Wróć do katalogu

Mateusz

opowiadanie z cyklu Kochankowie

marta, opublikowano , 9 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mateusz i ja. On był na ostatnim roku anglistyki. Rodzice wynaleźli mi go przez znajomych. Jest dobrym nauczycielem, mówili wszyscy. W obce języki inwestować warto. No i stało się. Dwa razy w tygodniu z Mateuszem rozmawiałam, czytałam i tłumaczyłam. Imponował mi. Mówił z cudnym brytyjskim akcentem. Wsłuchiwałam się w te idealnie wymawiane samogłoski i miękkie spółgłoski. Na początku przychodził do mnie. Potem okazało się, że mieszka bardzo blisko mojego liceum. I w sumie bardziej by nam pasowało spotykać się u niego. Podobało mi się, że rozmawiał ze mną wyłącznie po angielsku. Kiedy tylko wchodziłam, natychmiast pieścił moje uszy tym swoim nieskazitelnym brytyjskim akcentem.

Moja leśna przygoda z Norbertem miała miejsce w maju. Od tamtej pory nie mogłam dojść do siebie. Przestałam kompletnie interesować się facetami. Zrezygnowałam nawet z ‘chodzenia’ z pewnym szkolnym Casanovą... Norbert nadal mówił mi swoje tajemnicze cześć, uśmiechał się przy tym fajnie i tyle. W sierpniu zaczął spotykać się z dziewczyną ze swojej klasy. Na sam ich widok robiło mi się cholernie zazdrośnie. On stonowany, ona rozświergotana. I bardzo ładna przy tym. Ryczałam sobie w poduszkę i na wszystkich facetów patrzyłam przez pryzmat Norberta. Sama nie wiedziałam o co mi chodziło, bo przecież leśna przygoda była na pozór totalnie beznadziejna i pozbawiona treści. A jednak...

Z Mateuszem rozpoczęliśmy zajęcia we wrześniu. Uwielbiałam te lekcje. Zero nudy i dłużyzn. Mateusz wybierał ciekawe tematy, często kontrowersyjne, wzbudzające emocje. Słownictwa uczyłam się dosłownie mimochodem, gdy bardzo chciałam coś powiedzieć Mateusz posuwał mi delikatnie odpowiednie słowa, a ja przenosiłam je natychmiast do pamięci długotrwałej.

Po jakimś czasie lekcje angielskiego stały się nieodłącznym elementem mojej egzystencji. Nieodzownym i koniecznym. Mówiłam coraz lepiej, z coraz większą swobodą, naturalnie. Mateusz zaczął podsuwać mi angielską poezję. Pomagał mi ją rozumieć. To były najlepsze lekcje w moim życiu.

Mateusz wydawał mi się coraz bardziej atrakcyjny i ciekawy. Jeśli nawet zdarzyło mi się wtedy przypadkiem wpaść na Norberta i jego długonogą piękność, kończyło się na nieprzyjemnym ciężarku gdzieś w okolicach przepony. Ów ciężarek dematerializował się powoli i po jakiejś godzinie znikał. No, nie zupełnie, ale pozornie go nie było.

Pewnego dnia Mateusz przygotował tekst pod tytułem Love Marriage Sex. Najpierw poprosił mnie, abym ułożyła te słowa w takim porządku, jaki uważam za właściwy. Potem dyskutowaliśmy długo, spieraliśmy się co do kolejności. Mateusz dodał kolejne dwa słowa: wierność, zdrada. Powiedziałam, że nic jeszcze nie wiem na ten temat, jestem za młoda, nigdy nie byłam w stałym związku itepe. No dobra, Marta. Zmieniamy temat. Pamiętasz swój pierwszy raz? No jasne, pierwszy raz zawsze się pamięta. Lepiej lub gorzej zawsze w pamięci zostaje. Opowiesz mi, zapytał nagle. Najpierw ty mi opowiedz, Mateusz. Mówimy po angielsku. Jest jakoś łatwiej, ukrywamy się pod tym obcym językiem, my, nie-my. On opowiada o Natalii. Jesteś do niej podobna, wiesz? Chwilami nie rozumiem słów, proszę aby tłumaczył. Wtedy przez moment czujemy zakłopotanie. Później mówię ja. Nie mogę znaleźć słów. Pokaż mi, mówi Mateusz. Dotyka mojej dłoni, a ja ją cofam. Przepraszam Marto. Cały czas mówi po angielsku, a ja mam już dość. Tak nagle. Chcę rozmawiać z nim po polsku. Zaczynam mu się przyglądać. Patrzę jak na faceta. Duże dłonie. Gęste czarne włosy. Długie rzęsy. Czerwone usta. Przysuwam się i dotykam wargami jego warg. Wiem, że czekał na to. Marto, mówi mi do ucha, ty masz zawsze na sobie czarny stanik. Nosisz tylko czarną bieliznę? Mhm, odpowiadam. Myślę o tobie dużo, mówi do mnie a ja sobie uświadamiam, że też o nim myślę. Ale czy myślę o nim, czy o tych lekcjach? Nie umiem sobie odpowiedzieć. Ja też myślę o tobie, Mateusz, mówię w końcu bo wiem, że właśnie to chce usłyszeć. Przytula mnie mocno do siebie. Marto, zakochałem się w tobie... O nie nie. To niemożliwe. I mówię, Mateusz, nie znasz mnie przecież. Znam znam, Marto. Po co to wszystko mówisz, pytam ze strachem. Będziemy razem, Marto. To nierealne przecież. Ale nic nie mówię. Chcę cię tylko całować... Marta, nie chcę cię skrzywdzić... Właśnie to zrobiłeś, mówię sobie w myślach. Teraz to już koniec. Amen. Nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych