Wróć do katalogu

mgla

j.w.

Ron, opublikowano , 6 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstałem dziś wcześnie, jak zwykle. Ciekawe, ale zawsze kiedy kładę się spać o którejkolwiek godzinie budzę się o szóstej. Wyjrzałem przez okno. Wszystko przykrywała delikatna pierzyna mgły. Wpatrywałem się w tą mgłę stojąc w oknie i popijając gorącą kawę. Czego więcej potrzeba człowiekowi do szczęścia. - O śnieg – powiedziała przekręcając się leniwie w łóżku i owijając się ciepłą kołdrą - Nie, to tylko mgła – odpowiedziałem. – Śpij dalej. Przekręciła się na drugi bok i znowu zapadła w sen. Od czasu do czasu dolatywało mnie jej cichy, równomierny oddech. Pewnie śni jej się znowu coś „miłego”. Opowie mi to jak tylko wrócę z pracy. Usiadłem w fotelu i zacząłem czytać jakąś książkę. Nie pamiętam nawet już co to było, bo co kilka zdań spoglądałem przez okno na świat pogrążony we mgle. Nie mogłem się przez nią skupić. Sprawdziłem godzinę. Już najwyższy czas iść do pracy. Ubrałem się cicho, tak żeby jej nie budzić i pocałowałem w policzek jak co dzień kiedy wychodzę. Zamruczała cicho i uśmiechnęła się przez sen. Zarzuciłem sobie plecak na ramie i wyszedłem. Stałem jeszcze chwilę przed drzwiami domu, pooddychałem zimnym, wilgotnym powietrzem i ruszyłem w moją codzienną wędrówkę do pracy. Widoczność przy tej mgle była naprawdę niewielka, zaledwie kilka metrów, ale nie przeszkadzało mi to. Lubię poranny spacer do pracy. Można posłuchać sobie w międzyczasie walkmana i przemyśleć wszystkie sprawy dnia poprzedniego. Taka mała wycieczka na pewno uspokaja i dystansuje cię w jakimś stopniu do problemów, z którymi będziesz musiał się zmierzyć. Trzeba co prawda wyjść trochę wcześniej, ale za to jak przyjemnie robi się człowiekowi na duszy. Tak więc szedłem słuchając jakiejś spokojnej, aczkolwiek nie dołującej kapeli, żeby nie zepsuć sobie dnia już na samym początku, pogrążony w myślach. Mgła była naprawdę gęsta. Idąc chodnikiem nie widziałem przeciwległej strony jezdni. Mijający mnie ludzie wyłaniali się jak upiory z oparów dymu. Mijałem bloki i ludzi. Samochody jadące ulicą były by zupełnie niewidoczne gdyby nie reflektory. Wyglądało to tak, jak gdyby mijały mnie same światła w połączeniu z warkotem silników aut. Przejście przez jezdnie jedno, drugie, trzecie. Byłem już w połowie drogi. Pozostało mi pokonanie autostrady przebiegającej przez sam środek miasta. Światła nie działały. Nie przejąłem się tym zbytnio. Nie działały odkąd tylko pamiętam. Gdyby działały wtedy zaczął bym się zastanawiać. A tak to zupełnie normalne. W tym kraju wszystko jest zepsute, łącznie z ludźmi do szpiku kości. Media pokazują tylko brudne ulice, odrapane bloki. A przecież jest tyle pięknych miejsc. Tylko, że nikt tego nie dostrzega. Przypomniał mi się cytat z opowiadania, które czytałem jakiś czas temu, bardzo dobrze obrazuje współczesną rzeczywistość: "Nie potraficie uczyć się na własnych błędach gdyż nie potraficie przyznać się do nich... Waszą wadą jest…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych