Wróć do katalogu

MACHO JANUSZ - PODRYWACZKA cz. I

Ilonę dopadł dziwny pech - od dłuższego czasu ma szalone problemy, by spotkać normalnego faceta. Trafia na samych nudnych dupków, dziwaków, skretyniałych bufonów lub innego rodzaju popaprańców. Chcąc odwrócić zły los, umawia się z macho Januszem.

Robson, opublikowano , 35 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

MACHO JANUSZ

Dopadł mnie jakiś dziwny pech lub może ktoś na mnie rzucił klątwę. Od dłuższego czasu mam szalone problemy, by spotkać normalnego faceta, z którym chciałabym związać się na dłużej. Wiecie, takiego, który by mnie szanował, potrafił zabawić inteligentną rozmową, zabierał w ciekawe miejsce i traktował jak damę. No i oczywiście najlepiej, jakby był przy tym przystojny, wysoki i dobry w łóżku. Niestety przeważnie trafiałam na samych nudnych dupków, dziwaków, skretyniałych bufonów lub innego rodzaju popaprańców. Takie już miałam zezowate szczęście. Żaden z chłopaków z towarzystwa, w którym się obracałam, jakoś nie przypadł mi do gustu, więc zaczęłam szukać znajomości na internetowych serwisach randkowych. Już po godzinie spędzonej w necie zagadał mnie facet o wiele obiecującej ksywie macho. Miło mi się z nim rozmawiało, więc jeszcze tego samego dnia umówiłam się z nim na spotkanie w przytulnej restauracji. Lubię podkreślać moją kobiecość, więc na randkę ubrałam obcisłą miniówkę i jasnoniebieską koszulę z dużym dekoltem. Rozpuściłam moje piękne, długie, kruczoczarne włosy i zrobiłam staranny makijaż. Gdy weszłam do lokalu, Janusz siedział już w rogu sali. Był przystojny, smagły i ciemnowłosy. Miał na sobie czarne, skórzane spodnie, T-shirt z Metallicą i kowbojki. Pomyślałam sobie, że jest całkiem niezły. - No część, mała! – boleśnie uścisnął mi dłoń, pewnie chcąc mi zaimponować swoją siłą. - Jak się masz, Januszku? – odpowiedziałam siadając naprzeciwko niego i ruchem dłoni poprawiając włosy. - Nie mów do mnie „Januszku”, babe. Rozumiemy się? – spojrzał groźnie, czym mnie tylko rozbawił. – Dla przyjaciół jestem Johny albo Killer. - Dobrze, Kilerku, nie ma sprawy. A mnie możesz nazywać Iron Woman. - Taka jesteś twarda babka? – gapił się na mnie rozbierając wzrokiem i zatrzymując się na dłużej w okolicach biustu. - No mam ci mówić? Sam się przekonasz – uśmiechnęłam się uwodzicielsko. - Ale się odjebałaś! – powiedział z uznaniem w głosie. Zdaje się, że to miał być komplement. - Słucham? Co zrobiłam? - No ubrałaś się tak jakoś fajnie, no wiesz, zajebiście, sexy… - znów wlepił patrzałki w moje piersi. Pewnie był zawiedziony, że ubrałam stanik. - Aha, rozumiem. Ty też nieźle się – jak to mówisz – odjebałeś. - Thanks, babe. Wiesz, twardziele muszą się ubierać jak twardziele, a nie jak jakieś cioty, żeby wszyscy od razu wiedzieli, z kim mają do czynienia. - A ty jesteś twardzielem? – specjalnie zrobiłam wielkie oczy, żeby sobie pomyślał, że zrobił na mnie wrażenie. - No ba! Jeszcze pytasz! W tym mieście nikt mi nie podskoczy, bo jakby się ośmielił, to zaraz bym mu dokopał do dupy! I w ogóle, wiesz, znam tu wszystkich ważniaków, mafiosów i takich tam, więc jestem nie do ruszenia. - Dobrze wiedzieć – jeśli facio myślał, że mi zaimponuje takimi tekstami, to się grubo mylił. – To pewnie niejednemu w Poznaniu dokopałeś już do dupy? - No a jak! Znasz Chudego z Grunwaldu? - Nie, a co? - A nic, skułem mu mordę w zeszłym tygodniu. Twardy był jak cholera, ale na mnie za miękki. – wystudiowanym gestem poprawił sobie nażelowane włoski. - Taki chudy i taki twardy? – zdziwiłam się. - On tylko ma taką ksywę „Chudy”. - Ale ksywa nie wzięła się z niczego. Na pewno jest chudy. - No może trochę jest mało wypasiony, ale jest dobry w te klocki. - Jakie klocki? Bawi się klockami jak dzieciak? – zsunęłam bucik z nogi i zaczęłam się nim bawić, podtrzymując go w powietrzu tylko palcami stopy. - Nie no, co ty? To znaczy, że się dobrze napierdala. - Aha. Znaczy, że umie się bić? - No w końcu zakumałaś, lasencja. A słyszałaś o Siwym z Jadwiżyna? - Nie, a powinnam? – bucik spadł mi na podłogę, więc pochyliłam się i nałożyłam go na stopę. Januszek oczywiście wykorzystał okazję, by zapuścić mi żurawia za dekolt i chyba mu się spodobało to, co zobaczył, bo w jego kroczu pojawiło się mocne zgrubienie. Przyznam, że połechtało to moją kobiecą dumę, bo lubię się podobać facetom. - Lasencja, przecież to największy zakapior na Jadwiżynie. Jeszcze lepszy w te klocki od Chudego! – odpowiedział Johny, gdy już stracił widok na mój biust. - Może dlatego, że jest trochę grubszy? – zakpiłam. – No i co z nim? - Jak to co? Wyklepałem mu michę parę dni temu! - Pogięła mu się micha? Taka dla psa? – czasami lubię udawać słodką idiotkę, bo to podoba się facetom – dobrze się czują, gdy myślą, że są od nas mądrzejsi, a my kobietki już dobrze wiemy, jak jest naprawdę. - Co? Nie, po mordzie dostał ode mnie i tyle. - Wielkie mi co pobić takiego siwego. Jak on jest siwy to pewnie ma już z siedemdziesiąt lat? Ładnie to bić starszego pana? - Jakiego, kurna, starszego pana?! – jak to miło, że Januszek się opanował i nie powiedział przy mnie „kurwa”. Prawdziwy z niego dżentelmen. – Siwy dopiero z woja wyszedł, ma może z dwadzieścia lat. - To pewnie oblewał, że wypuścili go do cywila, a ty wykorzystałeś moment, że był pijany? -Widzę, że mnie nie doceniasz, ale udowodnię ci, jaki jestem twardy. Poczekaj tylko, niech się tu zjawi jakiś frajer, to pokażę ci, jak się naparzam. - Biciem frajera nie zaszpanujesz przede mną. Jakbyś pobił Pudziana, to byłoby coś – podpuszczałam go. - Wiesz, Pudzian może i jest ode mnie trochę silniejszy, ale skopałbym go bez problemu. Jestem od niego dużo szybszy. Zobacz, jak się poruszam! – przyjął bokserską postawę i zadał kilka szybkich ciosów w powietrze. – Wymiatam, nie? - No, nieźle, nieźle. Jestem pod wrażeniem – położyłam mu rękę na barku i czule spojrzałam, w oczy. Zgodnie z moimi przewidywaniami od razu zmiękł jak wosk i spuścił wzrok. - A znasz może Grubą Kryśkę za Półwiejskiej? - Nie, a co? - A zajebałam jej w łeb torebką w zeszłym tygodniu – postanowiłam spróbować się wysławiać jego językiem. - O, Ilona! Niezła z ciebie zawodniczka! – powiedział z uznaniem. - No a co myślałeś? A kojarzysz Sztywną Julkę z Głogowskiej? - Nie bardzo. Może miałem ją ze dwa razy, ale nie pamiętam. - Pół roku temu zasadziłam jej takiego kopa, że aż czubek buta wszedł jej w tyłek. I to dość głęboko – założyłam nogę na nogę i odchyliłam się w tył, wypinając biust i obserwując reakcję Januszka seksownie zmrużonymi oczyma. - No to szacun, laska! – Janusz podał mi dłoń i uścisnął równie mocno jak przedtem. – Widzę, że pasujemy do siebie, bo twarda z ciebie sztuka. Jak na ciebie mówią? Iron co? - Iron woman – powiedziałam cichym , zmysłowym głosem i kusząco wydęłam usta. - No właśnie, łu… łu-men – powtórzył z trudem. Widocznie akurat angielski nie był jego mocną stroną. – A o co poszło? - Powiedziała przy chłopakach, że mam silikonowy biust. - A nie masz? – Janusz wyraźnie się ożywił. - A jak myślisz? – celowo mocno nachyliłam się nad stołem, żeby mógł zajrzeć zapuścić żurawia za mój dekolt, co oczywiście natychmiast zrobił. Ach, jak łatwo przewidzieć reakcje facetów… - No nie wiem, musiałbym najpierw pomacać… - Ja ci zaraz pomacam! – krzyknęłam udając oburzenie, bo przecież porządna dziewczyna mu się szanować. – Zaraz zasadzę ci takiego samego kopa jak Sztywnej Julce! Dopiero co się poznaliśmy, a już chcesz mnie łapać za cycki? - Nie no, żartowałem – wycofywał się spłoszony. – Mogę trochę poczekać, nie muszę tak od razu. A cycki wyglądają na prawdziwe. - Bo są prawdziwe – z powrotem usiadłam prosto i spojrzałam mu prosto w oczy. – I lepiej przestań się na nie gapić, tylko opowiedz mi coś o sobie. - No już wiesz, że jestem twardy…. - No wiem. I dobry w klocki. - A poza tym, to co by tu powiedzieć…. – nachylił się i zaczął przecierać chusteczką higieniczną swoje kowbojki, które i tak już błyszczały jak lustro. - Żeby nie skłamać - dodałam z figlarnym uśmiechem. - Jeżdżę najnowszą beemką, pięć litrów, czterysta koni pod machą. - To ta czarna, która stoi na parkingu przed restauracją? – wyjrzałam przez okno. - Nie, moja akurat jest u mechanika. Poszły jej ABS-y. - Aha – odpowiedziałam z miną znawcy i zaczesałam dłonią do tyłu niesfornie opadający kosmyk włosów. - Dużo wyrwałeś na nią lasek? - Całą kupę! – zaśmiał się dumny z siebie. – Moja bryka jest zajebista! Full wypas! Z tyłu ma mocno przyciemniane szyby, więc jest idealna na podryw i bzykanko. Co ja już przeżyłem w tym samochodzie! - Ale muszę cię zmartwić, Januszku, to znaczy Kilerze – twardo spojrzałam mu w oczy. – Ja nie jestem blacharą. - Nie? – szczerze się zdziwił, wybałuszając gały. – Ale jakbyś zobaczyła moją brykę, to na pewno chciałabyś się nią przejechać. - Może tak, ale przyszedłeś z buta, więc się nie przejedziemy – powoli potrząsnąłem głową w prawo i lewo, a potem zwilżyłam językiem usta. Jak ja uwielbiam kokietować facetów. Kilka kobiecych sztuczek i potem mogę z nimi robić co chcę. - Masz rację, przyszłem z buta – w tym momencie wiedziałam już, że poprawna polszczyzna również nie jest jego mocną stroną. - Nic nie zjemy? – w subtelny sposób dałam mu do zrozumienia, że znudziło już mi się siedzenie przy pustym stoliku. - No właśnie, gdzie jest ten jebany kelner?! – zdenerwował się mój macho. – Zaraz mu przepierdolę! Kelner, do mnie! Biegiem! – krzyknął na całą salę. Niespiesznym krokiem podszedł do nas mężczyzna w średnim wieku ubrany w czarny garnitur i spytał znudzonym głosem: - Czego? Pan sobie życzy? - Grzeczniej mi tu, dobra, fagasie? Przynieś mi tu zaraz golonkę i piwo! Albo nie, od razu dwa piwa. A ty co chcesz, mała? – Janusz zwrócił się do mnie. - Poproszę sałatkę i wodę mineralną. - To wszystko? – spytał kelner - Tak. Nie chcę tu kolegi narażać na koszty, bo teraz zbiera na naprawę samochodu. Nawet na randkę przyszedł pieszo, żeby zaoszczędzić na bilecie tramwajowym. - Rozumiem – mężczyzna uśmiechnął się złośliwie i oddalił równie wolnym krokiem jak przyszedł. - Słuchaj no, babe! – Janusz zwrócił się do mnie ostrym tonem. – Nie rób sobie ze mnie jaj, zwłaszcza przy jakiś cieciach! Zrozumiano? Bo jak nie, to pożałujesz – zrobił groźną minę i zmarszczył brew. - A co, będziesz mnie bił? – zaśmiałam się, bo znam doskonale takich facecików, którzy są mocni tylko w gębie. - Powinieneś mi być wdzięczy, że tak się martwię o twoją kasę. - Martwisz się? Zupełnie niepotrzebnie, bo kasy mam w bród. Mogę cię nią zarzucić. A przyszłem pieszo dla zdrowia i sportu. - Przyszedłem – poprawiłam go z rozkoszną minką. - Że co? Słuchaj, jak potrzebujesz trochę hajcu, to mogę ci dać, ale potem, bo zapomniałem karty do bankomat. - A skąd masz tyle kasy? - Mała, mam trochę znajomości i interesów w mieście – wypiął klatę i spojrzał na mnie z poczuciem wyższości. - Wiesz, handel samochodami, przemyt, narkotyki. Nie mogę cię w to wtajemniczać, bo to mogłoby być dla ciebie niebezpieczne. Wiesz, mam mocne powiązania z mafią. - A, to ty gangster jesteś! - powiedziałam głośno, aż kilka osób odwróciło się w naszym kierunku. - Ciszej, bo może tu być jakiś pies na sali! - syknął na mnie. - Dobra, dobra, sorry – odpowiedziałam konspiracyjnym szeptem. - Nie wiedziałam, że nie lubisz zwierząt. Juz będę uważać, mój ty gangsterze. Ten sam kelner co przedtem podszedł z tacą do naszego stolika, postawił przede mną sałatkę i wodę mineralną, a Januszowi podsunął pod nos golonkę i dwa piwa, robiąc to tak nieuważnie, że z jednego kufla rozlało mu się trochę złocistego płynu. - Przepraszam, zaraz wytrę – mruknął ledwie zrozumiale i ruszył w stronę zaplecza. - Żryj, jebany fagasie – powiedział cicho, gdy był już dobre pięć metrów od nas. - Co powiedziałeś, sukinsynu?! - Janusz też to usłyszał i zerwał się na równe nogi, zaciskając pięści. - Powiedziałem: „smacznego” - spokojnie odpowiedział kelner, patrząc mu w oczy. - A ja kurwa słyszałem coś innego! - Musiał się pan przesłyszeć. - Siadaj, Janusz, nie rób scen! - uspokajałam go robiąc słodką minkę. - Ten pan powiedział „smacznego”. - Dobrze, że mnie powstrzymałaś, bo bym zabił tego kutasa! - Janusz usiadł i z nienawiścią spoglądał za kelnerem idącym w stronę kuchni. - Widzę, że naprawdę jesteś bardzo twardy! – położyłam dłoń na jego dłoni i zakpiłam w żywe oczy, ale Januszek nie wyczuł drwiny w moim glosie. - Czy jest ktoś, kogo byś się bał? - Nie ma! Może iść na mnie dwóch, trzech, pięciu dwumetrowych byków, a ja nie spękam, tylko wszystkim im nakopię do dupy! Jestem po prostu niewyobrażalnie twardym twardzielem! - To aż strach się bać! Ścisnęłam mu dłoń jak mała dziewczynka, która szuka oparcia w kimś dużym i silnym. Och, jak łatwo jest manipulować facetami! Jak go teraz podpuszczę to dopiero zacznie opowiadać głupoty. Przynajmniej będzie wesoło. - Pewnie taki macho jak ty, w dodatku wyglądający na Włocha, ma duże powodzenie u dziewczyn? - Niesamowicie duże! Same się pchają, aż nie mogę się od nich odgonić! Mała, ile ja lasek już w życiu przeleciałem! - Ile? - Ile, ile? Nie wiem ile? Dużo, bardzo dużo. A czemu pytasz? - A tak sobie. To pewnie jesteś świetny w łóżku? - drążyłam temat. - No a co? Mam ci mówić? Babe, w łóżku jestem po prostu debeściak! Nie ma dupencji, której nie dałbym rady zadowolić. - A jesteś długodystansowcem czy raczej preferujesz szybkie numerki? – włożyłam palec wskazujący do ust i ssałam go chwilkę, a potem spojrzałam na Januszka i zatrzepotałam rzęsami. - A ty? - zrobił sprytną minę. - Ja się pierwsza pytałam – odpowiedziałam słodkim, zmysłowym głosem. - Mogę i tak i tak, jak chcesz. Mnie to obojętne, i w szybkich, i w wolnych jestem najlepszy. - Ja nie przepadam za szybkimi numerkami – odkryłam trochę karty, żeby przekonać się, jak facet zapatruje się na te sprawy. Janusz z pewnością nie był chłopakiem, z którym chciałabym się wiązać na dłużej, ale niewątpliwie był atrakcyjny fizycznie i prawdę mówiąc – pociągał mnie seksualnie. Czasami mam ochotę zrobić coś szalonego i właśnie teraz poczułam, że jestem gotowa na przeżycie z Januszem niezobowiązującej przygody. Oczywiście nie jestem żadną puszczalską, ale kobieta też ma swoje potrzeby i prawo do ich zaspokajania. Skoro facet może iść do łóżka tylko dla przyjemności, to kobieta też może, nieprawdaż? A co, nie jesteśmy nic gorsze, a nawet lepsze! - Nie? Dlaczego? – zdziwił się Johny i znów poprawił dłonią swój nażelowany fryz. - Po prostu wolę, jak jest dłużej, czulej i romantycznej – uśmiechnęłam się, głęboko i przejmująco spoglądając chłopakowi w oczy. - To bardzo dobrze trafiłaś, mała! Jestem mistrzem gry wstępnej i potrafię tak przedłużać stosunek, że zanim dojdę, laska ma już z pięć orgazmów. - Naprawdę? To niesamowite, że potrafisz doprowadzić kobietę do pięciu orgazmów – pogłaskałam rękę Kilera myśląc, że jeśli nawet połowa z tego jest prawdą, to facet musi być naprawdę świetnym kochankiem. - Pewnie, że potrafię, babe! Chętnie ci to udowodnię! Gdzie to zrobimy – u ciebie czy u mnie? - Zaraz, zaraz, Johny! - musiałam być stanowcza i pokazać mu, że nie jestem taka łatwa. - Jeszcze nie powiedziałam, że zgadzam się pójść z tobą do łóżka, więc przyhamuj trochę, dobrze? - To tylko kwestia czasu – powiedział pewnym siebie głosem i uśmiechnął się szeroko.- Jeszcze żadna mi się nie oparła. - To się jeszcze okaże. Przepraszam cię na moment, muszę iść do toalety – teraz przez chwilę postanowiłam być oziębła. To najlepszy sposób na facetów - na zmianę kusić i przyciągać, a potem lekceważyć i odpychać. To zawsze działa. Poszłam przypudrować sobie nosek i poprawić fryzurę, a stojąc przed lustrem w łazience wpadłam na świetny plan, jak tu sprawdzić, czy macho Janusz faktycznie jest taki twardy, jak sam o sobie opowiada. Wróciłam więc do stolika i zaaferowanym głosem powiedziałam do rozpartego na krześle chłopaka: - Przechodziłam koło tego kelnera, który nas obsługiwał i słyszałam, jak rozmawiał z kelnerką. Wiesz co jej powiedział? Że wnerwiłeś go na maksa i dlatego nasiurał ci do piwa. - Co?! Zajebię tego skurwysyna! Zatłukę jak psa! Janusz pobiegł jak oparzony na zaplecze restauracji, prawdopodobnie by pobić kelnera, a ja dyskretnie ruszyłam za nim. Zżerała mnie kobieca ciekawość, jak macho poradzi sobie w tej sytuacji. Skierowałam się w stronę dobiegających mnie krzyków i stanęłam na korytarzu, przez niedomknięte drzwi przyglądając się interesującej scenie. - Nikt jeszcze nie odważył się nasiurać mi do piwa! Jesteś już trupem! - Janusz trzymał za kołnierz kelnera i krzyczał mu prosto w twarz. - O czym pan mówi? Akurat panu nie nasiurałem do piwa! Niech mnie pan puści! Nagle do pomieszczenia drzwiami od kuchni wszedł olbrzymi, bardzo masywny, ponad dwumetrowy mężczyzna w białym, kucharskim kitlu. Podszedł do Janusza od tyłu, wykręcił mu ucho jak uczniakowi i odciągnął go na bok. - Głuchy jesteś, pajacu? - krzyknął olbrzym. - To nie on nalał ci do piwa! Więcej szacunku dla ciężkiej pracy kelnera! - uderzył Janusza otwartą ręką w twarz, a chłopak nie odważył się mu oddać, drżąc ze strachu przed przerastającym go o głowę grubasem. - A teraz przeproś pana Stasia, dokończ swoje żarcie i wypierdalaj z lokalu. - No właśnie, dupku! Więcej szacunku dla ciężkiej, uczciwej pracy kelnera! - drugi mężczyzna doskoczył do Janusza i mocno uderzył go pięścią w brzuch, aż chłopak zwinął się z bólu. - Nie słyszałem, co powiedziałeś! - kucharz jeszcze mocniej wykręcił Januszowi ucho, aż ten głośno syknął z bólu. - Przepraszam, panie Stasiu... - wydusił z siebie Janusz. - I powiedz, że jesteś dupkiem i cieniasem! - Jestem dupkiem i cieniasem. Puść, boli! - Bo ma boleć! - olbrzym jeszcze raz uderzył go w twarz. - A teraz wypad mi stąd, pókim dobry! To jest pomieszczenie tylko dla personelu! Szybko wycofałam się do sali i z powrotem zajęłam miejsce za stolikiem, żeby nie przyłapali mnie na podsłuchiwaniu. Kucharz nie wyglądał na takiego, który darzył należnym szacunkiem płeć piękną. Chwilę później dołączył do mnie Janusz. Minę

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych