złością w głosie powiedział: Musimy sobie coś wyjaśnić! Że jesteś bucem i cyckomaniakiem? To już wszyscy wiemy – zaśmiałem się patrząc na Ankę, czy spodobał jej się mój żarcik. Nie! Nie i jeszcze raz nie! Co nie? Ja nie robię nikomu lodów! Przynoszę je tylko z kuchni! Rozumiemy się?! Pierdolisz?! To w takim razie kto je robi? Pan Władziu! To pozdrowienia dla pana Władzia! Mam nadzieję, że nie dodaje do lodów niczego od siebie. A teraz zmykaj! Kelner poszedł jak zmyty. Był już przy drzwiach, gdy nagle obrócił się i krzyknął z satysfakcją w głosie: - On nie! Ale ja dodaję! Śmietanka jest mojej własnej produkcji! Zanim zdążyłem odpowiedzieć, buc roześmiał się i zniknął na zapleczu. Odsunąłem od siebie lody i powiedziałem: Nie jem! Nikt mnie do tego nie zmusi! A ja zjem ze smakiem! - Anka spojrzała na mnie zdziwiona i pałaszowała lody, aż jej się uszy trzęsły, a po wciągnięciu swoich wzięła się za moje. Rozmawialiśmy o lansowaniu się, pokazywaniu cipki i innych tego typu pierdołach... - zagadałem po chwili milczenia. Tak? Wydaje mi się, że lansować powinny się osoby, które są już znane, a chciałyby być jeszcze bardziej rozpoznawalne w mediach. Jeśli na przykład na Starym Rynku w samo południe cipkę pokaże jakaś nikomu nieznana dziewczyna, to brukowce i telewizja nie zainteresują się tym albo co najwyżej napomkną, że tajemnicza, bezimienna wariatka pokazała obnażone krocze. A to nie doda jej rozgłosu, skoro nikt nawet nie będzie znał nazwiska tej wesołej laseczki. Ale masz świetny pomysł z tym Starym Rynkiem w samo południe! Ale zaraz, zaraz! Czy sugerujesz, że jestem nikomu nieznaną dupencją? - Anka spojrzała na mnie ze złością. Nie, co ty, gdzieżbym śmiał... - wykręcałem się jak piskorz. To dobrze, bo musisz wiedzieć, że jestem już dość znaczącą postacią w szoł biznesie! Taaak? A tak! Byłam czwartą wicemiss w wyborach Miss Mokrego Podkoszulka w Pcimiu Dolnym, dotarłam do drugiego etapu eliminacji do „Szansy na sukces” na szczeblu gminnym, potem grałam statystkę w filmie o papieżu... - wyliczała na palcach swoje sukcesy. O, to masz naprawdę znaczące sukcesy. A konkretnie to kogo grałaś w tym filmie? Anka przełknęła ostatnia porcję lodów, poprawiła sobie biust, wyciągnęła z torebki lusterko, przejechała szminką po ustach i dopiero wtedy odpowiedziała: Byłam jedną z wiernych czekających na ojca świętego na Błoniach, stałam w tłumie i darłam japę. No proszę, jaka wymagająca rola – kpiłem w żywe oczy. - A tak mniej więcej ile osób mógł sobie liczyć ten tłum? A z trzydzieści tysięcy. To z pewnością zostałaś zauważona i zapamiętana - zaśmiałem się. Też tak myślę. Miałam wtedy na sobie bardzo oryginalną koszulkę z wielgachnym napisem „Look at me! I am the Future Super Star!” O ja cię pierdolę! A skąd miałaś taką zajebistą koszulkę? Kupiłam w markecie. A napis sama zrobiłam markerem. Fiu, fiu, cwana z ciebie bestia! Ty to masz pomysły na reklamę! Powinni cię zatrudnić w dziale public relations w jakieś dobrej firmie. W dziale public co? A nic, nieważne, zapomnij. Coś ci powiem. Ludzie myślą sobie, że wylansować się to taka prosta sprawa. A tu trzeba być twardym, trzeba mieć głowę na karku i cipkę ze stali! Dlaczego cipkę ze stali? Jak to dlaczego? - Anka zrobiła wielkie oczy. - I ty jeszcze pytasz? Przecież sam wynegocjowałeś ze mną zapłatę za wylansowanie w internecie w postaci dania dupki razy dwadzieścia jeden! Pomyśl sobie sam, jeśli każdemu facetowi za lanserkę będę musiała dwadzieścia jeden razy dać dupy, ile to będzie dań? No nie wiem. A ilu może być takich facetów rocznie? Skąd mam wiedzieć? Co ja, wróżka jestem? Może ze stu... E tam! - lekceważąco machnąłem ręką.- Co to jest? Mały pryszcz! To daje zaledwie dwa tysiące sto dań dupy rocznie czyli jakieś sześć dziennie. Nie wiem, czy taki mały pryszcz! Może dla ciebie, bo masz twardą dupę. Mnie przeważnie już po czwartym razie boli cipka. To znaczy, że masz bardzo wrażliwą. Tak, to prawda. Duszę też mam bardzo wrażliwą, ale nikt tego nie dostrzega. Każdy widzi tylko moje cycki! I tyłek – dodałem. I tyłek - zgodziła się. No i cipkę. Tak, cipkę też widzą. Ale nie wiedzą, ile sił wkładam w to, by wdrapać się na sam szczyt i zostać prawdziwą gwiazdą. A wtedy nie będę już dawać dupki byle komu i za byle co! Tego ci właśnie życzę i w tym chce ci pomoc, umieszczając twoje gołe fotki w necie. Ale najpierw musimy je porobić – przypomniałem Anusi, że mamy jeszcze pewne zadanie do wykonania. Tak, tak, wiem. Dziewczyna zmarszczyła czoło i poprawiła sobie biust. Jej oczy przybrały nieprzytomny wyraz, a usta mocno się zacisnęły. Nagle energicznymi ruchami zaczęła masować sobie cycuszki, głośno przy tym mrucząc. Zaskoczony przypatrywałem się temu niecodziennemu zjawisku, nie mogąc oderwać oczu od jej buforków. Po chwili kątem oka zobaczyłem zbliżającego się szpakowatego kelnera i pomyślałem sobie, że facet może być równie upierdliwy jak jego młodszy kolega, więc postanowiłem przerwać te widowisko i głośno spytałem: I co, jesteś przygotowana do udzielenia kontrowersyjnego wywiadu, gdyby na przykład znienacka pojawił się teraz jakiś dziennikarz? Co? – Anulka wzdrygnęła się, a oczy w końcu przybrały normalny wygląd. – Przepraszam, zamyśliłam się. A tak, oczywiście! Każda gwiazda jest przygotowana na taką ewentualność, więc ja również! Dobra. To może mały teścik? Oh, bardzo lubię teściki! Zawsze jestem wtedy taka podniecona! Tak? A jakie teściki najbardziej cię jarają? Ciążowe. Są niesamowicie emocjonujące. Tak strasznie je przeżywam, że aż mi się mokro robi. A ty? A mi się mokro nie robi. Ok, głupiutki – uśmiechnęła się słodko. - Pytałam, jakie teściki cię podniecają? Takie jaki zaraz zrobimy. Ja będę udawać dziennikarza „Faktu”, a ty - gwiazdę show biznesu. Ale przecież ja jestem gwiazdą show biznesu! - oburzyła się. Chyba przyszłą gwiazdą? Nie czepiaj się szczegółów! Dobra, dobra. Zaczynamy. Pani Aniu... Antonino! - warknęła. Tak, tak. Aniu Antonino, w jakich ciekawych miejscach ma pani tatuaże? W związku z powyższym udzielam odpowiedzi, iż jeden tatuaż w Łodzi, dwa w Poznaniu... Ale ja ci się nie pytam, gdzie ci robili te tatuaże, tylko w jakich miejscach ciała, na przykład na udzie albo na plecach. Nie zrozumiałaś tak prostego pytania?! Oczywiście, że zrozumiałam! Nie jestem taka opóźniona w rozwoju jak ty, fagasie! I proszę się do mnie zwracać per pani Antonino, marny dziennikarzyno! Ale mi się zrymowało, talentów mam nie mało, hi, hi. Dobra jestem, nie? Hi, hi! Pytam się po raz drugi, per pani Antonino Dupino. Gdzie? Co gdzie? Gdzie te tatuaże? No na przykład w Łodzi ci dobrze zrobią... Cholera jasna! Dobrze to ja ci zaraz mogę zrobić! Na jakich częściach ciała masz zrobione tatuaże?! A, to o to ci chodzi! Trzeba było tak od razu, a nie jakieś głupie zagadki. Oczywiście na cipce... Dlaczego: „oczywiście na cipce”? Bo każda prawdziwa gwiazda robi sobie tam tatuaż. Jak to? Z tego co wiem, ani Bono, ani Jon Bon Jovi nie mają tatuażu na cipce - zakpiłem próbując zachować powagę. Bo to faceci! Chodziło mi o każdą prawdziwą żeńską gwiazdę, chamie ze wsi i prostaku bez szkoły! Skoro o to ci chodziło, to trzeba było powiedzieć, wieśniaro-obciągaro - nie pozostałem dłużny. Nie wieśniaro, dobra?! Jestem z miasta, to chyba widać, nie? Tak, tak. Widać i czuć. O jak to dobrze teraz czuć! - chwyciłem się za nos i wykrzywiłem twarz w grymasie obrzydzenia. Dobra, dobra, nie pierdol. A więc w związku z powyższym, jak już się tak wypytujesz o moją cipeczkę i tatuaż na cipeczce, to muszę ci powiedzieć, że jest to róża. Natomiast aczkolwiek na lewym cycku mam chińskiego smoka, a na prawym serce przebite strzałą. Czy mógłbym rzucić okiem na tego smoka na lewym cycku? Jasne, ziomal! Podciągnęła wysoko sweterek, pokazując mi obnażone piersi. Na żadnym z cycków nie było tatuażu. Przybliżyłem głowę do biustu, prawie dotykając Anulę czołem, ale nadal nie dostrzegłem nic poza gładką, równo opaloną skórą. Chciałem wejść w jeszcze bliższy kontakt z jej balonikami, bo być może tatuaże były tak mikroskopijne, że można je było zauważyć z dopiero z odległości kilku centymetrów, ale dziewczyna odepchnęła mnie i schowała cycuszki. I gdzie ten smok, bo nie widziałem?! - spytałem zdenerwowany i rozczarowany. Nie ma, przecież tylko udajemy, nie? Aha, aha. Racja. Fajne cycki. Dzięki, redaktorku – wyszczerzyła śnieżnobiałe ząbki. Następne pytanie. Czy lubisz bzykać się w kiblu? Jasne. W kiblu jest zajebiście. Moja kariera zaczęła się od posuwanka w kiblu i tam się pewnie też skończy za jakieś pięćdziesiąt lat – to mówiąc podrapała się między nogami. A nie śmierdzi ci tam? Jak przedtem wypsikasz perfumami to nie. A jakich używasz? Channel no 5, of course. Czy to prawda... Tak, to absolutnie prawda! - odpowiedziała wchodząc mi brutalnie w słowo i równocześnie drapiąc się po cipce. Przecież nawet nie wiesz, o co chciałem spytać? O to, czy jestem najseksowniejszą Polką? Nie zupełnie. Czy to prawda, że miałaś więcej penisów w sobie niż włosów na głowie? No co ty? - zaśmiała się i znów poprawiła sobie biust, a później podrapała się po cipce.- Aż taka dobra to nie jestem! Jak mam to rozumieć? No wiesz, każdy wie, że jestem zajebista i w ogóle i w związku z powyższym przeleciałam już masę facetów, ale nie tyle co włosów na głowie. Wiesz ile jest włosów na głowie? Wiem. Ile? Od cholery! No właśnie! Od cholery. Słyszałem, że z pięćdziesiąt tysięcy, więc nawet gdybym miała dziennie dziesięć tych, no... Penisów w sobie – łaskawie podpowiedziałem. Tak, dzięki. Dziesięć w sobie, to rocznie wyszłoby... wyszłoby.... ile by wyszło? Od cholery. Wiem, że od cholery, ale konkretnie ile by wyszło? Dziesięć razy trzysta ileś tam? Trzy tysiące ileś tam. Przecież wiem, tylko cię sprawdzam. Rocznie trzy kafle to na pięćdziesiąt tysięcy potrzebowałabym... potrzebowałabym... Z dwieście lat? Według mnie siedemnaście. Niech nawet będzie te siedemnaście! A ja teraz mam dopiero dziewiętnaście czyli musiałabym zacząć w wieku dwóch lat. A gdybyś miała dwudziestu dziennie? Jestem zajebista, ale nie aż tak – zaśmiała się i poprawiła sobie biust. - Mówiłam ci już, że po dwunastym numerku cipka mnie tak boli, że normalnie to jest nie do wytrzymania! Czyli z tymi włosami na głowie to nieprawda? Pewnie! Chyba że chodziło im o Marylę Rodowicz. Ona jest już tyle lat w branży! Babcinka nie do zdarcia! Naprawdę ją podziwiam! Musi mieć cipkę z tytanu! Oj, musi... Sorki na chwilę. Nagle wstała i przeciskając się między stolikami podeszła do okna, mocno kręcąc tą swoją nieziemską dupeczką. Oparła się o parapet, wypinając cztery litery do tego stopnia, że miniówka uniosła się tak, iż dosłownie milimetry brakowały, by każdy mógł zobaczyć jej łono. Powolutku poruszała biodrami na prawo i lewo, a restauracji zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Rozejrzałem się po sali - wszystkie oczy, zarówno męskie, jak i żeńskie, wlepione były w tyłeczek Anki. Po chwili czarnulka chyba doszła do wniosku, że już dosyć się wylansowała, bo przeciągnęła się, ziewnęła i z miną niewiniątka wróciła na swoje miejsce, zakładając nogę na nogę. Wracając do naszego wywiadu – odezwałem się, gdy już odzyskałem mowę. - Co byś chciała przekazać swoim fanom? Że jesteście zajebiści! Zajebiście zajebiści! I chciałabym się z wami wszystkimi bzykać w kiblu! I byłoby zajebiście! I ja też jestem zajebista! Zajebiście zajebista! Dziękuję za zajebisty wywiad. Było zajebiście. To zajebiście! Proszę bardzo. Do następnego zajebistego razu. Z zajebistym pozdrowieniem żegna się z wami zajebista Antonina. Się ma, się ma, się ma - Anka kiwała głową na wszystkie strony, pokazując wyciągnięty do góry środkowy palec. Co ty robisz? W ten sposób żegnasz się z fanami? - zdziwiłem się. To taki żarcik. Oni mnie kochają! Nie wątpię. I jak wypadłam? W sumie dobrze. Ale za często używałaś słowa „zajebiecie”, a za rzadko „kurwa”. Zapamiętam sobie twoją celną uwagę. I co jeszcze? Dlaczego co chwilę poprawiałaś sobie cycki i drapałaś się po cipce? Swędzi cię? Może dobrze byłoby ją umyć przed wywiadem? Nic mnie nie swędzi i mam umytą! Każda gwiazda powinna mieć jakiś swój charakterystyczny gest, więc ja sobie wymyśliłam właśnie taki. To znaczy dwa gesty, bo jestem tak wielką gwiazdą, że jeden to byłoby za mało. Aha, aha. Rozumiem. Ale powiedz mi jedną rzecz. Skoro chcesz być oryginalna, to dlaczego zachowywałaś się podobnie jak Doda? Co ty ględzisz? Byłam sobą! - wykrzywiła twarz w grymasie złości. Wcale nie. Nawet z gadki przypominałaś Lodzię – Elektrodzie. Bzdura! Porypało cię? Jakie gadki? Coś ci się przewidziało, bo dzisiaj nie ubierałam bielizny! Na króciutką chwilę rozchyliła nogi, pokazując mi, że bynajmniej nie żartuje. Ciemny, wąski paseczek włosków wyglądał bardzo seksownie. Chodziło mi o gadkę czyli sposób wysławiania się – powiedziałem, gdy już ochłonąłem po niespodziewanym, acz bardzo interesującym widoku. - Znowu nie zrozumiałaś prostego zdania! Zamknij się, jak ze mną rozmawiasz! Byłam dokładnie taka, jaka powinna być gwiazda rocka - kontrowersyjna, ostra, prowokacyjna, seksowna, wyjątkowo i szczera do bólu. A jeśli sądzisz inaczej, to co mnie to gówno obchodzi? A teraz idę przypudrować nosek. Wstała i z obrażoną minką ruszyła w stronę toalety, oczywiście przesadnie kręcąc tyłeczkiem i poprawiając włosy powolnymi, wystudiowanymi ruchami dłoni. Siedziałem chwilę, ale szybko mi się to znudziło, bo lubię spędzać czas w bardziej interferujący sposób niż gapiąc się w sufit. Postanowiłem więc sprawdzić, jak wygląda kinolek Anusi. Wszedłem do damskiej ubikacji. Moja piękna stała przed lustrem i poprawiała sobie makijaż. Stanąłem za jej plecami i żeby moje zamiary były jasne, chwyciłem ją za piersi i ścisnąłem. Tu jest toaleta dla kobiet, więc proszę opuścić ten lokal – powiedziała suchym,oficjalnym tonem, znowu udając gwiazdę. Pomyślałem sobie, że jest już po lodach, więc czas na odebranie zaliczki. Mam mało czasu – odpowiedziała ze znudzoną miną, nie zwracając uwagi na to, że cały czas ją obmacuję. Ale pięć minut chyba znajdziesz dla mnie w swoim napiętym harmonogramie? Musiałabym skonsultować tę kwestię z moim menadżerem, ale obecnie jest on nieobecny. A sama nie możesz podjąć tak błahej decyzji? W sumie mogę. No dobra, masz dwie minuty. Nie tracąc ani sekundy zaciągnąłem Ankę do kabiny, odwróciłem tyłem i wysoko zadarłem spódniczkę. Bez zbędnych ceregieli wszedłem w nią jak w masło i ciupciałem w najlepsze, gdy nagle usłyszałem zblazowany głos dziewczyny: Masz jeszcze pięćdziesiąt pięć sekund. To ty mierzysz czas? - dopiero teraz zauważyłem, że trzyma w ręku komórkę i wpatruje się w jej
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robson
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…