Wróć do katalogu

Miłość na kółkach cz. 1

Za wszelkie usterki z góry przepraszam!

mecenasstokroteczka, opublikowano , 7 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pewnego letniego poranka obudziłam się i zupełnie nie czułam własnych nóg. W pierwszej chwili pomyślałam, że mi po prostu zdrętwiały podczas snu. Próbowałam zdjąć lewą, sprawną nogę z łóżka. Poczułam, że nie dam rady, była ciężka niczym ołów. Po kilku minutach bezsensownych prób, w akcie desperacji, zawołałam swojego brata - Pawła. On przeraził się moim krzykiem i przybiegł do mnie. Natychmiast wytłumaczyłam mu o co chodzi. Paweł zdjął moje bezwładne nogi z łóżka, wsunął na nie kapcie... Jednak wszystkie jego próby spełzły na niczym, gdyż nic nie czułam. Po chwili poprosił mnie, abym się położyła, a sam pobiegł po rodziców. Nie zdążył chyba nawet powiedzieć dokładnie o co chodzi, gdyż oni w moment byli w mojej sypialni. Tata zniósł mnie na dół, a tam ułożył bezpiecznie na kanapie. Mama w tym czasie dzwoniła na pogotowie. *** Byłam bardzo zdenerwowana, bo lewej nogi wcale nie czułam, a w prawą jakby wbijało się mnóstwo noży. Gdy przyjechało pogotowie, sanitariusze wzięli mnie na łóżko, wsadzili do karetki i zawieźli do szpitala. Umówiłam się z rodzicami, że oni tylko mnie spakują i przyjadą do mnie. W szpitalu zrobili mi przeróżne badania, jednak one chyba nic nie wykazały, przynajmniej mi lekarze nic nie powiedzieli. Po niecałej godzinie przyjechali moi rodzice i poszli do jednego z lekarzy. Po chwili przyszli do mnie z niepewnymi twarzami. - Kochanie... - zaczęła mama - będziesz musiała jeszcze dzisiaj jechać do Warszawy... - Co się stało? - zapytałam przerażona. - Gdzie? - Do Centrum. Był to szpital, który śnił mi się niemal co noc. Tam miałam pierwszą operację, która nie zakończyła się dla mnie szczęśliwie, został mi po niej ślad na zawsze - prawostronny niedowład. Teraz znów miałam tam jechać prawdopodobnie na zabieg chirurgiczny. I chociaż nie byłam już małą dziewczynką, strasznie się tego bałam. - Nie jadę do Centrum! - stwierdziłam po chwili namysłu. - Wszędzie, tylko nie tam. - Młoda, to najlepszy szpital w kraju. Tylko tam mają możliwości postawienia cię jeszcze do pionu. - powiedział mój wujek, który nie wiem skąd tam się wziął. Na co dzień był lekarzem, pracującym w karetce. A akurat tego dnia miał dyżur na oddziale ratunkowym, na który mnie przewieziono. - To ty mnie stawiałeś zawsze do pionu, pamiętasz? - powiedziałam z wyrzutem, patrząc na niego, jak na swojego guru, który nie da mi zrobić krzywdy. Wiedziałam, że ma do mnie słabość. Zawsze mi ulegał. Myślałam, że tak będzie również tym razem - jednak niestety, serce przegrało u niego ze zdrowym rozsądkiem. - Zbieraj się! - powiedział do mnie tylko i wyszedł z sali, na której leżałam. - Dlaczego to się nie mogło wydarzyć w przyszłym miesiącu? - zapytałam rodzicielkę, która zaczęła mnie ubierać, niczym niemowlaka. - Czemu w przyszłym miesiącu? - zapytała zaskoczona. - Bo już wtedy nie mogliby mnie przewieść do centrum. Przecież to dziecięcy szpital, a ja za dwa tygodnie kończę osiemnaście lat... - powiedziałam z wyrzutem. Wtedy dałabym sobie rękę uciąć, że rodzice zapomnieli o moich urodzinach. - A wiesz, że jeśli już raz byłaś tam pacjentką, to będziesz nią przez całe życie. - powiedziała moja mama. - Też mi zasada. Kurna, niemal złota. - zadrwiłam. - Okej, ja nawet mogę tam jechać, ostatnio nawet chciałam tam ich…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych