Wróć do katalogu

MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (4)

Dalsze niesamowite przygody bohaterów "Skłóconych Królestw" i "Miecza Przeznaczenia". Po raz kolejny staną oni do walki z siłami ciemności, jakie niebezpieczenstwa czekają na nich tym razem?

tommy2007, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Drużyna Łowców Wilków, jak nazwał ich Gladius, wyruszyła w góry o świcie, piątego dnia od opuszczenia wsi w której po raz pierwszy zetknęła się z wilkołakami. Poprzednią noc spędzili na znajdującej się na zboczu najbliższej z gór łące, w towarzystwie górali wypasających tam swoje owce. Na wieść o planowanym celu wyprawy pasterze bardzo się zdziwili, ponieważ według nich Dolina Mgieł była bagiennym obszarem na który nie warto było się zapuszczać. Snake i Ferdinald postanowili nic im nie mówić o sprawie z wilkołakami aby nie wzbudzić niepotrzebnej paniki. Polecili góralom jedynie uważać na owce i trzymać się razem, oni jednak pomyśleli że wędrowcy obawiają się zwykłych wilków.

- Wilcy zawse byli i bendom – powiedział jeden z pasterzy – Ale was panocku jus niech o to głowa nie boli, my sobie z niemi poradzim!

To mówiąc pomachał swą siekierą, która dotąd wisiała przypięta do szerokiego pasa. Wierną pomoc górale mieli też zapewniona ze strony swoich psów o białej, miękkiej sierści, które machały ogonami patrząc na przybyszów. Jednego z tych psów Justyna głaskała po lśniącym, śnieżnobiałym futrze. Czworonogowi widać nadzwyczaj się to podobało bo w rewanżu polizał jej dłoń swoim czerwonym ozorem. Górale wskazali wędrowcom najbardziej dogodną drogę dla koni, którą stanowiła wąska gdzieniegdzie przełęcz, ale o mniej stromych zboczach. Podróż górskim szlakiem rozpoczęła się samego rana. Droga stawała się coraz bardziej stroma, a otaczające ją świerki zamieniły się w krzewy. Po pewnym czasie jeźdźcy musieli już prowadzić swoje konie wąską kamienistą ścieżką mając po jednej stronie wznoszące się wysoko skały, a po drugiej głęboką przepaść. Wkrótce podróżnicy dotarli do miejsca gdzie pod łukiem skalnym musieli przechodzić pojedynczo. Ferdinald postanowił że przodem pójdą konie juczne i wierzchowe prowadzone przez żołnierzy, a na końcu on i wyżsi rangą oficerowie. Po nieco mozolnej przeprawie konie wraz z częścią ludzi znalazły się po drugiej stronie skały na opadającym stoku prowadzącym ku niższym wzniesieniom, za którymi zaczynały się już bezkresne lasy Zavadii poprzedzone mroczną Doliną Mgieł. Nagle nad głowami dał się słyszeć stukot kopyt. Po występie skalnym przebiegło kilka kozic górskich. Pech chciał, że jedna z nich trąciła nogą kamień, który stoczył się w dół porywając za sobą inne drobne kamienie. Wkrótce ze wzniesienia posypał się grad okruchów skalnych i większych brył, zmierzających wprost na stojących na dole ludzi.

- Lawina! Kryć się! – krzyknął Ferdinald i przepuszczając przed sobą swych towarzyszy dał nura w wąską przestrzeń by znaleźć się po drugiej stronie gór. Kilku żołnierzy nie zdążyło na czas i odsunęło się w drugą stronę. Wkrótce sterta gruzu skalnego zatarasowała przejście. Snake, Justyna i kilku żołnierzy zostali odcięci od reszty drużyny. Gdy umilkł huk spadających kamieni jeden z nich zbliżył się do zasypanego przejścia. Ostrożnie przyjrzał mu się z każdej strony i powiedział do swych towarzyszy, którzy również zostali po tej stronie.

- Jest przejście, bardzo wąskie ale jest! Spróbuję!

Wykonał krok do przodu stąpając wolno po zboczu urwiska. Spod jego nóg posypało się kilka drobnych okruchów skalnych, po chwili jednak śmiałek był już po drugiej stronie zwałowiska kamieni. Pozostali żołnierze przepuścili przed sobą Snake’a i Justynę. Pierwszy poszedł Snake, próbując znaleźć jak najlepsze punkty zaczepienia dla swych rąk i stóp. Dziewczyna podążyła za nim. W pewnym momencie spod jej butów osunęło się kilka kamieni. Justyna straciła równowagę i zawisła na skraju przepaści, chwytając się rękami większych głazów, które pod jej ciężarem zaczęły się z wolna przesuwać w stronę urwiska. Snake zbliżył się do niej na kolanach i wyciągnął dłoń do dziewczyny, jednak odległość pomiędzy nimi wciąż była zbyt duża.

- Trzymaj się Justynko, już idę! – zawołał do niej i nachylił się nad urwiskiem.

Na pomoc przyszli mu dwaj żołnierze. Jeden z nich chwycił Snake’a za nogi, a drugi trzymając się jedną ręką skały, drugą objął towarzysza wpół. Dłonie Snake’a i Justyny mogły nareszcie się zetknąć. Dziewczyna przez chwilę zawisła na jednej ręce, by drugą podać Snake’owi.

- Pomóżcie mi! – zawołał żołnierz w kierunku dwóch swoich kompanów, którzy właśnie nadbiegali.

Bez namysłu chwycili swojego kolegę i pomogli mu wyciągnąć na skraj przepaści Snake’a i Justynę. Ocalona i jej ratownik przez chwilę patrzyli na siebie łapiąc oddech, po czym Snake mocno przytulił do siebie swą ukochaną. Justyna objęła go za szyję i szybko pocałowała w policzek, po czym podniosła się z ziemi i podziękowała za pomoc pozostałym swoim wybawcom. Cała szóstka ponownie zbliżyła się do krawędzi urwiska. Tym razem wszyscy bezpiecznie przedostali się na drugą stronę.

Noc spędzona pomiędzy górskimi szczytami, na niewielkiej porośniętej rzadką trawą łące była bardzo chłodna, a w pobliżu było niewiele materiału na rozpalenie ogniska. Na szczęście nie padał deszcz a wiatr wzmagał się tylko chwilami. Ludzie ułożyli się ciasno obok siebie i zasnęli, pozostawiając na warcie dwóch strażników. O świcie cała drużyna była już gotowa do dalszej drogi. Nie była ona jednak zbyt długa, bo jeszcze przed południem jeźdźcy pokonali ostatnie wzgórze i ujrzeli cel swojej wyprawy. W dole rozpościerała się dość szeroka dolina, której środek wypełniało górskie jezioro, a po obu jego stronach rozciągała się bagienna łąka porośnięta na obrzeżach świerkowym lasem. Rzeczywiście było tu bardzo mglisto i sennie. Z przeciwnej strony Dolinę Mgieł odcinał od reszty świata następny łańcuch górski, za którym rozpoczynały się już nieprzebyte lasy Zavadii. Co było dalej nie wiedział nikt, do uszu mieszkańców tej części świata docierały jedynie pogłoski o leżącej daleko na północ mitycznej krainie wiecznej zimy, w której żyły niedźwiedzie o futrze tak białym jak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych