Lodowe słonce cz.III
Dalsze losy Riku
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tę dzielnicę pamiętał jeszcze z czasów, gdy był bardzo mały. Uciekł pierwszy raz z domu i zapuścił się w to siedlisko prostytutek, handlarzy narkotyków, ćpunów, pijaków i ogólnie całego marginesu społecznego. Nie trzeba chyba wspominać, jaki był wówczas przerażony na szczęście ludzie ojca zdążyli go wyśledzić i zabrać stamtąd nim ktoś zorientował się, że sześcioletni chłopiec ubrany w markowe ciuchy włóczy się zupełnie sam po dzielnicy o nienajlepszej opinii. „Hope Street”! Zabawna nazwa, ale pasująca do tego miejsca pozbawionego nadziei zupełnie lub wyłącznie nią żyjąca. Ponoć kiedyś była to wyjątkowo miła okolica z szeregiem białych domków o czerwonych dachach, zielonymi drzewkami i dziećmi bawiącymi się na ulicy. To musiała być BARDZO dawno temu.
Odczuwał pewien niepokój idąc tak bezceremonialnie główną aleją Hope z twarzą wyrażającą najwyższą pogardę, objawiający się mrowieniem na plecach i szybszym biciem serca, ale ignorował to. Jednak faktu, iż ktoś wyjątkowo pozbawiony dobrych zamiarów szarpnął go za kaptur zignorować już nie mógł, lecz nim zdążył pomyśleć leżał na ziemi z nosem przyciśniętą do betonu. Nad sobą słyszał głosy mówiące coś w nieznanym mu języku, a gdy umilkły poczuł, że napastnicy zaczynają zdzierać z niego kurtkę. Chciał się postawić, jednak dzięki temu zarobił silny cios w brzuch, a potem w głowę. A później… później stracił przytomność.
Like two strangers Turning into dust
*
- Czy ja umarłem? – To była pierwsza rzecz, jaka przyszła mu do głowy, bo gdy otworzył oczy nie znajdował się już na Hope Street, lecz na ganku drewnianego domku. Lilli siedziała na schodkach, a letnia sukienka opinała jej okrągły brzuch. - Za bardzo się przejmujesz kochanie – powiedział i uśmiechnęła się do niego, a ręce jak zwykle w ciepłym geście ułożyła na rosnącym w jej łonie dziecku. - Mówisz? - Mówię. - Chyba nie mogłem umrzeć. - Dlaczego tak sądzisz? - Tylko w moich snach jesteś taka złośliwa. Ojciec mówił, że tak naprawdę byłaś aniołem. Co, co cię tak śmieszy? Dziewczyna potrząsnęła głową i przewróciła oczami. - Nic. Po prostu… miłość jest ślepa.
*
Czy ja umarłem? Znów to samo pytanie. Nie mógł nie żyć chyba, że znalazł się w Piekle, bo głowa i mięśnie bolały go niemiłosiernie. - Nie ruszaj się. Kto to powiedział? Nie dostrzegł nikogo. Właściwie to bez znaczenia, bo i tak nic nie widział. - Jesteś pewny, że nic mu nie będzie? – Nowy głos. Tym razem żeński. - Tak, to receptura Marka jeszcze mnie nie zawiodła. – Odparł ten pierwszy. - Spójrz na jego ubranie! – Wykrzyknęła nagle kobieta. - No fakt sporo krwi jak na takiego dzieciaka. Jakiej krwi? Jakiego dzieciaka? - Chodziło mi raczej o metki. - Kolejny rozpieszczony smarkacz z Grende – skwitował z niesmakiem męski głos – chociaż oni raczej trzymają się z dala od tego miejsca. Ten tu musiał być wyjątkowo zdesperowany albo się zgubił. - Ja go chyba skądś znam. - Ja też, ale nie przejmuj się to nic poważnego. Znów stracił przytomność. Obudziły go dopiero dzwony…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Monttsserat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…