Lodowe Słonce cz IV
dalsze losy Riku i Ksiecia a także kilka wątków z przeszłości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mieszkanie Księcia było nawet ładne. Znaczy… Riku nigdy nie widział mieszkań ludzi, spoza Grende był przecież snobem… Ale tak pomijając jego przygnębiającą autokrytykę, to jak na ostatniego skurwiela zachowywał się bardzo taktownie… Po tym jak –oczywiście – uzdrowiciel przywrócił go do poziomu. - Myślałem, że macie gorzej – stwierdził wreszcie chłopak po dokładnych oględzinach. Książę zajęty dłubaniem czegoś przy starym odtwarzaczu MP3 uniósł wzrok i utkwił spojrzenie w twarzy Riku, który momentalnie spłonął rumieńcem. - Jestem tu najbogatszy Śnieżku, bo jestem uzdrowicielem, ale to nie znaczy, że na Hope żyje samo menelstwo. Są tu ludzie tak samo normalni jak ty, czy ja tylko biedniejsi, ale ich dzieci chodzą do szkół, ojcowie pracują, matki zajmują się domem… Czegoś ty się spodziewał? - Sam nie wiem – wybąkał speszony czując, że jeśli ten facet jeszcze choćby przez chwilę będzie wlepiał w niego te swoje wielkie niebieskie oczy to dostanie świra. Książę na szczęście powrócił do swojego zajęcia, za co Riku był szczerze wdzięczny. – Kiedy zamierzasz przetransportować mnie do domu? - Za chwilę.
*
Poznałem dzisiaj kogoś mamo, zaczął swój monolog do zdjęcia Lilli Niwy Riku. To całkiem w porządku facet, zupełnie inny niż my wszyscy. Chyba jest lepszy od nas, mam przynajmniej takie wrażenie. Uratował mi dziś życie… znaczy wczoraj, bo jest po północy…
Nie warto wspominać o tym, co było dalej, bo Riku jak to miał w zwyczaju wypił butelkę wina, którą następnie cisnął w kąt pokoju, po czym zupełnie bez powodu rozpłakał się niczym małe dziecko. Później śnił o matce, tak jak każdej nocy, a jeszcze później o Księciu. Właściwie to niezupełnie o Księciu, tylko o jednym chłopcu bardzo do niego podobnym, którego poznał przed laty na miejskim wysypisku i którego już nigdy więcej nie spotkał. On też nazwał go wtedy Śnieżkiem.
Na czubku wierzy utworzonej przez śmiecie i graty, tam gdzie słońce świeciło nieprzyjemnie mocno, czyjś cień pozwolił mu na chwilę się zatrzymać. Mrużąc oczy dokładniej przyjrzał się szczupłej, opalonej twarzy chłopaka, który mógł być od niego rok, lub dwa starszy i stwierdził, że z całą pewnością już go gdzieś widział. Tak, biała koszulka z napisem „Prince”, czupryna w kolorze złota, mnóstwo sznurkowych bransoletek na obu nadgarstkach oraz okrągłych kolczyków w uszach… wiedział już, skąd go zna! Kiedyś kręcił się pod ich domem zaglądając niespokojnie w jego okno, ale nim Riku zdążył wyjść i spytać, o co chodzi strażnik przepędził intruza. Zabawne, że znów się spotkali. - Będziesz tam tak stał i gapił się jak sroka w gnat, Śnieżku? - Że co proszę? - Słyszałeś mały. Możesz podrzucić mi ten zegar, który trzymasz w rękach, właśnie go szukałem! Co jest, czemu nic nie gadasz? - Nie jestem żadnym głupim Śnieżkiem!!! Nieznajomy przechylił głowę w prawo, wykrzywił wargi w złośliwym uśmiechu i po chwili milczenia roześmiał się w głos. - Zabawny jesteś, przecież wyglądasz zupełnie jak Królewna Śnieżka. - Mam już dziesięć lat i jestem facetem i żaden punk nie będzie mnie obrażać! - Dobra, wyluzuj – uśmiech, bardzo miły, no i błysk w oku. Skoczył w górę i jak surfer ujeżdżający falę ześlizgnął się po stercie śmieci w dół. Gdy stanął koło Riku chłopiec musiał unieść głowę, by móc spojrzeć mu w oczy, obcy był przeszło głowę wyższy od niego! - Możesz mi to dać? – Spytał wskazując na zegar. - Znalazłem to, jest moje! - Ale on należał do mojej mamy.
*
Tym razem ojciec nie wytrzymał. Wściekł się i Riku był z tego powodu naprawdę zadowolony. Burza, którą można przetrzymać miast ciszy prowadzącej do nikąd. - Ty bezczelny gówniarzu! – Nie przebierał w słowach już w chwili, gdy Książę odprowadził go do domu. – Ja tutaj dostaję szału zamartwiając się o ciebie! Gdzieś ty się podziewał i czemu do cholery nie odbierasz komórki?! - Zgubiłem, zresztą, od kiedy zacząłeś się mną interesować? - Martwiłem się, jesteś moim synem! - Pieprzysz jak zawsze, przecież zabiłem ci żonę, no nie? Byłbyś szczęśliwy, gdybym w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Monttsserat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…