Miasto Bogów cz.V (zmieniona)
Podczas gdy Kali, Joachim i ich nowy towarzysz uciekają przed śmiertelnym zagrożeniem, w dalekich górach dopełnia się los innej niezwykłej istoty, może bardziej niezwykłej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Co z tego wyniknie...?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lilith szła powoli ciemnymi uliczkami brudnego, cuchnącego miasta. Omijając wyrwy w zniszczonym bruku ze wstrętem i niedowierzaniem myślała o stworzeniach zamieszkujących to przedziwne miejsce. Bo istotnie, miasto miało dość nietuzinkowy wygląd. Wyrzezane z czarnej skały i stanowiące jedność z górą, stanowiło jakby jej żywy organ wyrosły niespodziewanie na stromym zboczu, wznosząc się coraz wyżej i wyżej. Nierówne, jakby ledwo wyciosane fragmenty budynków rysujące się pojedynczo w czarnym masywie przypominały plamy liszaju na twarzy jakiegoś potwornego stwora.
Jednym słowem idealne miejsce dla zbiegów i uciekinierów.
I dla mnie, pomyślała Lilith dotarłszy do skraju miasta. Uklękła, przechylając się przez krawędź skały. Nic nie chroniło jej przed upadkiem, nic prócz własnej przezorności i kilku nędznych kamieni, w każdej chwili gotowych złośliwie umknąć spod palców i skazać ją na wielokilometrowy lot w kierunku ciemnej otchłani. Miasto nie potrzebowało murów gdyż osadzone było na szczycie surowej góry z każdej strony otoczonej potężnymi szczytami, stanowiącymi wystarczającą barierę dla intruzów. Bezpieczeństwo miało jednak swoją cenę: docierała tu zaledwie odrobina światła słonecznego, a domy otaczała wieczna, wilgotna mgła wyziewająca z rzeki płynącej u podnóża góry. W rezultacie miasto było zimne i ciche, pozbawione choćby najmniejszych oznak życia, nawet najmniejszych roślin, nic.
W tym miejscu myśli Lilith zatrzymały się na moment, spoczywając na zrujnowanym budynku za jej plecami. Ogromny, kanciasty gmach z czarnego kamienia, pozbawiony drzwi i okiennic ział pustką. Ciemne, pozbawione szyb otwory przypominały jej puste oczy zabitych, pełne żalu i wyrzutu, prześladujące ją nawet tu, w tym opuszczonym miejscu. Nierówna wyrwa w murze, układała się w znajomy wyraz jak usta gotowe do krzyku.
Ze złością odwróciła twarz. Nie może zawracać sobie głowy bzdurami. Miała ważniejszą sprawę do załatwienia, a myślenie o przeszłości nie mogło zmienić tego kim się stała. Jestem jaka jestem, pomyślała. Taka jest cena za los jaki wybrałam.
Cichy szelest za plecami wyrwał ją z rozmyślań. Poderwała się gwałtownie, równocześnie chwytając za broń.
Młoda kobieta spojrzała na nią przejrzystymi oczami po czym z wyraźną swobodą usadowiła się na pobliskim kamieniu. Przy jej nodze czujnie warował olbrzymi Gamrem, wilk o czerwonej sierści i pałających, wilgotnych ślepiach, dziwnie podobnych do oczu swej pani.
Kobieta wyszczerzyła zęby.
- Witaj Lilith, miło cię znów widzieć.
Lilith sapnęła.
- Co tu robisz Hel?- spytała. To spotkanie było zdecydowanie nie po jej myśli.
- Och, moja droga, czy nie mogę spotkać się ze starą przyjaciółką? W końcu znamy się tak długo, tyle razem przeszłyśmy…
Lilith skrzyżowała ramiona w obronnym geście. Hel leniwie wyciągnęła nogi obciągnięte w długie skórzane buty, jednocześnie podpierając się rękoma o brzeg głazu u stóp którego spoczywała sfatygowana torba. Ciemny płaszcz odbijał smugi światła jasnymi plamami rozmazanej bieli. Lilith zdumiało nagle jak młodo wygląda zważywszy na swój wiek. Czas nie miał nad nią władzy; zarówno skóra jak i ciemnobrązowe włosy pozostały takie jakie same jakie były gdy widziała ją po raz ostatni, przeszło dwieście lat temu. Z trudem odepchnęła od siebie bolesne wspomnienie tego dnia. Spojrzała na Hel. Dziewczyna z ciekawością rozglądała się dokoła, aż jej wzrok zatrzymał się na zrujnowanym budynku, który zwrócił uwagę Lilith.
- Mmmm, ciekawe miejsce na kryjówkę. W twoim stylu, choć moim zdaniem trochę zbyt wilgotne… Nie ma to jak Morg, wiesz ten pył wulkaniczny.. Elsber też jest ładne, choć trochę tam ostatnio tłoczno…
Hel zdawała się nie dostrzegać, że twarz Lilith drgnęła lekko na dźwięk nazwy Miasta Bogów; szczebiotała wesoło, jak gdyby siedziały przy stole na jednej z wielkich uczt Odyna, a nie u brzegu przepaści na skraju martwego, zrujnowanego miasta.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Siofra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…