Manipura
Czy to baśń, czy nie baśń...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Chantalle leżała na zielonej łące, pod niebem tak błękitnym, że raziło w oczy. Dopiero co ścięta trawa rozkosznie drażniła nozdrza. Zaciągała się głęboko, wdychając podniebne zapachy skoszonej trawy, kwiatów i pobliskiego lasu. Była sjesta, pora drzemki. Czas marzeń sennych, choć dziennych. W jej głowie tworzyły się obrazy, które po przebudzeniu szybko spisywała. Biegła boso do altanki, której dach poruszany wiatrem delikatnie się wybrzuszał. Siadała na dębowym pniaku z oparciem, opierała łokcie na wielkim stole i zaczynała pisać. Pisać to, co zapamiętały myśli, ulotne zdarzenia i postacie, które za chwilę mogły przestać istnieć. Tylko ona mogła sprawić, że ożyją, staną się realne jak woda i codzienny chleb.
Codziennie tworzyła scenariusz na kolejny dzień. Musiał być dobry, ciekawy i trzymający w napięciu aż do ostatniej lunety. Srogi Bau, którzy władał planetą zawsze wybierał ten najlepszy. Ten, który w danej chwili najbardziej mu odpowiadał. Jeśli przerwał czytanie w połowie lub zwyczajnie ziewał podczas lektury, był to zły znak. Ostatnia luneta była czynnikiem decydującym o wyborze scenariusza, a tym samym nagrodzeniu autora. Kilka wyróżnień z rzędu zapewniało pobyt na cudownej łące pod lazurowym niebem albo awans i przenosiny na jeszcze piękniejszą. Jeszcze bardziej pachnącą skoszoną trawą wymieszaną z podsuszonym sianem. Chabrami, makami, dmuchawcami i tysiącem innych kwiatów. Dochodziły do tego bonusy w postaci treli ptaków, koncertu świerszczy i uroczych gonitw leśnych stworzeń, wynurzających się czasem z szumiącego lasu.
Ci, którzy nie zyskali przychylności Bau, których scenariusze wiały zwyczajnie nudą lub mizerotą, byli skazani na karę. Wszyscy drżeli na myśl o powrocie na Ziemię, gdzie rządził leniwy i rozpasany Mae. Król pazerny na tanie błyskotki i cuchnące zaprzedaniem bogactwa. Niesprawiedliwy, wszechwiedzący, pozbawiony marzeń i dalszej wizji świata. Żył z dnia na dzień. Rozrzutnie, kosztem swych niewolników, którzy naiwnie myśleli, że nimi nie są. Że są wolni i mogą o czymkolwiek decydować.
Mieszkańcy Manipury, rajskiej planety oddalonej o miliardy lat świetlnych od złej Ziemi, drżeli na myśl o ponownym nań zesłaniu. Kto raz zaznał życia na Ziemi, nigdy nie chciał już tam wracać. Sam powrót był zapowiedzią czekających okropieństw. Przyszły zesłaniec musiał wyszukać odpowiedni ewak, studnię przejścia, którym spadnie na Ziemię. Srogi Bau wskazywał najpierw pisarzynie pole zagęszczone przez gnijące kalafiorowe głąby. Skazaniec miał za zadanie wyszukać sobie ten najbardziej odpowiedni. Taki, do którego mógł się zmieścić. Odpowiedni ewak podczas dotykania przybierał właściwy rozmiar, czerwoną barwę i otwierał długi korytarz przejścia, którym skazaniec spadał na Ziemię. Był poturbowany, poobijany i śmierdzący rozkładem. Tak później żył - brudno, ciemno i bez marzeń. Skazańcy uciekali od ewaków, co sił pędząc na krańce pola, jednak wszystkowidzący Bau sprowadzał ich z powrotem, nakazując skok w kalafiorową przepaść.
Chantalle urodziła się na Ziemi, dorastała tam, poznała wszystko czego nie pragnęła i kim nie chciała zostać. Miała głowę pełną marzeń i pięknych scenariuszy. Nie pasowała do brzydoty, zła i zakłamania. Bau z daleka wyczuwał to niedopasowanie i po takich jak ona zsyłał posłańców. Przybywali pod postacią młodych chłopców lub młodych dziewcząt. Kusili czarem, rzadką urodą, niedopowiedzeniami i nieopisanym powabem. Wywoływali tęsknotę za ucieczką, ta stopniowo narastała, a przybrawszy kulminacyjną falę prowadziła uciekiniera do odpowiedniego ewaka. Nim trafiał na planetę Manipura.
Podróż, choć trwająca krótko była spełnieniem zaczątków marzeń. Była bliskością, dotykiem, pocałunkiem, pieszczotą… Zabronione było jednak zespolenie. Niespełnienie było warunkiem trwania uczucia, snucia marzeń i rojeń sennych. One zaś były bazą, osnową do tworzenia nowych scenariuszy, planów przyszłych, następujących po sobie dni. Z ich czytania czerpał przyjemność Bau. Z utęsknieniem czekał na wieczorny, multi-autorski zbiór. Czytał je wszystkie, oceniał i wybierał najlepszy. Ten jedyny, który zapewnił mu mega-lunetę. Zgodnie z najlepszym scenariuszem przebiegał kolejny dzień.
Chantalle, odkąd opuściła Ziemię nigdy już na nią nie wróciła. Jej plany wybitnie podobały się Bau. Tryskały świeżością, emocjami, spontanicznością. Bau wiedział kim ona jest. Znał jej historię, historię jej uczucia. Uwielbiała kolor żółty, nosiła zwiewne żółte sukienki i kapelusze. Była żywiołem ognia. Gdy pisała, wszystkie emocje i namiętności eksplodowały, zapełniając białe arkusze wielkich kart, odczytywanych wieczorami przez władcę Manipury.
Jej wybraniec, jej niespełnione marzenie miał na imię Jakub. Był młodym, uroczym młodzieńcem o śniadej cerze, który spoglądając na nią spuszczał wzrok. Czasem nucił coś pod nosem, mówił do siebie słowa, których znaczenia nie rozumiała. Był nieśmiały, a jednocześnie bardzo pociągający. Nie mogła o nim zapomnieć, o ich podróży ewakiem. O dotykach, pocałunkach i pełnych pożądania pieszczotach. O jego szczupłym, wysportowanym ciele. Długich nogach i delikatnych dłoniach. O zniewalającym uśmiechu. Śniła o nim, marzyła, był inspiracją do scenariuszy. Czuła, że i ona nie była mu obojętna. Widziała zainteresowanie w jego zielonych oczach. Rozbudzoną męskość i chęć zbliżenia.
Nie spotkała go nigdy więcej. Gdy wypełnił misję sprowadzenia jej na Manipurę wrócił do swoich zadań. Był w tym świetny. Bau o tym wiedział i dlatego to jego wysyłał w niekończące się serie delegacji na Ziemię. Pokusą spełnienia sprowadzał najpłodniejsze marzycielki, najwytrawniejsze autorki. To Jakub w dużym stopniu był sprawcą najlepszych scenariuszy. Siła tęsknoty jest przemożna, nieograniczona… Kreuje arcydzieła, arcyscenariusze.
*****
Wygnani na Ziemię czasem wracali. Mieli taką możliwość. Siła ich marzeń i tęsknoty sprawiała, że srogi, ale sprawiedliwy Bau dawał
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…